Skocz do zawartości

Strona dlaRyb.pl wykorzystuje pliki cookie. Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego portalu. Więcej informacji

Recommended Posts

Kotwic

Węgorz (Anguilla anguilla) jest rybą dwuśrodowiskową; tzn: rozradza się w wodach słonych (prawdopodobnie w rejonie Morza Sargassowego), ale rośnie i żeruje głównie w wodach słodkich typu: jeziora rzeki, stawy.
Węgorz to ryba długo żyjąca, o specyficznym "wężowym" kształcie. Odżywia się głownie pokarmem zwierzęcym.
W momencie osiągnięcia dojrzałości płciowej i pod wpływem "bodźców" wewnętrznych, węgorz podejmuje wędrówkę na tarlisko, z której już nie wraca.
Larwy "leptocefale" docierają do wybrzeży Europy w ciągu 2-3 lat. Wpływają do rzek, przemieszczając się w górę ich biegu, docierają  do wielu akwenów. Rosną i podtrzymują odwieczny cykl.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Grendziu
28 minut temu, Kotwic napisał:

Węgorz (Anguilla anguilla) jest rybą dwuśrodowiskową; tzn: rozradza się w wodach słonych (prawdopodobnie w rejonie Morza Sargassowego), ale rośnie i żeruje głównie w wodach słodkich typu: jeziora rzeki, stawy.
Węgorz to ryba długo żyjąca, o specyficznym "wężowym" kształcie. Odżywia się głownie pokarmem zwierzęcym.
W momencie osiągnięcia dojrzałości płciowej i pod wpływem "bodźców" wewnętrznych, węgorz podejmuje wędrówkę na tarlisko, z której już nie wraca.
Larwy "leptocefale" docierają do wybrzeży Europy w ciągu 2-3 lat. Wpływają do rzek, przemieszczając się w górę ich biegu, docierają  do wielu akwenów. Rosną i podtrzymują odwieczny cykl.

Bardzo fajny przypominający, książkowy wpis.

@Kotwic jak jest dziś z zarybianiem węgorza? Kiedyś populacja tej ryby była bardzo duża w jeziorach, dziś już łowi się jej mniej, ale cały czas jest jednak dostępna wędzona. Kolejne pytanie, które mnie nurtuję od dzieciństwa niemal. Zakładam, że w wodzie nie ma cieku, rzeczki, kanału, rowu, a węgorz  chciałby wypłynąć na tarło, co się z nim dzieje wtedy? Czy były przypadki naturalnego tarła w innych miejscach niż morze Saragassowe? I czy to prawda, że potomstwo w genach ma zachowaną miejscówkę i wraca w to samo miejsce skąd wybyli jego rodzice? Jak węgorz pokonuję przeszkody typu zapory?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
MacAir

Z ciekawostek o węgorzu to dopisze jeszcze tylko :

W okresie kiedy przychodzi juz jego czas w organizmie dochodzi to nie odwracalnych zmian . Zarasta "dupa" a w zasadzie powoli zarastający odbyt jest widoczny u gatunków srebrzystych oraz srebrzących się . Ryba przestaje spożywać a co za tym idzie trawić .U obu gatunków można zauważyć jeszcze jedną zmianę . Powiększone oczy .Mało prawdopodobne jest by normalną droga wędkarską uchwycić taką zdobycz. Łatwo natomiast takie sztuki spotkac w okolicach zbiorników  , z których wychodzą . Po za ciekami wodnymi , rowami melioracyjnymi zdarz się , że pewne odcinki swojej drogi pokonują o świcie kiedy łąki , trawinki pokryte sa rosą . Osobiście nie spotkałem się z opracowaniami by udało się uchwycić inne miejsce tarła jak właśnie okolice morza Saragassowego . 

 

A druga ciekawostka jest taka , że węgorz jest jedynym a napewno jednym z niewielu wrogów naturalnych sumika karłowatego potocznego zwanego byczkiem .Co do tej sprawy prosiłbym o wypowiedź kolegi @Kotwicpinie tą wnioskuję po tym jak moje koło węgorzem zaczęło tępić byczka. 

W Polsce próbuję się odbudować populacje tej ryby .Niestety ostanie 30 lat było dla tego gatunku katastrofalne . Według ichiotlogów populacja węgorza w Polsce spadła o 95% .!!!! Koszta zarybiania są bardzo drogie stąd proces ten idzie bardzo powoli . Niestety na domiar złego dorzucają się jeszcze Francuzi , którzy do dziś dokonuja przełowów dla swojej sałatki węgorzowej . 

 

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Kotwic

Bardzo dobry wpis MacAir. Zawarłeś dużo sensownych informacji.

Rzeczywiście, uważa się, że tarlisko węgorza to Morze Sargassowe. Co równie ważne, prawdopodobnie węgorz amerykański i japoński też tam odbywają rozród.
Niestety, biologia węgorza jest dla niego bezlitosna. Nie dość, że podczas wędrówki tarłowej zaprzestaje (lub znacznie ogranicza) pobierania pożywienia, to i dotarcie do celu kończy się śmiercią węgorzy.
Co węgorza i jego roli "czyściciela" w przypadku sumika karłowatego. Ciężko to zbadać, bo jest sporo zależności, ale można przyjąć, że miejsca przebywania i żerowania (strefa przydenna) obydwu gatunków, powodują, że węgorz ma dostępny pokarm w postaci młodocianych sumików. Zresztą podobnie węgorz zjada raki, zwłaszcza w okresie wylinki. W sprzyjających warunkach, węgorz może skutecznie likwidować mniejsze ryby, więc jest prawdopodobne, że jego wpływ może mieć znaczenie.
Niedobór węgorza w naszych wodach wynika z kilku przyczyn, choćby z powodu chorób np: nicienia (Anguilicolla crassus) który spowodował duże spustoszenie w populacji węgorza. Ale też wyławianie larw węgorza by sprzedać je na Daleki Wschód (np: Chiny) choć nie tylko, gdzie komercyjnie jest tuczony i sprzedawany później jako ryba towarowa. To po części wywołało wysokie ceny materiału zarybieniowego i mniejsze zarybienia niż w odległych czasach. >:(

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Kotwic

A wydzielaj śmiało, węgorz to rozwlekły temat i powinno być o czym pisać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Grendziu

Dawno, dawno temu, jeszcze w poprzednim stuleciu, gdy w naszych wodach było ich pod dostatkiem, to była moja ulubiona ryba
 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
MacAir

Tak a propos tego filmu . Będzie długo i niekoniecznie wesoło .

WIELKI SUKCES CZY WIELKA AFERA Z WĘGORZEM W TLE.

Czy olsztyński projekt rozrodu węgorza to sukces, jak donoszą media, czy humbug, jak twierdzą szefowie specjalistycznych instytutów naukowo-badawczych? Warto wiedzieć, bo poszły na to grube pieniądze.

Wydział Ochrony Środowiska i Rybactwa (WOŚiR) Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego mieści się w Olsztynie. Pracuje na nim „Osobowość roku Warmii i Mazur 2011” prof. Dariusz Kucharczyk, któremu rozgłos przyniosły podjęte niedawno prace nad sztucznym rozrodem węgorza. Naprzeciwko WOŚiR siedzibę ma Instytut Rybactwa Śródlądowego (IRS) z 60-letnią tradycją. Od pierwszych medialnych doniesień o dokonaniach zespołu prof. Kucharczyka pracownicy IRS regularnie odbierają telefony hodowców, którzy chcą zainwestować w węgorze i pomylili placówki badawcze. Prof. Bogdan Zdanowski, dyrektor IRS, ma dylemat – rozwiewać nadzieje czy milczeć. Bo wie, że od węgorzowego in vitro daleka droga do węgorzyków zdatnych do hodowli. Tomasz Linkowski, dyrektor Morskiego Instytutu Rybackiego (MIR) w Gdyni (90 lat tradycji), mówi o marnowaniu pieniędzy w spektakularny sposób.

Projekt prof. Kucharczyka nosi tytuł „Innowacje w akwakulturze ryb ze szczególnym uwzględnieniem biotechniki rozrodu ryb”. Ma charakter pilotażowy, co oznacza, że w finale jest przewidziane wdrożenie. Na projekt ten z – finansowanego częściowo przez UE – Programu Operacyjnego Ryby przyznano 33 mln zł, czyli ponad połowę puli na rybne nowinki. Resztę rozdzielono na 9 innych projektów, 19 pomysłów nie uzyskało finansowania. Pilotaż olsztyński, prócz węgorza, obejmuje jeszcze 10 innych gatunków ryb. Ale ich rozród, zarówno naturalny jak i sztuczny, został już zbadany, opracowany. Gatunki te nie mają większego znaczenia gospodarczego. Są istotne dla amatorów wędkowania. Właśnie węgorz był główną atrakcją projektu prof. Kucharczyka – przynętą pozwalającą złowić wielkie pieniądze. Dużą ich część przeznaczono na doposażenie uczelni (od specjalistycznej aparatury poczynając, a na laptopach i telefonach komórkowych kończąc). Aż jedną piątą postanowiono wydać na promocję.

Węgorz europejski jest rybą poszukiwaną, drogą, do tego zagrożoną wyginięciem. W 2007 r. gatunek został objęty ochroną, a w 2011 r. UE wprowadziła ograniczenia w handlu. Wcześniej młode węgorzyki na wielką skalę kupowali do hodowli Chińczycy. W Polsce projekt ochrony węgorza za unijne pieniądze realizują pospołu IRS i MIR. Ochrona polega głównie na kupowaniu narybku za granicą i wpuszczaniu go do naszych wód. Narybek pochodzi z rozrodu naturalnego, który odbywa się hen, w rejonie Morza Sargassowego. Dorosłe węgorze, także te z Polski, docierają tam po półtorarocznej wędrówce, by odbyć tarło, po którym giną. Ich potomstwem są larwy. Niesione przez Golfstrom po 2–3 latach docierają do wybrzeży Europy. Po drodze przechodzą różne metamorfozy, by w końcowym etapie przybrać postać tzw. węgorza szklistego. Dopiero on nadaje się do hodowli.

Próby sztucznego rozrodu naukowcy z różnych krajów podejmują od dziesięcioleci, ale nikomu nie udało się uzyskać narybku zdolnego do samodzielnego życia. Najbardziej zaawansowani Duńczycy uzyskali tyle, że ich larwy z in vitro przeżyły kilkanaście dni. Póki starczyło żółtka z jaja, z którego się wylęgły. Tej bariery żaden badacz dotąd nie przeskoczył. Natrafili na nią także naukowcy z Japonii, którzy pracowali nad węgorzem japońskim (inny gatunek). Tu larwy też nie chciały jeść. Po 20 latach udało się im dobrać karmę – sproszkowane żółtka jaj rekina. Dochowali się węgorza szklistego. Nie otwarło to jednak drogi do hodowli – konwencja chroniąca zagrożone gatunki zakazuje tego rodzaju diety w hodowli.
Gdyby olsztyńskie „Innowacje w akwakulturze ryb” oznaczały upragniony przełom, byłyby warte przyznanych im pieniędzy. Jednak przedstawiciele IRS, MIR oraz Departamentu Rybołówstwa w Ministerstwie Rolnictwa mówią jednym głosem – projekt pełen jest niedopowiedzeń, w istocie nie obiecuje niczego.

Decyzje dotyczące finansowania projektów w ramach PO Ryby zapadają w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR) podległej, podobnie jak IRS i MIR, resortowi rolnictwa. W PO Ryby przy rozdziale pieniędzy obowiązuje tzw. system olimpijski, czyli zasada: kto pierwszy, ten lepszy. Nie ma merytorycznego gremium, które pochyliłoby się nad złożonymi do ARiMR wnioskami, dokonało wyboru najlepszych pomysłów. Przy wcześniejszym rozdaniu (2004–06) był Komitet Sterujący, który uczestniczył w dzieleniu pieniędzy. Potem z niego zrezygnowano i ARiMR stała się jedyną dysponentką funduszy.

ARiMR nie musi się znać na rybach. W podjęciu decyzji ma jej pomóc opinia fachowców dotycząca analizy naukowej projektu. Jakie wymogi ma spełniać taka opinia, określa rozporządzenie ministra rolnictwa z 2009 r. Wydaje ją – czytamy w rozporządzeniu – „instytut naukowo-badawczy prowadzący działalność w zakresie rybołówstwa morskiego lub rybactwa śródlądowego lub przetwórstwa produktów rybnych”. Instytuty nie zostały wymienione z nazwy, ale zarówno Janusz Wrona, wicedyrektor Departamentu Rybołówstwa, jak i Kazimierz Plocke, wiceminister rolnictwa odpowiedzialny za działkę rybną, są pewni, że wymóg ten spełniają tylko IRS i MIR. Przy czym o węgorzu i rybach słodkowodnych więcej wiedzą w IRS. Choć prof. Dariusz Kucharczyk IRS ma przez ulicę, w styczniu 2010 r. zwrócił się o opinię do MIR. Dyrektor Linkowski odmówił, wskazując na IRS jako bardziej kompetentny, zwłaszcza że w grę wchodzi tak kosztowny projekt. Nie ustąpił, mimo telefonicznych namów ze strony prof. Kucharczyka, a potem także wysokiego rangą urzędnika Ministerstwa Rolnictwa.

Prof. Zdanowski, dyrektor IRS, o projekcie zza miedzy dowiedział się od dyrektora MIR. Przy okazji odkrył, że prof. Kucharczyk bez jego wiedzy zaangażował do projektu trzech pracowników IRS, a sam IRS potraktował jako współwykonawcę projektu. Dyrektor Zdanowski natychmiast oprotestował to w piśmie do rektora Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Pozostało bez odpowiedzi.

Prof. Kucharczyk recenzenta poszukał w Krakowie. Został nim Instytut Zootechniki, też podległy Ministerstwu Rolnictwa. Instytut koncentruje się na takich zwierzętach jak krowy, świnie, konie, kozy i owce. Jego dyrektor do spraw nauki nie przypomina sobie, by wcześniej opiniowali jakiś projekt związany z rybami. Ale nic to. Nie widzi przeciwwskazań. Mają wśród swej kadry fachowca, który badając ryby zrobił doktorat. W finale ARiMR podparła się stanowiskiem prawnika, który na podstawie wywodu, że ryba to też zwierzę, uznał, iż wszystko gra.

Dyrektor Wrona opinię Instytutu Zootechniki postrzega jako zdawkową i powierzchowną. – Nawet jeśli projekt nie był dopracowany, to opinia nie musiała być negatywna – tłumaczy. – Mogła zawierać wskazówki, co beneficjent powinien zrobić, aby wniosek spełniał wymogi stawiane projektom pilotażowym, które muszą się zakończyć wdrożeniem. Tego zabrakło. W takim kształcie projekt nie powinien zyskać finansowania.

Wkrótce po tym, jak prof. Kucharczyk wraz z zespołem zabrał się do pracy, w mediach pojawiły się doniesienia o niebywałym sukcesie. Od „Wiadomości Uniwersyteckich” i „Gazety Olsztyńskiej”, przez „Rolnika Dzierżawcę”, „Przegląd Rybacki”, „Fakt”, „Przegląd”... Gazety pisały: „rewolucyjne dokonanie naukowców z Olsztyna”, „ta sztuka nie udała się jeszcze nikomu”, „przełomowe odkrycie”, „region może się stać prawdziwym zagłębiem węgorzowym”. Za gazetami chwałę badacza z Kortowa poniosły w świat portale internetowe. Po pierwszych chwalbach na łamach „Gazety Wyborczej” odezwał się niedowiarek prof. Jan Marcin Węsławski z Instytutu Oceanologii PAN. „Obiecywanie sukcesu w skrajnie trudnym biotechnologicznym zadaniu bez widocznego dorobku w tej dziedzinie jest bezczelnością. A jak nazwać finansowanie tej bezczelności?” – pytał retorycznie. Jego głos utonął w falach nowych doniesień – tym razem o wyróżnieniach: „Osobowość roku”, nominacja do nagrody miesięcznika „National Geographic Traveler”.

Swoje robią też środki przewidziane na promocję projektu (20 proc. jego wartości). Opromieniony sławą prof. Kucharczyk wraz z wystawą kilkudziesięciu fotogramów „Węgorz – rozród kontrolowany” objeżdża miasta i miasteczka (Iława, Kętrzyn, Kisielice, Mrągowo). Opowiada o badaniach i zachęca młodzież do studiowania na UWM. Konterfekt profesora otwiera komiks poświęcony węgorzowemu in vitro. W komiksie pani węgorzowa z czerwonymi usteczkami i kokardą zdradza panu węgorzowi w czapce bejsbolówce, że chciałaby mieć dzieci. On się nie pali, piętrzy przeszkody. W stadle dochodzi do cichych dni. Ale na drodze pary stają naukowcy z UWM. Stymulują oboje do rozrodu bez wyprawy na Morze Sargassowe. Wykluwają się larwy. Przechodzą metamorfozy aż do postaci węgorza szklistego. Pan węgorz entuzjastycznie woła: „Jestem ojcem!!”.

Dobra nowina nie ominęła nawet „Wiadomości Rybackich” – periodyku wydawanego przez MIR. W numerze 7/8 z 2012 r. ukazał się artykuł sponsorowany przez ARiMR. Wynika z niego, że Polska jest na dobrej drodze do tego, by stać się potentatem w hodowli węgorza. Choć za treść tekstów sponsorowanych redakcje nie ponoszą odpowiedzialności, dyrektor Linkowski chętnie by wymazał tę publikację z łamów. A to nic przy panegiryku, który od lipca 2012 r. widnieje na stronie internetowej ARiMR: „Węgorz z probówki – wielki sukces ichtiologów z Kortowa sfinansowany przez ARiMR z PO Ryby 2007–2013”. Mowa tu o osiągnięciu, które „poruszyło cały świat”. „Rezultaty badań prowadzonych w Kortowie – czytamy – pozwalają mieć nadzieję, że uda się dostarczyć te smaczne ryby na stoły ceniących je smakoszy, nie niszcząc przy tym zasobów zmniejszającej się populacji węgorzy żyjących w naszych jeziorach czy rzekach”. W ARiMR twierdzą, że ten optymizm opierają na zapewnieniach badaczy z Olsztyna.

Po takiej lekturze łatwo zrozumieć ekscytację hodowców, ale zupełnie nie wiadomo, jak potraktować ostrzeżenia płynące z MIR, IRS i Departamentu Rybołówstwa. Może to tylko pokłosie sporu kompetencyjnego, urażonych ambicji? Może na końcu projektu, jak w komiksie, jest jednak węgorz szklisty?

Z dokumentów niewiele da się wyczytać. Medialne doniesienia najciekawszą kwestię larw i ich losu albo pomijają, albo sugerują, że larwy żyją i tyją. Jedyne wyjście – sprawdzić u źródła, u prof. Dariusza Kucharczyka. Profesor dystansuje się od gazetowych rewelacji – albo dziennikarze w ogóle z nim nie rozmawiali, albo rozmawiali i napisali coś innego, niż mówił. Z entuzjazmem opowiada o życiu węgorzy, o nowych, lepszych środkach hormonalnych, które zastosował. O temperaturze wody. O różnych hipotezach do sprawdzenia. I dlaczego badacze z Olsztyna są lepsi od innych zespołów. O zaskoczeniu, że uzyskali gamety, a nawet larwy już przy pierwszym podejściu. Nie byli na to przygotowani. Nie ciągnęli tego dalej. Co stało się z larwami? Na uczelni nie było warunków, profesor trzymał je w akwariach w domu. Tu wątek się rwie.

Teraz warunki już są – uczelnia dorobiła się Centrum Akwakultury (luty 2012 r.). Ale przy drugiej serii badań chodziło o sprawdzenie działania różnych środków hormonalnych. Dopiero celem trzeciej serii ma być uzyskanie wysokiej jakości ikry, z niej larw, które naukowcy spróbują karmić. Czyli w istocie dopiero wtedy się okaże, czy nasi badacze doścignęli innych. W projekcie w ogóle nie ma węgorza szklistego, czyli tego zdolnego do samodzielnego życia. Profesor nikomu go nie obiecywał. Bo na etapie między larwą a węgorzem szklistym jest jeszcze więcej niewiadomych niż w fazie rozrodu. To rzecz na następne projekty. A wdrożenie? Pięć gospodarstw rybackich współpracujących z naukowcami będzie się uczyło, jak wywołać węgorzowe tarło, mimo że dalsze fazy cyklu życiowego larw nie są opanowane? Jak z opowiadania Mrożka.

Jeśli z innymi projektami badawczymi sprawy mają się podobnie, to nic dziwnego, że Polska jest jednym z najmniej innowacyjnych państw UE. Przynęta okazała się skuteczna. Sieć, przez którą przechodzą unijne fundusze – dziurawa. A zalewa promocyjno-medialna – mętna. Dyrektor Wrona obawia się, że w finale może jeszcze zaistnieć problem zwrotu unijnej pomocy. Czas się zastanowić, co robić, żeby uniknąć takich historii w przyszłości, przy następnym rozdaniu pieniędzy na rybne innowacje. I oby jedynym odpowiedzialnym nie okazał się ów prawnik, który uznał, skądinąd trafnie, że ryba też zwierzę.

Dane źródłowe: http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/rynek/1534287,1,wielki-sukces-czy-wielka-afera-z-wegorzem-w-tle.read

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Grendziu

Niezłe informację. Z jednej strony fajnie, że na innowacyjność poszła kasa, z drugiej strony projekt był obarczony bardzo dużym ryzykiem, no i brakuję przede wszystkim efektów, czyli wyniku końcowego w postaci węgorza, wtedy cały projekt mógłby się obronić, a tak czuję się, że kasa poszła w błoto.

Mimo szczegółowych informacji w opisie @MacAir trudno jest to zaopiniować. Zbyt mało informacji i zbyt skomplikowany projekt. Siedziałem kiedyś w ARiMR i za stołem i w terenie, różne rzeczy widziałem... Myślę, że przy tak dużym projekcie ARiMR jeśli podjął decyzję o przyznaniu środków, to także powinien bardzo szczegółowo sprawdzić kontrolę i lokowania środków.

Brakuję mi tutaj wyników podsumowujących mimo wszystko.:mauvaisepeche: (nie chodzi o wpis poprzednika tylko ryby, ryby, ryby)

Świetny wpis @MacAir:champagne-2010:

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony


Wydawcą portalu dlaRyb.pl jest:

FUNDACJA "DLA RYB"
BOGUNIEWO 45, 64-610 BOGUNIEWO
Nr Konta: PKO BP 64 1020 4128 0000 1202 0123 2578
KRS: 0000613501 NIP: 6060096225 REGON: 364237131
https://dlaRyb.pl; e-mail: fundacja@dlaRyb.pl; tel.: 61 307 99 99
×

Ważne informacje

guest_terms_bar_text_value