Blogi

Nasze blogi

  1. Czaplinek, Jezioro Drawsko i wędkowanie.

                Czasu brakuje i stąd wpis ten z opóźnieniem powstał, za co przepraszam.

    Początek czerwca, to był dla mnie bardzo aktywny czas, wtedy bowiem, miałem swój udział w konferencji w Czaplinku (http://www.czaplinek.pl/page/kormorany).
    Znam ten rejon (bywałem tam krótko, ale kilka razy) i wiedziałem, że są tam ciekawe jeziora stąd pomysł, by zabrać ze sobą choćby jedną wędkę. Dla mnie taką uniwersalną opcją jest łowienie spławikowe, a najchętniej metodą pełnego zestawu. Ulubiony (lekki i skuteczny) kijek, to wielokrotnie wspominany bat Traper Power Stick. I proszę nie szukać tu reklamy. To kij, którego wyłącznie używam odkąd go mam, czyli około 2 lat. Po prostu, gdy idę na ryby, to zabieram to wędzisko.

                Ze względu na to, że sama konferencja odbywała się w niewielkiej miejscowości: Siemczyno, a i tam był mój ośrodek hotelowy, to w tej okolicy szukałem pomysłu, jak wykorzystać wolne chwile na łowienie ryb.

                Po dotarciu do hotelu (co nastąpiło późnym wieczorem), nie było już czasu by szukać „dużej wody”, więc po kilku informacjach uzyskanych w miłej recepcji, poszedłem na „pałacowy” staw. Zbiornik niewielki, ale zadbany. W sam raz na krótkie wieczorne łowienie.
    Wyjeżdżając zabrałem minimum sprzętu, stąd w ruch poszła tylko garść zanęty i białe robaki na haczyku. W sumie to się ściemniało, więc łowiłem tylko około 30 minut. Ale w tym czasie złowiłem ze 3 wzdręgi i 2 karasie srebrzyste. Nie chodziło o ryby, chodziło o spacer i kontakt z wodą.

                Rano zaczęła się konferencja, była ciekawa i owocna. Trwała do popołudnia, co było w planie.

                Ale profilaktycznie, już rano, zadzwoniłem do Gospodarstwa Rybackiego w Czaplinku by wykupić zezwolenie na połów ryb na jeziorze Drawsko. Serdeczne podziękowania dla Gospodarstwa, a zwłaszcza dla Dyrektora (Pan Jerzy Gospodarek), bo dzięki ich uprzejmości i pomocy, na czas otrzymałem zezwolenie na połów ryb.

                Nastąpił koniec konferencji.

                Ale Siemczyno to urocze „odosobnienie” współgrające z Czaplinkiem. Nie da się, ot tak, po prostu na Mazury wrócić. Na mapie wyraźnie widać, że to pojezierze, a niecałe 2 km od hotelu jest użyteczna zatoka jeziora Drawsko. Czemu „użyteczna”, bo zatoka jest ładna, głęboka i ma kilka pomostów. W sam raz by bacikiem łowić, odpoczywać przy okazji i cieszyć oczy widokiem jeziora i stadami ryb obok siebie.

                Łowiłem, dominowały płocie. Ale zmieniając miejsce lub głębokość, łowiłem inne gatunki: wzdręgi, ukleje, leszcze, okonie. W międzyczasie widziałem pływające na płyciźnie stada krąpi i wzdręg. Wędkowanie w zacisznej zatoce trwa, minęło około 3 godzin, słońce powoli zachodzi. Czas wracać do hotelu, a następnego dnia do domu.
    Warto było: wykłady, spacer po okolicy, wycieczka przez połowę Polski.

    Na okrasę dwa zdjęcia: staw przy pałacu Siemczyno i zatoka jeziora Drawsko.

    Siemczyno.jpg.0488f0bc91afea0e4f049e227c51c735.jpg

    Drawsko.jpg.b9aa7fd28d7dfb077f129f86039f6a64.jpg

  2. Już od jakiegoś czasu przyglądam się z zaciekawieniem tytułowemu rozwiązaniu ACS czyli Auto Clip System.  

    20170703_124717.thumb.jpg.36183ed15732478bf617eb1069936b0f.jpg

    Pierwszy raz na żywo spotkałem się z tym na targach Rybomanii w Lublinie na stoisku sklepu Trotka z Warszawy.

    https://sklep-wedkarski.waw.pl/category/map-wychwood-solace

    Chłopaki zaprezentowali mi całą gamę kołowrotków firmy Map i Wychwood, których to wyroby posiadają takie oto nowatorskie rozwiązanie. Od tamtego czasu nie dawało mi to spokoju. Kolejny raz, tym razem w Poznaniu na Rybomanii, miałem okazję przyjrzeć się na dłużej temu rozwiązaniu. Udało się też porozmawiać z kilkoma użytkownikami, co jeszcze bardziej mnie wciągnęło. No i od jakiegoś czasu jestem szczęśliwym posiadaczem młynka z ACS

    Czym jest ten ACS?

    20170703_124738.thumb.jpg.2e3872ebd0af2116984b7d8742bf87fa.jpg

    Jest to opatentowany system bezpiecznego i automatycznego wypinania żyłki z klipsa podczas brania, jak i odjazdu ryby. Zaczepiając żyłkę o zwykły klips, w przypadku brania dużej ryby i jej nagłego odjazdu albo stracimy wędkę, którą ryba po prostu wciągnie do wody lub jeśli nie zdążymy zdjąć żyłki z klipsa w trakcie wybierania jej przez uciekająca rybę, to stracimy nie tylko rybę, ale i cały zestaw z żyłką. Znam to z autopsji, jak podczas odjazdu dużego karpia na pickerku, podziwiałem pracę hamulca w nowym kołowrotku i zapomniałem o żyłce zaczepionej o klips. Jakież było moje zdziwienie gdy ryba próbowała mi wyrwać wędkę z ręki. Nagle nastąpił taki strzał, że koledzy wędkujący na drugim brzegu myśleli, że mi wędka strzeliła, a to była tylko żyłka zaczepiona o zwykły klips. Dlatego to rozwiązanie daje nam duży komfort jeśli zdarza nam się  odejść od wędek lub spodziewamy się większych ryb.

    Ja wybrałem kołowrotek z wolnym biegiem, który będzie pracował głównie na nocnych zasiadkach. 

    20170703_124654.thumb.jpg.01523c9c0bc75234c824d40b28ef0fb4.jpg

    Specjalna konstrukcja klipsa spełnia również drugie główne zadanie, a mianowicie służy jako zwykły klips, który blokuje żyłkę podczas rzutu. Nie od dziś wiadomo, że kluczem do sukcesu jest precyzyjne wędkowanie. Zarówno lokowanie zestawów, jak i zanęty. Szczególnie dobrze o tym wiedzą wędkarze startujący w zawodach. Stąd też trzeba stosowania różnego rodzaju klipsów, gumek czy innych trików pozwalających na ograniczenie wysuwanej żyłki ze szpuli. To nowatorskie poniekąd rozwiązanie spełnia właśnie te wszystkie wymagania. Po pierwsze pozwala na precyzyjne wędkowanie, dzięki standardowej funkcji klipsa, a po drugie daje nam odrobinę luksusu pozwalając spuścić na chwilę z oka wędki lub też nie martwić się, że jeśli trafimy bonus, to czy zdążymy odpiąć żyłkę z klipsa lub po prostu czy będziemy o tym pamiętać. 

    Tak więc, ja cieszę się z mojego zakupu i już myślę nad następnym kołowrotkiem z tym rozwiązaniem. Dla mnie jest to o tyle ważne, bo nie potrafię tak precyzyjnie lokować zestawów bez użycia klipsa, jak co niektórzy koledzy. Po prostu swoje "kalectwo" trzeba czymś uzupełnić. I tylko można się cieszyć, że jest taka możliwość. 

    Oczywiście, należy pamiętać o zaznaczeniu markerem odległości na żyłce, najlepiej zaraz za klipsem, tak by po ewentualnym wyczepieniu można było powrócić do poprzedniej odległości. Można też skorzystać z trochę mniej znanego, ale równie sprawdzonego sposobu przenoszenia odległości: za pomocą wbitych w ziemię dwóch patyków, widełek lub specjalnych metalowych kijków połączonych sznurkiem o znanej nam długości. Ten sposób znakomicie się sprawdza w przypadku jeśli zerwiemy zestaw i chcemy ustawić ponownie odpowiednią odległość lub gdy chcemy przygotować kilka wędek na tą samą odległość. 

    20170702_164446.thumb.jpg.062443277d8593558b1bbd2440ebb1d3.jpg20170702_164432.jpg.84dd1cdf707beb5c65262954c15a0325.jpg

    Reasumując. Wykonałem ponad dwie setki rzutów i tylko raz wypięła mi się żyłka z klipsa podczas rzutu,  było to jednak z mojej winy, bo rzut był nieudany tzn. za lekko, a ja próbowałem rozwinąć do końca żyłkę. Celowo też popuszczałem ryby, by mogły wypiąć żyłkę z klipsa i 100% prób zakończyło się bezpiecznym wypięciem żyłki. Nie będę opisywał pracy samego kołowrotka, bo nie taki jest cel tego opracowania, a po drugie nie jestem kompetentny w tej kwestii. Hamulec pracuje płynnie, żyłkę nawija równo, nie przeszkadzają mi również małe luzy, bo przy tej półce cenowej nie ma to oczekiwać na cudu, choć posiadam kołowrotki tańsze i  trochę lepiej pracujące. Niemniej system ACS skutecznie zasłania te drobne mankamenty. 

    20170702_183750.jpg.bd5c571ceda0d4b8e21fc361905caa47.jpg

    Jeśli ktoś podobnie jak ja, ma problemy z precyzyjnym i powtarzalnym rzucaniem, wie że w łowisku są duże ryby i mogą zerwać żyłkę z klipsa lub też porwać wędkę do wody na skutek naszej nieuwagi, to szczerze polecam kołowrotki z tym rozwiązaniem. 

  3. Całemu projektowi  "dla Ryb"  od samego początku przyświecał nadrzędny cel. Zróbmy tak aby stworzyć własną wodę, aby móc bawić się, spełniając marzenia. Pierwszy ro,k to było budowanie przede wszystkim jakieś wizji, w kierunku jakim mamy pójść. Dużo pisania, sporo marzeń, kilka celów mniejszych lub większych, czasami idealistycznych niczym woda modelowa, ale zawsze w grupie ludzi "dla Ryb" była chęć do działania.

    Dziś gdy już mamy wodę STAWY NIENAWISZCZ (trzeba popracować nad nazwą, bo tak nie może być, może jakiś konkurs zrobimy, miejsce przepiękne a źle się kojarzy,) to uczymy się  na żywym organizmie jak nią zarządzać. No i jest trudno, niby wiedziałem, że będzie ciężko, bardzo ciężko. Te scenariusze przewidziałem, ale jednak miałem nadzieję, że będzie łatwiej. Aktualnie jeszcze ta pogoda - iście wiosenna, czyli zima w maju.

    Bardzo łatwo jest pisać o czymś, rozwijać wizję, filozofię o różnych rzeczach, jednak rzeczywistość jest inna. Grono wędkarzy odwiedzający naszą wodę jest totalnie zdziwionych, że nie wolno zabierać ryb, idąc dalej to nie wie co to jest NO KILL, czy można się temu dziwić? 
    Większość wędkarzy nie interesują nawet limity w zabieraniu ryb, czy jest to woda PZW, czy jest to prywatna woda. Jest kropla ludzi, która próbuję coś zmienić, niewielu którzy do wędkarstwa podchodzą inaczej. Edukują oni może i społeczeństwo, tyle tylko po co wzajemną nienawiścią i krytyką?

    Dziś uważam (juto może będzie inaczej) że łowiska NO KILL ukierunkowane tylko pod jedną metodę połowu są jakimś rozwiązaniem, którego osobiście sam nie akceptuję. Rozumiem natomiast karpiarzy, którzy na łowisko NO KILL przyjadą w poszukiwaniu BIG FISH-a i będą akceptować regulamin, to samo może spotkać także spinningistów, ale czy grunciarze i spławikowcy to rozumieją? Niektórzy tak, ale...

    Sam uważam się za feedrowca, ale  oprócz moich znajomych tak naprawdę od czasu powstania wody nie odebrałem ani jednego telefonu, który oznajmiłby mi, przyjeżdżam na feeder, podoba mi się idea NO KILL, złowię i wypuszczę. Jednak gdy zadzwonił karpiarz lub spinningista to rozmowa była bardziej konkretna. Jednak jak to w oczekiwaniach wędkarzy, szukamy jak największych ryb. Pewnie dopóki sam nie złowię, to niewielu spróbuję. Prawda jest też taka, że nie do końca zwariowałem na tym punkcie i nie pójdę po ryby na zarybienia za 50tyś zł, aby dać komuś się wykazać w wannie z rybami.

    Czy ta woda mogłaby być łowiskiem modelowy? Myślę, że mogłaby mieć jakąś jej cześć i pewnie będzie ją miała. Jednak zbyt wiele jest tam do zrobienia, aby tak się stało, co nie oznacza, że przepisów nie będziemy bronić. Jeśli zauważymy, że ryb w wodzie jakimś cudem jest za dużo, to pozwolimy także na odłów kontrolowany tego co złowimy. Nie chciałbym aby główny zbiornik, który jest magiczny został w jakiś sposób przez jedną czy drugą metodę wędkarską zdominowany. Stąd także pomysł na pogodzeni wszystkich technik wędkarskich.

    Wczoraj Adam Nam podziękował wpisem na blogu, to i ja to zrobię.

    Dziękuję wszystkim zaangażowanym w projekt "dla Ryb" tym bardziej i tym mniej ludzikom, każda cegiełka, każdy pomysł się liczy. Bez Was nie chciałby mi się już pewnie ciągnąć tego projektu, ale to, że idziemy dalej, mimo czasami różnicy zdań, to Wasz sukces. Lecimy dalej :icon_arrow1:

     

    591219b781254_logoidealne.png.8369dbdba369ecd89e97a81cb1ac4cd2.png

  4. Cześć,

    w końcu mam chwilę czasu na pochwalenie się całkiem niezłym wynikiem na pierwszych zawodach w których brałem udział. Ale na początek, cofniemy się kilka lat wstecz i zagłębimy się z moją nudną historię o moich początkach z feederem.

    Trzy lata temu jak wróciłem do wędkarstwa po bardzo długiej przerwie, skupiłem się głównie na łowieniu gruntowym (również spławikowym, ale feeder grał pierwsze skrzypce).  Kolega z pracy, który prowadzi zapewne Wam doskonale znany kanał na YouTube Catch&Release.pl...ease pokazał mi metodę (method feeder) oraz zagłębił w techniki połowu feederem. W tedy jeszcze nie wiedziałem co to pellet, jak go przygotowywać. Nie mialem styczności z pop-upem jak i haczykami które posiadają push stop czy gumkę która ma tak wiele zastosowań. Magia. Ale chciałem brać udział całym sobą. 

    Razem wybraliśmy sprzęt oraz niezbędne akcesoria do połowu i wybrałem się na swoje pierwsze sesje które niestety kończyły się powrotem z zerowym wynikiem. Moja wspaniała żona, twierdziła że świetnie mi idzie dokarmianie ryb ;) Teraz wiem co robiłem źle, a wyciąganie wniosków owocowało wynikami na kolejnych wyprawach; Kolejne wypady kończyły się zawsze uśmiechem na twarzy., niemniej jednak zawsze mogło być lepiej więc analizowałem i wdrażałem zmiany podczas kolejnych wypadów. Trwało to trzy lata kiedy w końcu zdecydowałem się wziąć udział w zawodach i zmierzyć się z innymi wędkarzami.

    W moim mieście można spotkać naprawdę wielu doskonałych wędkarzy którzy mogą pochwalić się niezłymi wynikami na zawodach jak i podczas sesji bez presji jak na zawodach i nie ukrywam że część z nich mam przyjemność znać osobiście. 

    Do samych zawodów przygotowywałem się mentalnie cztery miesiące a plany zacząłem wdrażać z miesiąca na miesiąc. Podczas tegorocznych targów Rybomania które odbyły się z Poznaniu i podczas których spotkałem wspaniałych ludzi jak @Grendziu@elvis@ArekHoraz @Kotwic. Tutaj chciałbym Wam jeszcze raz serdecznie podziękować za wspaniałe powitanie, przygarnięcie jak swojego oraz za rozmowy które niestety były ograniczone czasowo (niestety musiałem uciekać) ale bardzo intensywne jak i za wprowadzenie do Fundacji 'dla Ryb' i bycia jego członkiem. Jeszcze raz dzięki! Dzięki też dla Was, społeczności Fundacji 'dla Ryb' z którą mam przyjemność obcować codziennie (w chwilowymi przerwami ;), za pomysły, rady oraz szacunek.  A dla @Grendziuosobne dzięki, za to że jesteś, za rozmowy, rady i wspólne wędkowanie.

    Za dużo tych 'pieszczoszków', wracamy do tematu....

    Wracając do Rybomani,  zakupy były przemyślane. Kupujemy: 

    • Feeder Bait: Zanęty, dumbelsy - głównie epidemia oraz ochotka-konopia
    • Warmuz Baits: Zanęta Feederowa Haker
    • Genesis Carp: pop-upy
    • Koszyki Hybrydowe

    Skompletowany towar miał swój cel, który od samego początku poukładałem sobie w głowie i tak też starałem się zrealizować podczas zawodów w których brałem udział. 

    Dzień przed zawodami, przygotowałem zanęte Haker, którą już wcześniej zmieliłem (jak dla mnie za duże frakcję) w młynku. Dodałem pellet Stalomax i przeznaczyłem go do wstępnego nęcenia. Resztę zakupionych produktów przeznaczyłem na koszyki zanętowe. Plan był taki że zacznę od słodkich przynęt na początku a następnie od tzw. śmierdzieli. Między czasie przygotowałem również zblendowaną  kukurydzę, która mogłaby trafić do koszyka przy kiepskich braniach (zmiana na klasyczny koszyk) ale jako killer miały być produkty FB gdyż sądziłem że może ta woda zaowocuje pięknymi rybami na produkty Bartka. Tutaj pozwolę sobie wtrącić ciekawostkę; nie widziałem jeszcze tylu czapek oraz bluz Feeder Bait jak na tych zawodach. Tak jak ciuchy Genesis Carp było widać wszędzie podczas Rybomani, tak na zawodach królowały barwy Feeder Bait.

    Jako że można było łowić na dwie wędki, na jednej z nich zamontowałem hybrydę na na drugiej metodę Preston. W hybrydzie znajdował się dumbels epidemia z FB oraz zanęta ochotka-konopia a na metodzie kulka pop-up od Marcina z Genesis o smaku pomarańcz-wątroba oraz zanęta FB . Hybryda z lewej, metoda z prawej strony. 

    Na pierwsze branie musiałem czekać dobre 30min. i pojawił się około pół kilogramowy karaś. Skusił się na produkty Genesis. Na hybrydzie cisza. Po około 40min. pojawiło się lekkie branie na Prestonie, zaciąłem i wędka zgięła się w pół! WTF!? W tym czasie mocno zacinał deszcz, niestety musiałem wydostać się z pod parasola i holować coś dużego. Hol trwał około 7-10min. w srogim deszczu. Moja sztyca nie dałaby rady wyciągnąć.. no właśnie..co ja do cholery ciągnę? Dawno nie mialem takiego oporu po drugiej stronie żyłki. Przy brzegu pojawił się ogon - był ro Jesiotr. Piękny 4.5kg. Dzięki pomocy sąsiada, który posiadał podbierak karpiowy, udało się położyć na macie złowioną rybę. Nie była to ryba dnia, gdyż kolega na wodzie obok (zawody odbywały sie na dwóch zbiornikach - na którym ja łowiłem było nas dziewięciu a na pierwszym reszta zawodników) wyciągnął karpia ponad 7kg. Cały przemoczony, kontynuowałem łowienie. Zmieniłem hybrydę na metodę od Drennan-a i kontynuowałem łowienie głównie na pop-upy. Założyłem również białe robaki, które zaowocowały karpiem oraz karasiem, lecz tego dnia killerem był wspomniany wcześniej pop-up.

    Zawody trwały 10h. z mojej lewej strony brania były mizerne, wręcz zerowe, a po prawej kolega szedł ze mną łeb w łeb (ciekawostka, ja byłem przedostatni. Kolega z lewej pytał się czy czasami nie ma żadnej siatki w wodze że innym jak i jemu nic nie bierze, a nam coś ląduje w siatce ;)

    Podczas ważenia, ja miałem 7200 a kolega z prawej 7100 plus mój 4.5kg jesiotr. Koledze któremu również szło nieźle, zerwał się miedzy czasie karp około 5kg.

    Dzięki temu zająłem czwarte miejsce!. 1 miejsce 28kg, 2 miejsce 26kg oraz 3 miejsce 24kg.  Jest to dla mnie świetny wynik, szczególnie że brałem udział pierwszy raz w zawodach oraz na dość sporą ilość osób. 

    Nagroda za pierwsze miejsce to 400zł na zakupy w sklepie organizatora, drugie 300zł trzecie 200zł. Kolejne miejsca duże wiadro pelletu Stalomaxu oraz koszyki Feederowe Mikado a powyżej 10 miejsca mniejsze wiaderka pelletu. Za rybę dnia Mikado sponsorowało wędkę oraz kołowrotek który otrzymał zwycięzca zawodów. Gratulację!

    Kolejny wypad i kolejne wyciąganie wniosków i szykownie się na zawody Fundacji 'dla Ryb' które odbędą się już 13 Maja na które serdecznie Was zapraszam. Więcej informacji pod adresem https://dlaryb.pl/portal/news_2/feeder-cup-dlarybpl-2017-eliminacje-majowe-r136/

     

    Niestety nie mam zdjęć, aparat i padł. Jak tylko pojawią się na stronie organizatora, zaraz je tu umieszczę.

    Tymczasem dzięki za to że dotarłeś do końca tego chaotycznego wpisu i zapraszam na kolejne.

     

  5. ABC Wędkarstwa z Kubikiem

    • 2
      wpisy
    • 1
      komentarz
    • 282
      wyświetleń

    Najnowsze wpisy

    TrileneKnot3.gif.868f89bc7ed1bff2a2c82290d7d53a41.gif

    Żyłka wędkarska

        Kolejnym niezbędnym elementem w wędkarstwie spławikowym jest żyłka. Jest to cienka nitka, do której wiążemy haczyk - ma za zadanie amortyzować  podcięcie ryby. Żyłka łączy wszystkie elementy zestawu od szczytówki wędziska do haczyka, w związku z tym musi spełniać szereg wymagań. Po pierwsze musi być bardzo wytrzymała pomimo cienkiej budowy. Po drugie jest niewidoczna w wodzie. Poza tym, nie powinna podlegać rozkładowi oraz wchłaniać wilgoci.

        Nie tak dawno temu, wędkarze żyłkę wykonywali z włosia końskiego, lnu i jedwabiu. Teraz tych materiałów nikt już nie używa. W związku z tym, nie są one produkowane. Zostały one zastąpione przez syntetyczne żyłki. Są trwałe, lekkie, elastyczne i nie podlegają degradacji. Dobra żyłka ma jednakową grubość na całej swojej długości, nie ma skaz, ciemnych plam lub pęcherzy. Jej powierzchnia jest gładka i okrągła. Jest 5-10 razy bardziej wytrzymała niż pojedyncze włókno o tej samej grubości, wykonane z włókna jedwabiu. Wytrzymałość żyłki jest uzależniona od technologii wykonania przez producenta.

    Prezentacja1.jpg.9002370cce5018b222840e3d040cf995.jpg

     

    Producenci żyłek wędkarskich zazwyczaj sprzedają swój towar na szpuli  50m, 100m, 150m .

     

          Przy wyborze żyłki należy kierować się  wieloma kryteriami. Przede wszystkim jakie ryby chcemy łapać i gdzie. Prosty przykład łapiąc Płocie w jeziorze z powodzeniem można stosować żyłkę 0,08 natomiast taką samą rybę łowiąc z rzeki trzeba będzie użyć przynajmniej 0,10. Ryba z rzeki jest zdecydowanie silniejsza oraz prąd powoduje zastosowanie takiego rozwiązania.  Ponadto musimy pamiętać, że na żyłce, obciążenie przy zerwaniu 700-800 gramów, można z powodzeniem wyłowić ryby o wadze półtora lub nawet dwa kilogramy. Fakt, że masa ryb w wodzie to tak naprawdę jedna szósta jej ciężaru rzeczywistego. Oczywiście, zawsze należy używać  żyłki odpowiedniej do obecnego rybostanu łowiska.

          Ale piękno łowienia polega na tym, że każdy wędkarz stosuje bardzo cienkie żyłki na pograniczu wytrzymałość co powoduje większe prawdopodobieństwo zerwania zestawu ale za to większą satysfakcję ze złowionej ryby. Do połowu małych i średnich ryb wystarczy żyłka 0,08-0,15 mm. Jeśli istnieje perspektywa łapania soli, większych ryb  należy stosować żyłki o średnicy 0,25-0,3 mm .

          W tej sprawie nie ma żadnych szablonów działania. Tylko prywatna praktyka doprowadzi do niezbędnej wiedzy i umiejętności jaką żyłkę stosować na łowisku. Trzeba również podkreślić że, sama żyłka nie ma winy podczas zerwania się ryby jeżeli wędkarz nieumiejętnie wykona węzły. Przedstawię kilka powodów zrywania się żyłki:

          Po pierwsze - to węzły. 20-25 procent, będą one osłabić zestaw. Dlatego proponuję używania sprawdzonych węzłów . Nie właściwe  przymocowanie  haczyka . Jest to miejsce najbardziej narażone na zerwanie a tak naprawdę odwiązanie . Przedstawiam najbardziej wiarygodne metody wiązania żyłki pokazanych na rysunkach.

     

     

                                                                                                                                          Sposoby łączenia żyłki

     

     

                                                                            58cfaccbc50af_wz.jpg.e0f25b949b1a4e8553450673d148d636.jpg

       

     

     

     Sposoby wiązania żyłki z haczykami

     – bez oczka, B - z małym oczkiem, C - uniwersalny węzeł do mocowania haków i przynęty

     

     

     

    58cfad6d4bff0_wiazaniehakw.jpg.8c2e498f7c95a051ca04d33ff4e758f6.jpg

     

     

              Początkujący wędkarze często spierają się o to, jaki kolor powinna mieć żyłka. Bazując na wieloletnim doświadczeniu przyprowadzając wiele testów , mogę wyciągnąć następujące wnioski. Jeżeli żyłka  była bezbarwna, jeśli spojrzeć na to z dołu, jest  mniej widoczna na tle nieba, lub lodu. W nocy, zdecydowanie lepsze efekty miałem na kolor ciemnobrązowy, granatowy lub nawet czarna l. Należy wziąć pod uwagę warunki i porę dnia kiedy chcemy wędkować.  W miejscach gdzie dno zbiornika jest pokryte  torfem lub ciemna ziemią  najlepsze efekty zawsze miałem na brązową żyłkę. Jeśli dno jest porośnięte roślinnością  zdecydowanie najlepszym wyborem jest kolor zielono-brązowy lub jasnozielony. Wybór żyłki tak naprawdę zależy od wędkarza nie jest powiedziane że inne kolory nie sprawdzają się równie dobrze w podanych przez ze mnie przykładach.

  6. Nie tylko o rybach :-)

    • 3
      wpisy
    • 0
      komentarzy
    • 377
      wyświetleń

    Najnowsze wpisy

    Zima odchodzi coraz większymi krokami, ucieka w zapomnienie zabierając ze sobą ciemne poranki i popołudnia oraz mroźne noce. Ponury, szary i brudny świat rozweselają coraz częstsze promienie upragnionego słońca, temperatura zachęca do wyjścia z domu, trawa nabiera pięknych zielonych barw, ptaki swoim śpiewem umilają chwile spędzane na świeżym powietrzu. Za kilka chwil przyroda powróci do życia i rozpieści nas pięknymi kolorami. Jak to zwykle po jesieni i zimie bywa jest sporo do zrobienia. Już zaczyna się sprzątanie terenów wokół naszych domów, trawniki wygrabione, śmieci wyzbierane, pachnie świeżą ziemią i budzącą się do życia trawą. Za moment nasze przydomowe trawniki i donice nabiorą kształtów dzięki kwiatom i roślinom, które upiększają podwórka :294_sunflower::296_tulip::293_hibiscus:. Także na ulicach zrobi się kwiatowo i kolorowo, ruszą prace z wyrównywaniem nawierzchni i łataniem dziur w drogach, które uległy zniszczeniu podczas mrozów oraz opadów śniegu i deszczu. Zauważyć już można coraz więcej spacerujących rodzin, młodzieży i osób starszych, które „chwytając” pierwsze ciepłe promienie słoneczne odpoczywają na ławkach :327_sunny:. Dzieci po skończonych lekcjach wyciągają swoje rowery :446_bicyclist:, rolki, deskorolki czy fiszki i spotykają się z rówieśnikami. W weekend na Orliku i placu zabaw nie ma chwili bez chłopców i dziewcząt grających w piłkę nożną :419_soccer: czy koszykową :420_basketball:. Z utęsknieniem czekamy na otwarcie tzw. ogródków przy restauracjach i barach, żeby z apetytem zjeść pyszny deser, wpić dobrą kawę czy chłodne piwo. Dla mnie właśnie oficjalnie kończy się sezon „niedźwiadka” i zaczynam układać plan prac wiosennych. Mam też nadzieję, że w tym roku uda mi się zaliczyć sezon rowerowy i auto trochę odpocznie. Kto wie…. może wybiorę się na ryby :smileys-fish-805431:

    Jak łatwo się domyślić, także wędkujący Panowie i Panie intensywnie przygotowują się do otwarcia sezonu wędkarskiego 2017. Na naszym forum można przeczytać, że część z Was już wystartowała :icon_arrow1: Dużo nowych planów i zamierzeń do zrealizowania na znanych i obcych wodach zachęca wszystkich jeszcze bardziej do spędzania wolnego czasu poświęcając się ukochanej pasji. Jedni chcą pobić własne rekordy, inni spróbować nowych metod i sprawdzić się na nieznanych wcześniej akwenach. Po Rybomanii oraz wymianie własnych doświadczeń tu na forum, jest do testowania i sprawdzenia mnóstwo nowego sprzętu, przynęt i zanęt. Tylko jak to pomieścić – zastanawiają się niektórzy z Was…;)  Wszystkim miłośnikom wędkarstwa w nowym sezonie życzę realizacji zamierzonych planów, miłych niespodzianek na wodach, mnóstwa pozytywnych ludzi wokół siebie i zdrowia, zdrowia, zdrowia.

    Mała

    58c841118d893_Cz1pop.jpg.50405afad79dbdcca246407d40700f38.jpg58c84119abcbf_Cz2pop.jpg.c331bab7e01d3eacfa526db46f73d213.jpg

  7. Podwodna Polska

    • 1
      wpis
    • 0
      komentarzy
    • 370
      wyświetleń

    Najnowsze wpisy

    Piotr Gruszeczka
    Ostatni wpis

    Oficjalnie napiszę: 

    Witam na blogu poruszającym tematy związane głównie ze zwyczajami i zachowaniem się poszczególnych gatunków ryb spotykanych w naszych polskich wodach, z procesami zachodzącymi w naszych rodzimych ekosystemach wodnych, oraz z ochroną środowiska (głównie wodnego) i walką z kłusownictwem ...

    A tak naprawdę :) muszę napisać:

    Polska to piękny kraj, a nasza przyroda jest niezwykle zróżnicowana i niepowtarzalna. Aby podziwiać bujne i różnorodne podwodne życie nie trzeba podróżować daleko od granic naszego pięknego kraju... Ono jest pod naszym nosem. Cudze chwalimy ... zamiast swoje promować.

    Od ponad ćwierć wieku uprawiam open water freediving (nurkowanie na wstrzymanym oddechu na wodach otwartych), jestem podwodnym filmowcem i obserwatorem mieszkańców podwodnego świata i panujących tam pomiędzy nimi zależności. Nurkuję w różnych rejonach świata, lecz szczególnie jestem zafascynowany przyrodą naszych polskich wód. Uważam, że absolutnie (bardzo absolutnie) nie mamy się czego wstydzić. Mało tego, uważam, że podwodna przyroda naszych polskich wód jest piękna, zmienna i fascynująca, a ich ichtiofauna jest bogata i wbrew temu co się czyta w internecie lub często słyszy od wędkarzy nad wodą - jest bardzo bogata. Można śmiało powiedzieć, że oglądam obiekty naszych pasji w ich domu... szczególnie lubię utrwalać na filmie podwodne rekonesanse ichtiologiczne w rozmaitych akwenach:

     

     

     

     

     

    Jestem niepoprawnie zafascynowany naszymi rodzimymi ekosystemami wodnymi i głównie o nich i ich mieszkańcach robię swoje filmy. Choć tworzę filmy także z innych rejonów świata i Europy to jednak Polska jest mi najbliższa... W naszych wodach naprawdę sporo do poobserwowania. I mają one coś, czego nie mają 'ciepłe wody'. Tam praktycznie zawsze jest tak samo, takie same zwierzęta, rośliny... Ładne to, ale z czasem monotonne... 

    Tymczasem ze względu na klimat, w naszych wodach mamy znaczne zróżnicowanie natlenienia, nasłonecznienia i temperatury wody w zależności od pory roku:

     

     

    Inaczej wygląda ten sam akwen pod woda zimą, inaczej wiosną, latem czy jesienią. Dwa razy w roku mamy mieszanie się wody. Woda staje się wtedy czasami
    tajemnicza i wręcz straszna, nieprzewidywalna:

     

     

    A czasem pływa się w tym okresie w scenerii jak z filmu science fiction:

     

     

     Flora co roku rośnie, rozwija się, kwitnie, obumiera. Następuje sukcesja rozmaitych gatunków organizmów wodnych w ciągu zaledwie jednego roku. Niezwykle dynamiczne procesy - przecież wszystkie żyjące w nich organizmy i rośliny muszą się narodzić, osiągnąć pełny rozwój, rozmnożyć się i
    przygotować do przetrwania zimy w ciągu kilku miesięcy! Przejrzystosć wody sie zmienia w jednym akwenie w ciągu roku. Nie ma dwóch identycznych jezior czy rzek, każdy ekosystem na swój sposób jest w naszych wodach indywidualny. Dla przykładu czysta woda o głębokości 3 metrów i prawie pustym dnie wczesną wiosną, wczesną jesienią może mieć zaledwie pół metra toni wodnej, a pod nią 2.5 metra wybujałych roślin, wśród których kryją się ryby i inne organizmy... Jesienią gąbki słodkowodne i glony osiągają swoje apogeum....

     



    Dalej, żeby było uczciwie:

    Uprawiam także od dawna łowiectwo podwodne, biorę udział a często też sam organizuję akcje proekologiczne (głównie sprzątania dna jezior i rzek) i biorę czynny udział w walce z kłusownictwem, czyli połowem ryb niezgodnym z przepisami (niezależnie od metody połowu) poprzez udział w wodzie w likwidacjach kłusowniczych narzędzi połowowych we współpracy z PSR i policją:

     

     

     

     

     

     


    Jestem członkiem Stowarzyszenia Spearfishing Poland podobnie jak MacAir. Paweł bardzo ładnie opowiada Wam tutaj o łowiectwie podwodnym. Ja jak już napisałem "oficjalnie" głównie chciałbym na swoim blogu poruszać tematy związane głównie ze zwyczajami i zachowaniem się poszczególnych gatunków ryb spotykanych w naszych polskich wodach, z procesami zachodzącymi w naszych rodzimych ekosystemach wodnych, oraz z ochroną środowiska (głównie wodnego) i walką z kłusownictwem ... to są moje "koniki"

     

     

     

     

    I o tym własnie co w naszych wodach piszczy będę Wam głównie opowiadał na tym skromnym blogu...

    Siłą rzeczy z racji jednej z moich pasji tematyka łowiectwa podwodnego na moim blogu również będzie się pojawiać... zapewne w ochronie sprawności mechanizmów rodzimego środowiska wodnego jak i w zwalczaniu kłusownictwa - w obu przypadkach bowiem podwodni łowcy mają naprawdę (naprawdę naprawdę) sporo do zaoferowania.


    Zdaję sobie sprawę z tego, że jedna z moich pasji - spearfishing na pewno kojarzy się Wam z zabijaniem ryb... i wiele jest takich osób, którym kojarzy się tylko z tym... Dlatego chciałbym przy okazji tego wstępu wyjaśnić... łowiectwo podwodne to nie tylko podwodne polowania kuszą na ryby. Łowiectwo podwodne to przyjemność pływania z kuszą, nurkowania na wstrzymanym oddechu, obserwacje, filmowanie i fotografowanie podwodnego świata, szukanie ipodchodzenie ryb, poznawanie ich zwyczajów, pomaganie w ochronie gatunków zagrożonych i słabych liczebnie w danej wodzie, dbanie o czystość tej części środowiska naturalnego jakim jest woda. Łowiectwo podwodne to ciężka praca treningowa na basenach w okresie zimowym i na wodach otwartych w sezonie, która daje możliwości takiego nurkowania na wstrzymanym oddechu:

     

     

    Łowiectwo podwodne to także walka (bardzo wydajna i skuteczna) z kłusownictwem czyli połowem ryb niezgodnie z przepisami i bez zezwolenia wykonywanym dowolną metodą, zarówno wędką jak i kuszą, oraz kłusownictwem sieciowym.

     

    Osobiście w naszych ekosystemach znacznie częściej poluję z kamerą niż z kuszą. Sprawia mi to satysfakcję. A w wodzie jestem w każdą wolną chwilę w roku... Owszem czasami poluję kuszą w naszych wodach (mam stosowne uprawnienia, wykupuję pozwolenia i uprawiam ten rodzaj połowu tylko tam gdzie jest to dozwolone, przestrzegam przepisów, okresów ochronnych wymiarów, rozeznaję uprzednio stan i kondycję ichtiofauny w danej wodzie aby polując nie spowodować w jej ekosystemie zbyt dużego zakłócenia równowagi tp.), lecz są to polowania bardzo świadome, w których narzucam sobie określone wymagania - bardziej są to sportowe poszukiwania ściśle określonej wcześniej przeze mnie ryby...Znacznie bardziej wolę polować kuszą na kongery w Morzu Śródziemnym lub dorsze w Norwegii.... i robię to tam z upływem lat coraz częściej... 

    Podczas swoich podwodnych obserwacji i polowań nurkuję tylko i wyłącznie na wstrzymanym oddechu wykorzystując zebrane latami doświadczenie do uzyskiwania bliskiego kontaktu z rybami. Dzięki zebranemu latami doświadczeniu potrafię stać się akceptowalnym przez mieszkańców podwodnego świata drapieżnikiem, jednocześnie dla ryb "swoim" jak szczupak czy sum. Dzięki temu często udaje mi się zaobserwować i utrwalić na filmie ich naturalne zachowania. 

     Pragnę przy okazji zwrócić uwagę na pewna sprawę - fakt używania jako narzędzia połowowego kuszy nie oznacza, że podwodny łowca nie może "wypuścić" ryby, którą udało mu sie podejść na odległosc pewnego strzału... Może i najcześciej tak właśnie robi. W obu prawnie dozwolonych w Polsce rodzajach amatorskiego połowu ryb (wędkarstwo, łowiectwo podwodne) śmierć ryby zależy od decyzji łowiącego - nieważne od uprawianej metody połowu. Metoda połowu nie determinuje tego co się stanie z rybą. W obu przypadkach śmierć ryby jest decyzją prowadzącego połów:

     

     

     W praktyce podwodny łowca strzela rzadko, najczęściej nie strzela do żadnej ryby gdyż sam nakłada sobie wysokie wymagania i ograniczenia... Po co strzelać gdy nie zawsze jest taka potrzeba (konsumpcyjna)? Po co strzelać bez potrzeby jeżeli w danym akwenie jest ograniczona populacja pewnego gatunku ryb - potem nie będzie można ich tam podziwiać i filmować pod wodą? Tutaj trzeba być już odpowiedzialnym. Podwodni łowcy, podobnie jak i myśliwi nie polują na gatunki zagrożone, a wręcz przeciwnie - starają się je chronić i monitorują ich obecność, nie tylko ryb - także ptaków wodnych i ssaków wodno-lądowych. Jeśli ryby, których połów jest w polskim prawie dopuszczony są w okresie ochronnym lub w wymiarach ochronnych to także nie ma mowy o polowaniu na nie. Poza tym jeżeli w jakiejś wodzie są ryby rodzimych gatunków, które nie są w okresie ochronnym i są wymiarowe, a jest ich tam wyraźnie zbyt mało, lub dopiero się aklimatyzują to żaden świadomy podwodny łowca nie poluje na nie. Dlatego najpierw albo zasięga się informacji odmiejscowego SSR o rybostanie lub często pływa się przez kilka dni tylko z kamerą żeby poznać 'co w wodzie piszczy', poznać stan ichtiofauny i kondycję wody.

    Darz Woda

    Piotr Gruszeczka


  8. Ekosystemom wodnym nie jest obojętne to, co wyprodukuje nasza cywilizacja - trucizny, chemikalia plastik, śmieci. Tak, dobrze czytacie - śmieci. Prawda bowiem jest taka, że ludzie często traktują wodę jak śmietnik, bo wrzucony śmieć tonie i już jest ładnie i czysto. Woda przykryje wszystko co się do niej wrzuci... My, członkowie Stowarzyszenia Spearfishing Poland jako obserwatorzy wodnych ekosystemów spod powierzchni wody wszystko to widzimy. W każdej wodzie, nawet w akwenach uważanych powszechnie za "perełki" z pierwszą klasą czystości wody.
    Typowe przy sprzątaniu dna akwenów wodnych jest zgłaszanie dzierżawcom zauważonych pod wodą niepokojących sytuacji . Akcje sprzątania dna, szczególnie sprzątania spontaniczne w kilka osób, a nawet jednoosobowe mają wymiar nie tylko w postaci usuwania z wody typowo 'cywilizacyjnych' śmieci. Często ich efektem jest usuwanie z wody rzeczy stanowiących poważne zagrożenie dla rybostanu danego akwenu bądź rzeki. Są to np. zatopione beczki, pojemniki z chemikaliami, sieci kłusownicze (i to nie tylko 'świeże' ale i stare, pozostawione - one zabijają ryby cały czas, nieraz latami), jest to możliwość zgłoszenia dzierżawcy wody ogniska chorób ryb, nielegalnych wysypisk śmieci itp. Czy warto organizować akcje sprzątania dna akwenów wodnych? Obejrzyjcie poniższy film:

     Zasady w trakcie takich akcji sprzątania dna są standardowe - nie usuwamy z wody niczego co jest tam naturalne i może stanowić środowisko żyjących tam ryb i innych organizmów wodnych. Nie wpływamy w rejony tarliskowe podczas akcji odbywanych wiosną. Zgłaszamy ewentualnie znalezione miejsca masowego śnięcia ryb, nienaturalnego obumierania roślinności i podobnych objawów zanieczyszczenia wody których nie zobaczy się z nad jej powierzchni.
     

    Prawda jest smutna bo śmieci i rupiecie znajdujące się na brzegu jezior i rzek prędzej czy później niestety 'lądują' w wodzie... Dlatego staramy się sprzątanie z wody, z jednoczesnym sprzątaniem linii brzegowej wykonywanym w tym samym czasie np. przez wędkarzy czy innych użytkowników wód i ich okolic. Taka jest ogólna filozofia Stowarzyszenia Spearfishing Poland.
     

    Czy to pływając poza granicami naszego kraju w morzach i oceanach, czy na terenie naszego kraju w jeziorach, rzekach czy kamieniołomach zawsze i wszędzie jesteśmy szczególnie wyczuleni na rożne zaburzenia ekosystemu. Zauważenie takiego zaburzenia powoduje , że sytuacje te są przez nas natychmiast zgłaszane organom administracyjnym lub osobom odpowiedzialnym za stan danych wód. Z reguły od razu planujemy i przedstawiamy również środki zaradcze lub akcje na odpowiednią skalę mogące zaradzić problemowi. Dysponujemy odpowiednim doświadczeniem w prowadzeniu takich akcji, żeby móc myśleć o ich zaplanowaniu i zorganizowaniu .

    Na poniższym filmie pokazujemy jedną z takich typowych sytuacji "systemowych" występujących w akwenach położonych na terenach zurbanizowanych:

    Zdarzają się również ekologiczne zakłócenia ekosystemów wodnych z przyczyn naturalnych - susze, nietypowe zimy, powodzie, choroby, inwazje gatunków obcych itp. Takie zagrożenia trzeba umieć identyfikować. Na takie zagrożenia trzeba umieć reagować i wiedzieć jak zareagować dla dobra wodnej części naszej planety. Zdarzają się również sytuacje wynikające z nieostrożności lub czasem po prostu niewiedzy ludzkiej. Naszą misją oprócz reagowania na to co zauważymy jest również edukowanie. Na poniższym filmie pokazaliśmy typowy przykład takiego naszego działania:

     

    Zapraszamy do kontaktu z naszym Stowarzyszeniem:

    Kontakt z dzierżawcami:

    e-mail: biuro@sspoland.pl

    Paweł Węglarz
     
    tel. 502-427-667

    Materiały filmowe przygotowane we współpracy z kanałem Youtube Łowiectwo podwodne - w zgodzie z przepisami youtube.com/user/PGRbruner

  9. Wędkarstwo u Zbyszka

    • 1
      wpis
    • 0
      komentarzy
    • 393
      wyświetleń

    Najnowsze wpisy

    Dziś kilka słów o kołowrotkach do łowienia podlodowego.
    Większość osób z przyzwyczajenia stosuje po prostu mniejsze wersje klasycznych kręciołów ze stałą szpulą. Ja kilka lat temu zakupiłem Frabilla z ruchomą szpulą i od tamtej pory pozbyłem się z moich podlodowych wędek kołowrotków stało szpulowych. Frabill okazał się być tym czego mi przez wiele lat brakowało. Precyzyjny wolny bieg i doskonały hamulec okazały się strzałem w dziesiątkę. Do tego jeszcze brak plątania i skręcania oraz możliwość szybkiego zwijania żyłki przekonały mnie całkowicie do takich kołowrotków. Frabill miał jednak jedną wadę, cenę i możliwość zakupu tylko w USA.  Obecnie już drugi sezon wprowadzamy na rynek kołowrotki litewskiego dystrybutora, które są bardzo udaną kopią Frabilla. Chodzi o kołowrotki podlodowe z serii IRON WOLF, a w tym głównie modele Basic 35, Pro 35 i First 25 oraz kołowrotek RUNOS RIZ 81.  

    Najlepszym modelem z serii IRON WOLF jest BASIC35.  Charakteryzuje go bardzo precyzyjny hamulec, świetnie działający wolny bieg, przełożenie 1:3,5 , posiada 5 łożysk oraz 2 tryby pracy - cichy i terkotka. Kołowrotek w ogóle nie skręca żyłki dzięki czemu przynęty nie wykonują niepożądanych ruchów. Na wolnym biegu przynęta sama wyciąga żyłkę ze szpuli i opada w kierunku dna. Charakteryzuje się płynną pracą, szybko zwija żyłkę, jest wytrzymały, wygodny i bardzo lekki - waży tylko 158g. Jakościowo dorównuje, a moim zdaniem nawet przewyższa Amerykańskie FRABILL'e a jest 3 krotnie tańszy.

    Model PRO 35 posiada identyczne przełożenie, 2 tryby pracy, 4 łożyska i moim zdaniem nieco mniej precyzyjny hamulec. Wolny bieg jest trochę mniej wygodny w obsłudze niż w modelu Basic.

    Mniejszy kołowrotek z tej serii First 25 ma przełożenie 1:2,5, 2 łożyska , również 2 tryby pracy.  Nie posiada tak wygodnego w obsłudze wolnego biegu. Jest mały przełącznik na wolny tryb szpulki ale nie wraca do normalnej pracy po ruszeniu korbą. Hamulec jest również mniej dokładny niż w modelu BASIC 35.

    Ostatni wspomniany na początku kołowrotek - RUNOS ma ten sam mechanizm co Iron Wolf Basic 35, pracuje praktycznie identycznie a różnica jest w obudowie imitującej włókna węglowe. Ma też metalowe przełączniki, korbę i hamulec co sprawia że jest o kilkanaście gram cięższy od Basica35. Są to porównywalne produkty, kwestia gustu odnośnie wyglądu kołowrotka. Jego dużą zaletą jest dostępność zapasowych szpulek.

     

    Co ciekawe kołowrotki te będą nam służyły również poza zimą, gdyż doskonale nadają się do metody spławikowej na przepływankę a niektórzy zaczęli stosować je nawet do drop shota, właśnie ze względu na świetnie działający wolny bieg.

     

    Życzę wszystkim udanych i bezpiecznych połowów spod lodu :)

    wolf.jpg

    runos 4.jpg

    first 1.jpg

    basic, pro i first.jpg

  10. zWędkąPrzezNysę

       Właśnie pożegnaliśmy stary 2016ty rok i weszliśmy w kolejny. Żegnam stary rok z uczuciem spełnienia jeśli chodzi o wędkarstwo. Rok ten był obfitujący w rekordowe dla mnie ryby. Czuję, że wszedłem na kolejny stopień doświadczenia. Dzięki własnemu doświadczeniu, jak i poradom Kolegów z https://dlaryb.pl wzbogaciłem swój warsztat wędkarski, poznałem obce mi do tej pory techniki połowu, poszerzyłem wiedzę z praktykowanych mi dotąd sposobów połowu ryb. Mimo, że nadal spinning jest nadal numerem jeden dla mnie, to moja wiedza w zakresie łowienia na feeder znacznie wzrosła, poznałem dzięki Kolegom z forum podstawy method feeder, co przełożyło się na rekordową moją rybę. Ale po kolei.

         Sezon zacząłem z mocnym postanowieniem doskonalenia metody spinningowej. Moim celem przede wszystkim stał się szczupak i kleń. Te dwie ryby są moim świętym graalem spinnigu. Dla nich mam przechodzone dziesiątki kilometrów w tym roku. Niestraszny był mi deszcz, upał czy mocny chłód. Moja wytrwałość została nagrodzona przede wszystkim przy połowie szczupaka. Po prawie całym sezonie „walki z pistoletami” trafiłem swój życiowy okaz. 83 cm o wadze 4kg, okaz który do tej pory był tylko marzeniem, na który mogłem spoglądać tylko w internet. Na długo zapamiętam te emocje, które towarzyszyły mi podczas holu. A późniejsza uczucie radości to coś nie do opisania. Ale sama ryba sama w sobie mimo że to mój wielki sukces, nie była wisienką na torcie. Tą wisienką był moment zwrócenia wolności mojemu ''przeciwnikowi''. W linku krótkie nagranie z momentu zwracania wolności mojej rekordowej ryby

     

     

    IMG_20161014_150712.jpg
    Szczęśliwy łowca na zdjęciu ze swoim ''okazem''

     

    Końcówka sezonu miała dla mnie jeszcze coś na deser. Po kilku kolejnych wyprawach udało mi się poprawić znów swój życiowy rekord. Na moim kiju uwiesił się „pike” 93cm z zimą już wagą 5,7kg. Wielkie zaskoczenie, jeszcze większa radość. Taka ryba to dla mnie okaz i póki co ciężko mi jest sobie wyobrazić, że ten rekord uda mi się pobić, jednak zobaczymy co przyniesie mi nowy 2017ty rok. Ja już nie mogę się doczekać miesiąca maja, kiedy to skończy się okres ochronny na zębate piękności. 2016 rok był nie tylko wyjątkowy, ale i dziwny. Chodzi mi tutaj o przynęty na drapieżnika. Zawiodły bardzo wszelkie gumy, jak i co bardzo dziwne woblery. Szczupaki przede wszystkim gustowały w tradycyjnych wahadłówkach. Moje życiowe rekordy przechytrzyłem na klasycznego gnoma i niezawodną jak się okazuję algę. Wydaje mi się, że może być to spowodowane faktem, że ryby już za bardzo poranione są od wszelakich dziwnych przynęt i są ostrożne co do nich. Tak to wygląda na moich wodach.

    Co do kleni na spinning, szału nie było jeśli chodzi o rekordy, ale znów ilościowo sporo ich złowiłem. Tutaj przede wszystkim królowały małe obrotówki w rozmiarach 0-1. Kleń to jednak waleczna ryba i nawet nie duże osobniki stawiały zacięty opór co dawało satysfakcję podczas holu.

    IMG_20161003_151253.jpg

    Odmiennie niż w poprzednim sezonie współpracowały okonie. Podłóg poprzedniego roku było ich bardzo mało, aczkolwiek jeśli już się trafiały to już dość duże osobniki.

    IMG_20161015_151429.jpg

     

    Te które udało mi się przechytrzyć brały przede wszystkim na woblera lub na wirujący ogonek od spin mada. Obrotówki nie dawały już tak dobrego efektu, a gumy wręcz były unikane na mojej wodzie. Może mało atrakcyjnie były one prowadzone przeze mnie? Nie mam pojęcia.
    Miniony rok był dla mnie przełomowy w łowieniu gruntowym na tzw. drgającą szczytówkę, jak i method feeder, która po części wywodzi się z pierwszego sposobu. Dzięki Kolegom z forum moja wiedza, jak i umiejętności weszły na wyższy poziom i miało to swoje odzwierciedlenie w postaci łowionych ryb. Na feedera kilkakrotnie w okresie letnim udało mi się pobić swój rekord życiowy jeśli chodzi o klenia. Wynik końcowy to 46cm i 1.2kg.

    received_513875768811469.jpeg

    Pod koniec sezonu pod wpływem czytania forum zdecydowałem się zapoznać z całkowicie mi obcą metodą łowienia, a mianowicie method feeder. Wszelkie efekty, które osiągnąłem to w dużej mierze zasługa forumowych kolegów, którzy z ojcowską cierpliwością odpowiadali na moje często głupie pytania. Tutaj sprawdziło się stare przysłowie ''kto pyta nie błądzi'', dzięki temu poznałem podstawy tej techniki łowienia, zacząłem wnikać w temat zanęt, pelletów, kulek, koszyków itp. efekty, które uzyskałem przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Łowiąc na komercyjnych łowiskach przez 2 miesiące złowiłem więcej karpi i karasi niż przez całe moje życie. Większość ryb była w przedziale 1-2kg. Raz trafił się jeden, jak dla mnie olbrzym 70cm i równe 6kg wagi. Na jego widok nogi mi się autentycznie ugięły, a mój podbierak okazał się trochę za mały :) ryba bezpiecznie wylądowała na brzegu i po szybkiej sesji zdjęciowej wróciła do wody by nadal rosnąć. Jest to obecnie najcięższa złowiona przeze mnie ryba.

    IMG_20160923_152252_1.jpg

     

    Podsumowując ubiegły rok, dla mnie był to rok z sukcesami w wędkowaniu, mimo że było kilka wypadów, gdzie wracałem na tarczy, ryby były bardziej ostrożne i w nosie miały moje starania. Bardzo wiele się nauczyłem, dzięki czemu moje łowienie stało się bardziej efektywne i dawało więcej satysfakcji.

         A teraz przede mną kolejny rok, kolejne oczekiwania, plany do zrealizowania. Przede wszystkim chciałbym spróbować zimowego łowienia pstrągów. W planach jest łowienie na rzece Kwisie. W listopadzie byłem tam zrobić mały rekonesans i urzekło mnie to miejsce i nie mogę się doczekać powrotu tam. Dzikość tej rzeki nie za mocno zmącona ręką cywilizacji robi wrażenie.

    IMG_20161113_095551.jpg

         Natomiast okres wiosenny i letni to dalsze poznawanie Nysy Łużyckiej o której wspomniałem w poprzednim artykule. Tutaj przede wszystkim planuję łowienie na spinning, ale zapewne nie raz wybiorę się połowić na feeder. Nowy rok ma być też przełomowym jeśli chodzi o łowienie na wodach stojących, chciałbym na nich doskonalić na nich method feeder.

         Kończąc chciałbym życzyć wszystkim przede wszystkim zdrowia, bo bez niego ciężko będzie realizować swoje plany czy marzenia. Jeśli zdrowie będzie dopisywać to wszystko inne będzie zależało przede wszystkim od Nas samych. Połamania kija i pomyślności w Nowym Roku.

     

     

     

     

     

  11. stas1
    Ostatni wpis

    Jeden z moich ulubionych zestawów na rzeką

     

  12. Witajcie, okręg Wrocławski na swoje stronie poinformował o porozumieniach z okręgami ościennych i wyszło ze dalej chodzi tylko o nabijanie kabsy do kieszeni niż dobro wędkarza.

    Treść ogłoszenia brzmi poniżej:

    Cytuj

     

    W 2017 roku Okręg PZW we Wrocławiu na dzień dzisiejszy zawarł następujące porozumienia:

    tzw. 50%

    - Elbląg

    - Legnica

    - Wałbrzych

    -Bielsko-Biała

    - Jelenia Góra

    -Olsztyn

    - Częstochowa

    -Sieradz 

     

    inne:

    - Poznań - dotyczy wyłącznie rz. Orla

     

    Informacje o kolejnych porozumieniach będą dodawane na bieżąco.

    Informacja aktualna na dzień 13.12.2016r.

     

     Teraz tylko czekamy jakiej wysokości będę musiał dopłacić by łowić na mojej ukochanej rzecze Odra. 

    Tekst źródłowy ze strony : 

    http://www.pzw.org.pl/wroclaw/wiadomosci/141496/64/porozumienia_na_2017_rok

  13. Sagittaria sagittafolia

    • 1
      wpis
    • 1
      komentarz
    • 363
      wyświetleń

    Najnowsze wpisy

    Cerva
    Ostatni wpis

    Cześć,

    jak widać przyszedł czas i na mnie, i moje wypociny. Mam nadzieję, że będę w stanie wtórować innym piszącym tu kolegom i koleżankom, choć podejmować się będę więcej tematów środowiskowych, itp. niż czysto relacji z wypraw wędkarskich... No... Chyba, że za łowienie uznacie wyprawy z moją Wędką - aparatem nikona ;)

    Komentujcie, dyskutujcie, błędy wytykajcie ;) Wątpliwości rozwieewajmy.

     

  14. Walentynkowa nocka 13-14 luty 2016 zaliczona. Mimo iż pogoda nie za specjalna, temp od 0 do 1st odczuwalna -7st, postanowiłem spróbować sił wraz z dobrym znajomym Michał Wiktoria Bojko, który miał być ze mną na nocce. Jak przyjechaliśmy około 15:30 było parę osób, które siedziały i mówiły, że spadek ciśnienia, zimno i takie tam, że ryba nie bierze. Mimo to mówię próbujemy, najwyżej dupka zmarznie. Zrobiłem zanętę, glinke trochę mięska, kukurydza i zacząłem łowić. Początkowo faktycznie nic się nie działo, więc postanowiłem co jakiś czas wstrzeliwać parę małych kulek z robakami. Po godzinie coś się zaczęło dziać - leszczyk, krąpik i takie tam. Niestety czar prysnął. Okazało się, że córka Michała ma bardzo wysoką gorączkę, tak więc spakował się i pojechał. Zostałem sam na placu boju, jak to bywa o tej porze roku pozostali zwinęli się już koło 20:00. Zrobiło się naprawdę zimno, ale cały czas systematycznie strzelałem po parę ,,mandarynka,, no i naszli się duże płocie, krąpie, trafił się nawet karasiak. Sorka za fotki ryb ale niestety jak już pisałem wcześniej sam zostałem, a wiadomo jak robi się fotki samemu o 3 w nocy przy temperaturze odczuwalnej -7st. Mimo to uważam, że wynik całkiem dobry. Związane rybki 7600 po zrobieniu fotek wróciły do wody mam nadzieję że je jeszcze spotkam na nocceDSC_0013.thumb.JPG.928689fbfd7b168cffe90

    DSC_0004.JPG

    DSC_0006.JPG

    DSC_0009.JPG

    DSC_0014.JPG

    DSC_0015.JPG

    DSC_0016.JPG

    DSC_0019.JPG

    DSC_0022.JPG

    DSC_0024.JPG

    DSC_0031.JPG

    DSC_0029.JPG

    DSC_0033.JPG

  15. RubiksFishing

    • 1
      wpis
    • 4
      komentarzy
    • 493
      wyświetleń

    Najnowsze wpisy

    Plączące się kotwice przy woblerach to zmora każdego spinningisty. Chyba każdy z nas miał niejednokrotnie sytuację w której sięgając po ulubiony wobler wyjmował przy okazji 10 innych. Widok narastającego łańcucha woblerów wypływającego z pudełka przyprawia o dreszczyk złości. I ta świadomość, że kolejne kilkadziesiąt sekund lub nawet kilka minut upłynie nam na rozplątywaniu wędkarskiego węzła grodyjskiego. Nie muszę chyba wspominać o kotwicach piekielnie kłujących nasze dłonie podczas tej operacji? ;) 

    52b2cf90487e1115gen.jpg

    Muszę się przyznać, że sam dość długo borykałem się z tym problemem aż w końcu znalazłem banalne rozwiązanie. Z pomocą przyszła mi... wizyta w sklepie zabawkowym, gdzie zakupiłem zestaw do samodzielnej produkcji silikonowych bransoletek. Dość spore pudełko wypełnione setkami malutkich gumeczek to wydatek rzędu kilkunastu złotych. Myślę, że jest to opłacalna inwestycja, tym bardziej, że można je wykorzystać w wędkarstwie na dziesiątki innych sposobów. Nie zapominajmy rzecz jasna o pudełku, które można przeznaczyć oczywiście na przynęty.

    126c5c9bc49380bdgen.jpg

    Obszerne pudełko o wymiarach 30cmx18cmx4cm z regulowanymi przegródkami.

    c233ccac0132aa34gen.jpg

    Szeroka gama kolorystyczna gwarantuje, że każdy znajdzie swój ulubiony kolor ;) 

     

    Wystarczy założyć taką gumeczkę na sąsiednie ramiona kotwiczek, aby je skutecznie unieruchomić. Dzięki temu, że kotwice będą sztywno przylegały do woblera nie będą się przemieszczały w trakcie transportu, więc nie będą się plątały.

    ebc58c4eebf2fb4agen.jpg

    b3eceb92d592e7f3gen.jpg

    Woblery gotowe do ułożenia w pudełku. Sztywne kotwice pozwolą nam zaoszczędzić kilka minut ;) 

     

    4896673d08f0e163gen.jpg

    Gotowe. Woblery schowane, a dostęp do nich jest banalny.

     

    Myślę, że taka prosta rzecz wprowadzi trochę ładu i porządku w pudełkach oraz pozwoli zaoszczędzić trochę czasu i nerwów, które by nam przysporzyło uwalnianie woblerów. Z całą pewnością gruntowcy i spławikowcy znajdą szereg innych zastosowań dla tego na pozór banalnego przedmiotu. ;) 

     

     



Wydawcą portalu dlaRyb.pl jest:

FUNDACJA "DLA RYB"
BOGUNIEWO 45, 64-610 BOGUNIEWO
Nr Konta: PKO BP 64 1020 4128 0000 1202 0123 2578
KRS: 0000613501 NIP: 6060096225 REGON: 364237131
https://dlaRyb.pl; e-mail: fundacja@dlaRyb.pl; tel.: 61 307 99 99