Jump to content

Strona dlaRyb.pl wykorzystuje pliki cookie. Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego portalu. Więcej informacji

Search the Community

Showing results for tags 'ryby'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • OGÓLNE
    • Witamy
    • FUNDACJA - ŁOWISKA - PORTAL "dla Ryb"
    • Wędkarstwo dla osób niepełnosprawnych
    • Wyniki nad wodą
    • Nowości na rynku wędkarskim
    • Pozostałe tematy związane z wędkarstewem
    • Zawody wędkarskie
    • Zanęty wędkarskie
    • Przynęty wędkarskie
    • Konkursy
  • NAUKA
    • Ochrona środowiska
    • Ichtiologia
    • Prawo
    • Akwarystyka
  • METODY I TECHNIKI WĘDKARSKIE
    • Wędkarstwo gruntowe
    • Wędkarstwo spławikowe
    • Wędkarstwo spinningowe
    • Wędkarstwo morskie
    • Wędkarstwo podlodowe
  • SPRZĘT WĘDKARSKI
    • Akcesoria wędkarskie
    • Kołowrotki
    • Wędki
    • Łodzie wędkarskie
    • Odzież
    • Nasze zakupy wędkarskie
    • Handmade
  • KULTURA
  • ŁOWISKA
    • RZGW - jeziora - rzeki - zbiorniki
    • Komercyjne
    • Zagraniczne
  • GIEŁDA
    • Kupię
    • Sprzedam
    • Zamienię
    • Oddam
  • WOLNA STREFA
    • Kultura regionalna
    • Humor
    • Media
    • Hade Park
  • SPRAWY TECHNICZNE
    • Wyniki nad wodą
    • Archiwum
    • Uwagi dotyczące forum

Calendars

  • Community Calendar

Categories

  • Informations

Categories

  • Foundation

Categories

  • Łowiska

Blogs

  • Darek
  • Piotr Traczuk
  • BLOG DANIELA
  • RubiksFishing
  • Feeder transporter
  • Artur Kraśnicki blog
  • Spearfishing-Łowiectwo Podwodne
  • zWędkąPrzezNysę
  • Czesław Czech blok wędkarski
  • Sagittaria sagittafolia
  • Wędkarstwo u Zbyszka
  • Podwodna Polska
  • Feeder & Waggler
  • ABC Wędkarstwa z Kubikiem
  • Mój blog podróżniczy
  • Splot- zawodnicze początki

Marker Groups

  • Wody fundacji "dla Ryb"
  • Jeziora
  • Rzeki
  • Łowiska komercyjne
  • Zbiorniki zaporowe i pozostałe inne niesklasyfikowane
  • Wody i łowiska międzynarodowe
  • Interesting places
  • Polecane sklepy wędkarskie i myśliwskie
  • Oficjalni sponsorzy FUNDACJI "dla Ryb"

Found 47 results

  1. https://www.gov.uk/government/news/anglers-ordered-to-pay-nearly-8000-by-magistrates Czekaj, czekaj przecież w UK jest tak wspaniale, że nie kłusują a ryby same jedzą zanętę na brzegu. Plusem jest szybkość wyroku.
  2. https://www.nowiny.pl/patrol/148153-setki-kilogramow-ryb-wyrzucone-w-lesie-pod-jankowicami-film.html Normalnie brak słów...
  3. Porażki uczą, a w szczególności gdy polujesz na ulubioną rybę jaką jest sandacz. Szybka analiza, co należy wymienić i poszukiwania. Dziesiątki godzin na forach, fejsach i innych youtubach w poszukiwaniu ideału, zagwozdka typu, wydać za sprzęt ponad 3000zł, czy odpuścić, odnaleźć tańsze rozwiązanie. Jak już po wstępie widać, to chodzi o kołowrotek pod ZANDER-ka, mały zgrabny, funkcjonalny. Ktoś kiedyś trafnie określi, że wybór pomiędzy Shimano STELLA, a Daiwa EXIST to jak zadumać się przy wyborze pomiędzy Lamborghini, a Ferrari. Jedno i drugie znajdzie swoich zwolenników i przeciwników. U mnie wybór padł na Daiwa Silver Creek, to takie zauroczenie od pierwszego wejrzenia. Cena około 900zł, kręcioł jak dla mnie z wyższej półki, problem z tym, że gdy już podjąłem decyzję na tak, to nie można go było dostać w Polsce. Dodatkowo jest to kołowrotek poza katalogowy, to gdzie go odszukać? Jednak po co są znajomości, okazało się, że dwa modele były dostępne w Toruniu w sklepie wędkarski ELWALD https://bigriver.pl/ swoją droga bardzo fajna obsługa, polecam. Kolega za telefonem przeczytał mi dane od modelu LT 2500 - C i LT 3000 - C i wybór mógł być tylko jeden. Biorę oba. Mniejszy na okonie i sandacze, a 3000 pod sandacza i szczupaka. Przeważnie łowię gumami z główkami jigowymi do 20g, więc jakby były idealne pod mnie. Daiwa Silver Creek jest dedykowana niby pod tereny górskie, rwące rzeki i żyjące w nich przede wszystkim dzikie pstrągi, ale u mnie i tak znajdą odpowiednie przeznaczenie pod moje ryby. Dla przykładu podaję dane modelu Daiwa Silver Creek LT 3000 - C (2500 jest o 5gram lżejszy i ma mniejszą szpulę, a reszta praktycznie to samo) Waga: 195g Przełożenie: 5.3:1 Nawój: 80cm Ilość łożysk kulkowych: 8; Siła hamulca: 10kg Pojemność szpuli: a) żyłka - 0,23mm - 150m; b) plecionka - 0,13mm - 200m; Praca na sucho, jest cicha, może nie jak Stella, ale równomierna, stonowana, z lekkim szumem, rączka składana i wykręcana bez luzu jak na wyższy model przystało. Plecionka 0,12mm nawinięta równomiernie. Na siłę można byłoby się może i do czegoś przyczepić, ale mądrzejszy będę po sezonie 2019, gdzie jeśli nic nie wyjdzie w praniu to mam zamiar je katować cały następny rok. Dodatkowo z nawiniętą plecionką szum kołowrotka jest jakby wyciszony, słychać tylko pletkę podczas skręcania. Dla mnie wybór doskonały, 3 razy mniej za sztukę jak za kręciołek „Ferrari” a i mam dwa , a podobna prac silnika jak u AUDI RS. AUTOR: Grendziu
  4. http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C30662%2Cprzyroda-na-prozaku.html Jedzmy więcej lekarstw, suplementów czy ogólnie tabletek. O tych nielegalnych proszkach nawet nie wspominam bo rzeki w Wielkiej Brytanii są wręcz skażone narkotykami.
  5. Co by tu dużo powiedzieć: szkoda ryb. Ciepło jest ale nie wiedziałem, że na Mazurach jest aż tak ciepło. https://wiadomosci.wp.pl/masowe-wymieranie-ryb-na-warmii-i-mazurach-przez-upaly-w-jeziorach-brakuje-tlenu-6281715203029121a
  6. Próbowali? Nie wiem czy prąd z akumulatora może zabić ale gratuluję pomysłu stania w kajaku. https://poscigi.pl/klusownicy-lowili-ryby-na-prad-kolo-gorzykowa-zlowili-jedna-rybe-i-wpadli-do-wody-zdjecia/
  7. Ponton wędkarsko-turystyczny

    Oferujemy pontony wędkarsko-turystyczne, karpiowe, zanętowe, motorowe i wiosłowe w atrakcyjnych cenach. W ofercie modele marki BARK, Kolibri oraz NawiPoland. Posiadamy również sportowe deski dmuchane SUP, dmuchane kajaki, wiosła, silniki elektryczne, akumulatory oraz wiele akcesoriów pontonowych i wędkarskich. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą na stronie: http://www.sklep-pontony.pl
  8. W tym roku okazało się, że nikt nie jest w stanie sprawić mi pod choinkę lepszego prezentu niż... ja sobie sam. Trochę wcześniej niż przed Wigilią dostałem wymarzony Picker Flagman Mantaray Elite 270cm/35g. Niesiony radością po takim niespodziewanym prezencie od "Mikołaja / Stana" - postanowiłem, na entuzjazmie zrobić prezentację, recenzje tego cuda. Wydaje mi się, że muszę się wybrać na korepetycje do kolegi Splota w tej dziedzinie, bo nie do końca chyba się udało, choć oceńcie to sami. Po pierwsze w moim teście jest widoczny brak ugięcia wędki na sucho. Niestety nie miałem wolnego kołowrotka i żyłki, wszystko już zajęte pod inne wędziska, a żyłki przyponowej mi było szkoda. Po 2-gie znając moje szczęście, bałem się, że jeszcze coś złamie w czasie takich eksperymentów. No ale, aby jednak nie wyjść na całkowitego amatora w tej dziedzinie - porobiłem chociażby podstawowe pomiary. Większość widać na zdjęciach. Kij ma ma 13 przelotek, w tym wszystkie oprócz tych 6ciu na szczytówkach - są one na podwójnych stopkach. Reasumując - kijek naprawdę super się prezentuje, jestem pod ogromnym jego wrażeniem. Do każdej wędki w komplecie dołączona jest tuba, nie tylko na szczytówki, ale także na samą wędkę. Kolejnym, dodatkowym atutem jest to, że pasują do niej idealnie szczytówki od Picera Flagman Sherman Pro. Wszystkie podstawowe informacje można odszukać w sklepie Gliny Natura, gdzie kupiłem te świetne wędzisko. AUTOR: STAN
  9. Wędkarski ROK 2017 SEMIEGO

    Sezon już zakończyłem, więc nic na bieżąco w tym roku pewnie Wam nie napiszę, ale już niedługo zacznie się sezon 2018. Wróćmy do tego dla mnie nieszczególnie udanego sezonu 2017 i nie mówię tu o rybach, bo te akurat to zawsze jakieś tam łowię, ale o czas na łowienie, którego mi dramatycznie brakuje z roku na rok coraz bardziej. Ogólnie to na rybach byłem kilkanaście razy, karta pokazuje 14 wpisów, ale kilka razy byłem na starorzeczach Bugu, nie będących wodami PZW więc wpisów nie robiłem. Ogólnie Bug w tym roku nie był łaskawy, miejscówka regularnie nęcona nie przynosiła tylu ryb co w latach poprzednich, pomimo tego, że ryby było widać. Moim oczom pojawiały się co róż spławiające się w pobliżu piękne ryby, zarówno grube leszcze jak i piękne rzeczne karpie. Leszczy kilka złowiłem i muszę przyznać że wszystkie przyzwoite 50+. Karpia mi nie dane było wyjąc, chociaż też miałem kilka ładnych brań, ale żadnego nie wyjąłem. Oprócz rzeki, kilka wypadów zrobiłem z myślą o złotym karasiu i o linie. Linów złowiłem sporo, jednak wszystko malutkie, takie do 25-30 cm. Karasi natomiast co nieco złowiłem, jak co roku poświęcam im trochę swojego wędkarskiego czasu, szukam po małych nadbużańskich jeziorkach śródlądowych na które nikt nie zagląda, oraz po starorzeczach, w których też udaje mi się je skutecznie łowić. W tym sezonie było podobnie, wytypowałem sobie dwa łowiska po wieczornych obserwacjach. Na jednym z nich udało mi się dorwać to tych naszych rodzimych naturalnych złotych rybek. Natomiast drugie wytypowane łowisko dało mi kilkanaście pięknych japońców, każdy w granicach 0,7-0,8kg. Ogólnie zaniedbałem trochę w tym sezonie drapieżniki, ze spinem tylko kilka razy połaziłem, czasami trafiła się jakaś zasiadka z żywczykiem na sandacza. Efekty w związku z powyższym były mizerne, jakiś tam szczupaczek i sandaczyk mimo wszystko się trafił, oraz kilka okoni. Pocieszałem się jeszcze w sierpniu jak mi się urlop kończy, że jesienią nadrobię zaległości z drapieżnikami i spinningiem, a tu lipa, od września zero czasu na łowienie, dosłownie zaliczyłem 3 krótkie wypady, w tym jeden bezowocny tydzień temu. . Nie poddaję się, wiem że kolejny sezon też nie będzie pod względem czasu lepszy. Mam zamiar wykupić okręg mazowiecki, którego w tym roku nie miałem zakupionego i częściej jeździć nawet na krótkie kilkugodzinne wypady, bo przecież Wisłę mam pod nosem i z tego dobrodziejstwa mam zamiar korzystać, mimo wszystko wolałbym więcej czasu spędzać nad moim kochanym Bugiem. AUTOR: SEMI
  10. Tytułem wstępu

    Oficjalnie napiszę: Witam na blogu poruszającym tematy związane głównie ze zwyczajami i zachowaniem się poszczególnych gatunków ryb spotykanych w naszych polskich wodach, z procesami zachodzącymi w naszych rodzimych ekosystemach wodnych, oraz z ochroną środowiska (głównie wodnego) i walką z kłusownictwem ... A tak naprawdę muszę napisać: Polska to piękny kraj, a nasza przyroda jest niezwykle zróżnicowana i niepowtarzalna. Aby podziwiać bujne i różnorodne podwodne życie nie trzeba podróżować daleko od granic naszego pięknego kraju... Ono jest pod naszym nosem. Cudze chwalimy ... zamiast swoje promować. Od ponad ćwierć wieku uprawiam open water freediving (nurkowanie na wstrzymanym oddechu na wodach otwartych), jestem podwodnym filmowcem i obserwatorem mieszkańców podwodnego świata i panujących tam pomiędzy nimi zależności. Nurkuję w różnych rejonach świata, lecz szczególnie jestem zafascynowany przyrodą naszych polskich wód. Uważam, że absolutnie (bardzo absolutnie) nie mamy się czego wstydzić. Mało tego, uważam, że podwodna przyroda naszych polskich wód jest piękna, zmienna i fascynująca, a ich ichtiofauna jest bogata i wbrew temu co się czyta w internecie lub często słyszy od wędkarzy nad wodą - jest bardzo bogata. Można śmiało powiedzieć, że oglądam obiekty naszych pasji w ich domu... szczególnie lubię utrwalać na filmie podwodne rekonesanse ichtiologiczne w rozmaitych akwenach: Jestem niepoprawnie zafascynowany naszymi rodzimymi ekosystemami wodnymi i głównie o nich i ich mieszkańcach robię swoje filmy. Choć tworzę filmy także z innych rejonów świata i Europy to jednak Polska jest mi najbliższa... W naszych wodach naprawdę sporo do poobserwowania. I mają one coś, czego nie mają 'ciepłe wody'. Tam praktycznie zawsze jest tak samo, takie same zwierzęta, rośliny... Ładne to, ale z czasem monotonne... Tymczasem ze względu na klimat, w naszych wodach mamy znaczne zróżnicowanie natlenienia, nasłonecznienia i temperatury wody w zależności od pory roku: Inaczej wygląda ten sam akwen pod woda zimą, inaczej wiosną, latem czy jesienią. Dwa razy w roku mamy mieszanie się wody. Woda staje się wtedy czasami tajemnicza i wręcz straszna, nieprzewidywalna: A czasem pływa się w tym okresie w scenerii jak z filmu science fiction: Flora co roku rośnie, rozwija się, kwitnie, obumiera. Następuje sukcesja rozmaitych gatunków organizmów wodnych w ciągu zaledwie jednego roku. Niezwykle dynamiczne procesy - przecież wszystkie żyjące w nich organizmy i rośliny muszą się narodzić, osiągnąć pełny rozwój, rozmnożyć się i przygotować do przetrwania zimy w ciągu kilku miesięcy! Przejrzystosć wody sie zmienia w jednym akwenie w ciągu roku. Nie ma dwóch identycznych jezior czy rzek, każdy ekosystem na swój sposób jest w naszych wodach indywidualny. Dla przykładu czysta woda o głębokości 3 metrów i prawie pustym dnie wczesną wiosną, wczesną jesienią może mieć zaledwie pół metra toni wodnej, a pod nią 2.5 metra wybujałych roślin, wśród których kryją się ryby i inne organizmy... Jesienią gąbki słodkowodne i glony osiągają swoje apogeum.... Dalej, żeby było uczciwie: Uprawiam także od dawna łowiectwo podwodne, biorę udział a często też sam organizuję akcje proekologiczne (głównie sprzątania dna jezior i rzek) i biorę czynny udział w walce z kłusownictwem, czyli połowem ryb niezgodnym z przepisami (niezależnie od metody połowu) poprzez udział w wodzie w likwidacjach kłusowniczych narzędzi połowowych we współpracy z PSR i policją: Jestem członkiem Stowarzyszenia Spearfishing Poland podobnie jak MacAir. Paweł bardzo ładnie opowiada Wam tutaj o łowiectwie podwodnym. Ja jak już napisałem "oficjalnie" głównie chciałbym na swoim blogu poruszać tematy związane głównie ze zwyczajami i zachowaniem się poszczególnych gatunków ryb spotykanych w naszych polskich wodach, z procesami zachodzącymi w naszych rodzimych ekosystemach wodnych, oraz z ochroną środowiska (głównie wodnego) i walką z kłusownictwem ... to są moje "koniki" I o tym własnie co w naszych wodach piszczy będę Wam głównie opowiadał na tym skromnym blogu... Siłą rzeczy z racji jednej z moich pasji tematyka łowiectwa podwodnego na moim blogu również będzie się pojawiać... zapewne w ochronie sprawności mechanizmów rodzimego środowiska wodnego jak i w zwalczaniu kłusownictwa - w obu przypadkach bowiem podwodni łowcy mają naprawdę (naprawdę naprawdę) sporo do zaoferowania. Zdaję sobie sprawę z tego, że jedna z moich pasji - spearfishing na pewno kojarzy się Wam z zabijaniem ryb... i wiele jest takich osób, którym kojarzy się tylko z tym... Dlatego chciałbym przy okazji tego wstępu wyjaśnić... łowiectwo podwodne to nie tylko podwodne polowania kuszą na ryby. Łowiectwo podwodne to przyjemność pływania z kuszą, nurkowania na wstrzymanym oddechu, obserwacje, filmowanie i fotografowanie podwodnego świata, szukanie ipodchodzenie ryb, poznawanie ich zwyczajów, pomaganie w ochronie gatunków zagrożonych i słabych liczebnie w danej wodzie, dbanie o czystość tej części środowiska naturalnego jakim jest woda. Łowiectwo podwodne to ciężka praca treningowa na basenach w okresie zimowym i na wodach otwartych w sezonie, która daje możliwości takiego nurkowania na wstrzymanym oddechu: Łowiectwo podwodne to także walka (bardzo wydajna i skuteczna) z kłusownictwem czyli połowem ryb niezgodnie z przepisami i bez zezwolenia wykonywanym dowolną metodą, zarówno wędką jak i kuszą, oraz kłusownictwem sieciowym. Osobiście w naszych ekosystemach znacznie częściej poluję z kamerą niż z kuszą. Sprawia mi to satysfakcję. A w wodzie jestem w każdą wolną chwilę w roku... Owszem czasami poluję kuszą w naszych wodach (mam stosowne uprawnienia, wykupuję pozwolenia i uprawiam ten rodzaj połowu tylko tam gdzie jest to dozwolone, przestrzegam przepisów, okresów ochronnych wymiarów, rozeznaję uprzednio stan i kondycję ichtiofauny w danej wodzie aby polując nie spowodować w jej ekosystemie zbyt dużego zakłócenia równowagi tp.), lecz są to polowania bardzo świadome, w których narzucam sobie określone wymagania - bardziej są to sportowe poszukiwania ściśle określonej wcześniej przeze mnie ryby...Znacznie bardziej wolę polować kuszą na kongery w Morzu Śródziemnym lub dorsze w Norwegii.... i robię to tam z upływem lat coraz częściej... Podczas swoich podwodnych obserwacji i polowań nurkuję tylko i wyłącznie na wstrzymanym oddechu wykorzystując zebrane latami doświadczenie do uzyskiwania bliskiego kontaktu z rybami. Dzięki zebranemu latami doświadczeniu potrafię stać się akceptowalnym przez mieszkańców podwodnego świata drapieżnikiem, jednocześnie dla ryb "swoim" jak szczupak czy sum. Dzięki temu często udaje mi się zaobserwować i utrwalić na filmie ich naturalne zachowania. Pragnę przy okazji zwrócić uwagę na pewna sprawę - fakt używania jako narzędzia połowowego kuszy nie oznacza, że podwodny łowca nie może "wypuścić" ryby, którą udało mu sie podejść na odległosc pewnego strzału... Może i najcześciej tak właśnie robi. W obu prawnie dozwolonych w Polsce rodzajach amatorskiego połowu ryb (wędkarstwo, łowiectwo podwodne) śmierć ryby zależy od decyzji łowiącego - nieważne od uprawianej metody połowu. Metoda połowu nie determinuje tego co się stanie z rybą. W obu przypadkach śmierć ryby jest decyzją prowadzącego połów: W praktyce podwodny łowca strzela rzadko, najczęściej nie strzela do żadnej ryby gdyż sam nakłada sobie wysokie wymagania i ograniczenia... Po co strzelać gdy nie zawsze jest taka potrzeba (konsumpcyjna)? Po co strzelać bez potrzeby jeżeli w danym akwenie jest ograniczona populacja pewnego gatunku ryb - potem nie będzie można ich tam podziwiać i filmować pod wodą? Tutaj trzeba być już odpowiedzialnym. Podwodni łowcy, podobnie jak i myśliwi nie polują na gatunki zagrożone, a wręcz przeciwnie - starają się je chronić i monitorują ich obecność, nie tylko ryb - także ptaków wodnych i ssaków wodno-lądowych. Jeśli ryby, których połów jest w polskim prawie dopuszczony są w okresie ochronnym lub w wymiarach ochronnych to także nie ma mowy o polowaniu na nie. Poza tym jeżeli w jakiejś wodzie są ryby rodzimych gatunków, które nie są w okresie ochronnym i są wymiarowe, a jest ich tam wyraźnie zbyt mało, lub dopiero się aklimatyzują to żaden świadomy podwodny łowca nie poluje na nie. Dlatego najpierw albo zasięga się informacji odmiejscowego SSR o rybostanie lub często pływa się przez kilka dni tylko z kamerą żeby poznać 'co w wodzie piszczy', poznać stan ichtiofauny i kondycję wody. Darz Woda Piotr Gruszeczka
  11. Żółty ser na ryby

    Dziś kupiłem trochę gadżetów z premedytacją aby móc testować w nowym sezonie żółty ser. Na który dotąd nigdy nie łowiłem. Wykrojnik ma służyć nie tylko do chleba, ale też do sera właśnie. Lava i pellet to miks sera z czosnkiem, chcę sprawdzić na wodach co będzie bardziej skuteczne, śmierdzący wygięty żółty ser, który w Polsce głównie w upały i na rzekach był stosowany od dziesięcioleci na leszcze, jazie, klenie i brzany. Spisywał się on bardzo dobrze, gdy wszystkie przynęty zawodziły, nawet robacto. Czy też gotowiec w formie pelletu i dopalacza, bądź co bądź z dodatkowym ekstra zapachem czosnku. Wiele się nacz
  12. Syn i ryby nad zalewem kamieńskim

    Mati na wyspie chrząszczewskiej
  13. Pierwsze auto na ryby

    Land Rover Freelander dla wędkarza
  14. Dzień Ryby

    Dzisiaj przypada "dzień ryby" http://www.gdos.gov.pl/dzien-ryby-2 Z artykułu możemy dowiedzieć, się m.in. że ryby odczuwają stres, ból itd. Myślę, że czasy pływania karpia w wannie mamy za sobą?
  15. Witam wszystkich wędkarskich zapaleńców !! Zapraszam na Konkurs - organizowany jest na FB Konkurs serwisu skocznaryby ; od razu powiem że punktu 5 który jest zawarty w konkursie nie trzeba realizować . Do wygrania jest Wędka Devil 2 Spin 270/5-25g Pozdrawiam Was i zachęcam do zabawy
  16. Kominiarki na ryby

    Deszcz, wiatr, zimno, szaro, ponuro -migdały obrywają nad wodą, ale co zrobić, jak na ryby się chcę. Jakieś propozycje?
  17. Siedzę w chacie, bo pada ibnie chcę mi się ruszyć tyłka. W ostatnim czasie zauroczyłem się instagramem i tam się bawię fotkami, oraz oglądam wyniki innych wędkarzy. No i masz babo placek, przed chwilą ukazał się tam taki potwór. Ja też takiego chcę :-)
  18. Rzeka Wiar - cicho brzegi rwie

    Pewna cicha, tajemna woda, na południu kraju odkrywa stopniowo historię tamtejszego świata, ukazując nam flisz wapienny oraz znacznie więcej zaskakujących na każdym kroku niesamowitości. Zaczynający swój bieg u podnóży Brańcowej (686 m n.p.m.), szczytu w paśmie Chwaniowa w Górach Sanocko-Turczańskich karpacki potok zamienia się w krętą, ponad 70 kilometrową rzekę. Ciągnie się ona przez kilka jedynych w swoim rodzaju krain o urodzie większej, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Od wieków wędruje od Karpat przez obszar Płaskowyżu Sańsko-Dniestrzańskiego, Pogórza Przemyskiego po drodze odwiedzając Ukrainę i wracając do Polski, by połączyć się z wodami Sanu, a dalej wraz z nimi wodami Wisły i Morza Bałtyckiego. Wiar - rzeka wyjątkowa, której ukraińska nazwa Wihor wskazuje na jeszcze starsze pochodzenie i celtycką etymologię (potwierdzone przez okoliczne zdobycze archeologiczne) to nie tylko bogata przyrodniczo, ale również ważna historycznie i kulturowo przewodniczka po części Puszczy Karpackiej. Jedna z pierwszych wzmianek w piśmiennictwie dotyczącym tej rzeki (Wyar) pojawia się w 1424 r. w Rocznikach, czyli kronikach sławnego Królestwa Polskiego Jana Długosza. Jak podaje latopis Ipatijewski, wiosną 1099 roku król Węgier Koloman Uczony przekroczył północny łuk Karpat, uderzając na księstwo halickie, gdzie w bitwie nad Wiarem doznał sromotnej porażki. Ówcześni pisarze węgierscy twierdzą, iż nigdy ich państwo nie poniosło większej klęski. Według naszego wyżej wspomnianego kronikarza w bitwie tej miało zginąć ponad 8000 Węgrów. Wiar na całej swojej długości stanowi nieodłączny element lokalnego krajobrazu przyrodniczo-kulturowego. Szczególnie przyciąga on do siebie turystów, pielgrzymów, lokalnych mieszkańców oraz naukowców na wysokości Kalwarii Pacławskiej. Uwodzi ich swoją naturalnością, dzikością oraz tajemniczością wynikającą z faktu, że jest to rzeka w małym stopniu przekształcona przez człowieka, uznawana za jedną z najczystszych. Nikt z tutejszych i innych stałych odwiedzających nie wyobraża sobie, np. Dróżek (specjalne nabożeństwa) podczas Odpustów Kalwaryjskich bez przejścia pielgrzymów przez wody Wiaru. To jeden z ważnych symboli oczyszczenia duszy tak jak przejście przez bramy i kapliczki. Co ciekawsze, specjalnie na tę okazję rzeka otrzymuje inną nazwę - Cedronu - strumienia w Jerozolimie, gdyż podobnie jak tam, oddziela miejscową „Górę Oliwną” od wzniesienia kalwaryjskiego. Pierwsze 28 kaplic ufundowanych przez Andrzeja Maksymiliana Fredro - służyć miało do rozważania Męki Pańskiej. Niestety do dnia dzisiejszego nie zachowała się żadna z nich. Z czasem zostały odbudowane przez miejscowych rzemieślników w różnych okresach XIX wieku po obu stronach Wiaru. Każdej kapliczce przypisana jest nazwa i numer - jest ich 43, łącznie z krzyżem oraz niezaliczaną do nich pustelnią św. Marii Magdaleny. Na Kalwarii Pacławskiej, tuż za klasztorem na cmentarzu znajduje się zagadkowa kaplica rodziny Tyszkowskich, dawnych właścicieli pobliskich dóbr. W kryptach złożona została także dziedziczka rodu - Pani Tyszkowska, którą ludzie pamiętają jako... przeklętą. My również możemy odwiedzić podziemia i przekonać się, czy faktycznie szczątki kobiety spoczywające w metalowej trumnie są wilgotne. Często trumna cała wypełniona jest wodą, pomimo że na zewnątrz panuje upał, a cała krypta jest sucha. Najstarsi mieszkańcy okolicy do dziś opowiadają taką oto historię: W Kalwarii Pacławskiej corocznie odbywały się odpusty, które przyciągały wielkie tłumy pielgrzymów. Wśród nich wielu było takich, którzy przyszli modlić się o zdrowie. Miejscowi, obawiając się zanieczyszczenia studni, zamykali je w tym czasie na kłódki, jednak w razie potrzeby nigdy nie odmawiano pomocy. Pielgrzymi najczęściej zaopatrywali się w wodę w Wiarze, leśnych potokach i źródliskach, czy słynącej z uzdrawiającej mocy studni w kaplicy. W czasie jednego z sierpniowych odpustów, w połowie XIX w. do drzwi Tyszkowskich zapukała młoda kobieta niosąca na rękach ciężko chore dziecko. Prosiła o wodę dla córeczki, nie mając już sił zejść do Wiaru w taki upał. Tyszkowska odmówiła jej jednak stanowczo i kazała wynosić się z obejścia. Rozgoryczona matka przeklęła dziedziczkę, życząc, aby nigdy nie zabrakło jej wody. Po śmierci dziedziczki duchy Wiaru i okolicznych źródeł przypomniały o wypowiedzianym przekleństwie, a trumna Pani Tyszkowskiej w nieodgadniony sposób wypełnia się wodą. Wędrując w dół rzeki od miejscowości Huwniki (w latach 1977-81 zwana Wiarską Wsią), trafiamy na miejsce wyjątkowe i (co zaskakujące) dość łatwo dostępne, skąd obserwować można w lipcu kolonię jaskółek brzegówek, pieczołowicie doglądających swoich młodych. Kontynuując kierunek spaceru, dojdziemy do miejsca, gdzie zrobione zostały nadesłane zdjęcia, jesteśmy już po drugiej stronie wsi - Nowosiółek Dydyńskich. Woda tu jest płytka nawet pomimo nocnej burzy, która nawiedziła okolicę. Bez problemu możemy przejść na drugi brzeg, nie zanurzając kolan. Nie zdziwmy się jednak! Masy spływające z gór i pól zmąciły ją, stąd na fotografiach całkiem odmienna od codziennej, nieprzejrzysta barwa wody. Nie dojrzymy przez nią śliskiego, kamienistego dna, świetnego środowiska dla niezliczonych bezkręgowców: jętek, widelnic, chruścików, larw chrząszczy, ważek, muchówek, domu skójki gruboskorupowej, ale już nie koniecznie gołej, ludzkiej stopy! Żeby bez szwanku przedostać się na drugą stronę, lepiej stąpajmy bardzo ostrożnie. Kilkaset metrów dalej znajdziemy miejsce, gdzie rzeka nabiera głębokości i to przede wszystkim tu możemy spotkać korzystających z ochłody mieszkańców oraz turystów, przychodzących z dziećmi oraz pupilami. W czystych wodach Wiaru występuje wiele zwierząt. Fascynująca różnorodność ryb, (znajdziemy tu: brzanki, głowacze białopłetwe, kiełbie Kesslera, strzeble potokowe, klenie, jelce, okonie, minogi) sprawia, że często spotkamy mniej lub bardziej zapalonych wędkarzy próbujących swojego szczęścia w łowieniu pstrągów i innych gatunków. Przechadzając się wzdłuż koryta, niejednokrotnie natrafiamy na ślady działalności bobrów. Przy odrobinie szczęścia spotkać również można bociana czarnego, który poluje na nieduże zwierzęta oraz jego krewniaka bociana białego, nie wspominając już o towarzyszących nam trelach trznadli, wilg i innych koncertujących ptaków. Z otaczających łąk i lasów dobiegają odgłosy kolejnych stworzeń, choćby jeleni, saren, dzików, myszołowów, orlików, nawet wilków. Jeśli będziemy cierpliwi, możemy zaobserwować je pojące się w rzece. Cały ten teren stanowi część Parku Krajobrazowego Pogórza Przemyskiego, kilku rezerwatów, a może niedługo i Turnickiego Parku Narodowego? Przepiękna i urozmaicona przyroda w okolicy rzeki Wiar Typowych mieszczuchów ujmie przede wszystkim tutejszy spokój i cisza. Każdy z nich bez względu na wiek może wpaść w rytm życia otaczającej go przyrody; odpoczywając, wędrując licznymi szlakami, czy zwiedzając bogatą kulturowo okolicę w siodle - i tym rowerowym i tym końskim. AUTOR: Aleksandra Góralczyk
  19. Atraktory, zapachy?

    Koledzy i koleżanki, mam do wasz pytanie, czy używacie atraktorów do zanęt, glin itp, jeśli tak to jakie zapachy, kiedy je warto używać i ile podawać na 1 L mieszanki? Czy lepszy w proszku a może w płynie? Ja ostatnio zacząłem używać wanilie i teraz myślę nad karmel w płynie. Proszę o poradę
  20. Witajcie. Chciałem poruszyć bardzo bolesny dla mnie temat i chyba dla każdego wędkarza jakim jest tony martwej ryby z powodu przyducha w porcie obok mojego miejsca zamieszkania. Całe wydarzenie miało miejsce początkiem roku. Niski stan wody w Odrze nie pozwalał rybie wejść do portu na zimowisko. Zrobiono rzut wody dla barki, która płynęła w górę rzeki co umożliwiło wpłyniecie rybie na zimowisko, co potem okazało się tragedią. Jak woda była dość wysoka przyszedł mróz i wszystko zamarzło, a do tego tak szybko spadła woda ze ryba została uwieziona pod lodem. Woda tak spadła że w porcie nie było połączenia z rzeką. Duża ilość ryby została uwieziona w płytkim porcie. Gdy zauważyliśmy problem, to było już za późno. Wiele ton ryb nie udało się nam uratować. Pobliskie koło do którego należę podjęło akcję ratowania tego co żyje. Z pomocą przyjechali koledzy z okręgu wrocławskiego, do którego należy woda. Wiele ton ryby w Odrze padło. Pisze to, bo boję się że może to znowu się powtórzyć na zimę. Dodam zdjęcia z tej tragedii byście mogli zobaczyć ogrom strat w rybostanie. Tak wyglądał port latem w czasie szusy. Tak wyglądał pory w czasie: foto poniżej A tutaj koledzy i koleżanki akcja sprzątania po zejściu lodu z portu. link : https://goo.gl/photos/XDUfsaKgewBUaptT9
  21. Większość z nas odeszła w pelletomanię lub miksy z zanętami, czasami dodajemy ziarna gotowane lub w z puszki. Chciałbym abyśmy się pochwali tym czym nęcimy. W zależności od pory roku, rodzaju wody, czy też ryby na jaką łowimy. W ostatnim czasie się za mocno rozpędziłem i będąc nad wodą łowiłem czy też nęciłem kilkoma rodzajami zanęt. Dawało mi to przewagę. Teraz chcę się ograniczyć. Moja nowa receptura na jezioro do nęcenia ze spomba na jezioro: - rzepak gotowany, konopie, duża puszka kukurydzy i pół litra robali - odpowiednio zdipownane, bez finezji, w poszukiwaniu lina, karpia i płoci. Rzepaku nigdy nie dodawałem wcześniej do zanęt
  22. Nigdy nie miałem jakiś super efektów na sztuczną kukurydzę czy też ochotkę lub dżdżownicę. Raczej jak mi wchodziła drobnica w łowisko, a mnie się np. nie chciało na bata zmieniać zestawu na cięższy spławik, stosowałem sztuczną kukurydzę jako "straszaka". Postęp idzie do przodu, gumowe przynęty mają także różne naturalne zapachy, ale mnie to jeszcze nie przekonało. A jak z waszym doświadczeniem?
  23. Wszystko na opak

    Ja naprawdę czasem lubię nad wodą przegrywać, dostać po nosie i nic nie złowić. Wtedy zaczynam główkować, co zrobiłem źle, dlaczego ryby nie brały. Zaczynam myśleć. A duży połów ryb jeden za drugim zaczyna mnie rozleniwiać, brakuję wyzwań, brakuję czegoś co można było ponownie unowocześnić w technice połowu. Gdy łowię za dużo ryb, to zaczynam sobie wmawiać, że z danej wody wyciągnąłem maksa, że już więcej się nie da i czas na zmiany… Czyżby ewoluowała we mnie myśl, że czas wrócić do spinningu? Lecz są takie miejsca, gdzie człowiek chcę wracać zawsze i dla mnie tym miejscem jest, odwiedzane bardzo często, jezioro Czarne. Piękne wody są, gdzie karasie złote są Lubię obserwować wodę, lubię łowić w samotności dlatego nad wodę chodzę bardzo często w czwartki, to jest ten dzień, kiedy wszyscy jeszcze gonią za pracą i na wodę nie mają za bardzo czas. Ostatnio przeczytałem, że Zlatan Ibrahimovic nie chciał przejść do MU na wyspy, bo nie lubi grać w czwartki w piłkę, a jak wiadomo w sezonie 2016/2017 MU będzie grał w Lidze Europu, czyli w czwartki właśnie. Ciekawe, czy nie lubi grać w te czwartki, czy też klimatu wyspiarskiego? Zlatan jak nie chcę już Ci się grać w ten dzień, to zapraszam na wspólny wypad na ryby, w Polsce, gdzie wszem i wobec wszyscy wędkarze krzyczą, że nie ma ryb, czy to przez PZW, czy rybaków, ichtiologów i innych zgredziałych ptaków kormoranów. A ja zapewniam, że ze mną nałowisz się do woli. Dlaczego łowię i łowię dużo ryb? Na początek odniosę się do hejtu w internecie, bo nie ma nic prostszego jak obalić mit osób, które lubią najzwyczajniej w świecie narzekać i oczerniać wszystkich wokoło, że ryb w Polsce nie ma. Tam gdzie mieszkam, wody są przełowione także, ale ja zanim wyjadę nad wodę, to szukam takich wód, gdzie wiem, że mam szansę na przygodę, gdzie wiem, że gospodarz o swoją wodę dba co najmniej wzorowo, a to że czasem jest mniej ryb, to w dużej mierze wina wędkarzy niestety, osób które zabierają wszystko co złowią z wody, bo im się wydaję, że wszystko co złowił to się należy. Co oczywiście jest totalną bzdurą. Nauczyłem się, że ryby wypuszczam, od początku roku złowiłem może z ćwierć tony ryb, co by było gdybym wszystkie zabrał? Co by było gdyby wszyscy łowili dużo ryb i je zabierali? Odpowiedzcie sobie sami. Dziś rybak ma problem z wędkarzami dlatego, że technika wędkarska pozwala go ubiec, co nie oznacza, ze rybacy są święci. Gdy zrobisz łowisko "no kill' to jak nie wstawisz dużych rekordowych karpi lub masy drapieżnika, to zapomnij, że ktoś przyjedzie pobawić, nikt nie będzie się bawił ekstra płotkami i na końcu będzie musiał jeszcze je wypuści. Nasuwa się kolejne pytanie.Jak to? To po co mam jechać na ryby, mięso jest przecież zdrowe i najważniejsze z całego połowu. No i "bieremy" wszystko na potęgę do worka. Ja chociażby omijam wszystkie wody rybackiej spółki Maj w moim regionie, bo raz, sieci stoją na wodach non stop, dwa, wędkarze często zabierają niewymiarowe ryby, więc ryba jest ale mała lub bardzo małą. Gdy już biorę wędki, to wybieram rybne wody i jak nie nałowię, to jest to moja wina, a nie kogoś innego. Nad wodę potrafię pojechać bezinteresownie nawet więcej niż 200km od miejsca zamieszkania i nie jest to dla mnie problem, bo lubię łowić i odkrywać nowe akweny. To coś szło do koszyka na zmiksowany method feeder, coś innego do zwykłego koszyczka, a jeszcze czymś innym nęciłem Kurcze, miało być o ostatnim połowie, a ja się rozpisałem o problemach. A więc na zakończenie słów kilka o moim ostatnim wypadzie nad Czarne. Złowiłem około 15kg ryb, same leszcze, większość tym razem nie przekroczyła 1kg. Wszystkie oczywiście na feeder. Nad wodą byłem coś w same południe i łowiłem może do 21wszej, miałem zostać do rana, ale ile można się na rybach mścić jak tak dobrze biorą? Część ryb, reszta wypuszczona wczęśniej, nie męczyła się w siatce. Dlaczego w tytule zostało napisane "wszystko na opak?" Bo miałem złowić liny, a nie leszcze. Miałem łowić batem, a nie feederem, łowiłem co prawda nim czasem, ale za to zamiast linów złowiłem trzy złote rodowite karasie. Niesamowita jest ich walka w zielsku. Spróbuję to opisać. Najpierw pojawiają się bąble, niczym u lina, kierujemy w to miejsce spławik z pinką i czekamy, maksymalnie do minuty jest branie. Zacinam, wędka idzie w pałąk i potem jest 1/2/3 sekundowa cisza, karaś jest zdezorientowany, że dostał w zęby, a po chwili niczym kamień wodę muruję w zielsko, wyobrażenie jest takie, że zaraz coś nam urwie żyłkę na wędce. Po jakiś 30 sekundach odpuszcza i już nie walczy jak lin, czy duża płoć. Piękne te nasze złote karasie, szkoda, że w wielu akwenach wodnych przegrywają one walkę z intruzem, karasiem srebrzystym, zwanym potocznie "japońcem". Raz, dwa, trzy trzeci na macie) i koniec, co na tej wodzi w moim wykonaniu jest rekordem jeśli chodzi o jeden dzień i karsia złocistego A tak one wyglądają w pełnym słońcu
  24. "Cudowny" początek

    W dniu wczorajszym wraz kolegą udałem się na rybki. Cel - nowo otwarty zb. Jagodno. Nowo powstały akwen wodny znajduje się niedaleko innego zbiornika Domaniów. Do wędkowania został udostępniony zaledwie od wczoraj, czyli 1 maja 2016r. Nad wodę przybyło ponad 60 samochodów, co daje około 100 wędkarzy, czyli jakieś 200 wędek. Niektórzy przyjechali już dzień wcześniej, by zająć miejsca i zacząć wędkowanie już o północy. My zaspaliśmy i na miejsce dojechaliśmy kilka minut po 6-tej. Jak łatwo się domyślić ciężko było znaleźć wolne miejsce. Objechaliśmy niemal cały zalew, ale udało się. Zalew ma dobry dojazd, jest otoczony dookoła lasem co sprawia, że są świetne warunki do biwakowania i odpoczynku. A teraz o rybkach słów kilka. Podobno jest ich tam mnóstwo, ale tylko podobno. Jak wynika z opowieści zostało tam wpuszczone kilka ton ryb. Jednak wyniki tego nie potwierdzają. Zanim się rozłożyliśmy część dość mocno rozgoryczonych wędkarzy się już zbierała nie szczędząc epitetów pod adresem związku i zarządu okręgu. Dość duże poruszenie wywołała informacja o złowieniu niewymiarowego jazia. Na przeciwległym brzegu były organizowane zawody. Z informacji jakie do nas dotarły na ponad trzydziestu łowiących zawodników zostały złowione 2 (słownie dwie) płotki. Nie wiem ile w tym prawdy, jednak wyniki innych sąsiadujących z nami wędkarzy i z informacji nam przekazywanych przez spacerowiczów może to być prawdą. Ciągłe zmiany technik łowienia jak i przynęt sprawiły, że zarówno ja jak i kolega złowiliśmy po jednym niewymiarowym jaziu. Były to bez wątpienia jedne z nielicznych ryb złowionych na tym zbiorniku w tym dniu. Czarę goryczy przelewają opowieści miejscowych o dość jawnym procederze kłusowniczym. Opowiadali o siatkach, stawianych nawet dwukrotnie w ciągu jednego dnia. Śmiali się z nas i naszych oczekiwań. Z dumą opowiadali o łowionych kilka tygodni temu szczupakach i o tym jak udawało im się uciec do okolicznego lasu... Szkoda gadać. Mimo wszystko wypad można zaliczyć do udanych. Pogoda dopisała, a czas spędziliśmy miło. Ps. Najgorsze jest to, że w lipcu mam tam zawody i trzeba będzie naprawdę się nakombinować by coś złowić.
  25. Na początek oczywiście RINGER tym razem Steve. Mam nadzieję, że w tym wątku stworzymy kompetium wiedzy o wyczynowym, zawodniczym, profesjonalnym wędkarstwie (każda technika wędkarska dowolna)

Wydawcą portalu dlaRyb.pl jest:

FUNDACJA "DLA RYB"
BOGUNIEWO 45, 64-610 BOGUNIEWO
Nr Konta: PKO BP 64 1020 4128 0000 1202 0123 2578
KRS: 0000613501 NIP: 6060096225 REGON: 364237131
https://dlaRyb.pl; e-mail: fundacja@dlaRyb.pl; tel.: 61 307 99 99
×

Important Information

guest_terms_bar_text_value