Jump to content

Darek

  • entries
    61
  • comments
    48
  • views
    32673

Wypuszczać czy nie wypuszczać?


Adolf

1696 views

 Share

Kilka dni temu obiecałem koledze artykuł na temat słuszności „No Kill” czy „C&R”, a że jestem osobą prawą, niezakłamaną, to wahają mną cały czas emocje i nie wiem jak się do tego wszystkiego ustosunkować. Artykuł miał głównie wesprzeć nasz wspólny konkurs wędkarski. Ale, że jest to moje zdanie, tylko i wyłącznie osobiste i pod wpływem chwili, to napiszę jak to na dziś dzień czuję.

 

Jutro (czytaj za rok lub dalej) to moje zdanie może być nieaktualne, może ewoluować, bo od jakiegoś czasu ważniejszym dla mnie czy w wodzie są ryby czy nie, jest woda. Zdrowa, czysta, nieskażona, optymalnie wyważona.

 

Jestem za tym aby ryby wypuszczać jak najbardziej, lubię to robić o wiele bardziej niż je oprawiać, przyrządzać. Ta chwila, gdy ryba odpływa jest bezcenna. Ale jak już na haku mam jazgarza, czy krąpia to niekoniecznie. Te ryby nie dają mi satysfakcji. a dodatkowo są "chwastem", a że ich nikt prawie nie zjada to rozmnażają się niemiłosiernie. 

Zawsze z zabieraniem ryb miałem jakiś problem. Lubiłem łowić, łowiłem i łowię dużo, ale jak miałem oskrobać i wypatroszyć rybę to odpuszczałem. Co innego doprawić, usmażyć czy przyrządzić m.in. szczupaka po królewsku. Lubię gotować, a smaku złowionej przez mnie ryby już nie pamiętam. Tego ostatniego dania nie robię już od długich paru lat, ponieważ wszystkie drapieżniki wypuszczam. Twierdzę, czytając trochę tu i ówdzie, że drapieżniki zawsze w wodzie same prędzej czy później się wyregulują, a „karpiszonowate” już nie za bardzo. Bardzo mało wędkarzy wie, lub chce wierzyć, że karpie czy też amury to ryby, które nie powinny pływać w naszych rodzimych wodach. Jednak to one dają najwięcej satysfakcji. Złowić karpia +20kg na dzikiej wodzie to przecież marzenie większości z nas.

 

Ichtiolodzy bronią rybaków, bo poniekąd nimi są. Możemy się dowiedzieć tu i ówdzie, że sandacz stracił w większości naszych wód możliwości rozrodcze lub zostały one bardzo mocno ograniczone i trudno się z tym nie zgodzić. Praca rybaka jest bardzo trudna i mało rentowna. Ale jak patrzę na to co się dzieję na „moim terenie”, to nóż w kieszeni jednak sam się otwiera. Pozdrawiam Spółkę Maj i bezrybie na ich wodach. Ryby są, ale ich jakość i ilość to nie wina tylko wędkarzy, ale także rabunkowa gospodarka rybacka. Te wody od dziesięcioleci nie miały odpoczynku, czy to od wędkarzy czy sieci rybackich. Ja na szczęście mam to szczęście, że te wody omijam szerokim łukiem i mogę łowić na wymagających wodach. Gospodarka na jeziorach w mojej okolicy jest zróżnicowana i jak ktoś chcę to znajdzie dla siebie odpowiedni akwen, no może trudniej tutaj z drapieżnikami, a już na pewno z sandaczami.

 

Wędkarze czyli my, mówimy stop siecią? Czy słusznie? Sami na siebie już krytycznie nie potrafimy spojrzeć. Oczywiście, że bluzgamy na zdjęcia w necie, na płytkach czy w wannie, bo to się stało modne, ale sami nie zdajemy sobie sprawy ile ów wodzie i rybom wyrządzamy krzywd swoim ulubionym wędkarstwem. O efektach gnijącej zanęty pisaliśmy nie raz, ani nie dwa. Problemów jest o wiele więcej, ale o tym w przyszłości. No i sam jestem ciekaw kiedy zaczniemy krytykować zdjęcia, gdzie "wędkarze karpiarze" chwalą się jak to po kilkanaście czy też kilkadziesiąt kg zanęty wrzucają do wody na jednej zasiadce. Panowie sami sobie szkodzimy. Umiar we wszystkim by się jednak przydał, no ale to już nie idzie w parze przecież z producentem wędkarskim, który tony zanęt gdzieś musi upchnąć naiwnym, że ta nowość da przewagę. Ja sam się na to łapię niestety, jednak do wody na szczęście wrzucam coraz mniej.

 

Gdy pytam się o rejestry wędkarskie, to słyszę mniej więcej taką odp. „Panie, po co mi to potrzebne?  W d... to mam, jadę na ryby, a nie do szkoły książki pisać”. Więc jak chcecie monitorować wody? W jaki sposób chcecie wpłynąć na to aby tych ryb było więcej?

 

Nie może być tak, że wyrzucimy jednych z wód, bo oni są źli (rybacy), a wpuścimy tych drugich, bo tak nam się podoba i chcemy się nałowić. Myślę i uważam, że się nie mylę, że gdyby wody zostały samopas, bez rybaków, to byłoby jeszcze gorzej niż jest. W wodzie pływałyby niemalże  same krąpie, karpie i karasie srebrzyste, a woda kwitłaby non stop i umierała znacznie szybciej niż to teraz ma miejsce. Dlaczego nikt nie chce głośno mówić o tym, jaki wpływ ma zanęta na wodę i procesy w niej zachodzące. Jaki jest sens promocji filmów w necie o wędkarstwie i wrzucania do wody kilkadziesiąt kg zanęty co dobę na dużej rzece, aby złowić jednego czy dwa karpie raz na dwa tygodnie?

 

Wiadomym jest, że przyroda się oczyści, że populacja w rzekach, jeziorach, morzach i oceanach wróci kiedyś do normy. Ale dojdzie do tego tylko wtedy, gdy zabraknie człowieka na świecie i miną dziesiątki lub setki lat, aż wszystko się unormuje.

 

Rafał jestem za wypuszczaniem ryb, ja wypuszczam 95% jak nie 100%, ale przepraszam, nie mogłem tego inaczej napisać.

Mimo kontrowersji w tym co napisałem, zapraszam wszystkich do wzięcia udziału w konkursie pod linkiem:

https://dlaryb.pl/forums/topic/765-konkurs-wędkarski-złów-i-wypuść/#comment-14203

 

 Share

0 Comments


Recommended Comments

There are no comments to display.

Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Restore formatting

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...