Welcome to dlaRyb.pl

Witamy na portalu dlaRyb.pl, cała treść w poszczególnych działach jest widoczna dla wszystkich Gości oraz Użytkowników, jednak aby móc komentować, rozmawiać z Nami na forum, dodawać zdjęcia, czy prowadzić swój własny blog wędkarski musisz się zarejestrować. Rejestracja jest bardzo prosta, możesz się logować do nas także bezpośrednio z: facebook, twitter, microsoft czy też google+. Wszystko to jest za darmo, nie ma ukrytych kosztów, abonamentów po logowaniu i rejestracji!!!

Darek

Zaloguj się, aby obserwować  
Obserwujący 0
  • wpisy
    39
  • komentarzy
    39
  • wyświetleń
    9968

O blogu

Urodzony nad wodą.

Wpisy w tym blogu

Grendziu

Zawsze warto wierzyć

Nigdy nie jest tak dobrze, aby nie mogłoby być lepiej. Nigdy nie jest tak źle, aby nie mogłoby być gorzej.

 

Dawno, dawno temu przyswoiłem sobie powyższe motto, które może i sam jakoś zmodyfikowałem, albo doczytałem. Sam już nie wiem, nie pamiętam. Po prostu ma się ono mniej więcej do innego odniesienia w ten sposób, że po każdej burzy musi wyjść słońce.

No i tak to mniej więcej wygląda z tym naszym całym projektem "dla Ryb". Udało mi się spotkać fantastycznych Ziomali, których zaangażowałem w ten cały galimatias, łącznie z portalem dlaRyb.pl, Fundacją "dla Ryb", czy też łowiskami. Wszystko stworzone po to aby realizować cele, hobby, czy pomysł "dla Ryb". W zasadzie wszystko rodziło się od podstaw, czasami w bólach, czasami w cierpieniach, a czasami na luzie,  ale stworzone przede wszystkim z pasji. Dziś wiem, że to wszystko nie jest dziełem przypadku, że nie jesteśmy tylko wirtualni, że nie wszystko może i wyszło tak jak sobie zaplanowałem, ale przede wszystkim wiele się dzięki temu nauczyłem. Poznałem także siebie na nowo. Mówią, że jestem wariat, że jestem szalony, że jak już sobie coś ubzduram to nie ma rzeczy niemożliwych. Oczywiście są pewne granice, których przekroczyć się nie da. Ale zawsze warto wierzyć, bo nie znasz dnia ani godziny, kiedy marzenia w końcu się spełniają.

Ps. Wpis bardzo osobisty, mam nadzieję, że za chwilę z dużym oficjalnym Happy Endem  :icon_arrow1::mauvaisepeche::icon_arrow1:

 

58d2f8eb62d4f_logoidealne.png.4dca5e683eea8d62674375bdf23f394a.png

Grendziu

Wiele pozytywnego wydarzyło się w 2016r -  przede wszystkim na początku roku. Podczas Rybomanii w Poznaniu 2016r zalegalizowaliśmy Fundację "dla Ryb".  

Wcześniej określiliśmy cele, podpisaliśmy akt notarialny i spędziliśmy miło i upojnie weekend w Wielkopolsce.  Mimo wielu przeszkód, braku doświadczenia w prowadzeniu takiej instytucji powoli, krok po kroczku próbujemy realizować nasze cele.
Nigdy nie przypuszczałem, że działanie w takiej organizacji i przy takim projekcie jakim jest "dla Ryb" będzie aż tak dużo  pracy. Portal https://dlaRyb.pl  ewoluuje i rośnie w siłę dzięki Wam z dnia na dzień. Portal to osobiście moje małe dziecko, od którego się uzależniłem. Na początku miała być to forma przekazu informacji oraz edukacji.
Dziś on dzięki różnym elementom daje możliwość dzielenia się wszystkimi co związane z wędkarstwem, rybami, ekologią, nauką o rybach. Mamy własną galerię zdjęć, forum, stronę z artykułami, zakładkę mapy -  oraz wiele innych funkcji,  które nie sposób ogarnąć w 5min, mimo, że wszystkie funkcje są dość łatwe i przyjemne w obsłudze. Portal także daje wiele możliwości zaistnienia nowym użytkownikom.


logo idealne.png


I dla przykładu: jeśli prowadzisz starannie bloga, to na wniosek Admina czy też Moderatora Twój wpis jest delikatnie redagowany i trafia na główną stronę, oczywiście za Twoją ówczesną zgodą. Jest on później promowany w social media, a Ty i Twoje hobby odpowiednio popularyzuję się w wirtualnym świecie. Jeśli dodasz zdjęcie do galerii, to ma bardzo dużą szansę trafić choćby na naszego FANPAGE "dla Ryb", a wyjątkowe fotografie trafiają także na instagram.

q1.jpgq3.jpg
Okonie z jeziora Czarnego na chodzonego
 


Fundacja "dla Ryb" powstała choćby dlatego, aby realizować cele, a jednym z głównych, które osobiście mnie kręci jest organizowanie łowisk dla wędkujących. Od początku wiedziałem, że będzie to bardzo trudne, udało się wystartować nam jak do tej pory z łowiskiem komercyjnym ŁUGI WAŁECKIE (link z opisem łowiska: https://dlaryb.pl/łowiska/łowisko-specjalne-ługi-wałeckie-zachodniopomorskie-powiat-wałecki-gmina-wałcz-ługi-wałeckie-r5/) -  gdzie  uciechę mają feederowcy, ale powoli także karpiarze, ponieważ w wodzie zaczynają się pojawiać ryby dwu cyfrowe. Pierwszy rok był próbny, zakończony fantastycznym zlotem "dla Ryb", drugi ma być intensywny i obfity wędkarsko. Plany są szerokie, jak to  przy takich przedsięwzięciach, a życie pewnie zweryfikuje nasze marzenia.



q9.jpg

Z nimi mogę łowić nawet na księżycu 
q10.jpg
Karp ponad 10 kg złowiony na łowisku Ługi Waleckie
q13.jpg
A ten Pan na moją wędkę, pobił swój rekord amura na Ługach Wałeckich

 

Co do innych wód, bo w planach były jeziora. Niestety zbyt dużo nowych przetargów na terenie Polski nie pokazało się, aby móc do nich wystartować w 2016r, do jednej wody przez chwilę się przymierzaliśmy, ale po namyśle, odpuściliśmy. Dziś po roku czasu, wiemy, że takim wodami można się opiekować, ale bez wsparcia zewnętrznego jest to dość drogi "sport", dlatego chociażby w 2017r przystąpimy dość "agresywnie" do akcji pozyskiwania darczyńców Fundacji "dla Ryb", czy też sponsorów portalu https://dlaRyb.pl Myślę, że też będziemy bardziej aktywni w terenie, organizując zawody, eventy. Jednak oprócz "kasy" musi  znaleźć się czas i chęć działania. Stąd chociażby mój apel, jeśli chciałbyś działać w organizacji takim jakim jest PROJEKT "dla Ryb" to szukamy nowej świeżej krwi, ludzi, którzy chcą razem z Nami stworzyć coś wyjątkowego. Jeśli  jesteś zainteresowany współpracą, to porostu napisz e-mail: fundacja@dlaRyb.pl


Co do mojego osobistego wędkowania, to uważam rok 2016r za udany, mimo, że przegrywałem bardzo często z chorobami, większość wypraw opisałem wcześniej na blogu, więc w telegraficznym skrócie.....
.
Sezon rozpocząłem wyprawą na łowisko Ługi Wałeckie w ostatni dzień lutego 2016, gdzie na łowisku 2/3 łowiska jeszcze był lód.
Niestety nie połowiłem. Wtedy w planach miałem zostać karpiarzem, wejść na wyższy level pod względem wielkości jednostkowej ryb, ale mimo odwiedzenia wczesną wiosną dwóch łowisk karpiowych, karpiowanie samo w sobie mnie za bardzo nie kupiło. Ponownie usiadłem do feedera i do końca lipca chwaliłem się nieprzeciętnym wynikami. Dawno mi się nie zdarzyło aby na jeziorze łowić ponad 30kg leszczy podczas jednej zasiadki czy też niemal w jedną dobę łowić na łowisku ŁUGI WAŁECKIE ponad 70kg ryb.

 

q16.jpg
Karaś złocisty, często łowiony nad Czarnym na bata
q18.jpg

Gruntowe płocie na feeder to takie, które mają nie mnie niż 0,5kg - reszta się nie liczy
q6.jpgq17.jpgq21.jpg
Leszczowe Eldorado - jak za starych dawnych lat

 



Obiecałem sobie kiedyś, że jak sprzedam RIB-a, który latami kurzył się na podwórku, to zainwestuję w profesjonalną łódkę wędkarską. Już niemal na Rybomanii wiedziałem czego chcę, w oko wpadł mi SEMPER 440XT, no i pod koniec lipca przyszła do mnie wymarzona łódź. W tym czasie feeder spadł na drugi plan niestety, Od zawsze uwielbiałem łowić z łodzi. Nie ważne czy to był spinning, czy bat. Łódka i woda to inna perspektywa łowienia, daje możliwość obserwacji, to co się dzieje z bliska, łowienia niemal w każdym miejscu, gdzie człowiek sobie tylko wymyśli, pod warunkiem, że nie są to wody typowo górskie.

q11.jpgq12.jpg


Udało m.in w tym roku z dużymi  40cm pasiakami pobawić, dorwałem kilka pięknych szczupaków, jednak przegrałem w pogoni za sandaczem.

q22.jpgq23.jpg

Hitem sezonu okazały się czerwone ogonki na szczupaki

q4.jpg
Piękna duża 1500ha woda - niestety nie obdarowała mnie sandaczami

 

Nowy Rok to nowe wyzwania, znowu po głowie chodzi karpiowanie - kilka nocek za rekordem, feeder obowiązkowo i spinning z łodzi - tym  razem rzeczny lub zagraniczny. Rok się rozpoczął, więc jak czas i zdrowie pozwoli, to kto wie, może plany w części zrealizuję.

Wszystkim kolegom po kiju życzę w 2017. "taaaaaaaaaaaaaaakiej ryby" .

 

 

q15.jpg
Trzy rodzaje zanęt - m.in. klucz do sukcesu w 2016r.

q19.jpg
Ryby nawet w tarle brały - 100% ryb w 2016r wypuściłem

q20.jpg
Każdemu życzę minimum takich wyników w 2017r.

Grendziu

Klimatyczne zawody na szybko w Żukowie

Jeden telefon i szybka decyzja wystarczy aby dobrze się zabawić od czasu do czasu nad wodą. W tygodniu otrzymałem zaproszenie na spinningowe zawody na łowisku specjalnym Carpshop Lakes w Żukowie. Jak to ja, na początku niechętnie, bo wolę luz niż się spinać, a i w planach była łódka. Po chwili przeszła myśl, dlaczego nie, przecież presji nie będzie wysokiej, zawody to też forma relaksu, a jak nic nie złowię to korona z głowy nie spadnie, w życiu już się i tak nałowiłem, a pokazywać nie muszę nic na siłę.

Oddzwoniłem, powiedziałem, że przyjadę. Po chwili wpis na forum, że zapraszamy i od razu telefon się zagrzał. Ponieważ woda ma ograniczoną ilość miejsc, musiałem odmawiać, no bo ilu spinningistów można wpuścić na 6ha?

Zasady nad wodą były bardzo proste, wygrywa najdłuższa ryba dnia. Czas start od 8-ej do 14-tej, zwycięzca może być tylko jeden. Wszyscy spotkaliśmy się o godzinie 7:30, każdy uśmiechnięty od ucha do ucha, co było już wtedy przesłaniem, że to będzie udany dzień. Rozlosowaliśmy stanowiska i się zaczęło. Kilkanaście osób zaczęło ze sobą rywalizować. Jedni próbowali łowić na grubo, inni co chwilę zmieniali taktykę. Po około 20 minutach na stanowisku nr 3 zameldował się pierwszy szczupak, co dawało mieć nadzieję, że większość z Nas nie wróci o kiju. Jednak tuż po deszczu w słońcu ryby za bardzo nie chciały żerować. Co niektórzy z nas puścili wodzę fantazji i zamiast łowić zaczęli się integrować, żartom nie było końca. Sam odpuściłem częściowo intensywne wędkowanie i na moim stanowisku zaczęliśmy wymieniać swoje wędkarskie doświadczenia. Do godziny 12-tej odpuściłem rywalizację, na ostatnie 2h jednak przeszedłem na drugi brzeg, szukając grubych mamusiek w trzcinach przy wyspie. Rzucałem, gumami, woblerami, wahadłówkami, głównie na ciężko, wszystkie przynęty powyżej 10cm. Zmieniłem co chwila swoją broń, niestety bez podbicia. 10 minut przed końcem spakowałem się i zacząłem wracać, jak się później okazało, to właśnie 10 minut przed 1-4tą kolega Zbigniew Ratajewski złowił rybę dnia i wygrał zawody, poprawiając wynik zaledwie o 1cm. Ryba po szybkim ważeniu wróciła do wody.

Nad wodą nikt się nie stresował, wszystkim zawodnikom, a w zasadzie kolegom przez cały czas dopisywały humory. Kto chciał to łowił na osobności, kto chciał to łowił bliżej w grupie, na takim luzie i w takim towarzystwie mogę łowić niemal co tydzień. Dzięki Panowie. Do następnego razu.

 

carp1.jpg
Przywitał  nas  piękny poranek

carp3.jpg
Po chwili padła pierwsza ryba
carp6.jpg
Mój bałagan miał przynieść sporo ryb
carp7.jpg
Dusza towarzystwa po lewej stronie - przyszły mistrz Polski w spławiku :)


carp8.jpg
Gdy Panowie płoszyli mi ryby na stanowisku...

carp9.jpg
...ja udawałem że wyciągam potwory z łowiska Carpshop Lakes
carp2.jpg
Rekord dnia 68cm
carp11.jpg
Zwycięzca mógł być tylko jeden

Grendziu

Wspomnienia niezapomnianych chwil nad wodą

Termin zlotu był przez nas kilka razy zmieniany, zależało nam przede wszystkim aby spotkać się w całość jako zarząd oraz chcieliśmy gościć jak największą liczbę wędkarzy na Łowisku Ługi Wałeckie. Jak się okazało, docelowo niektórzy z nas do pokonania mieli ponad 600km. Jechali długo, ale dotarli, więc tym bardziej nas cieszy, że wyjechali zadowoleni.

Łowisko Ługi Wałeckie, to akwen o powierzchni 4,5ha - staw, gdzie ryby rządzą się swoimi prawami. Nie wystarczy użyć method feeder czy też sprzętu karpiowego aby od tak nałowić i efekty będą murowane. W wodzie dominuje karp, amur, lin, szczupak, sandacz i okoń.
Mimo dość zimnej nocnej pory, zlot był bardzo ciepły i gorący. Organizacyjnie dopieszczony na ostatni guzik. Kto chciał to łowił ryby, kto chciał to się integrował, a kto chciał to spał i wypoczywał w dowolny sposób. 

Przygotowania nad wodą trwały już od czwartku wczesnego południa. Ciągle było coś do poprawienia, a i w międzyczasie wędki moczyły się w wodzie. Pierwsza noc z czwartku na piątek przyniosła karpia, bardzo dużego karpia, ponieważ nad wodą byłem sam, a nie miałem pod ręką wagi, po szybkim zdjęciu ryba trafiła na matę. Później nastała cisza, aż do rana, gdzie przyjechali pierwsi goście.

Od tego momentu otwarte zostały także oficjalnie zawody. Reguła była prosta, zawody typu OPEN trwały do niedzieli 8-ej rano, a wygrywał wędkarz, który złowił, zgłosił i udokumentował rybę na fotce wagowo jak największą. I ta zaciętość, chęć złowienia ryby do końca dała pierwsze miejsce koledze z Warszawy - Łukaszowi (Ostap), który na trzy orzechy tygrysie wytargał nad ranem w niedzielę rybę o wadzę 6,8 kg. Tym samym został zwycięzcą zawodów, które były pod patronatem firmy MCKARP - producenta pelletów, dipów, koncentratów i zanęt. Ja osobiście z MCKARPiem na tym łowisku łowię od kilku lat. Niezawodne smaki w ich wykonaniu, które tam się sprawdzają to: ochotka, banan i ananas. Aktualnie ich paleta zapachów niemal z miesiąca na miesiąc się powiększa i wydaje mi się, że w przystępnej cenie, każdy po testach znajdzie coś dla siebie. Dodam, że jest to firma z Polski, a my lubimy wspierać rodzime produkty.

Nad wodą oprócz łowienia doszło także do kilku prezentacji. Otrzymaliśmy od kolegi Stanisława z Warszawy cudowną łódkę zanętową z echosondą, niesamowite ręczne arcydzieło. Mimo, że dotarło z lekkim opóźnieniem to jakością wykonania powaliło nas wszystkich z nóg. Modelarstwo w rękach tego sympatycznego Pana to najwyższej klasy produkt HANDMADE.  Natomiast dzięki koledze RS mogliśmy przetestować echosondę DEEPER PRO, więcej informacji znajdziesz pod tym linkiem: http://rubiksfishing.pl/echosonda-deeper-pro-wprowadzenie/


O rybach słów kilka, bo pewnie dla Was to najważniejsze. Ryby brały, brania były dość chimeryczne. Łącznie złowiliśmy ponad 20 karpi o różnej wadze w tym sazany, kilka szczupaków oraz okonie. Wpływ na brania z pewnością miał bardzo niski stan wody. Na łowisku panuje zasada C&R. Należy wszystko wypuszczać. Dzięki specjalnemu pozwoleniu od właściciela, dwie ryby przez nas zostały skonsumowane. Jesteśmy za wypuszczaniem, większość z Nas wypuszcza rocznie 100% ryb, ale jesteśmy także za normalnością. Jeśli ktoś zabierze raz kiedyś jedną rybę i ją skonsumuje, a przy okazji nie nakarmi społeczeństwa, sąsiadów, całej rodziny - bo ryba brała, to nasze wody w przyszłości rybne będą, a wyzywanie wzajemne od mięsiarzy nie będzie mieć większego sensu. Ryby są aby je łowić, czasami skonsumować, a najlepiej po wspaniałej walce wypuścić.

Osobiście chciałbym podziękować wszystkim za przybycie na zlot projektu "dla Ryb" na łowisko specjalne Ługi Wałeckie. Bez wyjątku, stworzyliśmy na tym zlocie coś niepowtarzalnego, coś co nie zdarza się zawsze. Łezka ze wspomnieniami się kręci, a mi po głowie chodzą kolejne imprezy i zloty pod hasłem "dla Ryb". Zawsze byłem przeciwny jakimś zawodom nad wodą. Dziś uważam, że takie zloty jak ten są o wiele lepsze niż łowienie w samotności. Dzięki ekipo i do szybkiego zobaczenia.

zlot 16.jpeg
Mała rybko chcesz buziaka?

zlot 15.jpeg
Ryby w 99% przypadkach jak zawsze wypuszczaliśmy

zlot2.jpg
Karol zdominował zawody od samego początku...

zlot 10.jpg
Mimo, że nie zawsze łowił duże ryby...

zlot9.jpg
To zawsze wypuszczał

zlot 1.jpg
Zmiana miejscówki dała Danielowi złote ryby, sam się zastanawiam czy to balon, poduszka czy prawdziwa śliczna ryba

zlot8.jpg
Łukasz i jego rekordowa ryba zawodów - niesamowity taktyk, do końca wierzył, że jego technika się sprawdzi, gratulujemy!!!

zlot3.jpg
MCKARP - zanęty, dipy i pellety godne polecenia

zlot 4.jpg
Ta łódka robiła furorę na łowisku
zlot5.jpg

Ta też całkiem fajna

zlot 11.jpg
Moje około 10kg - nikt jej nie widział, więc nikt nie uwierzył :) 
 

zlot6.jpg
Takie osoby gościć na łowisku to był zaszczyt

zlot7.jpg
Taki oto zestaw wygrał zawody

 

zlot 12.jpg
Oczekiwania przed zlotem

zlot 13.jpg
Moja miejscówka, może nie łowiła ryb, ale była non stop oblegana przez gości

Grendziu

Powrót do korzeni, czyli wędkarstwo z łodzi

Od zawsze mówiłem i twierdzę, że woda to mój żywioł. Byłem na nią skazany. Za dzieciaka pod namiotem, jako nastolatek miałem to szczęście, że rodzice kupili działkę nad jeziorem i tam się wybudowali. Każda wolna chwila, jakkolwiek bym jej nie spędzał, to były jeziora. Wędkarstwo dzieliłem z inną pasją Windsurfingiem, a że lubiłem bliskość wody to zamiast łowić z brzegu, przeważnie łowiłem z łodzi. Rosyjski teleskop, kołowrotek typu Skalar lub później z wyższej półki PREXER i łowiliśmy całymi nocami nieprzeciętne ilości leszczy 2kg+.  Oczywiście zdarzały się latem na przełomie lipca i sierpnia noce, że wracaliśmy bez brania, ale to była rzadkość. Przeważnie stosunek ilości zanęty do ilości ryb był na poziomie 1/3 lub 1/5. 

Jakieś 10 lat temu wzięło mnie na spinning i oczywiście po pewnym czasie łowiłem z łodzi. Ale tutaj ciągle coś nie pasowało, człowiek zrobił się starszy to i bardziej wybredny. Po wielu próbach i zmianach przyszedł czas na RIB-a i rzeki oraz zalewy. To także nie było to. Na RIB-ie co prawda połowiłem duże ryby, ale komfort i wygoda na wodzie dawały wiele do życzenia. Po kilku wyprawach wróciłem do małej skromnej łódki i stwierdziłem, że czekam do czasu, aż nie sprzedam ów RIB-a i zainwestuję w coś innego, bo i po co mi kolejna łódka.

2 lata ów mój mało trafiony zakup się sprzedawał, aż w końcu znalazł się klient na niego. Nie czekając zbyt wiele czasu wsiadłem w Polskę i szukałem odpowiedniej łodzi dla siebie, niby tej ostatniej, niby już niezmiennej, typowo o profilu wędkarskim. RIB odszedł bez przyczepki, więc postanowiłem ją odnowić i pomalować w barwy przyszłego SEMPERA 440XT. Niestety to był mój kolejny błąd. Przyczepka  była idealnie dostosowana do RIB-a, a nie do płaskiej, szerokiej nowej łodzi.

 

 

sem3.jpg
 

Pierwszego dnia po 1,5h walki odpuściłem i zdesperowany wróciłem do domu, niestety nie połowiłem. Cały zestaw, mimo że wszedł głęboko do wody nie odbił się i nie mogłem zwodować nowej zabawki. Na domiar złego zjechałem tak głęboko, że auto nie chciało wyjechać i prawie spaliłem sprzęgło w terenówce. Wcześniej moją przyczepką wyciągałem i wodowałem 500kg RIB-a tym razem nie było szans.

Na drugi dzień umówiłem się na pływanie ze znajomym, no i we dwoje nie dalibyśmy rady, kilku kolegów pomogło nam podnieść łódkę na wodę i w czworo w końcu wyszła. Po kolejnych 15 minutach SEMPER 440XT pływał już po jeziorze Czarnym i łowił okonie. Po nerwach przyszedł czas na relax i zadowolenie z bardzo dobrego zakupu. Łódź jest szeroka, stabilna. Można łowić bez problemu siedząc i stojąc, czując się przy tym bardzo bezpiecznie. To jest to czego szukałem. Pierwsza 30tka zameldowała się wkrótce na łodzi. Później od czasu do czasu gryzły mniejsze pasiaki. Najskuteczniejszą przynętą tego dnia okazały się ręcznie robione blaszki ROBO.

 

sem6.jpg

Przeważnie takie maleństwa się nam psociły
sem4.jpg

Jedno foto i plusk do wody
sem2.jpg
Gdyby nie Waldek siedziałbym nad brzegiem do teraz...



Niestety na koniec dnia nie obyło się bez problemów. Razem z Waldkiem ponad 1,5h próbowaliśmy ją wrzucić na przyczepkę. Niestety zsuwała nam się ze zbyt szerokich rolek i raz zahaczyła o pęknięte nadkole przyczepki rysując dość mocno kadłub. Człowiek chciał zaoszczędzić, a tylko stracił. Nie pozostaje nic innego jak zmienić przyczepkę na taką, gdzie bez stresu i problemów i uszczerbku łodzi będzie można docelowo pływać samemu kiedy się tylko chce.
 

 

 

sem1.jpg
Zraniona i to zbyt mocno, przyjdzie czas aby ją naprawić

Grendziu

Spontaniczny wypad na łowisko ŁUGI WAŁECKIE

Lato w pełni to i ryb coraz więcej chciałoby się rzec. Niektórzy z nas to właśnie latem mają więcej czasu aby oddać się ulubionej pasji, przysiedzieć dłużej nad wodą i zapolować na wybrany gatunek ryb. Ja w weekend nie miałem być nad wodą, ale w sobotę rano przyszła ochota, szybka zmiana planów co do dalszego weekendu i wylot spontaniczny nad fundacyjną wodę na łowisko Ługi Wałeckie.

Szybkie pakowanie, przygotowywanie się i około 15-tej melduję się nad wodą z kolegą, który chce pobić rekord szczupaka i w końcu złowić coś ponad metr. Ja w tym nieplanowanym chaosie zapomniałem zjeść śniadania, obiadu i nie zabrałem kolacji. Najważniejsze, że zabrałem wszystko "dlaRyb" co planowałem. Rozpakowaliśmy sprzęt, doprawiłem odpowiednio zanętę, która po chwili poszła do wody no i miał nastąpić czas na relaks. Wyrzuciłem dwa feedery, jeden na metodę, drugi tradycyjnie i postanowiłem podjechać na obiad, aby pod wieczór i w nocy odpowiednio przyłożyć się do łowienia. Kolega stwierdził, że zostaje i popilnuje sprzętu, więc sam do ulubionej knajpki wyruszyłem, aby wrzucić coś na ząb.

Gdy wracałem autem i rozmawiałem przez tel. forumowy RS, zaczął do mnie wydzwaniać. Pomyślałem, pewnie bawi się z jakimś karpikiem, po kilku minutach dojeżdżam na łowisko, a tam ląduje "mój" długo wyczekiwany amur. Ryba, którą złowiłem 2 razy w życiu na pęczak w wersji mini, bo waga ich nie przekraczała nawet 0,5kg. Przez głód przegrałem z wymarzonym amurem, ale on jeszcze do mnie kiedyś wróci, no bo po chwilowej sesji zdjęciowej wrócił cały i zdrowy do wody. Skusił się na  10mm dumbbellsa Tandem Baits POP-UP o smaku tłusty łosoś i kawior na włosie plus 3 robaczki na haku. Zapomniałem dociążyć go ołowiem, więc wziął na wysokości 10 cm nad wodą, tyle ile miał przypon. 8,5 kg to niezły wynik jak niemal na debiutanta w karpiowaniu. Brawo Ty.



ł4.jpg
FORUMOWY RS Z REKORDEM 8,5kg



RS chwilę później wyruszył wokoło łowiska szukając szczupaków, a ja zacząłem bawić się zestawami na feedera, mieszałem niemiłosiernie z przynętami, ale ryby jakby też przez tylko kolejną godzinę chciały ze mną współpracować. Najpierw po dość długiej walce na czekoladowego wafla Ringersa wylądował 8 kg tłuścioch, a chwilę później na macie zameldował się długi i chudy kolejny karp o wadzę 6 kg. No i godzinę przed zmierzchem brania ustały. Na noc poszła waga ciężka i karpiówki z większymi kulkami, oraz eksperymentalnie karpiówka z przyponem do metody i mini pelletem. Do 4-tej rano bez brań i odjazd. Na macie ląduje tym razem maleństwo. Następnie za jakieś 2h RS łowi na feedera karpia ponad 4 kg. No i do 10 tej już nic się nie dzieję, słońce grzeje, szybka decyzja, dezerterujemy. Mnie się rozładowały akumulatory senne. Cały tydzień pies wył za jakąś suczką nie dając spać, plus nocne walki z komarzycami totalnie mnie wykończyły. Na szczęście tym razem na rybach trochę się wyspałem.



ł3.jpg
Śliczny grubasek, pstryk jedno zdjęcie i do wody

ł2.jpg
To nie jest brat tego wyżej, mimo że waga podobna, ale ten to był długaśny i w kadr się nie zmieścił



Z rana podjechał do nas opiekun łowiska i zdradził, że gdy ostatnio łowiłem, to dzień po tym  jak zjechałem padł rekord. Jego kolega złowił amura 13,2kg w miejscu gdzie nęciłem. Ponoć są i większe ryby, więc Panowie KARPIARZE, jeśli to czytacie, to czas w końcu odwiedzić wodę o nazwie ŁUGI WAŁECKIE, bo czeka Was tam niejedna przygoda z dużą rybą. Choć ja osobiście na duże kulki nic tam nie złowiłem, wszystko na mini i najlepiej jeśli na haku są także dodatkowo robale. Aktualnie taki miks mnie się najlepiej sprawdza, gdy do wody idzie tylko dumbbells lub mini kulka, brań mam mniej.



ł1.jpg
Kolejne karpiszon - łącznie złowiliśmy 5 sztuk w 14h



W moim karpiowaniu przede wszystkim brakuje cierpliwości i czasu. Dla mnie połów przez dobę, góra dwie to optimum, nie da się ukryć, uwielbiam feeder i widok drgającej szczytówki i trudno mi to na siłę zmienić. Nie wyobrażam sobie jakoś zasiadki 2 tygodnie nad wodą i patrzenie w sygnalizator non stop przez ten czas. Za dzieciaka potrafiłem co prawda siedzieć nad wodą przez 2 miesiące w domku non stop, ale i wtedy lubiłem bardziej bawić się drobnicą i leszczami niż godzinami czekać za węgorzem czy sandaczem.

Grendziu

Wypuszczać czy nie wypuszczać?

Kilka dni temu obiecałem koledze artykuł na temat słuszności „No Kill” czy „C&R”, a że jestem osobą prawą, niezakłamaną, to wahają mną cały czas emocje i nie wiem jak się do tego wszystkiego ustosunkować. Artykuł miał głównie wesprzeć nasz wspólny konkurs wędkarski. Ale, że jest to moje zdanie, tylko i wyłącznie osobiste i pod wpływem chwili, to napiszę jak to na dziś dzień czuję.

 

Jutro (czytaj za rok lub dalej) to moje zdanie może być nieaktualne, może ewoluować, bo od jakiegoś czasu ważniejszym dla mnie czy w wodzie są ryby czy nie, jest woda. Zdrowa, czysta, nieskażona, optymalnie wyważona.

 

Jestem za tym aby ryby wypuszczać jak najbardziej, lubię to robić o wiele bardziej niż je oprawiać, przyrządzać. Ta chwila, gdy ryba odpływa jest bezcenna. Ale jak już na haku mam jazgarza, czy krąpia to niekoniecznie. Te ryby nie dają mi satysfakcji. a dodatkowo są "chwastem", a że ich nikt prawie nie zjada to rozmnażają się niemiłosiernie. 

Zawsze z zabieraniem ryb miałem jakiś problem. Lubiłem łowić, łowiłem i łowię dużo, ale jak miałem oskrobać i wypatroszyć rybę to odpuszczałem. Co innego doprawić, usmażyć czy przyrządzić m.in. szczupaka po królewsku. Lubię gotować, a smaku złowionej przez mnie ryby już nie pamiętam. Tego ostatniego dania nie robię już od długich paru lat, ponieważ wszystkie drapieżniki wypuszczam. Twierdzę, czytając trochę tu i ówdzie, że drapieżniki zawsze w wodzie same prędzej czy później się wyregulują, a „karpiszonowate” już nie za bardzo. Bardzo mało wędkarzy wie, lub chce wierzyć, że karpie czy też amury to ryby, które nie powinny pływać w naszych rodzimych wodach. Jednak to one dają najwięcej satysfakcji. Złowić karpia +20kg na dzikiej wodzie to przecież marzenie większości z nas.

 

Ichtiolodzy bronią rybaków, bo poniekąd nimi są. Możemy się dowiedzieć tu i ówdzie, że sandacz stracił w większości naszych wód możliwości rozrodcze lub zostały one bardzo mocno ograniczone i trudno się z tym nie zgodzić. Praca rybaka jest bardzo trudna i mało rentowna. Ale jak patrzę na to co się dzieję na „moim terenie”, to nóż w kieszeni jednak sam się otwiera. Pozdrawiam Spółkę Maj i bezrybie na ich wodach. Ryby są, ale ich jakość i ilość to nie wina tylko wędkarzy, ale także rabunkowa gospodarka rybacka. Te wody od dziesięcioleci nie miały odpoczynku, czy to od wędkarzy czy sieci rybackich. Ja na szczęście mam to szczęście, że te wody omijam szerokim łukiem i mogę łowić na wymagających wodach. Gospodarka na jeziorach w mojej okolicy jest zróżnicowana i jak ktoś chcę to znajdzie dla siebie odpowiedni akwen, no może trudniej tutaj z drapieżnikami, a już na pewno z sandaczami.

 

Wędkarze czyli my, mówimy stop siecią? Czy słusznie? Sami na siebie już krytycznie nie potrafimy spojrzeć. Oczywiście, że bluzgamy na zdjęcia w necie, na płytkach czy w wannie, bo to się stało modne, ale sami nie zdajemy sobie sprawy ile ów wodzie i rybom wyrządzamy krzywd swoim ulubionym wędkarstwem. O efektach gnijącej zanęty pisaliśmy nie raz, ani nie dwa. Problemów jest o wiele więcej, ale o tym w przyszłości. No i sam jestem ciekaw kiedy zaczniemy krytykować zdjęcia, gdzie "wędkarze karpiarze" chwalą się jak to po kilkanaście czy też kilkadziesiąt kg zanęty wrzucają do wody na jednej zasiadce. Panowie sami sobie szkodzimy. Umiar we wszystkim by się jednak przydał, no ale to już nie idzie w parze przecież z producentem wędkarskim, który tony zanęt gdzieś musi upchnąć naiwnym, że ta nowość da przewagę. Ja sam się na to łapię niestety, jednak do wody na szczęście wrzucam coraz mniej.

 

Gdy pytam się o rejestry wędkarskie, to słyszę mniej więcej taką odp. „Panie, po co mi to potrzebne?  W d... to mam, jadę na ryby, a nie do szkoły książki pisać”. Więc jak chcecie monitorować wody? W jaki sposób chcecie wpłynąć na to aby tych ryb było więcej?

 

Nie może być tak, że wyrzucimy jednych z wód, bo oni są źli (rybacy), a wpuścimy tych drugich, bo tak nam się podoba i chcemy się nałowić. Myślę i uważam, że się nie mylę, że gdyby wody zostały samopas, bez rybaków, to byłoby jeszcze gorzej niż jest. W wodzie pływałyby niemalże  same krąpie, karpie i karasie srebrzyste, a woda kwitłaby non stop i umierała znacznie szybciej niż to teraz ma miejsce. Dlaczego nikt nie chce głośno mówić o tym, jaki wpływ ma zanęta na wodę i procesy w niej zachodzące. Jaki jest sens promocji filmów w necie o wędkarstwie i wrzucania do wody kilkadziesiąt kg zanęty co dobę na dużej rzece, aby złowić jednego czy dwa karpie raz na dwa tygodnie?

 

Wiadomym jest, że przyroda się oczyści, że populacja w rzekach, jeziorach, morzach i oceanach wróci kiedyś do normy. Ale dojdzie do tego tylko wtedy, gdy zabraknie człowieka na świecie i miną dziesiątki lub setki lat, aż wszystko się unormuje.

 

Rafał jestem za wypuszczaniem ryb, ja wypuszczam 95% jak nie 100%, ale przepraszam, nie mogłem tego inaczej napisać.

Mimo kontrowersji w tym co napisałem, zapraszam wszystkich do wzięcia udziału w konkursie pod linkiem:

https://dlaryb.pl/forums/topic/765-konkurs-wędkarski-złów-i-wypuść/#comment-14203

 

Grendziu

Wymarzone mistrzostwa

Wiele lat czekałem na to aby w piłce nożnej było tak jak jest, niemal całe swoje życie. Dziś z pewnością ryby w moim wykonaniu zeszły na plan drugi, a że jest to blog o hobby to pozwolę sobie tym razem napisać coś o ulubionym sporcie.

Fioła na piłkę kopaną miałem od samego dzieciaka, kopało się od rana do wieczora, wystarczyło rzucić plecak po szkole i dzida na piaski, gdzie biliśmy się nie raz o boisko ze starszymi rocznikami. Do dziś z większością chłopaków gramy w turniejach charytatywnych pod dumną nazwą Husaria.  Potem był epizod w klubie jednym, zwanym Sparta Oborniki, potem podczas studiów także chwila w Leśniku Margonin. Tam przepracowałem całą wiosnę i okres przygotowawczy i jak zaproponowana mi "kontrakt amatorski" to wybrałem życie wodnika. Windsurfing oraz wędkarstwo, a jeszcze trzeba było mieć czas na tenis ziemny przecież, o innych zabawach i przygodach ze sportem nie wspomnę. Kończąc studia ekonomiczne po licencjacie wybrałem kierunek na magisterce "zarządzanie sportem", no bo cały czas mnie w tym kierunku kręciło i kręci do dziś jakoś. Facet bez pasji to...?

Na Euro 2016 i na taki wynik jaki teraz mamy byłem gotowy przed mistrzostwami. Od dłuższego czasu, a w zasadzie od momentu kiedy reprezentację przejął Adam Nawałka z meczu na mecz powoli krystalizował się skład reprezentacji i jej nowa jakość. Przyznać się muszę, że nie byłem zwolennikiem naszego trenera na samym początku za powołania właśnie, a najbardziej za chwilowo Kamińskiego, potem za Szukałę no i za Mączyńskiego, bez którego dziś trudno sobie wyobrazić środek pola reprezentacji. Ulubienic Nawałki ma w ostatnim czasie to coś w kadrze, czego choćby w połowie nie daje klubowi. Dla mnie Mączyński to takie małe, ciche odkrycie tych mistrzostw, bo po reszcie tego co sobą reprezentują najwyraźniej w życiu się spodziewałem, łącznie z Pazdanem... Choć akurat tej kreskówki nie - dla mnie to "hicior internetu"

 



Dziś nasi reprezentanci stają o krok od tego aby przejść do historii, aby być nieśmiertelnym, aby w mediach przestano pokazywać gwiazdy lat 70tych i wczesnych 80tych ze spoconym Jankiem na czele, słodko pierdzącym Engelem, czy Jackiem Gmochem, który od 20 lat powinien być na emeryturze.

Całe EURO układa się pod nas, mecze nie są łatwe, ale rywale są w naszym zasięgu. Portugalia jeszcze niczego dobrego nie pokazała na tym EURO. Oni mają Krystynę, a my Krychę - jakże to różne Kryśki, a nasza jakby bardziej męska i waleczna przecież. Nie będę pisał o tym jak mamy zagrać, co powinniśmy zrobić aby wygrać moim zdaniem, bo jestem niegodzien. Nasza drużyna jest tak poukładana, ma takie umiejętności, że jeśli da całe serce, a w to chyba już nikt nie wątpi i będzie miała trochę szczęścia to może nie tylko wygrać dziś z Portugalią ale może wygrać całe te mistrzostwa. Zrobiliśmy bardzo dużo podczas EURO. Już niewiele, a zarazem jak dużo pozostało do tego aby stać się legendą... 

 



Na zakończenie specjalne podziękowania dla dziennikarza sportowego, twórcy weszlo.com, Krzysztofa Stanowskiego za akcję #dobrowraca i za pomoc dla mężczyzny chorego na raka, który chce żyć. Dzięki niemu wczoraj, udało się w ciągu kilka godzin zebrać ponad 800tyś zł, w akcję włączyli się także nasi reprezentacji. Krzysztof - Brawo Ty, Brawo wszyscy, którzy rzucili choć skromny grosik, z Grosikiem na czele. Dobro wraca, więc nie mamy wyjścia - WYGRAMY!!!

Grendziu

Celowe przekombinowanie

Wieczorem już zaplanowałem, że do wędkowania w niedzielę podejdę na totalnym luzie, tym razem nie będzie liczył się wynik, a testy. Chciałem zobaczyć, czy jak przeniosę się w czasie o jakieś 20 lat wstecz, to czy ryby będą współpracowały jak kiedyś. No i oczywiście przekombinowałem, a w sowich założeniach się nie pomyliłem.

 

Dawniej wystarczyło nagotować miskę „paszy” (miks: kukurydza mielona, pszenica, pęczak, makaron etc.) dobrze ją wymieszać, wrzucić w odpowiednie miejsce i czekać na dzień lub noc aż ryby wejdą, przeważnie po 3 dniach biło się pierwsze rekordy i w siatce lądowały pierwsze leszcze 2kg+. Uwielbiałem te brania, a w szczególności gdy łowiliśmy z ojcem i całą brygadą w nocy z łodzi na jednej z ulubionych górek na jeziorze margonińskim, które mam zamiar w tym roku latem odwiedzić.
 

le6.jpg
Kto zgadnie która zanęta była najlepsza?

 

Ostatnio usłyszałem, że mój pomost to najlepsze miejsce na jeziorze, z czym zupełnie się nie zgadzam, na najlepszym miejscu z dziurami i górkami to ja łowiłem poprzednie lata i także miałem jak w tym sezonie ponad przeciętne wyniki. Ale co tu się dziwić jeśli ja łowię i łowię a „konkurencja” obok patrzy. Stąd postanowiłem przygotować się do zasiadki jak koledzy z innych pomostów.

 

W domu nagotowałem pęczaków i innych ziaren, dodałem do tego trochę słodkiego pelletu i kukurydzy z puszki i zbombardowałem wodę na grubo, kleisto itd. Itp. Celowo nie dodałem żywych robali w jakimkolwiek wydaniu aby zobaczyć co się będzie działo.

 

Zanęty do koszyka zrobiłem dwie, jedną z ziemią bełchatowską, chlebkiem fluo i zanętą – ale tym razem nie dodawałem także dip-ów. Drugą pod method feeder, tym razem wziąłem to co było w sklepie do testów, czyli Tandem Baits o smaku "owocowa bestia" całość pod koszyk hybrydowy, który nadspodziewanie dobrze łowił wcześniej z mikrosami Ringers.

 

Owocowa bestia na pewno nie sprawdziła mi się nad jeziorem, beton, masakra niestety, koszyk który napełniłem rękoma po 30 minutach od zarzutu i wyciągnięciu zestawu z wody, cały pellet nadal trzymał się koszyka. Niestety ale jest to nieporozumienie, on powinien jakoś zapracować i się kiedyś tam rozbić na dnie, nie mówiąc o tym, że wpuszczałem go na głębokość 5m, a nie jak na komercji średnio się łowi na głębokości 1m… Niestety ale kolejny produkt z Polski zawiódł. Obserwuję progres i postęp w pelletach do koszyka, ale nadal szału nie ma. Ostatnio zamiast podawać go do metody, te nasze polskie pellty „na sucho” wystrzeliwuję z procy pod spławik na bata, bo mimo wszystko fajne zapachy mają. Aby nie być zbyt krytyczny wobec Tandem Baits to powiem, że mam kilka rodzajów dumbellsów typu pop-up 8-10mm i jeden jest naprawdę łowny, bodajże „tłusty łosoś & kawior”.

 

Ponieważ podszedłem od samego początku na „grubo” do wody to już tego dnia brań jako tako nie szło odratować, co nie oznacza, że nic nie złowiłem. Było ich nadzwyczajnie po porostu mniej. W miarę upływu czasu zacząłem się bawić i do koszyka zacząłem dodawać coraz większą ilość pinki, po jakiś 2h zaczęły się sporadyczne brania. Gdy zdipowałem odpowiednio zapachami swoją zanętę do koszyka także pojawiły się częstsze brania, a pod koniec zasiadki, gdy na haku zostały same żywe robaki, ponieważ zrezygnowałem z dumbbellsów i mini kulek brania były intensywne.

 

le4.jpg
Leszcze tym razem były stosunkowo małe

 

Do czego zmierzam? Bardzo często jak jedna osoba łowi, a innym nie biorą, to do wody „konkurencja” wrzuca tony towaru, mocniej i częściej grubiej i więcej. Efekt brań u nich oczywiście jest odwrotny od oczekiwanego. W zanęcie liczy się jakość nie ilość!!!
 

le3.jpg
Ta rybka zawsze cieszy, karaś złocisty na matczówkę

 

Na zakończenie słów kilka o method feeder. Jest to mój 3 sezon bodajże, kiedy nim się bawię i testuję różne rozwiązania. Dopiero w tym roku powoli się do niego przekonuję, ale także mieszam jakby swoimi sposobami. Np. nie uśmiecha mi się robić woreczków pva i przyczepiać je do koszyka, szybciej jest zastosować odpowiedni koszyczek hybrydowy (Guru in line) i palcami zdusić odpowiednio mocno zanętę, wtedy na wodzie stojącej typu jezioro brania są i zanęta z koszyczkiem odpowiednio zejdzie na dno nawet na większe głębokości. Ja stosuję przeważnie miks 30% zanęty pod method feeder i 70% pelletów – całość nadspodziewanie dobrze pracuje i robi odpowiednią jakość w miejscu gdzie ląduję koszyk na dnie. I jeszcze jedno, ponieważ łowię powyżej 5m to i przypon robię wtedy dłuższy niż przy tradycyjnym koszyczku, czyli nie 10cm a przykładowo 40cm. Nie wduszam w koszyk z tym co mam na haczyku, tylko pozostawiam go luźno – efekt? Nie ma różnicy w braniach. Intensywność jest taka sama.


le2.jpg
Jeśli łowimy tylko na robale, to musimy się liczyć z tym, że czasami będzie drobnica nam się wieszać

le1.jpg
Jedna fota i wolność

Grendziu

Wszystko na opak

Ja naprawdę czasem lubię nad wodą przegrywać, dostać po nosie i nic nie złowić. Wtedy zaczynam główkować, co zrobiłem źle, dlaczego ryby nie brały. Zaczynam myśleć.  A duży połów ryb jeden za drugim zaczyna mnie rozleniwiać, brakuje wyzwań, brakuje czegoś co można było ponownie unowocześnić w technice połowu. Gdy łowię za dużo ryb, to zaczynam sobie wmawiać, że z danej wody wyciągnąłem maksa, że już więcej się nie da i czas na zmiany… Czyżby ewoluowała we mnie myśl, że czas wrócić do spinningu?

 

Lecz są takie miejsca, gdzie człowiek chcę wracać zawsze i dla mnie tym miejscem jest, odwiedzane bardzo często,  jezioro Czarne.

 

IMG_20160609_220820.jpg
Piękne wody są, gdzie karasie złote są

 

Lubię obserwować wodę, lubię łowić w samotności dlatego nad wodę chodzę bardzo często w czwartki, to jest ten dzień, kiedy wszyscy jeszcze gonią za pracą i na wodę nie mają za bardzo czasu. Ostatnio przeczytałem, że Zlatan Ibrahimovic nie chciał przejść do MU na wyspy, bo nie lubi grać w czwartki w piłkę, a jak wiadomo w sezonie 2016/2017 MU będzie grał w Lidze Europu, czyli w czwartki właśnie. Ciekawe, czy nie lubi grać w te czwartki, czy też klimatu wyspiarskiego? Zlatan jak nie chcę już Ci się grać w ten dzień, to zapraszam na wspólny wypad na ryby, w Polsce, gdzie wszem i wobec wszyscy wędkarze krzyczą, że nie ma ryb, czy to przez PZW, czy rybaków, ichtiologów i innych zgredziałych ptaków kormoranów. A ja zapewniam, że ze mną nałowisz się do woli.

 

Dlaczego łowię i łowię dużo ryb? Na początek odniosę się do hejtu w internecie, bo nie ma nic prostszego jak obalić mit osób, które lubią najzwyczajniej w świecie narzekać i oczerniać wszystkich wokoło, że ryb w Polsce  nie ma. Tam gdzie mieszkam, wody są przełowione także, ale ja zanim wyjadę nad wodę, to szukam takich wód, gdzie wiem, że mam szansę na przygodę, gdzie wiem, że gospodarz o swoją wodę dba co najmniej wzorowo, a to że czasem jest mniej ryb, to w dużej mierze wina wędkarzy niestety, osób które zabierają wszystko co złowią z wody, bo im się wydaje, że wszystko co złowił to się należy. Co oczywiście jest totalną bzdurą. Nauczyłem się, że ryby wypuszczam, od początku roku złowiłem może z ćwierć tony ryb, co by było gdybym wszystkie zabrał? Co by było gdyby wszyscy łowili dużo ryb i je zabierali? Odpowiedzcie sobie sami.

Dziś rybak ma problem z wędkarzami dlatego, że technika wędkarska pozwala go ubiec, co nie oznacza, ze rybacy są święci. Gdy zrobisz łowisko "no kill' to jak nie wstawisz dużych rekordowych karpi lub masy drapieżnika, to zapomnij, że ktoś przyjedzie pobawić, nikt nie będzie się bawił ekstra płotkami i  na końcu będzie musiał jeszcze je wypuści. Nasuwa się kolejne pytanie. Jak to? To po co mam jechać na ryby, mięso jest przecież zdrowe i najważniejsze z całego połowu. No i "bieremy" wszystko na potęgę do worka.

Ja chociażby omijam wszystkie wody rybackiej spółki Maj w moim regionie, bo raz, sieci stoją na wodach non stop, dwa, wędkarze często zabierają niewymiarowe ryby, więc ryba jest ale mała lub bardzo małą. Gdy już  biorę wędki, to wybieram rybne wody i jak nie nałowię, to jest to moja wina, a nie kogoś innego. Nad wodę potrafię pojechać bezinteresownie nawet więcej niż 200km od miejsca zamieszkania i nie jest to dla mnie problem, bo lubię łowić i odkrywać nowe akweny.

 

IMG_20160609_201056.jpg
To coś szło do koszyka na zmiksowany method feeder, coś innego do zwykłego koszyczka, a jeszcze czymś innym nęciłem

 

Kurcze, miało być o ostatnim połowie, a ja się rozpisałem o problemach. A więc na zakończenie słów kilka o moim ostatnim wypadzie nad Czarne.

 

Złowiłem około 15kg ryb, same leszcze, większość tym razem nie przekroczyła 1kg. Wszystkie oczywiście na feeder. Nad wodą byłem coś w same południe i łowiłem może do 21wszej, miałem zostać do rana, ale ile można się na rybach mścić jak tak dobrze biorą?



IMG_20160609_212011.jpg
Część ryb, reszta wypuszczona wcześniej, nie męczyła się w siatce.

 

Dlaczego w tytule zostało napisane "wszystko na opak?"

 

Bo miałem złowić liny, a nie leszcze. Miałem łowić batem, a nie feederem, łowiłem co prawda nim czasem, ale za to zamiast linów złowiłem trzy złote rodowite karasie. Niesamowita jest ich walka w zielsku. Spróbuję to opisać.
 

Najpierw pojawiają się bąble, niczym u lina, kierujemy w to miejsce spławik z pinką i czekamy, maksymalnie do minuty jest branie. Zacinam, wędka idzie w pałąk i potem jest 1/2/3 sekundowa cisza, karaś jest zdezorientowany, że dostał w zęby, a po chwili niczym kamień wodę muruję w zielsko, wyobrażenie jest takie, że zaraz coś nam urwie żyłkę na wędce. Po jakiś 30 sekundach odpuszcza i już nie walczy jak lin, czy duża płoć. Piękne te nasze złote karasie, szkoda, że w wielu akwenach wodnych przegrywają one walkę z intruzem, karasiem srebrzystym, zwanym potocznie "japońcem".



IMG_20160609_212125.jpg
Raz, dwa, trzy trzeci na macie)  i koniec, co na tej wodzie w moim wykonaniu jest rekordem jeśli chodzi o jeden dzień i karsia złocistego

IMG_20160609_165810.jpg
A tak one wyglądają w pełnym słońcu

Grendziu

Po Eldorado leszczowym czas przyszedł spotkać się z łowiskiem specjalnym „Ługi Wałeckie”, które oddaliśmy dla Was jako nasze pierwsze łowisko testowe „dla Ryb”.

Ponieważ ta woda była od 7 lat wędkarsko zamknięta, a wcześnie także łowili tylko znajomi znajomych, to mimo, że jest to 4,5ha staw to woda wcześnie zachowywała się jak dzika. Podczas nie najlepszej wędkarsko aury nie zawsze na niej miałem odpowiednie wyniki.

 

Zawsze przed planowanym wyjazdem na ryby, jeśli ma to być dłuższa zasiadka analizuję pogodę. Zerkam codziennie na pogodynkę i przewiduję niczym wróżka co mnie spotka nad wodą i co ważne, bardzo rzadko się mylę.

 

Tym razem wyszło mi, że ma być lipa, bez brań, wschodnie wiary, duży wzrost ciśnienia, upały, ryba nie powinna współpracować. Postanowiłem coś na łowisku zmienić, ustawić się centralnie od strony wschodniej, chciałem mieć wiatr, słońce już niekoniecznie w twarz. Stwierdziłem, że ryba zgromadzi się właśnie tam, a czy zacznie brać czy nie, no to już na miejscu się okaże.

 

Jak zaplanowałem tak zrobiłem, co prawda nie do końca ustawiłem się w tej zatoczce co chciałem, ale miejsce na wypłyceniu okazało się strzałem w 10tkę. W piątek od 18tej zaczęły się przygotowania pod sobotnie i niedzielne połowy. Na początku dość mocno się denerwowałem, bo nie mogłem się rozstawić jak chciałem. Przeróbki, mieszanie zanęt, pozostałe udogodnienia podczas połowy, tak aby optymalnie łowić zajęły mi rekordowe 2,5h. W międzyczasie obserwowałem wodę i najlepiej jednak działo się akurat tam gdzie wcześniej chciałem zakotwiczyć na weekend.

 

Do piątkowych testów wytyczyłem sobie 3 miejsca, jedno bez nęcenia na prawo przy trzcinach, drugie lekko nęcąc pod metodę na prawo także przy trzcinach i na wprost 40metrów w wodę, gdzie na noc miały iść karpiówki. Tam  też poleciał spomb i znaczna ilość gotowej „paszy”.

 

Przed zmrokiem złapałem jednego karasia i karpika. Brań miałem więcej, ale widocznie dumbbellsy o wielkości 10mm były za grube dla moich ryb. Na noc natomiast poszła waga ciężka, kulki po 20mm, z przeświadczeniem, lepiej niech nie biorą, bo wolę z rana uderzyć method feeder. No i nic w nie, nie uderzyło.

 

IMG_20160604_070229.jpg

Jedne z większych ponad 6kg na method feeder 

Aby utrudnić sobie połów, postanowiłem, że oba feedery uszykuję do łowienia metodą właśnie, odstawiając mój ulubiony systemik feederowy. Około 5:30 wstałem i zacząłem machać wędką zmiennie w trzy wcześniej zaplanowane miejsca. Prawie przez godzinę nic się nie działo, aż do czasu, gdy nie zmieniłem przyponu na haczyk nr 12 z zadziorem Gamakatsu i oprócz kulki na gumce poszła pinka. Dodatkowo w międzyczasie przesuszony mikros Ringersa zdipowałem dość mocno zapachami: ikrą, ochotką i bananem z firmy Mckarp. No i po chwili zaczęło się Eldorado. Ryby brały głównie w miejscu, gdzie spomobowałem wodę pod karpiówki. Do 13tej złowiłem 16 karpi, w tym trzy sztuki tylko mniejsze do 2kg, reszta była w przedziale 5-6,5kg. Niesamowicie waleczne.

IMG_20160603_211235.jpg

Tutaj jeszcze łowiłem na koszyk PRESTON INNOVATIONS, ale skuteczniejsze były hybrydy GURU

IMG_20160604_100051.jpg1,5kg karaś i moja brudna łapka

IMG_20160604_112344.jpg
Szybka fotka i do wody

 


O 13tej miałem dość, po wyciągnięciu w tak krótkim czasie około 50kg ryb (jeśli nie więcej) postanowiłem odpocząć, woda ponownie została zaatakowana większą ilością zanęty (oczywiście bez przesady) a ja udałem się na odpoczynek.

 

Ok godziny 17tej przyjechali goście z dziećmi na pokazówkę, złowiliśmy 3 większe karpie oraz dwa maleństwa w przedziale 1-15kg, w tym pierwszego na tym łowisku SAZANA. O najlepszej porze do łowienia udaliśmy się wszyscy na dobry obiad w pobliskiej Gostomii. Kolega postanowił, że zostanie z synem do rana, ja półprzytomny z ogromnym bólem głowy (najprawdopodobniej od mocnego słońca za dnia) w duszy modliłem się aby zmienił zdanie i pomógł mi się spakować. A, że Marek to bardzo inteligentny gość, widząc moje zmęczenie zaproponował wyjazd do domu.

 

Wynik niesamowity jak na tą wodę i warunki pogodowe.

 

Co się sprawdziło?

 

Odpowiednie wytypowanie miejscówki. Ponownie mikro pellet Ringers odpowiednio zdipowany, moja zanęta jako podstawa do nęcenia z dużą ilością robactwa oraz zapachy i czekoladowe kuleczki, które sami mistrz feederowy polecał, że są jego killerem na zawodach na całym świecie. Co do jego ulubionej przynęty, zauważyłem, że woda musi mieć minimum 12 stopni ciepła, czyli taka, gdzie ryba intensywniej żeruje. Brania także miałem na różne pop-upy w tym firmy Tandem Baits, ale zbalansowane kulki Ringersa o kolorze pomarańczowym jest jednak hiciorem.

 

Co się nie sprawdziło?


Ja jako wróżka i moje prognozy, że w takich warunkach nie będą brać. Z czego oczywiście bardzo się cieszę.



IMG_20160604_190905.jpgMój pierwszy SAZAN na łowisku Ługi WałeckieIMG_20160604_180823.jpgJeden z ostatnich tego dnia, wszystkie ryby wróciły do wody

IMG_20160605_104523.jpg
Niewykorzystana zanęta poszła do zamrażarki, tym samy dbam o przyrodę  i wodny ekosystem

 

 

Grendziu

Koniec maja, początek czerwca to okres gdzie leszcz gromadzi się do tarła lub od jakiegoś czasu na nim przebywa. Jest to czas, kiedy niezbyt chętnie siadam do feedera, bo przeważnie na te ryby nastawiam się, łowiąc na jeziorach metodą gruntową.

 

W głowie rodziła się wyprawa na łowisko fundacyjne „dla Ryb” na Ługi Wałeckie, aby pobawić się z karpiem lub linem. Na szczęście pod wpływem telefonów znajomych zmieniłem zdanie i wybrałem się nad moje ulubione w ostatnich latach jezioro Czarne. Strategia mogła być tylko jedna, w nocy szukam rekordowych karpi, mimo, że nie za bardzo chcą one w tym roku współpracować, a w dzień próbuję dorwać liny. Szczególnie pod karpie w dużej mierze do szybkowaru wrzuciłem dużą ilość konopi.

 

Na łowisku zameldowałem się w Boże Ciało około godziny 13tej. Na mojej miejscówce łowili już znajomi, ale bez większych efektów. Po pewnym czasie, ja sam zbombardowałem wodę pod karpie i na chwilę, przed wagą ciężką rozłożyłem feedery. Po około godzinie na pomoście pojawił się 45cm leszcz, chropowaty tarlak. Zdziwiłem się bardzo, gdyż nie złowiłem go w miejscu gdzie odbywało się tarło, a na jakimś 50metrze od trzcin, tam gdzie miałem w nocy szukać karpiszonów i amurów właśnie.

IMG_20160526_161442.jpg

Zamiast przechodzi okres "godowy" to pożerały pożywienie karpiowe :P
IMG_20160526_161414.jpg
Takie 45cm przeważnie wchodziły w method feeder

 

W miedzy czasie łowiąc, spoglądałem na relację LIVE u Nas na forum i zobaczyłem, że Elvis nie żartował, założył sobie, że jedzie po rekord dniówki na komercję czyli 100kg ryb i to zrobił. Szczęśliwy i prawie w pół przytomny ze zmęczenia zadzwonił do mnie i zachęcił mnie aby odpuścił łowienie dużych ryb, tylko poszedł w to co oboje uwielbiamy najbardziej, czyli „federowanie” z nastawieniem, szukania leszczy. Na początku stwierdziłem, że to jest niemożliwe na dzikiej wodzie typu jezioro, ale dało mi to do myślenia.

IMG_20160526_211637.jpg

Harry sam nie wierzył, że leszcze biorą o tej porze :)

 

Na noc poszły karpiówki, o 4:30 wstałem i zmieniłem cały swój dotychczasowy plan. Aby przyćmić zapach konopi, bo leszcze niby za nimi nie przepadają, to co szło do koszyka zdipowałem czosnkiem i melasą. Postanowiłem także pobawić się method feeder na 5metrach głębokości z koszyczkiem hybrydowym GURU. Jako zanęty do metody używałem mikrusów RINGERS. Do około godziny 10 tej rano złowiłem 13 leszczy, wszystkie bezpośrednio wypuszczając do wody, większość na robaki w stosunku 10:3, method feeder przegrało ponownie z tradycyjnym koszyczkiem i pinką.

 

IMG_20160527_122139.jpgRodzynek,  płotka 36cm

IMG_20160528_072858.jpg

Koledzy także nie wrócili o kiju, no i na pinkę padł karp około 3kg

 

Po chwilowej przerwie i zmianie ponownie strategii postanowiłem zanurzyć 6m metrową zawodniczą siatkę, tak aby zrobić foto złowionych przez mnie ryb. Metodą prób i błędów łącznie do około godziny 19tej złowiłem 20,5kg leszczy i jedną płotkę. Hitem dnia okazała się mieszanka, kulka pomarańczowa RINGERS mocowany QUICKSTOPS-em  plus 2/3 czerwone pinki na haku. Na co lepiej brały, nie wiem, ale gdy od 22:00 do 00:00 spróbowałem chwilowo nocnej sesji, ten system już się nie sprawdził, tak dobrzej jak za dnia. Część nocną przerwał deszcz, oraz moje siły witalne. Mini kulki czy robale oto jest pytanie ?

 

Jaki był klucz do sukcesu? Czasami trzeba nad wodą iść na przekór wszystkiemu, trzeba testować, zmieniać, szukać ryb. Gdyby nie forumowy Elvis wyspałbym się nad wodą niemiłosiernie, a tak zadowolony wróciłem do domu wcześniej niż przypuszczałem. Ryby chyba nigdy nie przestaną mnie zadziwiać. Dodajcie z pół litra lub litr pinki kosztem zanęty, to sukcesy przyjdą same prędzej czy później. To co naturalne jest najlepsze „dla Ryb”.

 

IMG_20160528_073116.jpgMata oraz długa zawodnicza siatka, daje gwarancję, że ryby po krótkiej sesji wrócą w dobrej kondycji do wody

IMG_20160528_073125.jpg

Jest moc!!!IMG_20160528_073155.jpg

Nie lubię siebie w obiektywie, ale jak "muss to muss"IMG_20160528_073255.jpgZdrowe i silne pływają dalej, wypuszczanie to taka wisienka na torcie w wędkowaniu.

IMG_20160528_073304.jpg

Dbajmy o ryby i wody, a będzie nam oddane w przyszłości coraz to lepszymi wynikami

Grendziu

Z chorobą nie wygrasz, a może jednak...

Dziś nie o rybach, czy wędkowaniu ale o życiu, kto wie może jutro ten wpis usunę i już go nie będzie, a może zostanie gdzieś skryty na tym blogu.

"Życie jest nieprzewidywalne" I tutaj powinien być stop, koniec i kropka. No ale pójdę dalej w swoją zadumę. Czyli wpis zacząłem od końca, czytaj od dupy strony.

"Każdy wiek ma swoje prawa i potrzeby" Dopiero teraz zaczynam to rozumieć. Gdy jesteś młody i sprawny oraz ambitny to gonisz, walczysz z czasem, podnosisz się po porażce, aby znowu zatriumfować w celu, który sobie obrałeś. Czasami nic nie jest wstanie Cię powstrzymać. Tym celem często jest dom, rodzina, majątek (tutaj znowu ciśnie mi się cytat "Dom jest tam, gdzie jest życie, miłość i rodzina, a nie puste ściany"). Rozumiem ludzi, którzy gonią za marzeniami, aby je zrealizować, nie rozumiem za to ludzi, którzy gonią za pieniądzem dla samego pieniądza. 


"Każdy jest kowalem swojego losu"  - wszystko na pozór wygląda  dobrze, aż do czasu gdy nie dopadnie Ciebie "przeklęta" choroba, jakaś, jakakolwiek, która może odmienić całe Twoje życie. Może przyjść znikąd, niczym pyłek rozproszony na wietrze, albo może Cię dopaść przez jedną lub kolejną bzdurną, złą, życiową decyzję, która to z kolei może zrobić z Ciebie inwalidę do końca życia...

Tak naprawdę wszystko zależy od nas samych, od ducha, którego mamy w sobie, którego wychowaliśmy w sobie w walce z za młodu. To od nas zależy czy pokonamy PRZESZKODĘ. Tak, "przeszkoda" to najlepsze określenie, bo albo będziemy potrafili z nią żyć, albo jeśli to możliwe ją pokonamy. Od nas samych zależy jak długo będziemy z nią walczyć, zanim się poddamy. Uważam, że każdy z nas ma w sobie jakiegoś "raka" (na tą chwilę mój jest nieaktywny jakby co, jestem zdrowy) i to kiedy on nas zaatakuje bardziej, czy też się uaktywni w nas, to zależy od bardzo wielu czynników, a przede wszystkim od nas samych, od sposobu i życia jakie prowadzimy. Stres, odżywianie, dbałość o kondycje fizyczną, brak nałogów... Na ulicy spotykam tak wiele osób, które kiedyś nie miały nic do czynienia ze sportem, a dziś prowadzą się wzorowo, to oni są zwycięzcami, to oni powiedzieli stop, damy radę. Jeśli możesz, podążaj ich kierunkiem. Sprawność fizyczna w pewnym wieku jest najcenniejsza, ona pozwala iść dalej do przodu.

Na co dzień człowiek jest osobą wątłą, słabą, ulegającą pokusą, ale w obliczu poważnej choroby potrafi się zmienić, albo przyklapnie i się podda, albo będzie walczył z nią do ostatnich swoich chwil. Dokąd zmierzam ja sam? Nie wiem, chciałbym poznać odpowiedź, a raczej sam muszę sobie na to pytanie odpowiedzieć.

Z wody pozostało mi tylko i aż wędkowanie, żegnaj zatem desko, już nie będę robił podchodów i udawał, że kiedyś na Ciebie wsiądę i wypłynę, no chyba, że na ostatniej życiowej swojej prostej, bo tam od zawsze miałaś mnie skierować na najsilniejszy wiatr na świecie, z którego nie ma powrotu... 

Grendziu

Karpiówkami w leszcza

Dawno mnie tam nie było, w zasadzie to nigdy nie rozłożyłem tam wędek, znałem poprzednich właścicieli i nawet pamiętam, że przez chwilę lub dwie wody te były na sprzedaż. Od kilku dobrych lat słyszałem same pozytywne opinie na temat tego łowiska, więc przyszedł czas aby na nie w końcu pojechać.

Woda znajduję się w miejscowości Żukowo w gminie Oborniki, powiat obornicki w Wielkopolsce i od Poznania jest oddalone o niecałe 30km. Łowisko składa się jakby z dwóch części, jedno to 23ha zbiornik ogólnie dostępny do wędkujących dowolną metodą, oraz obok znajduję się czysta, zadbana ponad 8ha woda typowo stworzona dla karpiarzy, gdzie przed przystąpieniem łowienia należy wypożyczyć matę od gospodarza. Całość otoczona gruntami rolnymi położona w bardzo malowniczym miejscu. Na łowisku trwają cały czas pracę związane czy to z pogłębianiem łowiska, czy też udrażnianiem stosownych miejsc. Nie przeszkadza to w zupełności wędkującym.

 

IMG_20160519_115430 1.jpg
Widok z góry na większy ponad 20ha zbiornik



Na CARPSHOP LAKES można przyjechać, dokonując rezerwacji przez internet, dzwoniąc do osoby za to odpowiedzialnej lub na miejscu wzywa się miłego starszego Pana, także telefonicznie i po minucie lub dwóch pojawia się on w baraku, gdzie wykupuję się zezwolenia oraz otrzymuję stosowny regulamin łowiska.
 

 

IMG_20160519_120555.jpg
Takie widoki ponoć także są na słynnym Rainbow


Ja postanowiłem zadzwonić, po około 10 minutach rozmowy przez tel dowiedziałem się sporo o łowisku. Jak dla mnie najważniejsza była informacja, że na części przeznaczonej dla karpiarzy będę sam, karpie codziennie biorą, nikt nie wraca o kiju... 

Otrzymałem stanowisko nr 4 niby najbardziej łowne, gdzie głębokość maksymalna jest do 4m, a przed wyspą gromadzą się karpie. I faktyczni tak było, poza tym, że ryby nie chciały dziś brać. Spowodowane to było oczywiście warunkami pogodowymi i niech nikt proszę mi nie mówi, że aura pogodowa nie ma wpływu na wskaźnik brań.
Tuż przed pełnią, po ochłodzeniu, ocieplenie i duży skok ciśnienia w górę oraz wschodni wiatr - jak dla mnie wszystko co najgorsze. Wykonałem kilka telefonów i dowiedziałem się, że faktycznie ryba bardzo słabo żerowała w ciągu ostatniej doby. Gdybym nad wodą był dobę wcześniej lub kilka dni wcześniej to pewnie bym nałowił, a tak wróciłem niemal o kiju...

Ponieważ warunki były trudne, to ja od siebie też wymagałem nieco więcej, nie było to w tym przypadku pasywne karpiowanie, czyli wyrzuć zestawy i czekaj, niemal cały czas, oprócz nocy coś zmieniałem. Zestawy przerzucałem co około 30/40 minut zmieniałem ustawienia, a to raz odchudzałem je, innym razem czekałem na branie z dużą kulką....
Łącznie miałem może z 10 pociągnięć, ale zero zacięć, zacząłem się zastanawiać co robię nie tak, aż na koniec dnia odpowiedź dał mi leszczyk, to one psociły się od czasu do czasu nie dając spać w nocy. Cytując Elvisa: "klasycznie i standardowo złowiony leszcz na żółtego dumbbellsa"...



IMG_20160520_065927.jpg
Na otarcie łez leszczyk ponad kg na Dumbbellsa Drennan
 

Mimo, że nie zmierzyłem się z siłą dużych karpi na tym łowisku, to jeszcze tam wrócę, w środku tygodnia na jedną lub dwie noce, tak aby popieścić karpiszony. Szczerze polecam oba łowiska, widać, że właściciel dba o to aby wędkarze nie mieli powodów do narzekań.


IMG_20160519_133649.jpg
Tutaj jeszcze wrócę w tym roku, pewnie jesienią jeśli tylko czas pozwoli.

Grendziu

Spóźniona majówka

 

Kwiecień to mój ulubiony miesiąc na ryby, prawie zawsze o tej porze łowię najwięcej ryb. Macham wędką, gdy większość siedzi w domu czekając na ciepło, a ja łowię przy załamaniach pogody, przy polarnym bardzo silnym wietrze – wtedy to ryby są najbardziej aktywne… No ale tym razem się nie udało…

 

Jednak dzisiaj, po dłuższej przerwie spowodowanej chorobą, jeszcze nie w pełni zdrowy na antybiotykach uciekłem w słoneczną majową niedzielę na ryby. Nie przeszkadzało mi nawet to, że wcześniej nad wodą rozegrano zawody o Puchar Jeziora Czarnego w ramach ligi powiatowej.

 

 

b.jpg
Szybkie i sprawne ważenie ryb przez Pana Romka Pilarskiego


a.jpg
I po chwili wszystkie ryby wracają w dobrej kondycji do wody

 

Nad wodę przybyłem o 11:30, czyli w momencie ważenia i ogłaszania wyników. Zwycięzca miał jeśli dobrze pamiętam 5,740 punktów – ogólnie dominowała na zawodach drobnica, w postaci uklei, płotki, okonia czy też wzdręg. Zawodnicy przygotowujący się do zawodów w tygodniu twierdzili, że kilka dni wcześniej gryzł dobrze leszcz, a tym razem była lipa. Czyżby uciekł powoli na tarło? Słowa uznania dla organizatorów, bo jak widać na zdjęciu atmosfera do samego końca była wyśmienita.



c.jpg
Świetny puchar - za rok spróbuję go zdobyć ...!?!?!IMG_20160508_121447.jpg
Organizacja przed, w trakcie jak i po - pierwsza liga!!!

 

Po sesji zdjęciowej, spragniony przygody z wędką uciekłem na swoją miejscówkę. W końcu, pierwszy raz w tym roku było na niej ciepło. Chwila nęcenia, rozpakowywanie i zmiana decyzji co do połowów... Miał być feeder, ale coś mi podpowiadało, że mam pobawić się delikatnym zestawem na bata. Z tym batem, to dziwna historia, jeszcze przed sezonem chciałem z tej metody połowu zrezygnować, kosztem feederów, pickerów i matchówki – ale jak to się mówi „stara miłość nie rdzewieję” i jak najbardziej opłacało się nim dziś pobawić.

 


IMG_20160508_141626.jpg
Maleństwa atakowały pinkę zanim ta zeszła na dnoplot.jpg
Od czasu do czasu psociła się także płotka

 

Feeder dziś ani razu nie zadrgał, nie dał żadnej ryby, a „batożenie" na początku przynosiło ukleje wraz z płotkami. Gdy się znudziłem drobnicą, postanowiłem zaryzykować i zakładałem co chwila to innego dumbbellsa. Rekord dnia skusił się na „wściekłego ananasa” F1 Drennan z dwoma pinkami. Walka przy żyłce głównej 0,16mm była nieziemska, trwała może dwie lub trzy minuty, nagle w jednej sekundzie zapomniałem o bólu, kucałem, biegałem po całym pomoście niczym kot. No i udało się go podebrać. Waga wskazała 1,57kg – czyli gdybym wziął udział w Pucharze Jeziora Czarnego – to bym wygrał co najmniej jeden – ten dedykowany, za największą rybę.

IMG_20160508_155516.jpg

Piękny nasz Polski lin z jeziora - żywy, mocny i nie "przytyty"

lin2.jpg

Zabawa batem z taką rybą to niezła gratka
 

Może kiedyś się w końcu skuszę i spróbuję swoich sił w zawodach, ale na rybach nie lubię się stresować, no i przegrywać…

 

 

Grendziu

Przygoda z łowiskiem Rybieniec

Realizując postanowienia noworoczne, gdy zapada zmrok, zaczynam szukać rekordowe ryby, stąd moja wyprawa w nieznane nad jezioro oddalone od mnie jakieś 30km.

Tym razem wybór padł na łowisko karpiowe szczupakowe Rybieniec, którego opiekunem jest ichtiolog, karpiarz i producent firmy Adder Carp Pan Marek Hałas. Rezerwację dokonałem telefonicznie.

Woda położona w okolicach Kiszkokowa, powiat gnieźnieński, pomiędzy wioską Rybieniec, a Rybno Wielkie. Niecałe 20ha wody położone pomiędzy gruntami rolnymi w delikatnym zagłębieniu. Nad wodą byłem sam. Przywitała mnie brama wjazdowa z kodem, no i po kolei wydzielone, ponumerowane łowiska od 1-9. Wszędzie było bardzo czysto, zadbane. Ja miałem łowić na 5tce z wywózki, ponoć karpie zlokalizowały się po drugiej stronie. Wszystkie instrukcje co, gdzie i jak bardzo szczegółowo uzyskałem od właściciela łowiska. 

Podczas wywózki pierwszej wędki pojawiła się pierwsza kontrola, podszedł sympatyczny starszy Pan wypytując o wszystko. Nie minęło kolejne pół godziny i pojawił się dzierżawca wody. 

Wypytał mnie co i jak łowię, oraz zapytał czy spełniam wszystkie punkty regulaminu, okazało się, że nie mam przyponów strzałkowych, które z wywózki są obowiązkowe, w trakcie łowienia poprawiłem zestawy, po to są regulaminy aby w końcu je przestrzegać. Po godzinie rozmowy zostałem sam na sam z wodą, czyli tak jak najbardziej lubię. Dlatego często jeśli tylko mogę na wyprawy wychodzę w środku tygodnia.


Strategia była następująca: w jednym miejscu nęcę bardzo delikatnie orzechami tygrysimi i pelletem o tym zapachu uzupełnionym o mikrusy Ringersa oraz pellet halibutowy, oraz łowię na haku na zmianę na orzecha lub kulki Ringersa.  W drugie miejsce idzie miks ziaren oraz kulka 22mm Nash Key Cultured Hookbaits. W ciągi doby, były dwa minimalne pociągnięcia.

Błędy jakie popełniłem? Zbyt rzadko wg mnie zmieniałem zestawy, ponieważ w miejscu gdzie łowiłem zdarzały się mini zaczepy, na końcu zestawów powinny być kulki lub pellety Pop - up.
Ryby w łowisku na pewno są, zarówno duże karpie pod 20kg, widziałem spławy, jak i metrowe szczupaki ( w 2016r mają odpoczywać - bez presji wędkarskiej). Ubolewam trochę, że nie można było nad wodą łowić feederem, ale szanuję podejście do wody i regulamin stworzony przez właściciela. Jest to łowisko dla wybranych, szukających wrażeń z dużą rybą, przy zachowaniu zasady "No Kill".

Łącznie za dobę zapłaciłem 100zł - wydawać się może, że sporo, ale jedni wolą SPA w dużym mieście, a ja od czasu do czasu wolę SPA nad wodą, przymykając oczy w niewygodnym aucie, gdy nie ma brań. Myślę, a nawet jestem przekonany, że kwota za dobę około 70zł, która jest na łowisku wystarcza pokryć tylko koszty z nim związane. Oby...

Jeśli tam wrócę, to minimum na 3 doby i przygotuję się do mojego karpiowania lepiej. Ten pierwszy raz to było tzw. zapoznanie się z wodą. Polecam.

 

 




20160413_152707.jpg
Chwilowy bałagan tuż po rozpakowaniu

20160413_152714.jpg
Zużyłem tylko 1/10 zanęty - miałem dokarmiać rybki, po złowieniu, a że było zero brań, no cóż, następnym razem będzie lepiej

20160413_182132.jpg
Stanowisko nr 5 - ponoć ulubione przez właściciela

IMG_9430.JPG
2 metry od trzcin lądował pierwszy zestaw

 

IMG_9431.JPG
A tutaj drugi z "orzeszkami kokosowymi"

IMG_9434.JPG
Wysepki nad wodą, ryba ma się gdzie tutaj schować

IMG_9440.JPG
Każde stanowisko wydzielone, ponumerowane, brawo.

IMG_9441.JPG
Wiosna na dobre zawitała na Rybieńcu

Grendziu

Pierwsza nocka sezonu 2016 zaliczona

Nie wyobrażam sobie o ile uboższe byłoby wędkarstwo gdyby nie można było łowić w nocy. Na takim wędkowaniu się wychowałem, polubiłem i gdy tylko mogę to staram się wyskoczyć nad wodę choć na jedną nockę.

Wspomnieniem niestety na tą chwilę pozostają nocki z łodzi na które czekałem niemal cały sezon i zamiast imprezować latem to większość lipca i sierpnia spędzałem właśnie niemalże na wodzie bijąc rekordy leszczowe niczym Bogdan Barton.

Mimo przeciwności losu, w sobotę wybrałem się na "dzikie łowisko" mojego znajomego pod Wałcz. Co prawda dzikie łowisko kojarzy mi się z rzeką, jeziorem, jakimś zbiornikiem zaporowym, czy kanałem a nie stawem, ale ta woda nie ma prawie wcale presji wędkarskiej i jest całkiem okazała, więc 4,5ha rządzi się swoimi prawami niczym na jeziorze właśnie.

Jako że zapominalski jestem, to okazało się, że tuż po przyjeździe muszę zmienić ponownie całą planowaną strategię. Zapomniałem spomba. A, że nad wodą byłem sam i przewidywałem, że rybki będą słabo żerowały przygotowałem sobie dwa osobne miejsca.

Jedno stanowisko typowo karpiowe z wagą ciężką i karpiówkami: zanęciłem 40 metrów od wędek jedno pod trzciną i tak wylądował pierwszy zestaw, druga, wędka poszła z woreczkiem PVA, grubymi pelletami w środku oraz miksem na włosie halibut i POP KEYs Nasha. Przez 22h łowienia bez brań, raz było pociągnięcie na halibuta, ale wydaje mi się, że to ryba w nocy zahaczyła o żyłkę niż było to branie. 2/3 razy w między czasie przerzucałem zestawy i zmieniałem przynętę - bez skutku. Grube karpiarstwo nadal mnie jakoś nie zauroczyło po tym wypadzie.

Drugą miejscówkę 10 metów dalej od POD-ą z karpiówkami przygotowałem sobie niemal rzucając na przeciwległy brzeg pod "feederowanie". Oczywiście tej metodzie poświęciłem swoją główną uwagę. Tutaj ponownie zrobiłem tak samo: po skosie przy brzegu poszło nęcenie, na dziko na środek drugi feeder. Aby maksymalnie przygotować się do testów, jedną wędkę miałem zrobioną typowo pod method feeder, a drugą pod moje robaczki z moim ulubionym systemikiem gruntowym.

Około godziny 14tej miałem pierwsze branie na metodę i killera Ringersa - czyli czekoladowo pomarańczowego wafla na włosie, jako zanęta oczywiście mikro pellets RINGERS. Na haku wylądował 2,5kg karp. Po około 30 minutach to samo z tym, że waga karpiszona się podwoiła i miał on 5kg. Pierwszy raz method feeder wygrał z moim systemikiem, bo na moje ulubione robaczki nie było brań. W zasadzie przez całą dobę już brań nie było.

Wnioski:

Ponownie zbyt dużo podstawowych błędów popełniłem, jak chociażby nęcenie łowiska - nie miałem ani dobrego kleju aby nęcić gdzie chcę, ani spomba.

Nowy feeder Daiwa Commercial 11,6ft dała radę z karpikami, ale wydaje się ona być jednak bardziej stworzona do wyczynowego łowienia lub typowo pod leszcze i płocie. Gdybym miał ją porównywać na szybko z feederem Daiwa Yank N Bank to wybrałbym tego drugiego właśnie. Raz, cena o połowę mniejsza, i ten drugi kijek świetnie wchodzi w paraboliczną akcję przy większej rybie, a tak jest dość sztywny, co na pusto powoduję, że lepiej ściąga i zarzuca się zestawy.

Całe życie byłem zwolennikiem długich ciężkich feederów - były to przeważnie wędki trzy składowe, kurcze po tylu latach zmieniam zdanie. Nawet krótszym odpowiednio zbalansowanym kijem można robić niesamowite rzeczy. Jeśli będę cokolwiek kupował w przyszłości to tylko i wyłącznie wędki dwu składowe do 3,7m. Obym zdania za szybko nie zmienił :)

Na zakończenie, coś czym absolutnie jestem zachwycony, mimo, że czytałem negatywne opinie o tym produkcie na innym portalu:

DAIWA AQUA DRY GROUNDBAIT SYSTEM -niezwykłe wykonanie, bardzo funkcjonalne miski, ich wielkość jest tak dobrana, że można naprawdę zaplanować sobie nad wodą niemal każdą koncepcję. Zabierają stosunkowo miejsca. Sito rewelacyjne - mimo właśnie krytyki, ja zawsze do sita używałem specjalnej rękawiczki, więc nie widzie problemu z otarciami rąk. Gorąco polecam to rozwiązanie.

 

20160402_135113.jpg
Pierwszy karpiszon zasiadki

20160402_141256.jpg
Po chwili ląduje drugi tym razem klocek 5kg

20160402_144104.jpg
Próby poważnego karpiowania w moim wykonaniu

IMG_9402.JPG
Stanowisko karpiowe milczało cały czas

IMG_9406.JPG
Moje ulubione feederki, rzucone w odwrotnym kierunku

20160403_070249.jpg
Nocka i wczesny ranek to mega zimnica

20160403_080757.jpg
Zabawa z pastą i method feeder

IMG_9399.JPG
Snickers jest doby tylko na leszcze, a w Soplicy na rozgrzanie była własna śliwowica :)

IMG_9426.JPG
Do łowiska można podjechać wszędzie autem

20160402_124713.jpg
Tutaj w niedalekiej przyszłości będzie się działo :)

Grendziu

Zimne poranki nad wodą są zdradliwe

"Czasami człowiek musi,  inaczej się udusi..." Hmmm, ale to o śpiewaniu jest fragment, a nie o wędkowaniu.

No ale gdyby tak to oto przerobić:

Wędkować "... każdy może,
trochę lepiej, lub trochę gorzej,
ale nie o to chodzi,
jak co komu wychodzi.
Czasami człowiek musi,
inaczej się udusi,
uuu."


No i ja tak mam non stop. Gdy przychodzi ten dzień, że mogę, że chcę, że muszę, to nawet tak jak dzisiaj było, nic nie jest wstanie mnie powstrzymać. Człowiek przed wyjazdem nakręca się, ma różne wizje co do wędkowania, ustala strategię, a i tak często na bieżąco musi wszystko zmienić, aby dostosować się do bieżącej sytuacji. Uważam, że większość wędkarskich zapaleńców podobnie podchodzi do wędkarstwa.

Pobudka jak w środku lata 3:04 na nogach, organizacja, krzątanie się po domu, oszukuję się, że nie widzę ile pokazuję termometr, spoglądam na psa i szepce: Harry jedziemy na rybki? A co, z psem w te zimnisko będzie mi milej. Przypominam sobie, że nie kupiłem SNICKERSÓW - duży błąd, ale nie zniechęca mnie to do wyjazdu. Zjadam jakieś ciacho na śniadanie, kto wie może ono zadziała.

Po 15 minutach jazdy tuż przed dojazdem na leśny parking napotykamy pierwszą przeszkodę, na drodze dojazdowej leży przewalone drzewo.Mam do wyboru, objechać całe jezioro wokoło i stracić z 20/30 minut po dziurach lub zmierzyć się drewnianą przeszkodą. Nie wiem co we mnie wstąpiło, ale po 3 minutach siłą kopniaków i rąk przeszkoda została zneutralizowana. Jedziemy dalej. Gdy podjeżdżam pod stanowisko okazuję się, że nie mam latarki czołowej ( w zasadzie była, tylko w takim miejscu, że znalazłem ją dopiero o świcie).
 

Kurcze, nie po to się zrywałem w to zimno aby siedzieć w aucie, doświadczenie z 1000 nocek jak nie więcej wychodzi. Niemal po omacku rozkładam cały sprzęt, przygotowuję zanęty, ustawiam optymalnie wszystko na stanowisku i czekam. Noc jest stosunkowo ciepła, po chwili budzi się życie, to już jest ten przepiękny poranek w całej okazałości z ptasią muzyką.Dla niej to zawsze staram się być nad wodą godzinę przed świtem.

 Zaczynam łowić jeszcze o ciemku. Po jakimś czasie na feeder ląduje pierwsza płotka, potem kolejna i następna, brań jest sporo ale drobne ryby się wieszają. Na spławik nic się nie dzieję, postanawiam zmienić taktykę i pójść w hybrydowe koszyczki FOX i pobawić się woreczkami PVA wraz z killerem Ringersa, niestety okazuję się to totalnym niewypałem. Na nowoczesne przynęty ponownie nie mam ani jednego brania. Może jeszcze jest za wcześnie na takie eksperymenty, ale to daje jednak do myślenia...

 Podczas szykowania drugiego feedera mam branie na spławik, zacinam i jest odjazd w trzciny. Banan na twarzy, yhym jest pierwszy lin sezonu. Po chwili walki ląduje jednak kilogramowa płoć w podbieraku, brak foto przez rosę na talbecie, nie chciałem ryby męczyć więc szybko wypuściłem.

Przy markerze branie za braniem, za każdym razem ląduje niewielka płotka od 15-20cm, marznę, jest mocny wiatr, dłonie w rękawiczkach kostnieją. Przypominam sobie o SNICKERSIE - zawsze pomaga w tak kryzysowych momentach. W tym samym momencie, przed oczami przy samym pomoście widzę bardzo duży grzbiet leszcza, który jakby chciał podkreślić to, że bez batona na rybach nie będę gwiazdorzyć.


Wytrzymuję jeszcze 2h, w podbieraku ląduję jeszcze jedna duża płoć złowiona także na spławik. Nie wiem co jest nie tak, ale Harry siedzi w lesie, na chwilę wchodzi od czasu do czasu na pomost, widocznie ta nowa miejscówka mu nie odpowiada. Przemarznięty ale zadowolony wracam do domu i już w głowie planuję kolejną ucieczkę na ryby. Połamania!!!

20160331_062127.jpg
Takie maleństwa psociły się na głębokości 5m dzisiaj skoro świt

20160331_080550.jpg
Jedna z większych zdobyczy dzisiejszej zasiadki

20160331_084940.jpg
Harry jakoś wolał "wygrzewać" się na brzegu niż mi towarzyszyć

20160331_095616.jpg
Ten wzrok mówi wszystko: "jak nie napalisz w kominku to więcej z Tobą nie pojadę"

Grendziu

W końcu wbijam się w sezon wynikami

Zachęcony wczorajszymi wynikami pognałem dziś ponownie nad jezioro Czarne, które o tym czasie faktycznie jest całe czarne, nic nie widać i tak będzie jeszcze z 2 tygodnie, a potem zrobi się krystalicznie czyste jak łza, woda o niesamowitym prześwicie.

Całą noc się zastanawiałem nad dobrem strategii i nad tym, czemu taki np. "zmanianczały wędkarsko" Elvis nie mieszka obok mnie, bo pewnie namówiłbym go na pierwszą nockę w sezonie. Chodziło mi głównie o to czy aby nie ustawić się w nocy na "BIG RYBKĘ" szukając rekordu. Odpuściłem, głównie dlatego, że raz, samemu mi się najwyraźniej na świecie nie chciało, a dwa nie miałbym odpowiedniego podbieraka, gdybym ów rybkę skusił do zabawy.

Zasiadkę rozpocząłem niema podobnie, spombowanie i podczas puszczanie ziaren zauważyłem pierwsze spławy ryb w tym roku - jakieś 30 metrów dalej od mojego pluskania. Oczami wyobraźni najpierw wyszedł amur (ryba, którą pragnę upolować w tym roku) ale najprawdopodobniej był to nasz metrowy pstrąg lub boleń - zachmurzenie pełne, tuż przed deszczem to i drapieżnik pewnie dał o sobie przypomnieć...

Najpierw picker poszedł do wody, potem matchówka i gdy przymierzałem się do rozkładania feedera - bum, trach i siedzi pierwszy leszczyk na oko minimum 45cm. Od razu doszło do mnie, że na spławik dziś nie połowię, jeśli jest gruntowe branie tuż po nęceniu to "gazety" siedzą w łowisku i będą żarły, a że jest zimno to i spłoszyć za bardzo pewnie ich się nie da... Tak też było. Dziś było dość dużo brań pustych niezaciętych, leszcze może trochę mniejsze od wczorajszych ale cieszyły na maksa. Łącznie złowiłem 10 leszczy i trzy bardzo duże płocie. Jak na 5h łowienia mi wystarczy. Takie zasiadki lubię najbardziej :)

Ponownie niestety ale nowoczesne zanęty zawiodły, wszystko przebiło robale. Zatapiane przez 15 sekund  w dipie MCKARP ochotkowym, gdy coś zmieniałem, nawet w robalach, efekt nie był już ten sam. Było cholernie zimno, wilgotno, wietrznie, ale wcale tego nie zauważyłem.

Pamiętajcie, bo i ja zapominam sam nad wodą. Gdy powoli się składałem, nagle przypomniało mi się, że mam Snickersa. Otworzyłem, gryz i coś porywa mi wędkę. Oczywiście był to rekordowy lechol zasiadki ponowne 2kg w podbieraku :) Sam zastanawiam się dlaczego na leszcze producenci wciskają nam zanęty o  zapachu piernika, a nie Snickersa :P No chyba, że gdzieś coś już na rynku jest, a ja o tym nie wiem...

Na jednym łowisku w tamtym roku dostałem przezwisko CZAPLA, bo zacząłem łowić karpie z opadu jedną za drugą. Uważajcie rybki, Grendziu się budzi z zimowego snu i nadchodzi... No dobra zabierzcie mi tego batona lub proszę zakazać mi go spożywać podczas łowienia!!!



20160320_083712.jpg
Mgliście, deszczowo ale z nadzieją na wyniki

20160320_092144.jpg
Pierwsze co nieco podczas rozkładania zestawu 

20160320_095155.jpg
Elvis kazał testować, to testujemy

20160320_112437.jpg
Płotka powyżej 35cm to już kawał byka

20160320_125012.jpg
Było ich łącznie z płotkami 13...

20160320_130943.jpg

... i wszystkie żyją dalej
20160320_135454.jpg
Snickersowy magnes i rekord na zakończenie

Grendziu

W zimie na jeziorze jednak bieroo

Wstałem dziś z małą niechęcią, głównie dlatego, że za oknem było zimno. Odwlekałem wyjazd jak najdłużej się dało. Zęby, śniadanie, kawa. No niech tylko się ociepli, mówił mi wewnętrzny głos.
W końcu wsiadłem w auto. Na łowisku byłem około 9tej.

Zacząłem"po staremu".Najpierw spombem wrzuciłem litr ziaren, potem wymieszałem zanęty.


20160319_120148.thumb.jpg.bf5ddca08ecdd9
Spomb dziś delikatnie pracował, były obawy, czy nie za dużo, ale jednak rybki wpłynęły.



Następnie szykowałem wędziska,  przeorganizowanie wszystkiego pod te łowisko, aby wszystko grało perfekcyjnie, zajęło mi coś ponad godzinę. No i potem długo, długo nic, aż do czasu gdy przypomniałem sobie, że mam snickersa, wg Elvisa jak wymieszasz to z odpowiednim białkiem to zaczynasz gwiazdorzyć. No to chrup i się zaczęło.
 

20160319_120049.thumb.jpg.2d5eaedad18d59
Pamiętajcie, bez snickersa nie ma wyników!!!


20160319_115043.thumb.jpg.bc240cb1061dd2

Najpierw na pickerka zameldowała się 30cm płoć.

 

 

Następnie po godzinie na spławiku branie i nie wierzę, pod pomostem mam 2kg leszcza. Z małymi problemami podebrałem go ręką, bo jak to ja, zanim nie złowię większej ryby to podbieraka nie szykuję, jest to mój błąd wynikający z lenistwa. No ale pierwszym dużym rybom zawsze trzeba dać szansę.



20160319_131641.thumb.jpg.143fb0ed7e9ebd
Pierwszy lechol w sezonie 2016!!!

 


Testowałem różne dumbellsiki, kulki, czy inne rybie "tic - taci". Nieważne czy były zielone, żółte, czarne, czerwone czy pomarańczowe. Oraz te firmowe czyli ze stajni Drennan, Ringers czy też Tandem Baits. Brań zero. Tylko i wyłącznie brania były na robale maczane w ochotce MCKARP.



20160319_120135.thumb.jpg.fde2920944e2dc
Ziemia, zanęta, dipy, chlebek i robale.



Pod koniec sesji miałem jeszcze jedno branie i w podbieraku wylądował 1,5kg leszczyk. Bardzo fajnie sprawdził się podczas holu nowy kijek Tubertini Reflex Feeder Light Action.



20160319_140508.thumb.jpg.83bc14c43c6221
Tym razem w podbieraku, tak jak powinno być od początku.



Jestem zadowolony z sesji głównie dlatego, że udało mi się zlokalizować miejsce bez roślinności. Trzeba machać daleko, ale wydaje mi się, że tam jest jakiś dołek, górka, bo jest gdzieś 6m głębokości. W tygodniu wchodzę na łódź i stawiam markera na stałe. Brania ryb były bardzo delikatne. Szczytówka na pickerze 1oz niemal nie drgnęła. W sumie miałem trzy barania i trzy ryby, czyli 100% dla mnie.

Jak na razie mam weekend perfekcyjny. Aby był idealny Lech musi ograć Legię, a ja muszę jutro wcześnie rano zameldować się na rybach :)

Grendziu

Przedbiegi wędkarskie

No i stało się, po próbie lodowej uciekłem nad wodę, gdzie od bodajże 5 lat nie wróciłem o kiju. Wypad był planowany od tygodnia, więc mimo nieprzychylnych warunków atmosferycznych nie było wyjścia, na łowisku trzeba było się zameldować. Plany były takie aby być na miejscu skoro świt. Planu pokrzyżował czworonóg, piesek Harry nie daje ostatnio spać, zakochał się i piszczy w nocy na maksa, muszę go co 20/30minut wypuszczać i wpuszczać do domu. Dostaję szału przez niego, ale co zrobić.

Nad wodą ze @Zbyszek zameldowaliśmy się około 9:30. Większość łowiska był skuta lodem. Postanowiłem jak nigdy gdy łowię metodą gruntową na wodzie stojącej, że stosunek gliny do zanęty będzie 3-4/1. W skład weszło 2kg ziemi bełchatowskiej, 250g zanęty głównej,  po małej garści pelletów o smaku: morwa, kryll i ochotka oraz pół puszki kukurydzy. Woda po chwili została zbombardowana spombem.

Wyjąłem karpiówki plus feeder i zaczęły się oczekiwanie na brania. Wcześniej zrobiłem jeszcze próbę rzutu nowym sprzętem i faktycznie tak jak sprzedający mówił, całość lądowała bardzo daleko na około 100 metrów.

Kilka pierwszych godzin nic się nie działo, ale gdzieś około 11tej zrobiło się typowo wiosennie. Nagle jak co rano wiosną obudziły się ptaki, wyszło słońce, no i banan pojawił się na twarzy :) To są te chwilę, na które nad wodą czekamy, a jak już ryby biorą, to nic więcej do szczęścia nie jest potrzebne.

Testowałem trzy techniki. Na jednej z wędek do wody wchodziły kiełbaski PVA na podajniku FOX - koszyk rewelacja, jak dla mnie hicior na ten rok. Drugi zestaw to metoda tradycyjna z robaczkami o smaku ochotki, a trzeci zestaw wchodził z koszykiem do pelletu Preston Innovations. Ta trzecia technika była najdelikatniejsza, w pełni poświęcona zanętom i przynętom RINGERS. To w miejsce, gdzie rzucałem na chwilę albo wszedł lin albo jakiś karpiszon. Mikropellets musiał mu smakować. Mimo, że ryby nie poczułem, bardzo jestem zadowolony z nowego feedera w mojej skromnej stajni. DAIWA  YANK N BANK pracowała perfekcyjnie, myślę, że razem złowimy wiele ryby w tym sezonie. To jest to wędzisko, którego przez zimę szukałem. 

Początkowo plany były takie, że zostajemy do późnych godzin nocnych, ale brak brań oraz odczuwalna -3 do - 5 dała nam ostro we znaki i około 17tej zakończyliśmy przygodę. Uważam, że mimo porażki było warto pobyć nad wodą. Oprócz wypoczynku byłem po części także w pracy, ale dopóki nie będę pewien, że się uda to nic więcej nie powiem.

Następnym razem nad wodą planuję poszukać wczesnowiosennych linów i chcę pobawić się przede wszystkim maczówką.


20160228_082236.thumb.jpg.f6d35ad260860d

Zimno, wietrzenie, szaro i ponuro, ale przede wszystkim "dziko" i spokojnie.
20160228_082520.thumb.jpg.a458bb6f937a91

Zestaw spinningowy Zbyszka
20160228_083509.thumb.jpg.236d3d14ab8695

Mieszanka niemal gotowa
20160228_084114.thumb.jpg.c1357058d65f21

Robale miały być killerem
20160228_090825.thumb.jpg.6b96c3a80ae4a8

RINGERS pellets - świetna praca w wodzie, zanęta ta przyciągnęła uwagę co najmniej jednej zabłąkanej rybki. 
20160228_092817.thumb.jpg.ea325d839b2307

Kiedyś miało się robaka i pęczak jako przynętę i brały, dziś wymyślamy i nie zawsze "bierooo"
20160228_153217.thumb.jpg.c212dfa86f1781

RINGERS VS MCKARP - ten drugi po 10 minutach powiększył się 3 krotnie i zrobiła się papka oraz mgiełka...

20160228_164935.thumb.jpg.6c8166296820e2
Moja ulubiona miejscówka na tym łowisku, tym razem skuta jeszcze lodem

Grendziu

No i stało się. Kolejny majątek poszedł na pokrowiec 4 komorowy DAIWA INFINTY - cholera, a ja nad wodą śpię w śpiworze za 30/40zł z DECATHLONa, a wędeczki znowu będą miały wygodniej i lepiej. Czego nie robi się w końcu dlaRyb. A tak naprawdę miałby być tylko kołowrotki.



IMG_9376.thumb.JPG.145f43102ebad125a9078
Spakowany sprzęt na próbę czeka już na pierwszy wyjazd



No ale po kolei. Cała zimna to przede wszystkim rozważania, rozmyślania co zrobić w kolejnym sezonie, jaką techniką łowić najczęściej, czym się bawić. Postanowienie noworoczne było takie, że zaczynam bawić się bardziej wyczynowo w łowieniem feederem, od czasu do czasu przerzucam się na spławik, a jak jestem zmęczony to wchodzę w wagę ciężką i szukam rekordów w postaci dużej ryby. Wielokrotnie zdarzało mi się nad wodą być po kilka dób, niejednokrotnie pamiętam jak w czwartą noc z kolei drzemiąc na pół żywy z wycieńczenia, na sygnalizatorze piiiiiiiiiiiiiii, odjazd, zacinam, a tam krąp.  Gdy brania się powtarzają, to robię Szybką kombinację, kulka na włosie i śpię... Były to takie pierwsze przymiarki pod grube karpiowanie. Jednak poza jakimiś 7kg pikusiami nic więcej nie złowiłem. Fakt, faktem, że na moje "feederowanie" łowiłem sporo karpiszonów, nawet więcej niż prawdziwi karpiarze, jednak z rybą życia przeważnie nie miałem szans. Więc teraz jak już będę zmęczony to wejdę w wagę ciężką w oczekiwaniu na rybę życia.

Postanowiłem więc zainwestować "trochę" w poważniejszy sprzęt karpiowy. Na początku trochę przez przypadek. Poszło niewinne zapytanie na licytacji o używane wędki DAIWA Innfinity 3,66m 2,75Lbs - miałem wcześniej kilka kijków karpiowych w rękach i uparłem się, że jak musi  być, to musi przede wszystkim przedział 2,5-3,0 Lbs. Zacząłem czytać opinie o w/w kijku i to był mój błąd, napisałem do właściciela trzech sztuk tego modelu, po dniu negocjacji, nie wytrzymałem, pojechałem i co... Wiadomo, zakochałem się w nich i kupiłem.


IMG_9372.thumb.JPG.4534cb549f17e2d9a8c1f
IMG_9368.thumb.JPG.7405d653c8a9300577e45
Nowy kołowrotek idealnie spasował się z innym starszym modelem kija


Do targów wytrzymałem z decyzją co do zakupu kręciołków. Miały być coś w stylu Big Pit - duże, masywne, o dość szerokiej pojemności szpuli. Tam jednak nie było za bardzo czasu na takie przymiarki. Mimo, że byłem tam dwa dni, moją uwagę skupił przede wszystkim mój ulubiony feeder. Do tego doszły rozmowy, prezentacje, podpisanie aktu założycielskiego fundacji "dla Ryb" - nie było czasu na leżenie i karpiowanie. Tak, łowienie karpi za pomocą specjalistycznego sprzętu cały czas kojarzy mi się z leżeniem, wypoczynkiem i wyczekiwaniem godzinami za rybą życia...



IMG_9367.thumb.JPG.086738f02f5187e84d3b6
Może nie chodzi tak finezyjnie jak kręciołek spinningowy, no ale w końcu jest zbudowany do innych zdań specjalnych.



Od kilku dni przeglądałem fora, pytałem się karpiarzy o to jaki kręciołek dobrać, budżet miał być do 350zł za sztukę. Nie wyszło, pojechałem i kupiłem w dobrej cenie, trochę drożej DAIWA CrossCast-BK5550A x2. Teraz gdy emocje i szał zakupowy opadły, mogę na sucho stwierdzić, że jest to coś czego chyba szukałem. Zachwycam się ich czarnym matowym designem oraz parametrami typu: zwija 102 cm podczas jednego obrotu rączką, ma tak ostatnio popularny System hamulcowy QD QUICK DRAG - gdzie niemal jednym ruchem ręki ustawiamy moc wytrzymałości żyłki, gdzie bez problemu szybką regulacją, będę w przyszłości wyciągał wodne potwory.


IMG_9362.thumb.JPG.016d4b7b3a47e3f2c42d9
Jak już brać to dwa, aby nie było problemu przy nocnych zacięciach i przyzwyczajeniach.



Wszystko byłoby ok, gdyby był umiar. W sklepie zobaczyłem pokrowiec DAIWA INFINTY 4 ROD 13FT, o którym czytałem już wcześniej. Gruby, ciężki, funkcjonalny - z masą dodatkowych przegródek tak aby zabrać się na ryby w jedną całość... Skusiłem się, przesadziłem, niemal zbankrutowałem. Ale co tam, odrobię w polu...



IMG_9378.thumb.JPG.8aa0e76a2efe5be5dc49e
Piesek Harry oczywiście myśli, że to jego nowe legowisko na pomoście

IMG_9365.JPG
Ostatnia fotka w pudełku w którym przybył....

IMG_9366.JPG
Myślę, że da radę nawet z 30kg +, tylko czy ja dam radę :)

Grendziu

Gdzieś w tym szale, postępie, nowościach wędkarskich można się pogubić. Pamiętajcie, że nie wszystko co się świeci i jest nowe musi być skuteczne. Rokrocznie o tym czasie, tuż przed pierwszą zasiadką zastanawiam się czy dobrze odrobiłem zadanie domowe i odpowiednio przygotowałem się do sezonu. Muszę przyznać, że mimo, że jestem tradycjonalistą to czasami łamię się i ulegam nowością. Mam jednak to szczęście, że mogę na niektórych łowiskach testować różne metody i techniki wędkarskie bez ograniczeń. Dzięki temu mam pogląd, na co i jak ryby biorą najlepiej.


IMG_9254.thumb.JPG.04418a5d52e079a23f8cd
TAKIE OTO KOSZYCZKI ODPOWIEDNIO ZMONTOWANE NIGDY NIE ZAWODZĄ


Przez lata doszedłem do jakiejś optymalizacji swojej metody koszyczkowej przy połowie feederem. Bez względu na to czy łowię na głębokich wymagających wodach, czy na stawie, gdzie głębokość w wodzie jest  nie większa niż np. 2m, ten system wygrywa z method feeder, czy też zestawem helikopterowym na bardzo dużych głębokościach. Wydaje mi się, że tylko nowe koszyczki FOX-a połączone z "kiełbaskami PVA" będą mogły rywalizować z moim systemem nad wodą. No, ale to się okaże podczas całorocznych testów w 2016r.


IMG_9256.thumb.JPG.d9c28900579903691625c
KOSZYCZKI OKRĄGŁE Z DOBRZE ROZMIESZCZONYM OŁOWIEM 



Jak zbudować taki system - na początek najlepiej by było gdybyście zapomnieli o sprężynach. Nie są tak skuteczne jak koszyk zanętowy, no i rurka antysplątaniowa niekoniecznie dobrze prezentuje się w wodzie.
Co jest potrzebne do naszego zestawu:

Koszyczek -  metodą prób i błędów przez lata, najlepsze wg mnie są okrągłe bez dodatkowego denka na górze czy dole - dzięki temu zanęta swobodnie wychodzi z koszyczka i dobrze rozpuszcza się wokoło naszej przynęty - sam stosuję od 5g do 100g - te mniejsze są idealnie podczas łowienia pickerem czy quiver feeder, stosuję je przeważnie wczesną wiosną lub późną jesienią, gdy ryby karmimy mniejszą ilością zanęty.

Klips karpiowy - umożliwia on bardzo łatwy montaż naszego koszyczka, możemy dzięki niemu także szybko podczas łowienia go zamienić na inny, większy, cięższy lub mniejszy i lżejszy.

Koraliki - bardzo ważne aby były stosunkowo małe i neutralne kolorystycznie w zestawie. Dzięki koralikom nasz zestaw nie pląta się, to one podczas lądowania zestawie w wodzie regulują swobodne zejście po żyłce, dzięki nim mam mniej splątań.


IMG_9258.thumb.JPG.865e76d2040c327c0d225
BEZ KORALIKÓW NIE WYRUSZAM NAD WODĘ ZARÓWNO W GRUNCIE JAK I SPŁAWIKU


Stopery - koniecznie dwa, montowane na żyłce głównej, jeden przed koralikiem i koszyczkiem, drugi za koralikiem i koszyczkiem.

QUICK CHANGE BEADS - łącznik pomiędzy żyłką główną a przyponem z haczykiem. Jedyna nowość od dwóch lat, bez której nie wyobrażam sobie łowienia. Zastąpił krętlik w tym przypadku.

Przypon z haczykiem - czy to gotowy, czy z włosem czy bez, grubość czy długość - to już zależy jaki i gdzie łowimy.

Montaż  i zastosowanie. Na żyłkę główną nawlekamy najpierw pierwszy stoper - odpowiednio ustawiony na żyłce, działa jako system samozacinający się. Gdy ryba bierze haczyk z przynętą i odpływa w pewnym momencie dochodzi do oporu i nawet jeśli spóźnimy się z zacięciem, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że ryba sama zatnie się i to za pysk właśnie. Często holuję duże ryby na haczyki nr 14/16/18 i niemal wszystkie zacięte są za górną lub dolną wargę.


IMG_9265.thumb.JPG.c5aa42c5bc37697af19d1
STOPERY ROZMIESZCZAM WZGLĘDEM SIEBIE W ZALEŻNOŚCI NA JAKIEJ ŁOWIĘ GŁĘBOKOŚCI


Następnie dodajemy koralik, klips karpiowy, kolejny koralik i dolny stoper, a następnie Quick Chnage Beads. Ponownie w całości, stoper dolny odgrywa bardzo ważną rolę w całym zestawie i nie można o nim zapomnieć. Niemal za każdy razem podnoszę go do góry po nabiciu zanęty w koszyk, reguluję odległość pomiędzy haczykiem, a koszyczkiem podczas rzutu - w ten sposób mój zestaw nawet jak bardzo daleko leci i ląduje na dużych głębokościach - nie plącze się. Podczas rzutu (w zależności od siły) oraz podczas kontaktu z wodą schodzi na dół, dzięki temu koszyczek zanętowy jest bardzo blisko moje przynęty, co polepsza brania. Quick Change Beads jest łącznikiem pomiędzy żyłką główną, a przyponem. Dzięki niemu bardzo szybko możemy wymienić przypon z haczykiem. Najlepszym na rynku wg mnie jest z firmy Drennan - oliwka idealnie spasowana, sam ciekaw jestem siły wytrzymałości tego łącznika, bynajmniej nigdy mnie nie zawiódł.



IMG_9266.thumb.JPG.3e6a56d1fdb04f26800a3
KRÓTKI PRZYPON STOSOWANY JAK PRZY METHOD FEEDER



Wyżej opisany zestaw stosuję i unowocześniam niemal rokrocznie i prawda jest taka, że gdy wszystko nad wodą zawodzi, to tylko na takie zestawy mam brania. A jeśli mimo tego ryba nie bierze, to mogę iść do domu. Czy propozycja koszykowa FOX-a z dziurkami połączona woreczkami PVA wygra w sezonie 2016 - nie wiem, to się dopiero okaże.



IMG_9267.thumb.JPG.b71917baf5f86dbeb8eab
STOPER DOLNY PODNOSZĘ W ZALEŻNOŚCI OD GŁĘBOKOŚCI I DŁUGOŚCI RZUTU


IMG_9268.thumb.JPG.f370f40e4869b0492dee3
SKUTECZNY I ŁOWNY ZESTAW DO FEEDERA

Grendziu

Niezawodne smaki

Sam czasami zastanawiam się po co wciąż zmieniać, ulepszać, unowocześniać. Jeśli coś jest sprawdzone i daje nam sukces, przewagę na łowisku, to czy naprawdę nad wodą trzeba eksperymentować aż tak bardzo?

20150604_042322.thumb.jpg.cc7e89dbf915da
Prosiaczek skuszony na "ochotkową pinkę"

Z firmą McKarp spotkałem się po raz pierwszy na targach Rybomanii 2014r. Byłem bodajże w niedzielę. Wśród dip-ów szukałem przede wszystkim śmierduchów oraz banana i ananasa. Była jakaś promocja tego dnia, jak kupisz dwa po 10zł to trzeci gratis. Był to chwyt marketingowy, na który i ja się dałem nabrać, ale oczywiście tego nie żałuję. W rękę wpadł mi wtedy koncentrat ochotkowy - był inny jak wszystkie wcześniej stosowane - był w zapachu bardziej słodki.

Sezon 2014 nie tyle co był przełomowy, był po prostu wyśmienity. Białej ryby  w całym sezonie na jeziorach złowiłem z pół tony - głównie dominowała płoć, leszcz i karp. Przypomniały mi się stare lata 80te i 90te gdzie to na jeziorze w Margoninie na dobę łowiło się po 20/30/60kg dużych leszczy.

7.thumb.JPG.f733b6977ebac21e305345936920
Płotki oczywiście wróciły w dobrej kondycji do wody.

Kluczem do sukcesu okazała się OCHOTKA, BANAN z McKarp oraz ANANAS - do około 2/3kg zanęty lądowało około 1/5 buteleczki po rozproszeniu w wodzie wymienionych koncentratów. Całość odpowiednio wymieszana robiła niesamowity zamęt w wodzie - ryby jakby się o to biły. Ja koncentratem z ochotki byłem tak zauroczony, że za każdym razem maczałem w dip-ie żywe robaczki na jakieś 5-15 sekund przed zarzuceniem do wody, aby podkreślić ich zapach. Jakie było moje zdumienie, gdy wczesną wiosną łowiąc na 8metrach głębokości wyciągnąłem 2 karpie w okolicach 4kg praktycznie z opadu.
20150522_095325.thumb.jpg.f4c57fbc2f5c4d
Ulubione w ostatnich czasach jezioro Czarne

Byłem tak zafascynowany tymi DIP-ami, że namówiłem kolegę ze sklepu wędkarskiego aby tym handlował. Mam nadzieję, że nie żałuję, bo cena i jakość oraz ilość złowionych ryb przez miłośników tej firmy zapewne wzrosła.

W 2015r na Rybomanii spotkałem właściciela firmy McKarp - pogratulowałem mu produktu, a on wcisnął mi z uśmiechem na ustach nowość pellet o wielkości bodajże 4mm o zapachu ochotki - ten sam zapach co był w koncentratach. Co do jakość pelletu - zapach, zapachem - ale dla mnie to jest granulat, bo za szybko rozpuszcza się w wodzie i niestety do method feeder nie polecam. Ale już jako dodatek do zanęt - rewelacja.

2.thumb.JPG.952ea40af7301fc26bfa3462ecfb
Kolejna sztuka przed chwilą wylądowała na haku.

Stosowałem w/w granulat także w ten sposób, że go mieliłem i mieszałem z żywymi robakami, przeważnie pinką - oczywiście podczas testów zestaw z zapachem ochotki wygrywał.

Sezon 2015 to był sezon testów, więc nie zawsze stosowałem owe DIP-y, a co za tym idzie miałem też gorsze wyniki. To daje do myślenia.
Wiem, że ktoś zaraz powie (sam jestem tego samego zdania), że rybie w zależności od pory roku należy podawać "różności" do stołu, ale to ten zapach ochotkowy jest jakby ich przysmakiem. A na smakołyki nie jeden łasuch się skusi :)

5.thumb.JPG.81bce41e9a4b656405a008beacfb
Odpowiednio przyprawione DIP-ami dawało przewagę podczas łowienia.

 

 

Grendziu

Lodowate szczęście

Pod takim hasłem jak w tytule, nakręcałem się od kilku tygodni na mój debiut w wędkarstwie spod lodu. Jak to w moim przypadku bywa, dzień przed wyprawą wymyślam, szykuję się organizuję.
Najpierw odwiedziłem pobliski sklep, zakupiłem kilka podstawowych gadżetów na wyprawę.  Gdy już zostawiłem przysłowiową "stówę" w wędkarskim to od razu dowiedziałem się co i jak bierze. Ponoć padały kilka dni temu kilogramowe okonie. Jeden z wędkujących jak przyłów dorwał szczupaka. Pomyślałem, ja też tak chcę i pewnie jak to szczęście u początkującego, z pewnością mi się uda.

56a0160722cf3_pierwszylodziak.thumb.jpg.

Pierwsza zestaw, pierwsze nadzieje.

Wcześniej umówiłem się z doświadczonym łowcą, że on ogarnia wszystko co potrzebne i mnie nad wodą uczy, a ja w roli ucznia, czy też bacznego obserwatora będę próbował dorównać mu kroku.
W nocy oczywiście nie mogłem zasnąć, w głowie miałem różne rozmaite myśli typu: a czy aby na pewno jest to bezpieczne? A jak zareaguję jak lód się zarwie? Jak ratować innych gdy będzie problem? No i bardziej pozytywne: co zrobić jak ryba weźmie i będzie większa od wywierconego otworu w lodzie...

Moja pierwsza dziura została wywiercona w miejscu, gdzie wiosną i latem targam lina za linem. Potem były następne. Niestety przez pierwsze 30 minut nie było brań. Użyczyłem od znajomego bałałajkę z kiwokiem i do mormyszki dodałem ochotkę. Jakież było moje zdziwienie, gdy poczułem branie. Niestety, po jakiś ośmiu niezaciętych próbach oddałem wędkę w ręce właściciela. On po dwóch minutach  wyciągnął 5cm okonka. Było zimno, wietrzenie, śnieżyście, więc zaproponowałem przejazd na moją nową miejscówkę. Tam, też po chwili przywitałem się z pierwszym spod lodu okoniem.

IMG_20160120_120959.thumb.jpg.09b1c896ab
Mam i ja - przed 40tką zdążyłem, aby nie było.

Zabawa z bałałajką tak mnie wciągnęła, że odłożyłem swój zestaw i niemal do końca sesji bawiłem się użyczonymi zestawami. W sumie szału nie było, złowiłem pięć niewymiarowych okoni. Młodszy kolega na "killera" łącznie z 20 sztuk. 

killer.thumb.jpg.2f04a1900935fd56be4945c
NUMERO UNO ten nad dole
Mimo strasznej wilgoci i mojego marudzenia: "nie biero, nie biero" dzień uważam za udany, teraz siedzę przy kominku i rozmyślam, czy jeszcze na lód wrócę, czy też odpuszczę, bo to jednak nie dla mnie. W wędkarstwie jak w życiu, jedni lubią blondynki, inni brunetki, a ja tam wolę rudą mulatkę :)

IMG_2592.thumb.JPG.b76e9e12e02d3864525d5
Mimo nie najlepszych wyników, humor dopisywał do samego końca.

Zaloguj się, aby obserwować  
Obserwujący 0

Wydawcą portalu dlaRyb.pl jest:

FUNDACJA "DLA RYB"
BOGUNIEWO 45, 64-610 BOGUNIEWO
Nr Konta: PKO BP 64 1020 4128 0000 1202 0123 2578
KRS: 0000613501 NIP: 6060096225 REGON: 364237131
https://dlaRyb.pl; e-mail: fundacja@dlaRyb.pl; tel.: 61 307 99 99