Jump to content

Zawodnicy wędkarscy kontra amatorzy - debata


Grendziu
 Share

Recommended Posts

  • Administrators

Mam nadzieję, że polecimy argumentami mocno po bandzie, z zachowaniem kultury wypowiedzi :icon_arrow1::221_see_no_evil::champagne-2010:

  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

49 minut temu, NPC napisał:

Może jakaś teza np. kto lepiej łowi, lepsze ryby czy cuś :P

Popieram Jarka, niby na jakiej płaszczyznie rozpatrywać ? 

Jak dla mnie, to moje widzenie naszego hobby kończy się z chwilą wyczynowego podejścia. Nie znaczy to, że uważam iż zawodnicy to nie wędkarze, podziwiam ich wręcz za umiejętności / chociaż z tym też bywa różnie, nie wszyscy odnajdują się w amatorskim połowie, niektóry nawet nim trochę pogardzają/. Ale mi takie umiejętności nie są do niczego potrzebne, nie zalęży mi na rywalizacji ani na maksymalizacji ilości złowionych ryb. Uważam, że zgubiłbym przy takim nastawieniu to, co jest dla mnie najważniejsze, a mianowicie - kontemplację natury i świadomego odczuwania jej harmonii z człowiekiem. Dopiero takie podejście jest, jak dla mnie,  warunkiem odczuwania pełni satysfakcji z mojego hobby. B|

Edited by Jurek
  • Like 8
Link to comment
Share on other sites

Amator- zawodnik, i to wędkarz i to, a jednak dwa inne światy chyba. Ze mnie to by zawodnika nie zrobili nigdy, lubię ciszę i spokój, unikam jakiejkolwiek konkurencji z innymi wędkarzami bo po prostu nie dla konkurencji łowię. Do tego preferuję minimalizm, przeraża mnie ilość sprzętu targanego przez zawodników na łowisko, nie odnalazł bym się wśród tego wszystkiego.

  • Like 1
  • Thanks 1
  • Haha 1
  • Heart 2
Link to comment
Share on other sites

  • Administrators

"Jadąc na ryby interesuję mnie aby złowić jak najwięcej ryb, a większa ryba jest przyłowem i się cieszę jak wpadnie jedna lub dwie ekstra"

Ja np jadąc na ryby zakładam, że glajdy mnie nie kręcą, ilość może tak ale złowionej ryby, która mnie interesuję czyli dużej. Świadomie stosuję grubsze zestawy, abo jak już to mieć kontakt z większymi rybami, bez względu czy jadę na komercję czy normalną wodę, chcę łowić świadomie liny powyżej 1kg, leszcze powyżej 1kg, płocie powyżej 25cm. I chcę je łowić jak najwięcej. Tak samo jak gościnnie bawię się na zawodach, to się nie spinam, nie zmieniam na silę (odchudzam zestawów) aby zrobić wynik glajdami. Szybkościowe łowienie małych ryb nigdy mnie nie kręciło.


Można powiedzieć, że wychowałem się na jeziorze margonińskim, tam prawie zawsze, podkreślę prawie  bez jakiegokolwiek wysiłku można było złowić nawet dziesiątki kg ryb małych typu ukleja czy mała płotka i nie było w tym większej filozofii. Wystarczy namoczyć stary chleb zrobić grunt na poziomie 1 metra i łowisz bez opamiętania, to jest nudne, to było dla mnie zawsze nudne. I mam świadomość, że gdyby obok mnie stanął zawodnik to bym przegrał. 

Gdy naprawdę duże płocie (powyżej 20cm)  nie wchodziły na  5/6metrze to zamieniałem czasami zabawę na wzdręgi, nawet małe bawiły, ale były miejsca gdzie podpływałem łodzią i na zwykły chleb nęcony były systematyczne strzały, czasami pod 1kg. I to mnie w tej zabawie interesowało.

"Duża ryba jest podejrzliwa, dlatego martwy robak jest dla niej atrakcyjniejszy" - ponoć to powiedział Pan Misztal wielokrotny mistrz Polski, uczestnik zawodów międzynarodowych - sorry, do wczoraj nie słyszałem o nim ani słowa, też do dziś niewiele wiem. Przepraszam jakby co, wygoogluję później w wolnej chwili.

Pierwsze pytanie: jak bardzo jest podejrzliwa i czy są na to dowody i przeprowadzono jakieś badania? Jak głodna to żre, ryby są bardzo ciekawskie, pewnie mają jakąś tam pamięć. Ale czy to oznacza, że jak żyję xxx lat to ma ciągłego stresa, bo ciągle się czegoś boi, jej życie polega tylko na tym, aby żyć dalej? A czy ryby w ogóle mają uczucia i jak je okazują? @Kotwic ?
(kilka razy słyszałem w zyciu jak amur piszczy po złowieniu, przypomniało to płacz).

Z całym szacunkiem do Pana Misztala i jego osiągnięć trudno jest mi się jakkolwiek zgodzić z tą tezą, że ryba woli martwe. Czy ochotka naturalna, przysmak niemalże każdej ryby jest spożywana przez nie bardziej ochoczo jak jest martwa, śmierdzi czy jak jest żywa i soczysta?

Sam łowię ponad 35 jak nie więcej lat i od dzieciaka na początku się przyjęło, że gdy masz dżdżownicę mocno potarganą, nie wiję się na haku to jest mniej brań. I taką tezę przyjmuję do dziś, że wszelakie robaki jak są żywe to są bardziej atrakcyjne, że to zawodnicy wmawiają nam, bo muszą się dostosować do regulaminów podczas zawodów, że martwe jest atrakcyjniejsze. A u mnie od ponad 35 lat jest inaczej i nie łowię tylko raz w roku. Zawsze jak już na haku było coś zdechłe to jakby było brań mniej. Ponadto nie jest tak, ze przez te lata nie czerpałem wiedzy od zawodników czy innych wedkarzy, zawsze staram się ulepszać swoje wędkarstwo, ale nie kosztem łowienia glajd.

Wczoraj przeprowadziłem mały eksperyment, przy którym trudno po jednym razie wyciągnąć wnioski. 

Zimną wodą zalałem robale, że było zimno to były niemalże nieżywe (hibernacja czy jakoś). Część z nich też było na zakończenie jak zawsze w zanęcie z gliną i tam sobie chodziły. Natępnie
wyrzuciłem z pól litra żywych i martwych robaków z ziemią i zanętą (sorry, uznałem to za eksperyment i zanęty było bardzo mało na 2litry ziemi bełchatoweskiej 300g zanęty) na głębokość ponad 3m aby obserować, jak pracuję zanęta, jak to niby robale uciekają ze stanowiska nęcenia etc. Ponieważ jest bardzo czysta woda eksperyment będę powtarzał często w miarę możliwości.

Pierwsze mini wnioski są takie:
bardzo zimna woda, robale praktycznie nie zmieniły w jeziorze swojego miejsca, leżąc przez około godzinę ani nie były atrakcyjne (nie przyciągneły z kilometrów ryb) jako martwe i jako żywe dla ryb. Uważam, że tego dnia ryby nie żerowały, a i mogło ich nie być w miejscu gdzie łowiliśmy, bo w końcu mamy zimę. 

Wracając do Pana Misztala i jego tezy na temat tego, że martwe jest atrakcyjniejsze, oraz do tego, że zawodnicy od dłuższego czasu wmawiają nam, że martwe jest lepsze.
Czy któryś z Panów zawodników zrobił proste (w sumie nie do końca proste, bo  dość wymagające) badanie typu:
 10/15 różnych wód. Z 20 powtórzeń na każdej wodzie. Nie wiem ile, ale załóżmy 6 kamer pod wodą, po trzy na zestaw i nęcił tak samo obok siebie i łowił na dwa zestawy, raz na martwe i jednocześnie na żywe robaki? Obserwacja pod wodą ryb i ich zachowań, wszak to zawodnicy rzucają punktowo i nie  powienien być to dla nich większy problem, aby zestaw lądował przed kamerami. Jeśli tak lub podobnie ma na to dowody twarde i na podstawie takich obserwacji stwierdził, że martwe są lepsze, a żywe mniej to chylę czoła i stawiam duży dobry browar.

Oczywiście nie tyczy się to tylko martwych czy żywych robali. Bo np możemy pójść w spinning.

Dlaczego dość często "tubylcy" wygrywają lub są w czołówce zawodów na swoich wodach? Łowią gumami za 1 czy 3zł i dają radę? A zawodnicy czasami wmawiają nam, że woblery masowe typu Salmo czy Rapala to nie to samo, trzeba kupować HANDE MADE min 70-100zł za sztukę?

Szczupak jak atakuję to uderzy nawet w zwykłą marchwekę dobrze prowadzoną, atakuje liście to czemu nie w buraki :P

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

Cytat

"Jadąc na ryby interesuję mnie aby złowić jak najwięcej ryb, a większa ryba jest przyłowem i się cieszę jak wpadnie jedna lub dwie ekstra"

Właśnie pytanie czy jedziemy na ryby tj. odpoczywać czy jedziemy na zawody i staramy się wygrać. Porównajmy to do jazdy na rowerze: jedna osoba jedzie 10 km na tydzień np. w niedzielę dla zdrowia a druga osoba jedzie w Tour de France.

A niby używają tego samego roweru na 2 kółkach  :P

 

Więc nie, nie jest to samo bo zawodnik na zawodach może lubić łowić ryby ale on ma wygrać a nie rozkoszować się przyrodą. Ma złowić więcej jak inni, szybciej, lepiej.
 

 

Martwe robaki - tak jest różnica i to spora.

Zobaczcie co robi żywy robak na haku od około 40 sekundy:

A teraz jeżeli nie damy mu możliwości zakopania się, będzie się wił i to właśnie  prowokuje ryby do brania. W szczególności mniejsze ryby bo one muszą już, teraz, nagle zjeść by urosnąć. Nie zje ona to zje kolejna ryba z ławicy - konkurencja pokarmowa w stadzie, jak urośnie i drapieżnik już nie będzie takim zagrożeniem to będzie mogła wybrzydzać. Stado też już będzie mniejsze :D

Do tego rozkładające się robaki pachną zupełnie inaczej niż żywe! Trochę za bardzo ogólnikowo napisane "robaki" bo jakie? Czerwone, ochotka mięsne vel białe, pinka?
Mowa o spławiku, feederze, na rzece, na stawie? O samej temperaturze już @Grendziu napisałeś. Tyle zmiennych, że to takie opowiadanie dla opowiadania.

 

"Martwe jest atrakcyjniejsze" - co znam zawodników to chcą żywą ochotkę a nie martwą :P
Niezależnie czy na hak czy do zanęty.

Edited by NPC
  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

1 godzinę temu, Semi napisał:

Amator- zawodnik, i to wędkarz i to, a jednak dwa inne światy chyba. Ze mnie to by zawodnika nie zrobili nigdy, lubię ciszę i spokój, unikam jakiejkolwiek konkurencji z innymi wędkarzami bo po prostu nie dla konkurencji łowię. Do tego preferuję minimalizm, przeraża mnie ilość sprzętu targanego przez zawodników na łowisko, nie odnalazł bym się wśród tego wszystkiego.

 

A ja lubię zasiadki amatorskie i zawody też z tym że na zasiadkach lubię poeksperymentowac a na zawodach niższej rangi np kołowych sprawdzać czy się sprawdza ??

  • Like 4
Link to comment
Share on other sites

Przed chwilą, Artur napisał:

 

A ja lubię zasiadki amatorskie i zawody też z tym że na zasiadkach lubię poeksperymentowac a na zawodach niższej rangi np kołowych sprawdzać czy się sprawdza ??

Czyli jesteś Artur pół amatorskim wędkarzem pół zawodnikiem.:D

Link to comment
Share on other sites

  • Administrators

Robaka można podbić żywego jak ktoś się boi, że schowa sie w mule czy czymś.  Ponadto jak łowię na robale to nie zostawiam zestawów całą noc.

Inna kwestia. Zestaw końcowy i teza że mamy łowić na 0,0.. coś tam. Wg mnie przesadne odchudzanie.

Choc cos w tym jest.

I znou trzeba się cofnąć za dzieciaka.  Wtedy uczono mnie aby zakładać np na haczyk 3 lub 4 ziarna pęczaku aby nie było widać haczyka. I co dalej?

Potem że pszeniczka ma byc nabita aby było widac delikatnie czubek - wg mnie prawdiłowo przy pszenicy. Dziś łowimy na włos odkrywając hak całkowicie.  Jak to się ma do 0,06mm przyponu?

I teraz kolejne doświadczenie z wody z Czarnego na okonkach z pomostu.

Powtarzane dziesiątki jak nie setki razy.

Puszczam pinke zywą i określam czas kiedy okoń jest podejrzliwy czy bardziej odpowiednio mniej żerujacy.

Czyli nie atakuje wszystkiego  co mu się puszcza pod nos. Podpływa, coś zje i odpływa lub ke wszystko co opada. I wtedy gdy puszczasz mu haczyk z żylką to nie ma bata nie zaatakuję. Co jest winne żýłka czy haczyk?i dlaczego?

 

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Restore formatting

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...