Skocz do zawartości

Strona dlaRyb.pl wykorzystuje pliki cookie. Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego portalu. Więcej informacji

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'dlaryb'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum

  • OGÓLNE
    • Witamy
    • FUNDACJA - ŁOWISKA - PORTAL "dla Ryb"
    • Wędkarstwo dla osób niepełnosprawnych
    • Wieści znad wody
    • Nowości na rynku wędkarskim
    • Pozostałe tematy związane z rybami
    • Imprezy i zawody wędkarskie
    • Zanęty wędkarskie
    • Przynęty wędkarskie
    • Konkursy serwisu dlaRyb.pl
  • ŚWIAT NAUKI
    • Przyroda i ochrona środowiska
    • Ichtiologia
    • Prawo
    • Akwarystyka
  • METODY I TECHNIKI WĘDKARSKIE
    • Wędkarstwo gruntowe
    • Wędkarstwo spławikowe
    • Wędkarstwo spinningowe
    • Wędkarstwo morskie
    • Wędkarstwo podlodowe
  • SPRZĘT WĘDKARSKI
    • Akcesoria wędkarskie
    • Kołowrotki
    • Wędki
    • Sprzęt pływający
    • Odzież wędkarska
    • Nasze zakupy wędkarskie
    • Handmade
  • KULTURA
  • ŁOWISKA
    • RZGW - jeziora - rzeki - zbiorniki
    • Komercyjne
    • Zagraniczne
  • GIEŁDA
    • Kupię
    • Sprzedam
    • Zamienię
    • Oddam
  • WOLNA STREFA
    • Kultura regionalna
    • Humor
    • Media
    • Hyde Park
  • SPRAWY TECHNICZNE
    • Regulaminy i administracja
    • Archiwum
    • Uwagi dotyczące forum

Kalendarze

  • Community Calendar

Kategorie

  • Informacje

Kategorie

  • Fundacja

Kategorie

  • Łowiska

Blogi

  • Darek
  • Piotr Traczuk
  • BLOG DANIELA
  • RubiksFishing
  • Feeder transporter
  • Artur Kraśnicki blog
  • Spearfishing-Łowiectwo Podwodne
  • zWędkąPrzezNysę
  • Czesław Czech blok wędkarski
  • Sagittaria sagittafolia
  • Wędkarstwo u Zbyszka
  • Podwodna Polska
  • Feeder & Waggler
  • ABC Wędkarstwa z Kubikiem
  • Mój blog podróżniczy
  • Splot- zawodnicze początki

Marker Groups

  • Wody fundacji "dla Ryb"
  • Jeziora
  • Rzeki
  • Łowiska komercyjne
  • Zbiorniki zaporowe i pozostałe inne niesklasyfikowane
  • Wody i łowiska międzynarodowe
  • Ciekawe miejsca
  • Polecane sklepy wędkarskie, żeglarskie i myśliwskie
  • Oficjalni sponsorzy FUNDACJI "dla Ryb"

Znaleziono 30 wyników

  1. Dziwny rok

    Dziwny rok. Jasne. Wszem i wobec wiadomo, że podsumowując poprzedni rok wypada to uczynić niezwłocznie. U mnie jednak to nie wyszło, bo przy każdej sposobności, gdy trafiał się wolny czas, to ciągnęło mnie na ryby. Ale do rzeczy. Poprzedni rok (czyli 2017) zakończyłem łowieniem 31 grudnia, a w Nowym Roku (2018) już pierwszego stycznia byłem na rybach. Akurat w niektórych zatokach nie było jeszcze lodu. Niedługo później jeziora skuło tak solidnie, że mogłem sobie powędkować z lodu. No i w sumie na lodzie łowiłem do końca marca. Później przyszła ciepła wiosna i wszystko nagle zaczynało się zmieniać, ale ryby brały. Latem woda zaczęła się bardzo ogrzewać, co dane mi było obserwować na ponad 20 jeziorach, rozrzuconych w różnych regionach kraju. Niesamowity to rok, gdy woda w jeziorach osiąga temperaturę 28-30°C. Do tego znaczący spadek zawartości tlenu w wodzie i ryzyko przyduchy, co widoczne było na niektórych jeziorach, gdzie deficyt tlenu występował już od głębokości 2-4 metrów. Początek jesieni troszeczkę obniżył temperaturę wody i spowodował, że ryby mogły zejść w głębsze partie zbiorników. Niemniej, każdą wodę trzeba planować indywidualnie, bo bywa, że w dotychczasowych miejscach ryb jest mniej lub słabiej bierze. A do tego trzeba dołożyć bardzo wietrzną aurę, która zmusza do szukania osłoniętych miejsc połowu, zwłaszcza, gdy się łowi batem. Niemniej, sezon wędkarski ciągle trwa i jeszcze może zaskoczyć tym, co przyniesie, zwłaszcza, że roślinność wodna opada i zwiększa się dostęp do niektórych zakątków. Najważniejsze jest jednak to, że w każdych warunkach można znaleźć wyzwanie dla siebie i wybrać się na ryby. Kotwic
  2. Zjazd i po zjeździe

    "Po zjeździe" - relacja z 3 edycji zjazdu dlaRyb okiem debiutanta. Większość ekipy dzieliła się wrażeniami na bieżąco, zdając relację live, lub też znaleźli chwilę, by zdać krótką relację po powrocie. Teraz nadeszła pora i na mnie, tyle, że moja nie będzie krótka Jako, że samo spotkanie było fantastyczne, chciałem się podzielić z Wami moimi wrażeniami debiutanta. Tak debiutanta, gdyż po raz pierwszy byłem obecny na zlocie. Część "paczki" już znałem, chociażby z Rybomanii w Poznaniu, z pozostałymi miałem wielką przyjemność poznać się osobiście na miejscu. "Stawy Nienawiszcz" znane są już Wam z ubiegłego roku, mi natomiast jedynie z wcześniejszych relacji foto. Rzeczywistość przerosła jednak moje najśmielsze oczekiwania. Jestem oczarowany tą wodą i jestem przekonany, że także Jureczek odczuwałby to samo. Oto kilka moich fotografii tej wody : Cypelki, zarośnięte trzciną brzegi, a także miejsca fascynująco piękne, przypominające bagna Luizjany, lub jakieś namorzynowe lasy na Florydzie. Do tego szybujące drapieżne ptaki w powietrzu, odgłosy żurawi, przefruwający i polujący zimorodek. Miałem wielokrotnie przyjemność go obserwować. Wracając jednak do relacji, po przybyciu do Nienawiszcza, tak jak się spodziewałem musiałem budzić Grendzia, by odnaleźć ukrytą w polach "wodną perełkę". Na miejscu zastałem już @Ostap i @karol w Rozstawiliśmy namioty, uszykowaliśmy "stanowiska bojowe" : W międzyczasie zapoznałem się z chłopakami i od razu uderzyło mnie takie oto wrażenie - skojarzenie z filmem: "Dwaj zgryźliwi tetrycy". Przesympatyczne docinki, z których przebijała nie tyle zgryzota, co zażyłość i przyjaźń. Jak się mogłem wkrótce przekonać Karol to "super gość", obdarzony dużym poczuciem humoru i o jeszcze większym towarzyskim zacięciu oraz talencie kucharskim. Fantastyczne żeberka i nie tylko. Co do Łukasza miałem jako takie wyobrażenie już wcześniej. Nie rozczarowałem się . Ruszyłem "do boju", by złowić swe pierwsze ryby w Nienawiszczu. Zyskałem wielką "adoratorkę", która mi wiernie towarzyszyła. Każde podniesienie wędki, a już zwłaszcza złowienie ryby, doprowadzało ją do ekstazy. Mówiąc mniej kwieciście szczekała na potęgę i starała się podgryzać rybę. Zwróćcie uwagę co widać przez siatkę podbieraka. Toż to Fifunia :-) W którejś chwili oddechu , udało mi się zrobić sesję foto kolejnego lina : W sumie tego dnia złowiłem ich 4, na 9 sztuk w czasie całego pobytu. Niestety spiął mi się holowany jesiotr, co byłoby fajnym dodatkiem do połowu. W międzyczasie dzieje się co nieco : Dociera @Grendziu , młode chłopaki z Wągrowca- Jacek i Hubert, a także w odwiedziny pojawia się @Marcel z synem. Pod osłoną zapadających ciemności także @Splot, z którym witam się w piątkowy poranek. Przesympatyczny facet, z uśmiechem "przyklejonym" do twarzy i "serem na dłoni". Jeszcze raz dzięki za możliwość skorzystania z prysznica na kwaterze ! Cóż to była dla mnie za rozkosz, po dwóch dniach upału! Jeśli chodzi o wyniki wędkarskie, to poranek przyniósł mi jedynego karasia. Ależ piękne, dorodne są te "japończyki", kryjące się w brunatnych wodach łowiska "Stawy Nienawiszcz". Do tego kolejne 2 liny i poranek można uznać za udany Na miejscu meldują się kolejni "zjazdowicze". Moją lewą flankę zajmują @elvis i @cygan786 Oczywiście standardowe podchody i pytania w stylu: - Panie "biero" ? ;-) - Tu nie ma ryb ! Dobre humory dopisują. Następują dyskusje o przynętach, sprzęcie, podglądam taktykę, no bo trzeba się uczyć od lepszych od siebie ! Dociera i Arek. @ArekH do wędkarskich obowiązków podchodzi bardzo "lajtowo", co nie znaczy, że nie umie, jak chce. Oto dowód : Na zlocie nie mogło zabraknąć i @Grzes77, który ze mną uzupełnia skład łodzi i płyniemy w rejs, w poszukiwaniu szczupaków i okoni. Zobaczyliśmy wiele ciekawych zakątków, aż "pachnących rybą", no i efekty jak widać były. Brawo ziom ! Dzień przyniósł "daninę krwi" w postaci traconych podajników. Szczupaki szalały i moje wciąż były zagrożone. Jednego z rozbójników udało mi się skutecznie doprowadzić do siatki podbieraka : Ale nie samym łowieniem człowiek żyje. Zabawy z piłką przekształcają się w piłkarski mecz - bardzo zażarty i wyrównany. Wiwaty dla zwycięzców, chwała pokonanym : Gdzie impreza, tam musi być @Kubik, ale co trzeba podkreślić: Gdzie "robota", tam również go znajdziecie ! Jest on, jest i @Bydziu oraz @Bukoś Docierają z dostawą opału na ogniska i nocne Polaków rozmowy ;-) Towarzystwo się bawi, ognisko płonie, pyszności na ruszcie : Podziękowania należą się dodatkowo Agnieszce za leczo, a i do porannych kanapek też chyba dołożyła ręce. Sam @Grendziu był niczym "człowiek orkiestra". W czasie zjazdu dzielił swą uwagę między opiekę nad synem, zajmowanie się psami, dbał o niezbędne dostawy i nawet usiłował coś złowić (nie bez sukcesów). Na nasz zjazd udało się dotrzeć również Czarkowi z firmy Haft dla Ciebie. @HaftDlaCiebie.pl - To przyjaciel portalu i dzięki niemu nie wyglądaliśmy jak jakaś przypadkowa "banda obdartusów". Zaopatruje nas w koszulki i bluzy, więc możemy " godnie wyglądać " . Ach te widoki, w takich okolicznościach przyrody, to się dopiero wypoczywa : Sobota przynosi kolejny upalny dzień, my jednak nie składamy broni. Trzeba sobie jakoś radzić z duchotą : Ja rwę sobie włosy z głowy, odławiając kolejne mikro-płotki, by ostatecznie złowić rybę godną wspomnienia. Widać po mej fryzurze efekty rozpaczy (a przede wszystkim kąpieli). Dopiero po godzinie 16 odławiam pierwszą wartą uwagi rybę, a jakże kolejnego lina : Wieczór tradycyjnie upływa przy ognisku, a także trafia się kolejny lin rozrabiaka. Tym razem nocny. Zdjęcia jednak sobie darowałem, choć to ładny " czterdziestak". Mijają kolejne godziny, ostatni dzień zjazdu wisi w powietrzu. Okazało się jednak, że w nocy zawisła nad nami również burza. Ja nie ucierpiałem zbyt wiele, ale inni mieli mniej szczęścia, zwłaszcza Karol. Rano nachodzą kolejne deszczowe chmury : To krajobraz po bitwie, "tfu" po burzy ;-) Zaczyna się powoli pakowanie, w międzyczasie łowię ostatniego już, w sumie 9 lina. Coś wyjątkowo "linowo" u mnie, ekipa miała wyniki bardziej zróżnicowane. Jacek "rzutem na taśmę" odbiera @Grendziu zwycięstwo w kategorii Big Fish zjazdu. Młody ma moc ! 5 kilowy karp ląduje na macie w ten niedzielny poranek. Oto i łowca : Nadszedł czas na podsumowanie. Wspaniałe dni w świetnym towarzystwie. Było fantastycznie. Dziękuję. Cieszę się bardzo, że dane mi było spędzić ten czas z Wami, oraz mam nadzieję,że w przyszłym roku spotkamy się ponownie. Co więcej oby nie zabrakło wśród nas tych, którym życiowe zawirowania nie pozwoliły do nas dołączyć. Brakowało tam Was a jakże, bo wielu osób ważnych dla funkcjonowania łowiska, a także portalu było nieobecnych. Dziękuję za te dni, oraz tym, którym chciało to się przeczytać w całości. Co nieco się rozpędziłem Nie pierwszy to raz zresztą. AUTOR: @Tench_fan
  3. Show wędkarski w Polsce od kilku lat trwa w najlepsze. Zawsze w zasadzie zaczyna się na Rybomanii w Poznaniu. Za każdym razem jesteśmy zarzucani tak dużą ilością nowości na rynku, że nie jesteśmy wstanie wszystko obejść a co dopiero zapamiętać. Nasz projekt, czyli Fundacja – Łowiska – Portal "dla Ryb" także doczekał się debiutu. Przeprowadziliśmy kilkadziesiąt rozmów, jak nie więcej z różnymi osobami, aby sprawdzić chociażby, czy nasz projekt się podoba i czy faktycznie jest zapotrzebowanie na chociażby nową jakość łowisk w naszym kraju. Szczegóły do analizy zostawiamy dla siebie. Ważne, że byliśmy i pokazaliśmy, że działamy nie tylko wirtualnie. Na targach także czynnie zapraszaliśmy na szereg ośmiu imprez z Fundacją „dla Ryb” na naszym łowisku NO KILL w Nienawiszczu. Czas pokażę jak duże zapotrzebowanie jest na takie imprezy, no i jak bardzo my jesteśmy atrakcyjni zarówno dla wędkarzy jaki i może w przyszłości potencjalnych, przyszłych sponsorów. Ponieważ sprzętu na targach było tak dużo i każda firma miała coś ciekawego, nie będziemy w tym podsumowaniu nikogo wyróżniać ani ganić, po prostu wstawiamy poniżej fajne fotki z targów, na które w szczególności zwróciliśmy uwagę. Coś nowego na rynku feederowym Na zakończenie chciałbym osobiście podziękować wszystkim którzy Nam pomogli abyśmy mogli tam być, jak i tym którzy do nas przybyli i pofatygowali się aby spędzić krócej i dłużej czas z projektem dlaRyb.pl. My nie możemy się już doczekać na kolejne spotkania z Wami, tym razem nad wodą. Do zobaczenia. AUTOR: GRENDZIU
  4. Drodzy Przyjaciele ! Widzimy się w dniach 9-11 lutego 2018 na Rybomanii w Poznaniu. Fundacja "dla Ryb" istnieje już dwa lata, to właśnie podczas Targów Wędkarskich Rybomania 2016 podpisaliśmy akt założycielski. Wiele od tego czasu się zmieniło, przede wszystkim w 2017r wyszliśmy z wirtualnego świata. Po wielu różnych próbach i negocjacjach, otworzyliśmy dla Was kompleks wód w Nienawiszczu, łowisko edukacyjne dla dzieci oraz wodę NO KILL. Postanowiliśmy, że jednym z naszych głównych celów będzie propagowanie takiego modelu wędkarstwa, który odnajdzie swoje miejsce w nurcie postępowych przemian w podejściu do zagadnień ochrony naturalnego środowiska człowieka ogólnie, a ekosystemów wodnych w szczególności. Jesteśmy zdania, że takich efektywnych działań można dokonać jedynie przy ścisłej współpracy z naukowcami, posiadającymi odpowiedni zasób wiedzy z dziedziny ichtiologii. Staramy się zmieniać m.in. sceptyczne nastawienie części wędkarzy do bardzo modnej na Zachodzie, a u nas ciągle kontrowersyjnej idei No Kill. Czynić to zamierzamy poprzez edukację i uświadamianie nam wszystkim konieczności takiego podejścia, jeżeli chcemy aby nasze wody znów obfitowały pod względem ilości i różnorodności rybostanu, a tam gdzie będzie to jeszcze możliwe - jego pierwotnego i naturalnego składu. Do każdej nowej wody będziemy podchodzić indywidualnie, regulaminy oraz zasady połowu ryb, będą odpowiednio zoptymalizowane dla wędkarza i "dla Ryb". Chcemy również pokazać w praktyce, że funkcjonowanie łowisk o takim charakterze, jest już teraz możliwe. Opierając się na doradztwie fachowej siły naukowej otwarliśmy właśnie takie łowisko w Nienawiszczu - ponad 11ha lustra wody, pięknie położone, z dala od cywlizacji. Staramy się prowadzić je tak, aby natura przy tym także nie ucierpiała. Dokonawszy stosownych zarybień, już w tej chwili cieszymy się z możliwości złowienia tam wyrośniętych linów, karasi, karpi, amurów, płoci, jesiotrów, szczupaków i okoni. W roku 2017 zorganizowaliśmy także pierwszy Feeder Cup w województwie zachodniopomorskim. Był to cykl trzech imprez pod patronatem Fundacji oraz portalu "dla Ryb". Wyniki były i są zachęcające. Pod koniec sezonu, niemalże z "partyzanta", zorganizowaliśmy zawody spinningowe; frekwencja oraz wyniki pozytywnie nas zaskoczyły. Oprócz czynnej zabawy, pomagamy; byliśmy m.in na akcji sprzątania świata, pomagaliśmy przy budowie brzegów pod zawody dla wędkarzy na jeziorze Rogozińskim . Wszystkie nasze działania oraz cele przedstawiamy na bieżąco na portalu dlaRyb.pl - mamy chęci i siły zrobić coś więcej. Za kulisami Fundacji "dla Ryb" wiele się dzieje, są kolejne plany na nowe wody; zdradzać szczegółów nie możemy, pochwalimy się w odpowiednim momencie, gdy wszystko będzie gotowe. ' Chcieliśmy też zaznaczyć, że nigdy nie udałoby się nam tyle osiągnąć, gdyby nie wsparcie udzielone nam przez naszych sponsorów, którym tą drogą serdecznie dziękujemy za okazaną pomoc. Szczególnie pragniemy podkreślić rolę, jaką na tym polu odgrywa nasz główny sponsor sklep wędkarski Trotka z Warszawy. Kamil i reszta jego załogi , pomimo tego, iż są uczestnikami najprawdziwszej gry rynkowej, znaleźli czas i środki aby wspomóc realizację idei równie ważnych dla nich, oprócz biznesowego podejścia sensu stricto. Serdeczne podziękowania także dla WARSAW CARP PIRATES - dzięki przyjacielskiemu podejściu Marcina i jego kompanów, rośniemy w siłę. To właśnie dzięki uprzejmości Kamila Rękawka, możemy być obecni po raz pierwszy na jednych z najbardziej prestiżowych targów branży wędkarskiej, jakimi są Rybomania 2018 w Poznaniu. I właśnie na stanowisku Trotki będzie znajdował się nasz mini pawilon. Nr pawilonu to 36. Serdecznie zapraszamy do zapoznania się z ich ofertą oraz do wysłuchania tego co my mamy Wam do zaoferowania. Myślę, że będziecie mile zaskoczeni. Na stoisku NR 36 zaprezentowane będą m.in. takie marki: AUTOR: JUREK & GRENDZIU
  5. O kormoranach ponownie

    Ostatnio wywiązała się burzliwa dyskusja na forum SiG: http://splawikigrunt.pl/forum/index.php?topic=10347.0 Od razu wyjaśniam czemu piszę akurat tutaj, zamiast w wątku na forum SiG. Jakiś czas temu zostałem pozbawiony możliwości swobodnego pisania na forum SiG, ze względu na to, że zastosowano ograniczenia wobec mnie przypominające „cenzurę profilaktyczną”. Decyzją administratora, od pewnego momentu, każda moja wypowiedź miała status „odpowiedź moderowana”, co oznacza, że każdy mój wpis musiał być przeczytany przez administratora portalu i on decydował czy wpis zostanie umieszczony w wątku, czyli pokazany publicznie. Ja nie akceptuję takiego sposobu ingerowania w wolność wypowiedzi, tym bardziej, że niejednokrotnie pojawiały się wpisy obraźliwe, a nie zostały usunięte. Stąd moja decyzja by zrezygnować ze swojego uczestnictwa na forum SiG. Wobec tego nie jest prawdą, że „sam sobie aresztowałem klawiaturę” o czym wspomniał Tomek: na co padła odpowiedź Luka : Zakładam, że Luk pamiętał jak wyglądała opisywana sytuacja, ale uznał, że nie podejmie się jej opisania. Jego sprawa. Co prawda początkowy sens wątku na SiG dotyczył gospodarki rybackiej, ale w międzyczasie autor „selektor” uzupełniał i wyjaśniał kilka zagadnień, po czym zadał pytania na kormoranów, stąd moja odpowiedź. Nie, nie lansujemy tezy o bezpośrednim związku, lecz informujemy jakie są trendy dotyczące odłowów rybackich (o tym już wielokrotnie mówił Tomek) a rosnącą populacją kormorana. Metodologia tych badań dotyczących odłowów rybackich (oraz wędkarskich) była opisywana wielokrotnie w pracach IRS., które były cytowane nawet na forum SiG. Co do części dotyczącej diety kormoranów powiążę to z kolejnym pytaniem. To nie jest różnica w szacunkach, to tylko niezrozumienie metodologii przez autora pytania. W publikacji: http://zs.infish.com.pl/sites/default/files/kkruj2016_book.pdf na stronie nr 92 są podane założenia dotyczące szacowania populacji kormoranów oraz ich diety. Ale by było szybciej zacytuję to tutaj: Podczas obliczania dziennej i rocznej dawki pokarmowej kormorana przyjęto następujące założenia: (1) populacja lęgowa kormorana na terenie północno-wschodniej Polski liczy 6000 par, (2) populacja kormoranów niegniazdujących stanowi 20% populacji lęgowej, czyli około 2400 ptaków, (3) dorosły kormoran zjada dziennie około 400 g ryb, (4) kormorany na terenie północno-wschodniej Polski przebywają tylko 150 dni, (5) pisklęta karmione są w okresie maj-lipiec, a ich zapotrzebowanie pokarmowe wynosi około 250 g/osobnika, (6) sukces lęgowy na omawianym terenie wynosi 2,2 pisklęcia/gniazdo. Sądzę, że na podstawie tych danych można ustalić skąd się biorą w/w dane dotyczące populacji kormorana. Ponieważ populacja kormoranów ciągle wzrasta, niebawem powinny ukazać się kolejne opracowania na ten temat. Odłowy komercyjne nie są ukierunkowane na drapieżniki, co wyraźnie widać w opracowaniach na ten temat, a które były wielokrotnie przedstawiane na konferencjach i cytowane na portalach. W odłowach komercyjnych dominują ryby karpiowate, głównie leszcz i płoć. Oczywiście znaczące są też odłowy sielawy i szczupaka, ale tu warto pamiętać, że tymi gatunkami regularnie się zarybia, co w przypadku szczupaka oznacza, że ponad 90% gospodarstw corocznie zarybia szczupakiem (http://www.infish.com.pl/sites/default/files/pub/files/kkruj2017_book.pdf) Ponadto, gdyby nawet przyjąć, że rybacy tak namiętnie wyławiają drapieżniki, to należało by uznać, że jednak ryby są w jeziorach, skoro corocznie łowionych jest kilkaset ton ryb drapieżnych, zarówno w odłowach komercyjnych jak i wędkarskich. Zebrano znaczną ilość materiałów i przygotowano sprawozdania z realizacji wspomnianego programu dotyczącego „zarządzania populacją węgorza”. Wbrew pozorom pracowników IRS nie jest tak wielu by wszystkie materiały były opracowane i opublikowane natychmiast, tym bardziej że zakres działalności IRS jest na tyle szeroki, że równocześnie prowadzonych jest wiele tematów badawczych. Najbardziej kompleksowe, polskie opracowanie na ten temat to praca dr Szymona Bzomy: (Bzoma Sz. 2011 – Program ochrony kormorana Phalacrocorax carbo w Polsce. Strategia zarządzania populacją kormorana w Polsce - Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego, Warszawa , s. 120.) Streszczając wymienione w „strategii” metody, można wymienić: odstrzały redukcyjne kormoranów, płoszenie i przepędzanie, niszczenie gniazd, ograniczanie sukcesu lęgowego, rekompensaty za straty w rybostanie, pasywność wobec problemu itd. W Polsce stosowano część z wymienionych metod, wynika to z możliwości logistycznych, prawnych i finansowych. Podsumowując mój przydługi artykuł chcę wskazać, że temat kormorana budzi wiele emocji, ale też powoduje, że przybywa opracowań na ten temat. Stronami rozmów są ornitolodzy, rybacy, ichtiolodzy, wędkarze, społeczeństwo. Część rozmówców zna się wzajemnie, część jest anonimowa, ważne jest jednak by podczas rozmów używać argumentów, nie zaś pomówień lub pretensjonalnego tonu. Mam nadzieję, że wystarczająco uzasadniłem dlaczego rozmowa o kormoranach toczy się na forum dlaRyb.pl a nie na forum gdzie dany wątek został zapoczątkowany. Wszystkich chętnych do dyskusji zapraszam, licząc, że nie trzeba będzie „przeskakiwać” pomiędzy portalami, bo każdy może „zarejestrować się” gdzie zechce. Kotwic p.s. Uprzejmie uprasza się, by dokonując wpisu, "że Kotwic napisał" zamieścić odpowiedni cytat Kotwica, a nie sugerować, że to jego słowa. Jeśli natomiast ktoś inaczej interpretuje słowa Kotwica, to warto napisać, że są to interpretacje/wizje/przemyślenia owego autora, tak by każdy jasno można było dostrzec, co jest cytatem co jest interpretacją.
  6. Ochotka - wierszem

    To przynęta " jak się marzy ", prawie dla wszystkich wędkarzy; I choć wszyscy już ją znają - lecz niepełną wiedzę mają. Że to owad ? -każdy powie, ale to Mości Panowie nie jest wszystko o tym rodzie, co rozwija się wprost w wodzie. Bo " insecta " to " owady " - taka nazwa tej g r o m a d y, A, z " gromady " się wywodzi mnóstwo " rzędów ", więcej - " rodzin "; rząd " muchówki " , bądz : " dwuskrzydłe " - wszystko to jest trochę dziwne, Po co skrzydła jej pod wodą ? - raczej płetwy tu pomogą ! Powinienem jeszcze sprawić, by " rodzinę " tą ujawnić ; więc ujawniam wiedzę zatem - nazwa jej : o c h o t k o w a t e Pora już zakończyć na tym, naukowe te tematy, Z satysfakcją wielką wielce, oddam głos mej bohaterce : Nie ma nigdzie, w całym świecie, o czym być może nie wiecie, Bardziej z przynęt naturalnej, doskonałej i normalnej, Dla rybiego rodu znanej, przez to bardzo pożądanej. No bo w wodzie, " daję głowę " , stanowimy aż połowę tego, co ryba tak ceni w swym codziennym, zwykłym menu. Inne robale przebrzydłe, uzurpują wręcz nagminnie sobie prawo, a do czego ? - już tłumaczę Ci kolego : otóż nazywają siebie, / skąd ten pomysł ? Tego nie wiem / , wprost przynętą naturalną, ale jest to bajką marną ! Gdy nie wierzysz mi na słowo, to sprawdz prawdę naukowo ; ichtiologia to potwierdzą, nie jest to tajemna wiedza. Tak więc pora podsumować, inne muszą się tu schować ! To ja jestem dla ryb słodka, a nazwałeś mnie - ochotka. Ryby, gdy apetyt mają, to się wręcz mną obżerają, Wy wędkarze to widzicie po pęcherzyków wykwicie, Co na wodzie się " bąblują ", kiedy ryby tu ucztują, ryjąc pyskiem tak sumiennie, uwalniają gazy denne. Jak więc widać żyję w mule - to nie martwi mnie w ogóle, Bo jesteśmy wszystkożerni, a tu pełno jest materii. I pod wodą spędzam tak, znaczny mego życia szmat. Tego życia taka miarka : jajo, larwa i poczwarka. A nad wodą me wcielenie, to imago, nic nie zmienię ! Bo choć pięknie bardzo fruwa, tutaj rola nie jest długa. No i po krótkich amorach, przyjdzie jej umierać pora. I od nowa, taka moda, jajo jej pochłonie woda. A pod wodą, powiem Ci, żyję tak z dwadzieścia dni, Lecz gdy warunki nie takie, któryś miesiąc mogę z hakiem, Prawie głodem się zamorzyć, by w poczwarkę się przetworzyć. Ale głód mnie nie zrujnuje, gdy w letargu się znajduję. By imago przyjąć postać, muszę z wody się wydostać. W tym wypadku, aż mam ciarki, wchodzę w swe stadium poczwarki. A te ciarki mam ze ścisku, że zakończę w rybim pysku. No bo jestem łatwym łupem, prawie takim " żywym trupem " Gdy się rójki zacznie czas, to jest ogrom w wodzie nas, Rybie zaś wystarczy tyle, by otworzyć pysk na chwilę, I same jej tam trafiamy; jak się cieszą " patafiany " ! Tak się nami opychają, że aż brzuchy im " pękają ". To wiadomość dla wędkarzy - kiedy rójka się wydarzy, to niech lepiej siedzą w domu, ryba nie wezmie nikomu. Aż się ochotka wyroi, no a wtedy, drodzy moi, Znowu można, w każdym razie, snuć marzenia o okazie. AUTOR: JUREK
  7. Jesienne jeziora

    Jesienne jeziora. Od dłuższego czasu trwa kalendarzowa jesień. Patrzymy na tę porę roku z pryzmatu życia codziennego, dostrzegając ochłodzenie, częstsze opady deszczu i szybko zapadającą ciemność. Odrobinę inaczej widzą jesienną aurę wędkarze – to wyczekiwany moment polowań na drapieżniki. Ale to nie wszystko. U schyłku lata zaczyna ochładzać się woda w jeziorach, a tempo wychładzania zależne jest od wielu czynników, wśród których warto wymienić: powierzchnię i głębokość jeziora, ilość dopływającej i odpływającej wody, nasłonecznienie i podatność na działanie wiatru. Najczęściej we wrześniu, w jeziorach występuje jeszcze letnia stratyfikacja termiczno-tlenowa, co oznacza, że przypowierzchniowe warstwy wody są cieplejsze, niż woda w głębinach. I dzieje się tak nawet, jeśli obserwujemy silny wiatr i falowanie wody. Dopóki jest znaczne zróżnicowanie temperatury warstw wody, to mieszanie zachodzi tylko w przypowierzchniowej warstwie wody – epilimnionie. Ale, gdy wraz z upływem czasu i ochłodzeniem wody, temperatura wody zaczyna się wyrównywać (około 9-10°C) to wtedy najbardziej odczuwalne jest działanie wiatru. Zaczyna się intensywne mieszanie warstw wody: dobrze natlenione przypowierzchniowe wody mieszają się z często beztlenowymi wodami głębinowymi. To proces jesiennej cyrkulacji wody w jeziorze. Dużo zależy od tej cyrkulacji, bo czas mieszania i zakres głębokości jest różny w zależności od zbiornika i panującej aury. A od tego, jak dobrze zostanie wymieszana woda, zależeć może czy zbiornik będzie narażony na głębokie deficyty tlenowe (ale tu też istotne są inne aspekty) które mogą zagrażać rybom. No cóż, to procesy naturalne, na które ciężko wpłynąć lub je regulować. Teraz, choć tymczasowo, woda ma wyrównaną temperaturę i pod tym względem rybom może być obojętne czy przebywają przy powierzchni czy w strefie przydennej pływają. Ale niebawem woda zacznie się ochładzać od strony powierzchniowej, tracąc temperaturę aż do poziomu 0°C. Za to w głębokich partiach jezior, woda przydenna będzie cieplejsza, a jej temperatura wynosi najczęściej około 4°C, a stan te utrzyma się aż do wiosny. Wspomniałem o wodzie, teraz słów kilka o roślinach. Czas wzrostu i rozwoju wielu roślin albo się zakończył, albo uległ spowolnieniu. Liście grążeli poszarpane, łodygi rdestnic pourywane, trzcina złoto-brązową barwą się mieni. Płytkie zatoki dotychczas zbyt zarośnięte by łowić, odsłaniają swe wody i dają szansę by wędki zarzucić. Z drugiej strony rozważań, w strefie przybrzeżnej ubyło kryjówek ryb, woda się ochłodziła, a ryby mogły przenieść się w inne partie zbiornika, więc znów trzeba szukać miejsc do wędkowania. Jesień, chłodna woda, redukcja roślinności to tradycyjny „zew” dla wędkarzy nastawionych na połów drapieżników, głównie szczupaka i okonia, na niektórych jeziorach także sandacza. Niewielu widzę teraz wędkarzy z wędką spławikową czy też gruntową, za to widać istne pielgrzymki spinningistów wzdłuż brzegów jeziornych. Na wodzie natomiast łódki wędkarskie, czasem kilka-kilkanaście, czasem kilkadziesiąt: płyną, rzucają przynęty, zdobyczy szukają. Jedni polują przy trzcinach licząc na skryte okonie, inni na wodzie otwartej, w głębokich toniach wielkie szczupaki chcą skusić. Czasami ktoś żaglem zabłyśnie wśród łódek z motorkiem, popędzi wraz wiatrem żeglarz, co ciszy i przestrzeni łaknie. Nawet, gdy to listopad już nastał, a większość jachtów na brzeg wyniesiona. Niebawem czas tarła sielawy i siei, a z grudniem nadejdzie czas ochrony miętusa i węgorza. Ale zawsze nad wodę wybrać się można, czy to płotki poszukać, czy jeziora oglądać, a może cudem lina złowić. Zdarzają się także inne duże okazy karpiowatych, włącznie z karpiami lub amurami. Warto korzystać z jesieni by zmiany w jeziorach dostrzegać, zwłaszcza, że przezroczystość wody teraz wzrasta i lekko w głąb wody zajrzeć można. AUTOR: KOTWIC
  8. Czas na wiedzę

    To już kolejny raz, a w sumie to chyba trzeci. Miłe Panie z w Zakładu Placówek Specjalnych na ulicy Żołnierskiej 18a starają się by ich podopieczni i podopieczne miały różne atrakcje podczas pobytu w Wojewódzkim Specjalistycznym Szpitalu Dziecięcym w Olsztynie. Stąd już tylko jeden krok, a w sumie telefon, by uzgodnić miejsce i termin wykładu wraz z prezentacją multimedialną. Dziś kolejny raz pracownicy Instytutu Rybactwa Śródlądowego w Olsztynie mieli okazję służyć wiedzą i pomocą w zakresie ichtiologii, hydrobiologii i szeroko pojętej edukacji. Prawie w południe (a dokładnie o godzinie 13:15) w "Olsztyńskim Szpitalu Dziecięcym", w Zakładzie Placówek Specjalnych odbyła się prezentacja dla małych i większych pacjentów placówki, a tradycyjnym tematem było to, czym zajmujemy się najczęściej, a co ja określam mianem: Ryby, woda i przyroda. Mam nadzieję, że dzięki takim spotkaniom milej i szybciej upływa czas, gdy można coś obejrzeć lub porozmawiać na różne tematy. Bardzo dziękuję organizatorkom spotkania za pomoc i zaproszenie, a dzieciom życzę zdrowia i miłych wspomnień z naszych spotkań i rozmów. Spotkanie w Szpitalu „Dziecięcym” już za nami, ale to nie koniec Olsztyńskich atrakcji. Już niebawem, bo w najbliższy piątek (29.09.2017 r.) w wielu miejscach w Polsce odbędą się spotkania w ramach projektu: Europejska Noc Naukowców. Mnóstwo spotkań, wykładów, prezentacji, filmów i eksperymentów. Zapraszamy wszystkich chętnych, ciekawskich i posiadaczy wolnego czasu. Do zobaczenia na miejscu, bo my tam czekać będziemy. Więcej informacji na stronach: http://www.nocnaukowcow.olsztyn.pl/strona-glowna/ IRS Noc Naukowców fb
  9. Od kilku tygodni trwała nieustannie burza mózgów, co dalej zrobić z wodą którą zarządzamy. Jak przyciągnąć uwagę osób wędkujących i respektujących nasze działania i regulamin. Czy i czym zarybić stawy w Nienawiszczu, by uatrakcyjnić łowisko No Kill Fundacji "dla Ryb". Wybór docelowo padł na jesiotra syberyjskiego 118 sztuk i 2 sztuki jesiotra rosyjskiego, który jest hodowany około 50 km od naszego łowiska i pochodzi z gospodarstwa rybackiego w Oleśnicy pod Chodzieżą. Tam to osobiście Pani Prezes oprowadziła nas najpierw po obiektach produkcyjnych, a jednocześnie omawiała, w jakich warunkach jest hodowany, przetrzymywany i karmiony "dinozaur". Mieliśmy więc okazję zarówno obejrzeć gospodarstwo rybackie jak i dowiedzieć się, jakimi rybami się tam zajmują i jak to wygląda od strony praktycznej. Ryby w bardzo dobrej kondycji trafiły do wody Stąd wiemy, że ryby hodowlane z gospodarstwa w Oleśnicy, to nie tylko jesiotr, ale także pstrąg i karp. Różna jest oczywiście wielkość produkcji poszczególnych gatunków ryb, jak i czas potrzebny by uzyskać ryby przeznaczone do sprzedaży. Ale dzięki temu mamy wybór, czy chcemy kupić ryby do zarybień, czy po prostu ryby konsumpcyjne. Landryna i nasz zestaw dał radę przewieść ryby w 100% A przy okazji wspomnę, że sam, gdy mam ochotę na rybę, to jadę tam kupić pstrąga i go wędzę. Nie widzę nic w tym złego, bo ryby należy jeść, chociażby patrząc na liczne związki mineralne, które zawierają ryby. Przy takim podejściu nikt nie traci: gospodarstwo rybackie zarabia na swoim cyklu produkcyjnym, może produkować materiał konsumpcyjny lub zarybieniowy (m.in jaja zapłodnione jesiotra z tego gospodarstwa trafiają do Urugwaju), a ja nie przyczyniam się do tego, że w wodach naszych nie ma ryb. Sam łowiąc na wędkę nauczyłem się wypuszczać złowione ryby i sprawia mi to ogromną frajdę. Zachęcam przy okazji, by spróbować takiego podejścia, bo czasami warto przeżyć coś nowego i pokazać innym, że przy presji jaką my, wędkarze wywieramy ichtiofaunę (ponad 1 mln wędkujących), warto wypuścić rybę, by czasem ponownie złowić coś większego, częściej niż raz w sezonie. Wracając do głównego celu naszej wyprawy. Zakupione jesiotry, w bezpieczny sposób transportowaliśmy na łowisko (kolejny raz nasz basen z napowietrzaniem był w użyciu) a nieoceniony szofer Kubik, kilometry przemierzał. Ryby dotarły na łowisko w bardzo dobrym stanie. Chwila czasu poświęcona na sprawdzenie temperatury wody, przygotowanie sprzętu do odłowu i przenoszenia ryb i zaczynamy zarybienie. Radości przy wpuszczaniu nie było końca "Pinokio" wszedł do wody w Nienawiszczu w asyście społeczników Fundacji "dla Ryb", a dzięki pomocy sponsorów udało się zarybić naszą wodę aż w takiej ilości. Działamy, a tym razem nawet z nutką eksperymentu, bo stawy użytkujemy dopiero od kilku miesięcy, a to już kolejne zarybianie i to takim ciekawym gatunkiem. Jesiotrów wpuściliśmy wiele, pewnie nieraz będzie okazja zobaczyć większego lub mniejszego osobnika, a nawet złowić i zdjęcie zrobić. My mamy nadzieję, że ryba się przyjmie i przez wiele lat, będzie urokliwą zdobyczą i uciechą wędkarską na naszym łowisku. Jako, że jesteśmy Fundacją, chcemy pokazać, że można działać choćby w gronie kilku czy kilkunastu osób. Poprzez artykuł przekazujemy, że chcemy normalności, że chcemy pokazać, że nie boimy się działać, że nasze działania są skierowane dla społeczności wędkarskiej. Chcemy obcowania z i na łonie natury oraz informujemy, że wszystkie działania mają na celu polepszenie jakości populacji ryb w wodach przez nas zarządzanych. A jednocześnie pokazujemy, co robimy; że pomimo niewielkich finansów jakie posiadamy, staramy się inwestować w to, co jest nam bliskie: ryby, wędkarstwo, edukację. Dziękujemy w imieniu Fundacji "dla Ryb" ochotnikom i sponsorom w pomocy przy zarybianiu Autror: Grendziu
  10. Czaplinek, Jezioro Drawsko i wędkowanie. Czasu brakuje i stąd wpis ten z opóźnieniem powstał, za co przepraszam. Początek czerwca, to był dla mnie bardzo aktywny czas, wtedy bowiem, miałem swój udział w konferencji w Czaplinku (http://www.czaplinek.pl/page/kormorany). Znam ten rejon (bywałem tam krótko, ale kilka razy) i wiedziałem, że są tam ciekawe jeziora stąd pomysł, by zabrać ze sobą choćby jedną wędkę. Dla mnie taką uniwersalną opcją jest łowienie spławikowe, a najchętniej metodą pełnego zestawu. Ulubiony (lekki i skuteczny) kijek, to wielokrotnie wspominany bat Traper Power Stick. I proszę nie szukać tu reklamy. To kij, którego wyłącznie używam odkąd go mam, czyli około 2 lat. Po prostu, gdy idę na ryby, to zabieram to wędzisko. Ze względu na to, że sama konferencja odbywała się w niewielkiej miejscowości: Siemczyno, a i tam był mój ośrodek hotelowy, to w tej okolicy szukałem pomysłu, jak wykorzystać wolne chwile na łowienie ryb. Po dotarciu do hotelu (co nastąpiło późnym wieczorem), nie było już czasu by szukać „dużej wody”, więc po kilku informacjach uzyskanych w miłej recepcji, poszedłem na „pałacowy” staw. Zbiornik niewielki, ale zadbany. W sam raz na krótkie wieczorne łowienie. Wyjeżdżając zabrałem minimum sprzętu, stąd w ruch poszła tylko garść zanęty i białe robaki na haczyku. W sumie to się ściemniało, więc łowiłem tylko około 30 minut. Ale w tym czasie złowiłem ze 3 wzdręgi i 2 karasie srebrzyste. Nie chodziło o ryby, chodziło o spacer i kontakt z wodą. Rano zaczęła się konferencja, była ciekawa i owocna. Trwała do popołudnia, co było w planie. Ale profilaktycznie, już rano, zadzwoniłem do Gospodarstwa Rybackiego w Czaplinku by wykupić zezwolenie na połów ryb na jeziorze Drawsko. Serdeczne podziękowania dla Gospodarstwa, a zwłaszcza dla Dyrektora (Pan Jerzy Gospodarek), bo dzięki ich uprzejmości i pomocy, na czas otrzymałem zezwolenie na połów ryb. Nastąpił koniec konferencji. Ale Siemczyno to urocze „odosobnienie” współgrające z Czaplinkiem. Nie da się, ot tak, po prostu na Mazury wrócić. Na mapie wyraźnie widać, że to pojezierze, a niecałe 2 km od hotelu jest użyteczna zatoka jeziora Drawsko. Czemu „użyteczna”, bo zatoka jest ładna, głęboka i ma kilka pomostów. W sam raz by bacikiem łowić, odpoczywać przy okazji i cieszyć oczy widokiem jeziora i stadami ryb obok siebie. Łowiłem, dominowały płocie. Ale zmieniając miejsce lub głębokość, łowiłem inne gatunki: wzdręgi, ukleje, leszcze, okonie. W międzyczasie widziałem pływające na płyciźnie stada krąpi i wzdręg. Wędkowanie w zacisznej zatoce trwa, minęło około 3 godzin, słońce powoli zachodzi. Czas wracać do hotelu, a następnego dnia do domu. Warto było: wykłady, spacer po okolicy, wycieczka przez połowę Polski. Na okrasę dwa zdjęcia: staw przy pałacu Siemczyno i zatoka jeziora Drawsko.
  11. W przyszłym tygodniu jadę na konferencję, ale zajmie mi to kilka dni więc konieczny będzie nocleg. Tak sobie pomyślałem, że może przy okazji zabrać jedną-dwie wędki i spróbować połowić na wybrzeżu. Coś tak dla odmiany, czyli otwarte morze (pod warunkiem, że znajdę jakiś pomost) lub wody słonawe, w portach rybackich/żeglarskich lub w ujściu rzek. W sumie to najchętniej połowiłbym batem lub spinningiem. Miejsce to okolice Jastrzębiej Góry, z rozrzutem do 30-50 km na wschód i zachód. Jeśli da się uniknąć miejscówek w Trójmieście, to byłoby miłe (nie chce mi się szukać noclegu w dużym mieście i stać w korkach). Wszelakie propozycje mile widziane. Jeśli są jakieś pytania, do śmiało.
  12. Cześć, w końcu udało się naskrobać pierwszy wpis który nie zanudza tematami IT. Miniony weekend rozpieszczał nas wspaniałą pogodą, słoneczną jak też pojawił się wiatr który potrafił napsuć krwi podczas mojego pierwszego wypadu nad łowisko położone zaledwie kilka kilometrów od mojego miejsca zamieszkania. Mową tu o Łowisku 'Gierłatówko' (powiat wrzesiński, gmina Nekla, w pobliżu drogi krajowej 92). Był to mój pierwszy wyjazd na to łowisko i myślę że nie ostatni. 3-hektarowy staw wyposażony jest w pomost na każdym ze stanowisk, ja ulokowałem się na stanowisku numer 22, w tym przypadku niestety dla mnie było to dość problematyczne, gdyż nie posiadałem Feeder Arm-a którego mógłbym umocować przy fotelu, oraz podpórek z mocowaniem a stanowiska które nie były obrośnięte tak gęsto w czcine były już zajete. Musiałem sobie radzić, wykorzystując otwór z pomoście oraz w fotelu elektrostatyk. Zapewne nie było to stabilne ale sprawdziło się na tyle żebym mógł odróżnić brania od ruchów wiatru czy moje kręcenie się na fotelu. Tego dnia też wybrałem się myślą o wykonaniu kila zdjęć które mógłbym wykorzystać podczas pisania tego wpisu, niestety bateria odmówiła posłuszeństwa i musiałem poratować się zdjęciami z profilu łowiska na Facebook. Po rozpakowaniu się i przygotowaniu miejsca na pomoście, zabrałem się za przygotowania zanęty na sesję. Podczas tego wypadu postawiłem na produty firmy Feeder Bait oraz Warmuz Baits które miałem okazję zakupić na tegorocznych Poznańskich Targach Rybomania. W produktów Feeder Bait wybrałem Method Mix Epidemia oraz jak dla mnie jedna z najlepszych zanęt na które łowiłem F1 Mix Ochrotka & Konopia. W przypadku produktów Wojtka Warmuza wybrałem METHOD FEEDER & PVA MIX Haker który tutaj muszę jeszcze dopieścić, gdyż jak dla mnie jego frakcje są zbyt duże i zmiele na młynku do kawy, myśle że po tym zabiegu będzie idealna. Po przygotowaniu zanęty, odstawiłem miksy na dobre 20min. i zabrałem się za uzbrajanie wędziska. Niestety tylko jednego, gdyż układ podpórek średnio pozwalał mi na łowienie na wie wędki. Zapewne gdybym rozwinął obie wędki, miałbym co robić, gdyż tego dnia ryby świetnie współpracowały. Na te kilka godzin wybrałem wędzisko nowo zakupione firmy Trabucco Selector X5 o akcji progresywnej. Jestem bardzo zadowolony z pracy tego wędziska oraz z jakości wykonania. Zanim zakupiłem wspomnianego Selectora, łowiłem na Feeder o akcji szczytowej dość ciężkim w szczególności że wyposażony jest w kołowrotek o rozmiarze 5000, na ten wypad wyposażyłem się w kołowrotek o wielkości 3000 który głównie wykorzystuje do połowu wagglerem. Końcówkę wybrałem najdelikatniejszą która oznaczana jest przez producentów jako Light. Jako metodę połowu oczywiście Method Feeder opierając się o koszyki In-line 30g firmy Preston. W przypadku przynęt, zabrałem wszystko co posiadam, głównie sztuczne przynęty i szczerze brało na wszystko, od sztucznej kukurydzy po pikantną kiełbasę. Jadąc tego dnia na ryby, moim celem głównie było złowić i cieszyć się dniem lecz szybko zmieniłem zamiary, gdyż ryba brała i to dobrze głównie karp oraz karaś, ale były to dość małe sztuki. Przyglądałem się wędkarzowi który łowił obok mnie i widziałem że co chwilę miał brania i wyciągał ryby wielkości nie mniejsze jak i nie większe jak ja, lecz jego metodą to była rzuć gdziekolwiek i wyciągaj i tak łowił przez cały czas. Ja skupiłem się głównie na połowie punktowym, klipując żyłkę na kołowrotku i to oczywiście przynosiło mi coraz większe stuki. Średnio ryba lądowała w podbieraku co 7min. Nie posiadałem tego wagi oraz miarki ale największy pełnołuski miał dobre 3.5kg. Ryba dnia na łowiku był 8kg. karb złowiony z drugiego brzegu. Myśle że każdy tego dnia słyszał o tym rekordzie, gdyż łowca któremu się poszczęściło dość wyraźnie zakomunikował swój szczęśliwy połów Jako pierwszy wypad w tym sezonie uważam za bardzo udany, zapewne pojawię się na tym łowisku bardziej przygotowany i z wiekszą ilością czasu. Kolejny wpis niebawem.
  13. Charakterystyka łowiska Stawy w Nienawiszczu są przepięknym obiektem wodnym stworzonym po kopalni torfu. W pobliżu stawów znajdują się tereny Obszaru Chronionego Krajobrazu Doliny Wełny i Rynny Gołaniecko - Wągrowieckiej. Nieopodal znajduje się rezerwat leśny Buczyna, gdzie występują: dęby szypułkowe i bezszypułkowe, graby, brzozy brodawkowate, natomiast w obniżeniach terenowych również olsze czarne. Szacuję się, że drzewa bukowe mają ponad 150 lat. W skład kompleksu stawów Nienawiszcz, wchodzą cztery zbiorniki wodne połączone ze sobą rowami i rurociągami, tworząc całość. Staw nr I (Wylęgarnia). Powierzchnia stawu wynosi 0,3 ha i jest przeznaczony docelowo jako wylęgarnia dla wybranych gatunków ryb m.in lina. Staw nr II (Edukacyjny). Jest to staw o wydłużonym kształcie i powierzchni 1 ha. Ze względu na sposób zagospodarowania, jest stawem EDUKACYJNYM. To w nim będzie można uczyć się sztuki wędkowania z najmłodszymi oraz trenować wędkarstwo spławikowe. Docelowo będzie pływać w nim bardzo dużo różnorodnych gatunków ryb słodkowodnych, tak aby dzieci i młodzież podczas wędkowania mogły zapoznać się z poszczególnymi gatunkami ryb. Staw nr III (Główny). To największy staw w całym kompleksie. Staw Główny ma powierzchnię 10,7 ha i jest to nasze główne łowisko wędkarskie, z cyplami, zatoczkami, wyspą. Akwen leżący na skraju lasu, zbiornik o kształcie niezidentyfikowanego ludzika, zwany potocznie już przez nas: PAMPERKIEM, GULIWEREM czy też KOSMITĄ, a pewnie jeszcze jakąś nazwę się wymyśli. Staw Główny to magiczne miejsce z ogromnym potencjałem, które może pogodzić wiele technik nowoczesnego wędkarstwa w myśl zasady "NO KILL". Średnia głębokość łowiska to 1,6 m, natomiast maksymalna głębokość to 4 m. To tutaj możemy doskonalić swoje techniki wędkarskie za pomocą spławika, feedera, czy też wagi ciężkiej karpiowej oraz przeważnie w tygodniu pływać łodzią szukając drapieżników. Staw nr IV (Narybkowy). Jest to niewielki staw 0,2 ha. Staw ten połączony jest ze zbiornikiem nr III, i podobnie jak staw nr I "Wylęgarnia) przeznaczony będzie docelowo do podchowu narybku. Na stawach: nr I (Wylęgarnia) i nr IV (Narybkowy) obowiązuje całkowity zakaz połowu ryb. Ze zbiornika nr I nadmiar wody jest przekazywany przez podziemny rurociąg do zbiornika nr III, a ze zbiornika nr II otwartym rowem do nr III; zbiornik nr III jest niespuszczalny, zbiorniki nr II i IV są spuszczalne. Głębokość poszczególnych zbiorników przeznaczonych na łowiska: staw nr II (Edukacyjny) - gł. 2,0 m, staw nr III (Główny) - gł. max. 4,0 m a gł. średnia - 1,6 m; Jakie są tam ryby, bo to pewnie wszystkich wędkujących najbardziej interesuje: Zbiorniki były zarybiane po raz pierwszy w 2008 roku. Były to karpie, węgorze, szczupaki, liny, karasie, okonie, płocie oraz dodano kilka amurów białych. Ryby nie były nigdy odławiane siecią, sporadycznie wędką. Ryby także nie były nigdy dokarmiane, stąd jako Fundacja "dla Ryb" chcemy wykorzystać ekologiczne podejście i będziemy chcieli abyście przestrzegali zasad w dokarmianiu i stawiali przede wszystkim na jakość zanęty, a nie ilość. Sami jesteśmy ciekawi ile ryb z zarybień zostało, ile przetrwało presję kłusowniczą, oraz jak w tej chwili wygląda rybostan. Nie mamy jeszcze wystarczającej wiedzy o aktualnym potencjale łowiska, dlatego rok 2017 będzie dla nas testowym. Natomiast wiemy, że ta woda może stać się jednym z najpiękniejszych łowisk w Polsce, ze wspaniałymi rybami, ze szczególnym nastawieniem na nowoczesne wędkarstwo. Nie chcemy od razu zarybić tonami ryb, w ciemno, nie wiedząc co w tej wodzie piszczy. Chcemy przeprowadzić w wodzie badania, aby pod okiem ichtiologa nie zachwiać równowagą całej ichtiofauny. W końcu łowisko ma być "dla Ryb" i dla Nas. Główne zarybienie łowiska najprawdopodobniej odbędzie się jesienią tego roku, do tego czasu woda będzie uzupełniania sporadycznie i zarybiana jednostkowo przez okazy pochodzące z wiarygodnego źródła. Pod koniec lata, będzie wydzielony specjalny parking dla wędkujących. Osobiście czeka Nas tam sporo pracy nad wodą i w jej okolicy, tak aby z tygodnia na tydzień łowiło nam się lepiej i skuteczniej. Do zobaczenia nad wodą i połamania kija na rybie Zapraszamy Fundacja "dla Ryb".
  14. :: [IT] Optymalizacja portalu

    Cześć, kolejne dni upłynęły pod znakiem optymalizacji portalu dlaRyb.pl i myślę że możemy ogłosić mały triumf. Strona powinna ładować się znacznie szybciej, waga spadłą o ponad połowę - nadal pracuję nad kolejną optymalizacją, abyśmy mogli pełną parą wystartować z promocją. Musimy wykonać jeszcze kilka kroków wstecz, abyśmy mogli zrobić ogromny skok w przód, ale o tym w kolejnym wpisie. Tymczasem w przypadku pojawienia się jakichkolwiek problemów, proszę o kontakt. Dzięki! Adam.
  15. Mazury czyli trochę opowieści o wędkowaniu na mazurskich wodach w 2016 roku. Od kilkunastu lat mieszkam na Mazurach, a ściśle mówiąc w Giżycku. Z okna domu widzę jezioro Niegocin, idąc przez miasto mijam kanał Giżycki. Czasem gdy coś potrzebuję, jadę na drugą stronę miasta i tam mam przed sobą jezioro Kisajno. Tak, na Mazurach jezior nie brakuje, a to zachęta do żeglowania lub wędkowania. A że lubię wędkować, to i korzystam z tego dobrodziejstwa wodnego. Od zawsze uwielbiałem lekkie łowienie, wędką ze spławikiem, techniką pełnego zestawu popularnie zwaną „łowienie batem”. Ot lekkie wędzisko (najczęściej o długości 5 m) o szczytowej, szybkiej akcji. Tak by i zarzucać łatwo było i zacinać przy braniu. Cienka żyłka, niewielki spławik (często o wyporności 0,7-1,5 g), pudełko białych robaczków i garść zanęty. Można iść na ryby. A gdzie tu iść? Ano prawie wszędzie. Ważne by było dostępny brzeg gdzie można spokojnie stanąć, lub sprawny technicznie pomost czy kładka wędkarska. Czasem będzie do nabrzeże portu lub jeden z kanałów pomiędzy jeziorami. Mówię ciągle o okolicach Giżycka, a w tych właśnie okolicach większość jezior jest użytkowana rybacko przez Gospodarstwo Rybackie w Pięknej Górze. Czemu o tym piszę? Bo wykupując sezonowe zezwolenie na amatorski połów ryb na wodach wspomnianych „Rybaków” mam do dyspozycji kilkanaście jezior, na których mogę sobie łowić. To wygodne rozwiązanie. W zależności od wolnego czasu lub pogody, zabieram sprzęt wędkarski i idę choćby do portu Ekomarina, albo na dziką plażę, a może nad kanał Giżycki. Wystarczy 10-15 minut by dotrzeć na miejsce i zacząć przygotowania do wędkowania. Gdy mam więcej czasu można przespacerować się do Wilkas i gdzieś po drodze lub w tamtejszym porcie przycupnąć by sobie połowić. Czasem wybór padnie na północną stronę miasta i wody jeziora Kisajno. To też nie jest daleko, choć tam jest mnie dostępnego terenu by wędkować z brzegu. No i czas na odleglejsze wyprawy, choćby jezioro Wojnowskie, Jagodno Wielkie, czy Ubliki (Duży i Mały), albo zupełnie spora wyprawa na jezioro Buwełno. W każdym miejscu udawało mi się znaleźć choćby kawałek brzegu, plaży lub pomostu gdzie spędziłem 1-2 godziny na wędkowaniu. Ot, takie szybkie wypady rekreacyjne. Łowię najczęściej w pobliżu trzcinowisk, czasami na otwartej wodzie. Głębokość w tych miejscach jest zróżnicowana, czasem jest to 0,5-1 m, często 1,5-2,5 m. Bywało, że łowiłem na głębokości 4 m, a to praktycznie maksymalny zakres wygodnego łowienia wędką o długości 5 m. Ale pamiętam, że na jeziorze Buwełno musiałem zmieniać wytypowane miejsce, bo w zasięgu wędki głębokość przekraczała 5 m, i haczykiem nawet nie sięgałem do dna jeziora. A przyznać trzeba, że jest sporo ładnych miejsc nad Buwełnem czy Ublikiem, tyle, że bezdroża tam znaczne i niejednokrotnie brakuje pomysłu jak zbliżyć się do jeziora. Łowiąc dobieram sobie głębokość i stanowisko, do tego, czego spodziewam się w danym jeziorze i miejscu. Czasem po prostu świadomie łowię w konkretnym kąciku, przy trzcinach, bo oczekuję tam wzdręg i płoci, innym razem na otwartej wodzie mam zamiar złowić leszcze. W sumie często sprawdzają się te plany i łowienie batem przynosi dobre efekty: kilkanaście-kilkadziesiąt ryb różnych rozmiarów. Jak dla mnie to właśnie esencja wędkowania, szukanie ryb, planowanie, aktywne łowienie, choćby wyprawa trwała tylko 1-1,5 godziny. Pokombinować, połowić, odpocząć i wrócić do domu. A następnym razem powtórka, albo szukanie innego miejsca, innego jeziora, innych gatunków ryb. Z uśmiechem przyznaję, że 2016 rok był dla mnie bardzo aktywny wędkarsko. Na rybki wybrałem się ponad 100 razy, łowiłem na ponad 20 stanowiskach i kilku jeziorach. Złowiłem kilka tysięcy ryb, kilkunastu gatunków. Byłem mile zaskoczony, że wśród ryb złowionych batem były liny, karasie pospolite, okonie i szczupaki. Łowiłem tak jak lubię, szukając przygody i odpoczynku. Dla odmiany nawet ze 2 razy zrobiłem sobie spacer ze spinningiem wzdłuż brzegów jeziora Niegocin, obserwując, co się zmieniło w ciągu ostatnich kilku lat. A pomimo, że trasa spaceru miała długość 8-10 kilometrów, to czas leci szybko i mile się to wspomina. A na wyniki nie narzekałem, za każdym razem trafiało się kilkanaście różnej wielkości okoni, pojedynczy szczupak lub wzdręga. Oczywiście wśród kamieni, drzew i trzcin pozostało kilka przynęt, ale takie to uroki spinningowania. Jedyne co drażni mnie nieustannie od wielu lat, to narastające problemy z dostępem do brzegu jezior. Ta liczna zabudowa która jest (i rozwija się) to jedno, ale te wszystkie płoty, siatki, ogrodzenia które trzeba omijać lub ominąć się nie da, to element wkurzający. No i pomosty przydomowo-wędkarskie. Albo działka ogrodzona i na pomost wejść się nie da, albo krzyk z zza pleców słychać, że to pomost prywatny. Dojdzie do tego, że oprócz plaży gminnej, nigdzie nie da się połowić z brzegu. Ale trzeba być optymistą. Nowy, 2017 rok właśnie się rozpoczął. Trzeba mieć plany i dążyć do ich realizacji. A w moich planach będzie wędkowanie. Może na tych samych łowiskach, a może uzupełnię je o dodatkowe wody, tak by zwiedzić więcej mazurskich jezior i rzek. Technika łowienia zapewne będzie podobna bo to lubię, ale przybędzie testów bo to zabawne zajęcie. No i rozwinąć skrzydła w kręceniu filmów podwodnych (kamera już opanowana, pomysłów też nie brakuje).
  16. Pierwsze urodziny "dla Ryb"

    Dokładnie rok temu, (31 października 2015r.) raczkował wirtualnie projekt „dla Ryb”. Nie byłoby nas jednak, gdyby nie ciężka praca, poświęcenie, burza pomysłów i duże samozaparcie jego twórców. Głównym pomysłodawcą (i największym marudą) był Grendziu. To on motywował nas każdego dnia i zasypywał co chwilę nowymi koncepcjami. Jak to w życiu bywa, na początku pracowaliśmy w innym składzie. Jednak z wielu różnych osobistych i zawodowych przyczyn, grono administratorów i moderatorów na naszym portalu z czasem uległo zmianie. Mimo to, tym którzy byli z nami na starcie, jesteśmy bardzo wdzięczni za okazaną pomoc, dobre rady i wiele godzin, dni, tygodni wspólnej pracy. Jeśli nas chociaż raz na jakiś czas czytacie Panowie, to szczerze pozdrawiamy. Wracając do dnia dzisiejszego… obecnie tworzymy niezwykły i bardzo zgrany zespół. Wielu z nas: Darek, Daniel, Piotr, Arek i Ala jest przy tworzeniu projektu „dla Ryb” niemal od początku. Z czasem dołączył też Kuba i Aleksandra, a całkiem niedawno umocniły się nasze szeregi dzięki Emilowi i Oli. Niedawna sytuacja udowodniła, że na chwilę obecną jesteśmy nie tylko zespołem. W trudnych i nieprzewidzianych momentach możemy liczyć na siebie, jak na prawdziwą rodzinę i przyjaciół przystało. Początki nie były łatwe i nie zawsze zgodne. Jednak z upływem czasu portal nabierał prawidłowych „kształtów” i zaczął powoli żyć. Cała strona dlaRyb.pl ewoluowała na naszych oczach. Dzięki umiejętnością informatycznym Kuby, który nasze pomysły przeniósł na portal, udało się stworzyć oddzielnie m.in. blogi, forum, galerię zdjęć, mapy, sklep ( w budowie) czat i wiele innych przydatnych funkcji. Wymagało to sporego wkładu finansowego i poświęcenia dużej ilości prywatnego czasu Nas wszystkich. Największą radością było jednak pojawienie się forumowiczów. Nie jest nas zbyt wielu i nadal zapraszamy, zachęcamy i czekamy na kolejnych gości. Cieszymy się jednak, że Ci którzy uwierzyli w projekt „dla Ryb” są, piszą, pomagają, opowiadają, żartują, dzielą się swoimi doświadczeniami, wynikami i uwagami. Bez Was drodzy forumowicze, „dla Ryb” nie miałoby sensu i szans na przetrwanie. Przecież nie dla założycieli i własnych ambicji, tylko dla Was istniejemy i z Wami chcemy dalej iść do przodu. Wirtualnie jesteśmy poukładani i pewnie będziemy się rozwijać, coś zmieniać, ulepszać. Jednak strona www, to tylko jedna z części którą chcemy Wam oferować w przyszłość. We wrześniu zorganizowany był na Ługach Wałeckich Zlot forumowiczów projektu „dla Ryb” 2016. Cóż to było za spotkanie… Część z obecnych miała okazję, aby poznać się osobiście, porozmawiać i wymienić swoimi doświadczeniami, a o tym jak było już wcześniej pisał Darek, Daniel i Piotr. Ja od siebie dodam tylko, że była to świetna inicjatywa, dzięki której poznanie części naszych forumowiczów i możliwość wspólnego spotkania uważam za największą atrakcję i niespodziankę jaką udało się zorganizować w ciągu tego roku. Byli też tacy, którzy pomimo szczerych chęci nie mogli wziąć udziału w tym spotkaniu. Mamy więc nadzieję, że następny zlot gościć będzie kolejnych chętnych, a z roku na rok liczba uczestników będzie rosła. Jak większość z Was już wie, w lutym 2016 r. powstała Fundacja „dla Ryb” i to właśnie jest głównym podmiotem naszych działań. Mamy piękne i ambitne cele, które chociaż nie jest łatwo, mamy nadzieję realizować i wprowadzić w życie. Wymaga to wielu przygotowań, czasu i wkładu finansowego, jednak wierzymy mocno, że nadejdzie moment, w którym rozwiniemy skrzydła. Fundacja jako podmiot pozwala nam na wiele możliwości, a dzięki portalowi chcemy być dla Was jak najbardziej wierzytelni i to tutaj będziemy się rozliczać z naszych działań w terenie w przyszłości. Tak więc, z okazji pierwszych urodzin - całej społeczności „dla Ryb” i każdemu z osobna życzę tylko dobrych dni, wiele zdrowia i pogody ducha, a ponieważ głównym tematem i hobby większości jest wędkowanie, życzę pięknych chwil spędzonych nad wodą, rekordów (będzie czym się pochwalić na forum) oraz realizacji własnych planów także w życiu osobistym. Sto lat i wszystkiego najlepszego dla tych, którzy wierzą w nas, są i mam nadzieję będą już zawsze. Miejsce pierwszego zlotu forumowiczów projektu „dla Ryb” 2016 r. - ŁOWISKO ŁUGI WAŁECKIE– naprawdę czarujące miejsce. AUTOR: MAŁA
  17. Węgorz

    Węgorz (Anguilla anguilla) jest rybą dwuśrodowiskową; tzn: rozradza się w wodach słonych (prawdopodobnie w rejonie Morza Sargassowego), ale rośnie i żeruje głównie w wodach słodkich typu: jeziora rzeki, stawy. Węgorz to ryba długo żyjąca, o specyficznym "wężowym" kształcie. Odżywia się głownie pokarmem zwierzęcym. W momencie osiągnięcia dojrzałości płciowej i pod wpływem "bodźców" wewnętrznych, węgorz podejmuje wędrówkę na tarlisko, z której już nie wraca. Larwy "leptocefale" docierają do wybrzeży Europy w ciągu 2-3 lat. Wpływają do rzek, przemieszczając się w górę ich biegu, docierają do wielu akwenów. Rosną i podtrzymują odwieczny cykl.
  18. Hmm, o wielu sprawach wiemy, o niektórych się domyślamy, ale pewna część świata jest ciągle tajemnicza. Tutaj jest okazja poznać niektóre zagadnienia, zagadki i wątpliwości. W kolejnych wpisach i odsłonach uzupełniany będzie materiał.
  19. Moc Internetu

    Lubię czytać, zwłaszcza książki (zwłaszcza, gdy 30 lat temu nie było innej opcji). Internet też lubię przeglądać, czytać, omijać. Pisząc w sieci łatwo jest wyrazić swoje emocje, bo często pisze się je dość anonimowo. Bywa jednak, że powoduje to pewną powierzchowność, bylejakość, a czasami wręcz pozoranctwo. Przeglądam różne strony, szukając ciekawostek i nowinek (nie, nie technicznych, ale merytorycznych). Dziś natknąłem się na piękny wpis na blogu: http://www.wedkuje.pl/wedkarstwo,wedkarskie-forum-narzekacze-pouczacze-i-oglupiacze,88429 Nie to, że promuję inne forum i wspieram tamtejsze reklamy. To treść, która mnie urzekła. Autor swobodnie i sensownie podaje to co widać w sieci, wraz z własnymi i słusznymi odczuciami. Jakże blisko jestem tych uwag, tych sentencji, tych wywodów. Może z lenistwa nie chciało mi się poruszać tematów krytykujących wędkarzy, może też zrażony niezrozumieniem na innej witrynie odpuściłem sobie uczestnictwo w hucpie. Niemniej, świadomość wędkarska i mentalność to zawiły i trudny temat. Mam nadzieję, że powoli wszystko się unormuje a jednocześnie wielu narzekających zacznie działać, zamiast wyłącznie narzekać. Równorzędnie widać, że Internet to nośnik treści. Zwykły człowieczek może sobie obejrzeć film, gdzie ktoś opowiada o tym, czego inny zwykły człek nie zna: https://www.youtube.com/watch?v=SJ2Gd8wmSyM&feature=player_embedded Udzielam się rzadko, ale czytam dużo. Pomimo, że na forum jerkbait.pl nie ma zbyt wielu moich wpisów, to nie oprę się pokusie, by nie zacytować styl Sławka (choć go nie znam): http://jerkbait.pl/blog/6/entry-369-wczoraj-albo-kiedy%C5%9B/ No i pozdrowienia dla Roberta, Olka oraz bandy forumowiczów których miałem okazję poznać w ciągu ostatnich 10 lat, poznać poprzez to forum: http://www.wcwi.pl/index.php?option=com_zoom&Itemid=182. To, to właśnie jest moc Internetu. Mieć możliwość porozumiewać się ze sobą na odległość. Wyrażać swoje opinie, dyskutować, pytać; siedząc przy biurku, pisząc ze smartfona, czytając gdziekolwiek. Mam nadzieję, że tutaj, na naszym forum i blogu, spełnię swoje zamierzenia i będę trybikiem w tej wielkiej internetowej sieci.
  20. Wiosna idzie

    Wiosna coraz bliżej, astronomiczna wręcz za trzy tygodnie. Nawet przedłużony luty nie straszny jest, gdy za oknem od kilku dni temperatura oscyluje wokół 0°C. Kanały i rzeki już drożne, jeziora miejscami lodem skute, ale są też takie, które chlupią wodą aż miło. Zdarzają się dni, gdy temperatura rzędu kilku stopni powyżej zera pobudza do życia i zachęca do wyjścia nad wodę, czy to na spacer, czy też może na ryby. Teraz tylko pozostaje opłacić zezwolenie na połów rybek, zaplanować, które wody będą w tym roku celem wycieczek, które zaś mogą dać frajdę z wędkowania. Sprzęt powoli przyszykować, sprawdzić, poprawić, dopasować. Na Mazurach woda wciąż zimna, jeszcze nie widać oznak poruszenia wiosennego, szczupaków sunących na tarło, płoci buszującej na płyciznach. Ale to niebawem, może już w marcu, może dopiero w kwietniu. Natura ma swoje prawa, czasami bywa zaskakująco zmienna. Gdy już się ociepli, można będzie wyjąć bacik i spokojnie, beztrosko i miło „poćwiczyć” ryby w najbliższej okolicy. Sam lub z rodziną, zależnie od pogody i zapału.
  21. Rybomania Poznań 2016 r.

    Rybomania. Poniosło mnie, poniosło do krainy gdzie na pospolity ziemniak mówią „pyra”. Jeden kolega (Grendziu) wołał by tam dotrzeć, drugi kolega (Andrzej) w drodze dołączył i dzielnie wspierał. Po przybyciu do Poznania (wieczór piątkowy) oczom ukazał się Elvis. Czwórka to już niezła paczka, ale do „wozu” i pięciu się zmieści. Czekamy na Arka, jest, idzie, wsiada. Wieczór pod wezwaniem: debat, dysput, kłótni, rozważań, krzyku i planowania. Niesamowite, jak wiele jest do opowiedzenia. Jak dużo każdy chce przekazać lub się dowiedzieć. Plany i uzgodnienia trwały do rana. A rano czas na takie swoiste „Święto Dyszla”. Targ, rynek, Rybomania. Mekka nawiedzonych pielgrzymów, pogromców ryb i wędek (myśliwych i wodniaków pomijam, niech sami sobie opiszą Rybomanię). Hala jest wielka, wystawcy licznie przybyli, odwiedzający tworzą zwarte „potoki” płynące między barierkami. Ale co tam, toć to Targi Wędkarskie. Ja, starej daty człowieczek, znam kilka firm, które czasami użytkuję, idę więc pomiędzy stoiskami i oglądam. Szukam głównie ciekawych batów – uklejówek, choć i materiały PVA mi wpadły do głowy. Znalazłem Trapera, Jaxona, Daiwę, Shimano, chyba Salmo widziałem, coś mi dzwoni Tandem Baits. Koledzy to maniacy, na bieżąco są z nowościami: Grendziu prowadzi do Ringersa, Elvis i Arek wskazują inne firmy których nawet nie nazwę, Andrzej podprowadza do Tubertiniego. Gdzieś po drodze stoisko Mivardi, przypadkiem widzę Grubą Rybę i McKarp. Echosondy, to lubię bo używam, trafiło się Lowrance. Im dalej tym więcej drzew (czyt. stoisk). Dobrze, że wiem co chcę kupić i że nie zamierzam kupić nic więcej. Ludzie chodzą, oglądają, targują się, kupują. Część niesie wędki, ktoś może kołowrotek, widzę tragarzy zanęt i przynęt, tudzież siatek na ryby i podbieraków. Mam wrażenie, że wielu przybyłych skorzystało z oferty targów (część kolegów też coś poniosło do domu) . Wydaje mi się, że Targi dały szansę na prezentację sprzętu i częściowo na zakupy. Organizacja zupełnie sprawna: stoiska firmowe, wsparcie kulinarne, osprzęt dodatkowy oraz branże współpracujące (ciekawie wyglądało stoisko Fundacji Ratuj Ryby). Liczbę osób odwiedzających i liczbę stoisk, pewnie podsumują organizatorzy. Niemniej to widowisko które robi wrażenie i zostaje w pamięci (dla niektórych i w kieszeni). Zbieżność terminów: Rybomanii i powołania Fundacji dlaRyb jakoś tak kusi, by w nieodległej przyszłości być nie tylko gościem, ale i gospodarzem (choćby niewielkiego kawałka podłogi).
  22. Dron dlaRyb

    Cały czas chodzi mi po głowie cudo typu DRON - aby nagrywać filmy z góry na akwenach wodnych. Wczoraj widziałem takie oto cudo i w pełni by mi to wystarczyło http://www.valuebasket.pl/pl_PL/Dron-DJI-Phantom-3-Advanced/mainproduct/view/18550-AA-NA?gclid=CjwKEAiAluG1BRDrvsqCtYWk81gSJACZ2BCeCwIRmNkrg3in70LVgPmR86cMwYpkIKL8yFX35Wr23hoCSnrw_wcB Szkoda tylko, że to takie "tanie" jest
  23. Szkoda, że Indianie z obu Ameryk w czasach najazdu na ich terytorium, nie posiadali dostępu do Internetu. Popularny wówczas sposób weryfikacji zdarzeń (trans szamana + znaki dymne itp.) nie sprawdziły się i wiele się zdarzyło. A wystarczyłoby wszak odpalić sieć i sprawdzić, ile są warte te szklane paciorki oraz czy koce sprawdził ówczesny Sanepid. Handel, oczekiwania, żądze i naiwność idą jak bracia w szeregu: razem, przodem, na rozkaz. Minął czas niedostatku, gdy wędkarz nasz Polski, kupił to co w sklepie było, bo w sumie niewiele było i wyboru nie miał. Wędka bambusowa, żyłka Stilon Gorzów, kołowrotek Relax to częstokroć marzenie czasów minionych (wersja elitarna to: wędka Germina/Daiwa, żyłka Siglon, kołowrotek DAM lub Mitchell). Dawno – niedawno, jakieś 25 lat temu, choć pisząc: ćwierćwieku brzmi to odleglej. Teraz mamy świat inny, nowszy, bardziej wyuzdany. Ale pozostało to co kiedyś: handel, oczekiwania, żądze i naiwność. Internet daje wielką dostępność do informacji, opisów, zdjęć, witryn sklepów, stron z poradami. Kto ma czas to szuka, kto szuka – znajduje, kto znajdzie – chce kupić, kto kupić zamierza – „pomacać” sprzęt chciałby itd., itp. Palce w łapkach (czyt: kończynach górnych) już swoje zrobiły, towar namierzony, opinie sprawdzone, ceny znane. Czas na ruchy mozolne odnóży dolnych, wycieczka do sklepu znanego od lat (o ile nie padł jeszcze). Słowa do sprzedawcy skierowane, brzmią najczęściej: - posiada Pan/Pani (bo i kobiety w takich przytułkach pracują) wędkę o nazwie? Kołowrotek = model taki? Żyłkę najlepszą bo firmy? etc. I zaczyna się łączenie zdolności organoleptycznych (macanie, oglądanie, kręcenie, nasłuchiwanie itp.) z wytężoną pracą mózgowia i okolic sąsiednich. Wędka pracuje właściwie, dobrze w ręku leży, kręciołek nawija bezgłośnie i piszczy gdy szarpnie nim zwierze, żyłka mocna zaiste bo palce pocięte przy „rwaniu” a haczyk to chirurg wyciągnie (toć widać było że ostry i mocny). Radość sprzedawcy w oczach widoczna (klient wszak zadowolony) zamienia się jednak w nostalgię (kiedyś to było lepiej), klient radosny triumwirat uprawia (moczykij, obsługa i ponętny Internet). Zakup robaczków (bo głupio wyjść pusto) dopina transakcji i w niebyt odprawia wszelakie złudzenia. Bo przecież w tym sklepie, co jest na ulicy, towary są drogie (internet tak mówi), wybór mizerny (choć było co trzeba), a ów Pan z obsługi to zdzierca nieludzki (zapewne milioner co złupił miliony). Historia osądzi, choć może zbyt późno, gdy sklep do „macania” ostanie się jeno w stolicy imperium i droga daleka do niego nas czeka.
  24. Ten wątek będę często odwiedzał i odświeżał Danielu - obiecuję. Lubię matematykę, a co za tym idzie statystykę - liczby jakoś do mnie zawsze łatwo przemawiały, były bardziej zapamiętywane niż literki, wiersze, języki obce. Dane statystyczne to także podstawa do badań, nauki. Dzięki nim możemy przeprowadzić wszelakie analizy, dokonać ocen, dobrać odpowiednią metodykę czy wydać wyroki. Interesują mnie wszystkie dane możliwe z naszymi wodami, wędkarstwem, czy też rybactwem. Pewnie wiele wątków będę wydzielał stąd i dzielił na mniejsze, tematyczne, w miarę jak dyskusja będzie się rozwijać. Duża baza danych statystycznych jest tutaj mile widziana
  25. Rok się skończył, zaczął Nowy, jak to zwykle: przełomowy. Nie, nie wiem, jaki to będzie rok. Nie zgadnę i nawet próbować nie będę. Ale zawsze każdy nowy rok jest inny, nawet, jeśli w zmiany nie wierzymy, a wręcz zaklinamy by było tylko dobrze. Wiem natomiast, że to co chwil kilka temu odeszło w czas przeszły, to tylko symboliczna data: 01.01.-31.12.2015 r. Ileż to razy czytałem dotychczas, że: ryby wyłowione, rybacy-pazerniacy, kormorany-pożeracze, PZW-betoniarze, wędkarze-męczenicy za cały lud nasz pospolity. Jak zwykle brzmiały pieśni żałobne, że zezwolenia na połów drogie, że wszędzie kombinują, że ktoś powinien coś zrobić, że nic się nie da bo to „oni” są winni itp. Dorzucając do tego potencjalne zmowy producentów wędkarskich, łupieżców w sklepach wędkomaniackich, „nieludzkie” rejestry połowowe dochodzę do przekonania, że sport wędkarski jest rodzajem pokuty, za grzechy dokonane oraz te zaplanowane. Ni groma nie widzę zadowolenia wśród braci moczykijów, że mogą mieć kontakt z naturą i rybą wszelaką, że mogą tanio odpocząć i pokazać swe umiejętności: sobie, bliskim, konkurentom (niepotrzebne skreślić). Wszechobecna żałość, że rekordu ktoś nie pobił, że inny ryb za mało złowił, że woda za ciepła, że rzeka za płytka. Ot norma, ot codzienności obrazek corocznie w ramki oprawiany. Ale to nie cel tego co piszę, bo ja inaczej to widzę. W 2015 r. a rybach byłem pewnie ze dwadzieścia razy. W większości z rodziną, w większości na wodach nieodległych. Rybki brały prawie zawsze (wyjątkowo raz nic nie złowiliśmy), drobnica jak zwykle, ale na tą drobnicę się nastawialiśmy. Miały być płocie i leszcze – były. Szukaliśmy uklejek – złowione. Trafiliśmy na miejsce gdzie wzdręgi powinny pływać – potwierdzone (ot takie 28-32 cm.). Radość młodzieży, fajny wypoczynek, pełne płuca Mazurskiego powietrza. Nie mogę pominąć tego, że to wędkowanie przeszło w czyny poboczne, kilka słów w sieci, kilka telefonów i dokonało się spotkanie kilku napaleńców (co zresztą widać po zaistnieniu forum). Upłynął rok, całkiem dobry, chociaż dziwny czasami. Zaczął się nowy rok. Trzeba go za rączkę prowadzić, pokazać mu jak można działać, jak pesymizm omijać, jak lenistwo przełamać. Pokazać mu jak żyć, by życie to miało sens, by przynosiło radość, efekty. By żyć było warto. I wierzyć, że to co teraz zrobimy, w przyszłości zaprocentuje.

Wydawcą portalu dlaRyb.pl jest:

FUNDACJA "DLA RYB"
BOGUNIEWO 45, 64-610 BOGUNIEWO
Nr Konta: PKO BP 64 1020 4128 0000 1202 0123 2578
KRS: 0000613501 NIP: 6060096225 REGON: 364237131
https://dlaRyb.pl; e-mail: fundacja@dlaRyb.pl; tel.: 61 307 99 99
×

Ważne informacje

guest_terms_bar_text_value