Jump to content

Piotr Traczuk

  • entries
    26
  • comments
    16
  • views
    7039

Życie moje rybą trąci.


Kotwic

1398 views

           Nie wiem czemu, ale pewnie przez przypadek sąsiad zawołał mnie na nieodległy staw. Co zabawne, staw ów powstawał wręcz przy mnie. Widziałem koparkę która wybierała ziemię z niewielkiego poletka przed moim domem, widziałem dół który stopniowo napełniał się wodą. Widziałem pojawiające się z czasem rośliny wodne, hmm, przyniosłem część ryb które po raz pierwszy zasiedliły ten zbiornik.

            Niedługo później, z leszczynowym kijem, korkowym  spławikiem,  haczykiem ze szpilki na żyłce Stilon-Gorzów rozpocząłem walkę z żywiołem. Żywiołem jakim były ryby. Drobne, głównie karasiowate, ale ryby. Zabawa na całe dni. Zabawa na wieczory i poranki.

Nie szukałem super sprzętu, nie szukałem wynalazków, wybierałem się na ryby by łowić i mieć frajdę z łowienia. A łowiłem niewielkie karasie, przypadkowo karpie. Nie liczył się rozmiar, nie liczyła się ilość, ważna była zabawa, wyjście nad wodę, łowienie ryb, testowanie sprzętu i pomysłów.

            Początek niby bajeczny i prosty, ale konsekwencje okrutne.

            Spodobało mi się. Spodobało mi się to, że mogę łowić ryby ale tez o nich czytać. Czytać i poznawać ich biologię. Poznawać biologię i łowić inaczej. Naście lat a jednak pokusa by mieć kartę wędkarską. Kilka książek do przeczytania a jednocześnie wspaniała wiedza. Może zabawne będzie, ale jedną z pierwszych książek które chciałem zakupić (przypadkiem nie wyszło) był atlas: Ryby słodkowodne Polski, pod redakcją prof. M. Brylińskiej (mam następne wydanie z roku 2000, a jednocześnie miałem okazję nauki pobierać u tej zacnej specjalistki).

            Zaczęło się. Wędkowanie to jedna sprawa, pomysł na przyszłość to druga. Koniec szkoły podstawowej to czas wyboru: co dalej. U mnie to raczej wybór wyglądał tak: czy jest coś, co wiąże się z wędkarstwem. Hmm, jest: w tamtym czasie to 2x technikum rybackie, 1x zawodówka rybacka. Cóż, odległość prawie 200 km i wizja internatu nie jest tak przerażająca by nie spróbować.

            5 lat technikum to wystarczający czas by poznać zawód oraz przekonać się, czy to co robię ma sens. Skoro zacząłem, wiec chyba jest sens, skoro zacząłem to i kończę.

W ramach nauki miałem okazję być, łowić, pracować w kilkunastu obiektach rybackich w Polsce. Fajnie było, dobrze wspominam te wyjazdy, wyprawy, spacery.

            Koniec szkoły nie jest końcem pasji. Wraz z dobrym kolegą (śp. Janusz) zaryzykowałem zabawę w kontynuację pasji. Studiowanie rybactwa to niezłe dziwactwa, ale też i spełnienie swojej wizji.

            Do dotychczasowej wiedzy dorzucam więc nowe umiejętności, nowe spojrzenie na świat, naukę akademicką. Efekt jest prosty, ryby, ciągle ryby. Czasem w ramach zajęć, czasem łowione na wędką, ale czasem te które pochodzą z badań, te które były celem moich wypraw.

            Dzięki temu że mam okazję oraz potrzebę by poznawać i badać naszą ichtiofaunę, miałem okazję łowić różnymi sposobami na ponad 100 jeziorach oraz na około 30 rzekach.

Wyniki tych połowów zwiększają moją wiedze i doświadczanie, a w konkretnych wypadkach są dostępne jako publikacje.

            Aby nie narzucać swojej ideologii, aby nie sugerować co lepsze lub co gorsze, piszę ten przydługi wstęp by pokazać, żem człowiek pospolity, choć może troszkę pasją wędkarsko-rybacką natchnięty. By pokazać, że co robię, czynię z pobudek ideologiczno-fachowych, a cel tego działania wynika z mojej pasji i wykształcenia.

 

0 Comments


Recommended Comments

There are no comments to display.

Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Restore formatting

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...