Welcome to dlaRyb.pl

Witamy na portalu dlaRyb.pl, cała treść w poszczególnych działach jest widoczna dla wszystkich Gości oraz Użytkowników, jednak aby móc komentować, rozmawiać z Nami na forum, dodawać zdjęcia, czy prowadzić swój własny blog wędkarski musisz się zarejestrować. Rejestracja jest bardzo prosta, możesz się logować do nas także bezpośrednio z: facebook, twitter, microsoft czy też google+. Wszystko to jest za darmo, nie ma ukrytych kosztów, abonamentów po logowaniu i rejestracji!!!

BLOG DANIELA

  • wpisy
    18
  • komentarzy
    32
  • wyświetleń
    2599

Wpisy w tym blogu

elvis

ACS - innowacja w feederze

Już od jakiegoś czasu przyglądam się z zaciekawieniem tytułowemu rozwiązaniu ACS czyli Auto Clip System.  

20170703_124717.thumb.jpg.36183ed15732478bf617eb1069936b0f.jpg

Pierwszy raz na żywo spotkałem się z tym na targach Rybomanii w Lublinie na stoisku sklepu Trotka z Warszawy.

https://sklep-wedkarski.waw.pl/category/map-wychwood-solace

Chłopaki zaprezentowali mi całą gamę kołowrotków firmy Map i Wychwood, których to wyroby posiadają takie oto nowatorskie rozwiązanie. Od tamtego czasu nie dawało mi to spokoju. Kolejny raz, tym razem w Poznaniu na Rybomanii, miałem okazję przyjrzeć się na dłużej temu rozwiązaniu. Udało się też porozmawiać z kilkoma użytkownikami, co jeszcze bardziej mnie wciągnęło. No i od jakiegoś czasu jestem szczęśliwym posiadaczem młynka z ACS

Czym jest ten ACS?

20170703_124738.thumb.jpg.2e3872ebd0af2116984b7d8742bf87fa.jpg

Jest to opatentowany system bezpiecznego i automatycznego wypinania żyłki z klipsa podczas brania, jak i odjazdu ryby. Zaczepiając żyłkę o zwykły klips, w przypadku brania dużej ryby i jej nagłego odjazdu albo stracimy wędkę, którą ryba po prostu wciągnie do wody lub jeśli nie zdążymy zdjąć żyłki z klipsa w trakcie wybierania jej przez uciekająca rybę, to stracimy nie tylko rybę, ale i cały zestaw z żyłką. Znam to z autopsji, jak podczas odjazdu dużego karpia na pickerku, podziwiałem pracę hamulca w nowym kołowrotku i zapomniałem o żyłce zaczepionej o klips. Jakież było moje zdziwienie gdy ryba próbowała mi wyrwać wędkę z ręki. Nagle nastąpił taki strzał, że koledzy wędkujący na drugim brzegu myśleli, że mi wędka strzeliła, a to była tylko żyłka zaczepiona o zwykły klips. Dlatego to rozwiązanie daje nam duży komfort jeśli zdarza nam się  odejść od wędek lub spodziewamy się większych ryb.

Ja wybrałem kołowrotek z wolnym biegiem, który będzie pracował głównie na nocnych zasiadkach. 

20170703_124654.thumb.jpg.01523c9c0bc75234c824d40b28ef0fb4.jpg

Specjalna konstrukcja klipsa spełnia również drugie główne zadanie, a mianowicie służy jako zwykły klips, który blokuje żyłkę podczas rzutu. Nie od dziś wiadomo, że kluczem do sukcesu jest precyzyjne wędkowanie. Zarówno lokowanie zestawów, jak i zanęty. Szczególnie dobrze o tym wiedzą wędkarze startujący w zawodach. Stąd też trzeba stosowania różnego rodzaju klipsów, gumek czy innych trików pozwalających na ograniczenie wysuwanej żyłki ze szpuli. To nowatorskie poniekąd rozwiązanie spełnia właśnie te wszystkie wymagania. Po pierwsze pozwala na precyzyjne wędkowanie, dzięki standardowej funkcji klipsa, a po drugie daje nam odrobinę luksusu pozwalając spuścić na chwilę z oka wędki lub też nie martwić się, że jeśli trafimy bonus, to czy zdążymy odpiąć żyłkę z klipsa lub po prostu czy będziemy o tym pamiętać. 

Tak więc, ja cieszę się z mojego zakupu i już myślę nad następnym kołowrotkiem z tym rozwiązaniem. Dla mnie jest to o tyle ważne, bo nie potrafię tak precyzyjnie lokować zestawów bez użycia klipsa, jak co niektórzy koledzy. Po prostu swoje "kalectwo" trzeba czymś uzupełnić. I tylko można się cieszyć, że jest taka możliwość. 

Oczywiście, należy pamiętać o zaznaczeniu markerem odległości na żyłce, najlepiej zaraz za klipsem, tak by po ewentualnym wyczepieniu można było powrócić do poprzedniej odległości. Można też skorzystać z trochę mniej znanego, ale równie sprawdzonego sposobu przenoszenia odległości: za pomocą wbitych w ziemię dwóch patyków, widełek lub specjalnych metalowych kijków połączonych sznurkiem o znanej nam długości. Ten sposób znakomicie się sprawdza w przypadku jeśli zerwiemy zestaw i chcemy ustawić ponownie odpowiednią odległość lub gdy chcemy przygotować kilka wędek na tą samą odległość. 

20170702_164446.thumb.jpg.062443277d8593558b1bbd2440ebb1d3.jpg20170702_164432.jpg.84dd1cdf707beb5c65262954c15a0325.jpg

Reasumując. Wykonałem ponad dwie setki rzutów i tylko raz wypięła mi się żyłka z klipsa podczas rzutu,  było to jednak z mojej winy, bo rzut był nieudany tzn. za lekko, a ja próbowałem rozwinąć do końca żyłkę. Celowo też popuszczałem ryby, by mogły wypiąć żyłkę z klipsa i 100% prób zakończyło się bezpiecznym wypięciem żyłki. Nie będę opisywał pracy samego kołowrotka, bo nie taki jest cel tego opracowania, a po drugie nie jestem kompetentny w tej kwestii. Hamulec pracuje płynnie, żyłkę nawija równo, nie przeszkadzają mi również małe luzy, bo przy tej półce cenowej nie ma to oczekiwać na cudu, choć posiadam kołowrotki tańsze i  trochę lepiej pracujące. Niemniej system ACS skutecznie zasłania te drobne mankamenty. 

20170702_183750.jpg.bd5c571ceda0d4b8e21fc361905caa47.jpg

Jeśli ktoś podobnie jak ja, ma problemy z precyzyjnym i powtarzalnym rzucaniem, wie że w łowisku są duże ryby i mogą zerwać żyłkę z klipsa lub też porwać wędkę do wody na skutek naszej nieuwagi, to szczerze polecam kołowrotki z tym rozwiązaniem. 

elvis

Który lepszy?

tapatalk_1489658507017.jpeg.3136054d02d4c3b34b71f9127a9fee4c.jpeg

Dawno nic nie pisałem......

Korzystając z chwili wolnego postanowiłem opisać i porównać kilka modeli podajników do methody typu Hybryda, Hydrus czy też Banjo. 

Z roku na rok na rynku pojawia się coraz większa liczba producentów, a Ci wymyślają coraz to lepsze rozwiązania. Duża konkurencja powoduje właśnie rozwój i spadek cen co nas wędkarzy szczególnie cieszy. Niestety lub stety wraz z tym pojawiają się podróbki, które niekiedy są nawet lepsze od oryginału. 

Jednak skupmy się na kilku wiodących markach i ich własnych pomysłach. 

Otóż pod lupę wziąłem podajniki Hybryda Guru, Dura Banjo Preston Innovacions, Hydrus Browninga i Aperio Mikado. 

tapatalk_1489658526157.jpeg.5d13db5facf67c3b66f4857128a44bcc.jpeg

Na pierwszy rzut pójdzie Hydrus Browninga.  Mam go najdłużej, a bynajmniej mam go od momentu gdy tylko trafił na Polski rynek. 

CAM01798.thumb.jpg.0cc204ee5b28689f0249af31a9b9121b.jpg

Już na samym początku moje wątpliwości wzbudziła foremka i luz między nią, a podajnikiem. Po pierwszych testach potwierdziły się obawy o to, że będzie trochę to niewygodne. Jednak po kilku próbach da się przywyknąć. 

CAM01786.thumb.jpg.b90ef5e39b1481dea0fd737139d76a1b.jpg

Inna bardziej męcząca kwestią było to, że koszyczek po zmontowaniu poprostu rozpadał sie na części. Wystarczyło pociągnąć za przypon. Niebyłbym sobą jakbym tego nie poprawił. Nic trudnego. Wystarczało zastosować inną ciaśniejszą tulejkę łączącą krętlik z rurką.  

CAM01810.thumb.jpg.914f6102376b66584f3639d375932903.jpg

Wiem, że w nowej serii producent zmienił to rozwiązanie i wyeliminował ten błąd. Jednak zniechęcony nie kupowałem już tej wersji. Inną niedogodnoscia był brak łącznika do szybkiej wymiany przyponu, ale i tu wystarczyło zamienić zwykły kretlik na taki ze specjalną agrafką. I to rozwiązanie również jest chyba w nowszej wersji. 

20170316_130028.thumb.jpg.1fb5410466e02728468de07cae0df872.jpg

Reasumując. Przy tej cenie i takiej marce spodziewałem się czegoś bardziej dopracowanego, choć sama cena nie jest duża w porównaniu do innych firm zachodnich. 

 

Nie używałem go zbyt często, bo pojawił się międzyczasie jeszcze lepszy podajnik Hybrid firmy Guru. 

CAM01800.thumb.jpg.7199e6db0120aee51d2ffc6950af6ef3.jpgCAM01807.thumb.jpg.a82dd18f69c6e080e3eeb152a8af86fe.jpgCAM01809.thumb.jpg.6c39388f5ce056ddf02f43542f64b7dc.jpg20160623_164312.thumb.jpg.3418cf2b43b7ea7495917a7557eff976.jpg20160623_164352.thumb.jpg.f89149092e1f7178462fdb10585666c6.jpg20160623_164726.thumb.jpg.65b0f5e3b334f3e79477ed3927f55ded.jpg

Wymieniony model zawrócił mi w głowie na dłuższą chwilę.

CAM01950.thumb.jpg.5d484ec651fa111275a5ba3382c2337a.jpg

Ten niemal pozbawiony wad podajnik towarzyszył mi do niedawna niemal na każdej metodowej wyprawie.  

Ale po kolei. Jest wykonany, a właściwie odlany z jakiegoś stopu metalu. Nie jest z ołowiu, więc jest Eko. Pasuje do niego foremka oś zwykłych podatników do methody Guru. Choć świetnie się go formuje samą ręką. 

Sama foremka jest jedną z lepszych tego typu  na rynku. Przewyższają ją foremki posiadające przycisk jak np. Prestona.

Wracając do podajników, bo one są głównym tematem,  producent zadbał niemal o każdy szczegół. Nawet malowanie jest wykonane w barwach kamuflujących. Są dostępne wersje posiadające gumowy amortyzator(X-Safe) ze specjalną szybkozłączką do szybkiej wymiany całego zestawu, jak również wersję in-line,  gdzie stosuje się specjalne łączniki do szybkiej wymiany przyponów. Jednak te łączniki służą do zestawów przelotowych i aby uzyskać zestaw samozacinający należy za podajnikiem w kierunku wędki zacisnąć niewielką śrucinę lub...zastosować łącznik Prestona. Pasuje idealnie. To jest mój patent!

Dodatkowo producent daje możliwość zakupu samych rurek w dwóch długościach, a od niedawna również w dwóch rodzajach amortyzatorów. 

20160627_214349-1.jpg.2029911efc5b69818b8192193457c4b2.jpg

Same podajniki występują w trzech rozmiarach i trzech wagach. Z tym, że średnie są tylko w dwóch.

Można je stosować do torebek pva. Posiadaja otwory dzieku ktorym możemy zamocować gumę przytrzymującą torebkę.

20160202_085115.thumb.jpg.f4777d3c2b66eacaed6725eca2aafd22.jpg

Świetne też na nieco głębsze łowiska i dalsze odległości dzięki wysokim burtom chroniacym zanętę czy pellet przed przedwczesnym rozpadem. 

Jedyną wadą jest cena. Sa to chyba najdroższe podajniki na rynku. Podsumowując myślę jednak, że warto je mieć. 

Następnym podajnikiem jest Dura Banjo od Preston Innovacions. 

20170316_125520.jpg.ee294fd4c5c225b67cc93e095a201310.jpg

Jest to następca starej poczciwej wersji Banjo. Wersja ta została zmodyfikowana i to naprawdę dobrze wyszło. 

Podobnie jak Guru, Preston swoje podajniki odlewa ze stopów metali które nie są toksyczne. Jakość wykonania jest nieznacznie gorsza, ale bez wpływu na całokształt. Kontrukcja bardzo przemyślana. 

Podobnie jak Guru występują zarówno w wersji in-line jak i z amortyzatorem. I podobnie jest też w kwestii wielkości i masy. Tu również mamy po trzy wersje. 

Jednak na szczególną uwagę zasługuje specjalny system szybkiej wymiany koszyczków tzw.ICM i służy do wymiany koszyczka na większy, mniejszy lub cięższy bez konieczności demontażu całego zestawu. Docenią to szczególnie wędkarze biorący udział w zawodach, gdzie liczy się każda sekunda. 

20170316_125532.thumb.jpg.603f55d46dbfcd77691c801463500d2f.jpg20170316_125605.thumb.jpg.375f1c7fe29597de58e273b62eed5bf0.jpg

Inna zaletą jest to, ze Preston w zastawie dokłada dodatkową rurkę i łącznik. Czego nie ma w Guru. No i te rurki Prestona są o wiele bardziej wytrzymałe od w/w. 

Na uwagę zasługuje oczywiście foremka. Nie jest konieczna, ale początkującym znacznie ułatwi ubijanie koszyczka. Posiada wspomniany wcześniej przycisk który pomaga wyjąć całość ze środka bez jego uszkodzenia.

Cena podobna do podajników Guru z tym, że bogatszy zestaw. 

Nowością są produkty firmy Mikado, a w szczególności Aperio. 

20170316_125958.thumb.jpg.ea2cf038296e6b9954e99ccc3a244e55.jpg

To Nowa konstrukcja w całości zaprojektowana przez testerów Mikado (nareszcie coś swojego ). Występuje w dwóch wielkościach i aż sześciu wagach!

Solidnie i dobrze wykonane. Jednak nie posiadają łączników do szybkiej wymiany przyponów, a jedynie krętlik. Niestety ale żaden z dostępnych mi łączników nie pasuje. Można spróbować podobnie jak u Browninga zastosować krętlik ze specjalną agrafka lub też zastosować łącznik do przelotowych zestawów np. Quick change beads od Drennana 9 mm. 

Edit: Jednak pasuje do Aperio zarówno łącznik Drennan jak i Guru. Nie wiem jak mogłem to przeoczyć. 

20170316_125818.thumb.jpg.11f81511c42e14907a60111a9ff27993.jpg

20170405_131712.thumb.jpg.8b4c471a08ace5b8f840fd40fe944399.jpg20170405_131728.thumb.jpg.5dfdff65d18ad067a0d4401ca1aafc67.jpg20170405_131747.thumb.jpg.6725879c19bf44fe5ece338174b83381.jpg20170405_131814.thumb.jpg.88ece2b9ea60e14da7ebf65415821790.jpg

Jednak cena skutecznie zaciera te niedogodności i w końcowym podsumowaniu jest na duży Plus. Jest to w chwili obecnej najtańszy podajnik dostępny na rynku.

Reasumując. Jest jeszcze kilka dostępnych na rynku modeli innych firm jak chociażby Matrix, ale głównie ze względu na ich brak w moim arsenale nie będę ich opisywać, choć je kilka krotnie oglądałem. Może kiedyś uzupełnię ten opis o recenzję miedzy innymi tych podajników, bo również są ciekawą alternatywą. 

 Jednak mając do wyboru zaprezentowane modele z czystym sumieniem mogę polecić zarówno Guru jak i Prestona. Na szczególną uwagę zasługuje Mikado zame swoimi nowościami. Cena i jakość mino pewnych braków daje mocne argumenty. 

Nie byłbym sobą gdybym nie zrobił czegoś po swojemu. Oto mój kiler. Koszt? Zero złoty! Jedynie czas i trochę chęci. 

20170315_215823.thumb.jpg.a387b42dd89892acc3210c72c74bace3.jpg

Wystarczy patyk od lizaka, nakrętka od mleka i kawałek blachy ołowianej. Szczegóły wkrótce w innym moim tekście na blogu. 

Zapraszam i dziękuję za uwagę. 

Poniżej kilka zdjęć z różnego rodzaju testów. 

CAM01797.jpg

CAM01795.jpg

20160708_093824.jpg

20160420_174053.jpg

20160420_172737.jpg

20160420_172723.jpg

20160420_173227.jpg

20160420_174247.jpg

20160420_174356.jpg

20160202_094312.jpg

20160202_095456.jpg

20160202_093535.jpg

20160202_093434.jpg

20160202_092711.jpg

20160202_085735.jpg

20160202_085649.jpg

20160111_124002.jpg

elvis

Jak wykonać przypon nie tylko do metody

W poprzednim artykule było wszystko o potrzebnych materiałach do wykonania przyponów. Opisałem również jakie są ich rodzaje i do czego je stosować.

Tym razem kilka słów o wykonaniu przyponów.  

Większość z nas już zakończyła sezon feederowy i można zacząć planowanie następnego. Jak wiadomo zimą mamy więcej czasu na przygotowanie sprzętu, uzupełnienie sprzętu i wiedzy. Jest to najlepszy okres na podsumowanie i analizę naszych zwycięstw i porażek. Te drugie mogą wynikać z błędów i niedbalstwa. Źle zawiązany haczyk czy zniszczona żyłka często prowadzi do straty ryb. Podobnie jeśli nasz przypon jest poskręcany może znacznie spaść skuteczność zacięć. Dlatego zachęcam do wiązania przyponów samemu. Nie jest to skomplikowana czynność i nawet ja ze swoimi palcami do fortepianu, ale noszenia, daję sobie świetnie radę. Dla ułatwienia  pracy możemy wykonać sobie taką pomoc techniczną w postaci kawałka listewki z kilkoma odmierzonymi otworami i dwa kawałki drutu (gwóźdź lub tak jak u mnie kawałek szprychy). 

 

20161229_110946.jpg

Poniżej potrzebne akcesoria pomocnicze 20161229_111226.jpg


Na początek tniemy żyłkę, plecionkę czy fluorocarbon na odpowiednie kawałki. Do wykonania przypony i długości 10 cm(4") potrzebujemy około 30cm kawałków. I tu już z pomocą przychodzi nasz przyrząd.  Jak na zdjęciu niżej ustawiamy kołeczki na żądany wymiar i nawijamy tyle razy ile chcemy zrobić przyponów. Następnie chwytamy za końce i rozcinamy. I tak w prosty sposób w krótkim czasie mamy przygotowywane równe odcinki linki. W taki sam sposób możemy uciąć odpowiednio krótsze lub dłuższe, by wykonać inny rozmiar przyponów. 

20161229_110935.jpg

A to kilka już pociętych kawałków wraz z pozostałymi potrzebnymi elementami zestawów. 20161229_111747.jpg

Następnie wiążemy gumki, pushstopy czy też igły di mocowania przynęt. 

20161229_114502.jpg20161229_114521.jpg

Ważne by wiązać pushstopa wykonać trochę większą pętelkę. Tak by w środku niej stoper mógł się swobodnie obracać. Pozwoli to uniknąć przegrubienia i nie będzie nam to utrudniało przełożenia stopera lub rozłupania przynęty przez zbyt gruby stoper. Ma to miejsce bardzo często przy gotowych przyponach.

20161229_114530.jpg

Następnie  nawlekamy kawałek rurki (wężyka )silikonowej na żyłkę. Posłuży ona jako tzw. pozycjoner włosa z przynętą względem haka. Ma to znaczenie przy samo zacięciu. Można też dokonywać lekkich korekt długości włosa. 

20161229_130815.jpg

No i dochodzimy do wiązania węzła. Ja w zasadzie używam tylko "węzła bez węzła". Jest bardzo prosty w wykonaniu i bardzo wytrzymały. 

20161229_131142.jpg

Nie będę opisywał jak się go wykonuję, bo to przerost formy nad treścią. W największym skrócie.

Przekładamy żyłkę od zewnątrz do środka (w  stronę grotu) i nawijamy kilkukrotnie w kierunku łuku kolankowego. Następnie obrót lub dwa w kierunku oczka haczyka i ponownie przez oczko z zewnątrz do środka. To bardzo ważne by żylka zarówno wchodziła jak i wychodziła od wewnętrznej strony. I tyle. 

20161229_133334.jpg

 Ponownie korzystamy z naszego przyrządu lub innych specjalnych jak np. w piórniki Guru, by zawiązać równe przypony. Przy odrobinie wprawy bez problemu utrzymamy się w 2-3 mm różnicy w długości. 
Jak to zrobić? Ano nic prostszego, wystarczy na jeden kołek zaczepiać haczyk, a na drugi nawinąć linkę. Następnie cały czas trzymać żyłkę na kołku delikatnie wyjąć z listewki z przyponem i zdjąć haczyk z drugiego. Po czym w zasadniczym miejscu po wyjęciu kołka zawiązać małą pętelkę. Można ją zrobić za pomocą specjalnych przyrządów Easy Loop i innych, albo tradycyjnie rękoma.

20161229_133437.jpg20161229_133450.jpg20161229_133511.jpg20161229_134526.jpg

Jak widać poniżej są równe. 

20161229_135002.jpg

20161229_135031.jpg

I do portfela...

20151104_152852.jpg

 Nic tak nie cieszy jak ryba złowiona na przypon własnej produkcji, no może jeszcze widok jak tak ryba odpływa uwolniona by cieszyć innych. 

IMG_20161223_084304.jpg

20160924_173553.jpgtapatalk_1474966309474.jpegtapatalk_1474966326005.jpeg
NA ZDJĘCIU BAJECZNE KARPIE Z ŁOWISKA "DLA RYB" ŁUGI WAŁECKIE

Oczywiście przedstawiony sposób można wykorzystać do robienia przyponów nie tylko do method feeder, ale i do zwykłego feedera czy odległościówki gdzie również wykorzystujemy przypony włosowe. 

Powodzenia! 

elvis

Przypony do method feeder - kupić czy zrobić

20151104_152852.jpg

    Przypony do metody - zastanawialiście się może, czy opłaca się robić przypony samemu, czy może lepiej kupić gotowe?

Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Jeszcze do niedawna metoda (method feeder) nie była tak popularna, jednak od mniej więcej dwóch-trzech lat mamy znaczny wzrost zainteresowania tą techniką wędkowania. Przywędrowała do nas z wysp, gdzie jest bardzo popularna, szczególnie wśród zawodników. Metoda głównie stosowana jest na płytkich łowiskach komercyjnych. Jest to dość specjalistyczna metoda, która wymaga zastosowania specjalnych koszyczków, przyponów, zanęty, a nawet wędek.  Tak więc przypony do metody są już dość łatwo dostępne i większość firm wędkarskich ma je w swojej ofercie. Ceny i jakość są różne. Od około 6 zł za opakowanie  (8-10 szt) do nawet 20 zł. Z jakością też bywa różnie. Jeżeli już zdecyduję się na zakup gotowych, to ja polecam jedynie sprawdzone markowe produkty. Do najlepszych wg mnie należą: GURU, Drennan czy Preston Innovations. Jednak musimy za nie sporo zapłacić. Ja kupuję głównie po to, by mieć na wzór do wiązania własnych przyponów,  no i na czarną godzinę. 

Na początek trzeba byłoby wspomnieć jakie znacznie ma przypon. Otóż w metodzie używamy najczęściej krótkich przyponów od około 7-12 cm. Wykonanych z grubej żyłki lub też fluorocarbonu. Żyłki przeważnie stosowane do wykonywania przyponów mają średnicę w granicach 0,18-0,26 mm. Rzadziej zrobione są z plecionki, choć też takie posiadam i stosuję w niektórych sytuacjach. Przypony wykonane z plecionki wykonuję na specjalne okazje. Wtedy gdy nie mam możliwości poluzować żyłki rybie np. ze względu na zaczepy, stosując duże podajniki XL i nastawiając się tylko na duże ryby. Stosowanie jednak takich przyponów niesie ze sobą ryzyko uszkodzenia rybiego pyska. Cienka i ostra plecionka bez problemu rozcina walczącej rybie wargę. Istnieje możliwość wykonania przyponów z grubszej plecionki jednak i tu są problemy choćby z wielkością oczka w haczyku. Można pomagać sobie np. przyrządem do nawlekania nitki. I ten przyrząd bardzo dobrze się sprawdza przy przewlekaniu plecionki przez pushstop. Wśród wędkarzy panuje przekonanie, że przypony z plecionki straszą ryby przez co dają mniej brań. Ja je stosuje w konkretnych sytuacjach i nie zauważyłem dużej różnicy. Jedynie mam więcej ryb wyholowanych. Głównie dlatego, że tak krótki przypon z żyłki nie wytrzymał holu i pękał. Stosowałem różne żyłki i przy moich walecznych rybkach nie dawały rady. Zaraz ktoś powie, że można było zrobić przypon z 28-stki, a główną dać np. 0,30, ale jak łowić pod nogami (w odległości 10-15 m) na pickera 2,7 m takim zestawem. Gdzie jest przyjemność z wędkowania. Pomijam fakt, że tak grubych żyłek nie daje się po prostu przewlec przez oczko w haczyku. Dlatego zacząłem używać przyponów wykonanych z plecionki. Są na rynku dostępne plecionki które będą spełniać wymagania, jak choćby to, by nie były tak miękkie aby wykorzystać efekt pozycjonowania haczyka i nastąpiło samo zacięcie.

20160216_113103.jpg
    Dlaczego,takie krótkie i z grubej żyłki?

    Bo metoda ta jest przeznaczona,a właściwie została stworzona do szybkościowego łowienia karpi na zawodach. Zestawy są najczęściej samozacinające. I tu właśnie najlepiej zdaje egzamin krótki i sztywny przypon. Przypon taki ułatwia efekt samozacięcia. Dodatkowo, taki przypon najczęściej zakończony jest hakiem bezzadziorowym lub z mikrozadziorem, co jeszcze bardziej ułatwia zacięcie. Haki bezzadziorowe mają jeszcze kilka ważnych cech, jak chociażby to, że są "przyjazne" dla Ryb(.pl)  tzn. nie powodują takich ran jak zwykłe haki. Kolejną zaletą takich haczyków, jest to, że łatwo jest je wyjąć z pyska ryb. Bardzo często się zdarza, że haczyk o coś się zaczepi np. o siatkę podbieraka lub nawet o część odzieży. 

 

20161222_113704.jpg20161222_112630.jpg20161222_112638.jpg20161222_113921.jpg

20161222_113712.jpg20161222_113719.jpg
Powyżej (według mnie) jedne z najlepszych haczyków do metody

 

    Panuje powszechna opinia, że z haka bezzadziorowego spadają ryby. Owszem zdarza się, jednak nie jest to wina tylko haka bezzadziorowego, lecz także innych czynników, jak chociażby zbyt siłowy hol, zbyt sztywna wędka, gruba nie rozciągliwa żyłka, zbyt mały lub źle dobrany haczyk. Wyjściem z takiej sytuacji jest zmiana wędki na miękką, bardziej paraboliczną, zmiana rozmiaru lub kształtu haka, czy też zastosowanie specjalnego koszyczka z zamontowanym gumowym amortyzatorem.

 

CAM01905.jpgIMG_201612348_010634.jpg

20160216_114715.jpg
Moje ulubione na zdjęciu powyżej

    Ja stosuję haki w/w firm w rozmiarach od 8-18. Najczęściej są to jednak rozmiary 10-14. Haczyki z oczkiem wykonane z grubego mocnego drutu ze stali węglowej. Dlaczego takie mocne? Bo jak pisałem wyżej, metoda ma zastosowanie głównie do połowu ryb średnich i dużych. Można oczywiście łowić i małe ryby, ale ja jednak małe wolę łowić bardziej finezyjnie, chociażby zwykłym zestawem z koszyczkiem na pickera. 

    Wracając do głównego pytania. Moim zdaniem bardziej  opłaca się wiązać przypony samemu. Jest to dwukrotnie tańsze niż kupowanie gotowych. Dodatkowo możemy sami decydować jak długi ma być włos czy jaką gumkę zastosujemy. To samo dotyczy długości i średnicy zastosowanej żyłki.

20160204_072401.jpg

Na małe i średnie ryby.20151130_215352-1.jpg

  Nad wodą, są sytuacje w których stosuje się dłuższe przypony od standardowych 3-4". Jest to uzależnione głównie od wielkości i gatunku poławianych, rodzaju dna i przynęty. Każdy gatunek ryb pobiera pokarm w inny sposób i nie pozostaje to bez znaczenia przy budowie zestawów. Duże ryby np. potrafią zasysać pokarm z dużej wysokości i wtedy wymagane są nieco dłuższe przypony. Podobnie ma się problem z długością włosa. Tu np. amur i budowa jego pyska również wymaga zastosowania innych zestawów końcowych. Oczywiście nie musimy nic zmieniać i spokojnie stosować standardowe rozwiązania. Zmiany są z reguły wymuszone przez konkretne sytuacje jak choćby częste spinki ryb lub puste brania.

 Nie bez znaczenia jest znajomość anatomii ryb i sposobu pobierania pokarmu. Zdobyta wiedza pozwala nam zrozumieć zachowania się ryb i zoptymalizować nasze sposoby łowienia tak aby były one jak najbardziej efektywne. W dzisiejszych czasach pomaga nam w tym technika jak choćby kamery podwodne, echosondy i inne ustrojstwa z telefonem włącznie. Tak więc wykonywane przez nas przypony dają nam możliwość, by natychmiastowo zareagować na pewne nowe sytuacje nad wodą, czy też inne zachowania ryb. Method feeder to aktywna forma wędkowania i jeśli nie ma brań, a wiemy że ryby są w łowisku to należy cały czas kombinować i zmieniać aż do skutku. Ja zaczynam od zmiany przynęty, a do tego potrzeba właśnie różnych przyponów, których nie dostaniemy w sklepie.
Panowie i Panie, idzie zima i będzie więcej czasu by się dobrze przygotować do następnego sezonu. Można ten okres wędkarskiego przestoju przeznaczyć choćby na wiązanie przyponów. Wbrew pozorom nie jest to trudne i czasochłonne. Jest mnóstwo filmików na YT na ten temat. Ja przedstawię tylko kilka zdjęć dla zobrazowania tematu. 

 

Poniżej  różne warianty mocowania przynęty 

20151104_124729.jpg
    Specjalne igły od Browninga

CAM01301.jpg
    Gumki Stonfo i Drennan

20151104_124539.jpg
    Pushstop Drennan

IMG_201612348_010705.jpg
    Piórnik na przypony Guru. Polecam 

20151104_152927.jpg
    Przykładowy Fluorocarbon na przypony

20161223_125323.jpg

20151104_130949.jpg
    Piórnik własnej produkcji 

CAM01089.jpg

CAM01360-1.jpgCAM01466.jpg

 

20151104_152901.jpg20151104_152908.jpg

20160202_085320.jpgCAM01287.jpg

20151104_124445.jpg20161222_113808.jpg

20161223_100211.jpg20161223_100428.jpg

20161223_102057.jpg20161223_102334.jpg

20161223_114920.jpg20161223_114943.jpg

20161223_115007.jpg20161223_124123.jpg

20161223_124141.jpg20161223_125132.jpg

20161223_125137.jpg20161223_125149.jpg

elvis

Z pamiętnika Elvisa 

20160924_173553.jpg

Dzień pierwszy, czwartek 22.09.2016 r.
Już od samego rana podekscytowanie i odliczanie godzin do spotkania. Dzień w pracy się strasznie dłużył. 
Udało się jakoś wytrzymać tylko do szesnastej, bo początkowo planowałem robić trochę dłużej. Miałem jeszcze sporo roboty przy pakowaniu, więc szybko po pracy do domu. Jak się okazało wcale tak długo mi nie zeszło i miałem więcej wolnego czasu. W międzyczasie doszła informacja o złapanej dużej rybie. To dodatkowo podgrzało atmosferę. Wstępnie się umawialiśmy na wyjazd o godzinie 02:00 i już była szansa na krótką drzemkę, ale jak tylko przymknąłem oczy o godzinie 23:58 zadzwonił telefon i po spaniu. Po kilku minutach przyjechał po mnie Ostap z kolegą Karolem (o nim później). O godz 00:30 wyruszyliśmy w drogę. Przed nami było 435 km drogi. Jak się okazało droga minęła bardzo szybko i bezpiecznie dojechaliśmy na miejsce. 
Piątek, dzień drugi 23.09.2016

20160925_072254.jpg
Dotarliśmy jeszcze przed świtem. Noc była bardzo zimna, bo o 06:00 było tylko +2°C. Na miejscu czekał na nas Prezes Grendziu, szef szefów. Przywitanie i krótkie rozpoznanie. Zapada decyzja, że pierwszy dzień spędzimy obok siebie na integracji i dopiero następnego dnia rano zaczniemy wędrować po zbiorniku za rybami. Tak też się stało. Rozłożyliśmy sprzęt zaraz obok rybaczówki i z niecierpliwością czekaliśmy na resztę towarzystwa. 
Po porannym zimnie wraz z upływem czasu przyszło duże ocieplenie i nastała ładna pogoda. Jeszcze przed dziesiątą przybył Arunio nasz "tata".

tapatalk_1474968558973.jpeg

Do wody powędrowały pierwsze zestawy. 

tapatalk_1474968534245.jpeg
20160923_084233.jpg

20160923_084216.jpg

Tu następuje załamanie czasoprzestrzeni. Trafiłem w inny wymiar. Nic nie pamiętam. 
Kolejny toast i kolejny. I jest!!!!
Następuje branie, jednak pęka przypon i ryba odpływa. Następuje cisza. Tylko pozornie, bo na brzegu gwarnie i wesoło. Branie było u kolegi Karola. Jak się okazało to było wędkarskie odkrycie Zlotu. Zarówno przynęty, techniki jak i metody połowu. Sam Karol również był gwiazdą wieczoru i to niejednego. Niezwykle sympatyczna i towarzyska osoba. Przy nim nie można się nudzić. Do dzisiaj mam zakwasy mięśni brzucha, oczywiście od śmiechu. Tu by trzeba było się zatrzymać na dłużej. 
Jednak wróćmy do wędkowania. Czas mijał, a rybki nie chciały współpracować. Na nic profesjonalne zestawy karpiowe czy też metodowe. Na nic echosondy, łódki i super mieszkanki z Anglii. Nic. Cisza. Choć nie do końca. Od czasu do czasu błogą ciszę przerywał Karol i jego zdobycze. Do dzisiaj nie wiem jak on to robił. Co by nie wrzucił i gdzie by nie rzucił to trafiał na rybę. Nie wszystkie udało się wyjąć, ale już na początku ustawił dość wysoko poprzeczkę, bowiem złowił karpia 4.300 kg. 

20160923_183802.jpg
Wraz z upływem dnia docierali kolejni fanatycy wędkarstwa, rybactwa i miłośnicy przyrody. 
Dotarł również nareszcie długo oczekiwany Piotr vel Kotwic. Człowiek orkiestra. Gość którego nie da się nie lubić. Zapadła noc, a wraz z nią przyszedł czas na odpoczynek po dość długiej podróży. Jednak nie wszystkim było dane odpocząć. Byli tacy, którzy dopiero teraz zaczęli wędkowanie. Noc była ciepła, bo około 10°C. Tak więc można było posiedzieć przy kijach. Rybka też wyraźnie się ożywiła. Do rana padło kilka sztuk na zestawy karpiowe wywożone dość daleko łódkami zanętowymi. Pozostałe zestawy gruntowe na czas odpoczynku były zwijane, głównie z powodu dużych ryb znajdujących się w wodzie. 

tapatalk_1474968599453.jpeg
Dzień trzeci, sobota 24.09.2016
Pobudka nastąpiła dość wcześnie rano. Jednych obudziły ryby innych kac. 
Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami postanowiliśmy ten dzień głównie spędzić na wędkowaniu. Oczywiście z przerwami. 
Razem z Aruniem udałem się pod brzozę. Były tam dwie obiecujące miejscówki.....

Tak więc dzień trzeci to mój dzień. Tak mi się wydawało, ale po kolei. 
Przygotowaliśmy razem z Aruniem miejscówki modelowo. Łowisko zostało starannie wygruntowane i oznaczone markerem. Następnie zostało zanęcone spombem mieszanką ziaren, mixem pelletów i kruszonych kulek. 
Po chwili powędrowały pierwsze zestawy. I cisza....
W nadziei czekaliśmy na pierwsze branie tym bardziej, że Karol cały czas coś tam łowił lub zrywał.

tapatalk_1474968472630.jpeg.

Godziny mijały nieubłaganie, a brań jak nie było tak nie ma. Postanowiliśmy zrobić przerwę na obiad. 
Po powrocie na łowisko ponownie zestawy powędrowały do wody. Mijały kolejne minuty i nic. Przerobiłem całą paletę przynęt od zwykłych pelletów do najbardziej znanych i cenionych producentów przez te autorskie wynalazki i nic. Pocieszające jest to, że nikt nic nie łowił oprócz Karola oczywiście. Jak się wydawało amator, przepraszam za porównanie, ale przy tym naszym sprzęcie i całej tej otoczce tak to wyglądało, dał myślę, że nie tylko mi kolejną lekcję pokory. Naprawdę pełen szacun.

20160923_183815.jpg
I tak sobie siedziałem i kombinowałem w samotności co tu jeszcze mogę zmienić czy sprawdzić, bo mój towarzysz podszedł świętować swoją"osiemnastkę". Nic mi nie przychodziło do głowy. Postanowiłem oderwać się na chwilę od myślenia i poszedłem trochę się zintegrować. Tu z kolei też się działo. Kolega Kotwic nasz naukowiec, prowadził bardzo ciekawe wykłady z zakresu ekologii, wędkarstwa, rybactwa i życia. Niestety musiałem opuścić część wykładu bo jeden pan mi strasznie wjechał na ambicje, że dwa dni na rybach i nic jeszcze nie złowiłem. 
Tak więc udałem się ratować honor. Jakież było moje zdziwienie gdy po dotarciu na miejsce okazało się, że w czasie mojej nieobecności miałem branie. Właściwie już po drodze zauważyłem ściągnięty marker. Jeszcze bardziej się zdziwiłem gdy podczas zwijania zestawu okazało się, że na końcu była ryba. Wiem to było nierozsądne, ale presja złowienia ryby była tak duża, że postanowiłem zaryzykować stratę wędki. Podczas ściągania okazało się, że ściągam jeszcze drugi zestaw. Zestaw był zakończony hakiem bezzadziorowym, ale ryba się nie wypięła. 
Po krótkim holu udało się wyjąć pięknego karpia. Waga pokazała 6.640 kg. Poczułem ulgę. Teraz mogłem się cieszyć pełną gębą. 

20160924_173539.jpg
To była ryba dnia. Do końca dnia wpadło jeszcze kilka mniejszych ryb nie tylko na swoje zastawy, ale w drodze do rybaczówki miałem okazję połowić kilkukrotnie na Karola wędki. Raz miałem piękny dublet. No i wszystko by było pięknie, gdyby nie syrenki.....emoji6.png 
Choć przez chwilę czułem się jak król. 
20160924_173548.jpg

Czas mijał nieubłaganie, a rybki coraz lepiej żerowały. Nastał wieczór, a wraz z nim nadzieja na większe ryby. Niestety, przed snem udało się złowić jeszcze tylko jedną rybkę i zmęczenie materiału nie pozwoliło na nocą zasiadkę. Dopiero nad ranem wróciłem do kijów. Noc tym razem była ponownie bardzo zimna, bo tylko +2°C. Jednak chęć złowienia rybki była większa. I tak też się stało.
20160925_072318.jpg
Dzień czwarty - ostatni!
Zaraz po opuszczeniu ciepłego auta udało się złowić karpia, który postawił wysoko poprzeczkę ale dlatego, że zaplątał się żyłką za płetwę i walczył naprawdę bardzo zaciekle. Na dobrą sprawę nie był mały, taki standard na tym zbiorniku, bo miał 3,8 kg.
Jednak momentami chodził jak dycha.
Międzyczasie doszły do nas wieści o nocnych połowach kolegi Ostapa na karpiówkach. Rzutem na taśmę zostałem zdetronizowany o niecałe 200g.

tapatalk_1474968452831.jpeg

Szczerze mu gratuluję, bo nie wynik był najważniejszy tylko świetna zabawa w wybornym towarzystwie.

tapatalk_1474968440580.jpeg

Dla zwycięzcy były przewidziane nagrody ufundowane przez sponsora: firmę McKarp, polskiego producenta zanęt, pelletów, dipów i aromatów wędkarskich.

tapatalk_1474968636987.jpeg
Było tego naprawdę dużo i starczyło dla wszystkich.

20160923_130429.jpg
Ostatnia ryba należała do mnie, a był to piękny ponad dwukilogramowy karp pełnołuski. To świetna sportowa ryba.
W sumie w ciągu 48 godzin złowiliśmy ponad dwadzieścia karpi, kilka szczupaków i okoni. Świetnie się przy tym bawiąc.
Jeszcze przed wyjazdem zaplanowaliśmy następne spotkanie, które odbędzie się już za kilka miesięcy na Rybomanii i oczywiście Zlot w przyszłym roku.

tapatalk_1474968372776.jpeg
W imieniu Zarządu i swoim dziękuję wszystkim za przybycie, pomoc w organizacji i aktywne uczestnictwo w zlocie. Dziękuję Prezesowi za jego wkład w cały projekt dlaRyb.pl, dziękuję sponsorom i koledze RS za użyczenie sprzętu do testowania.
Dziękuję kolegom wspólnej podróży Ostapowi i Karolowi, bo dzięki nim mogłem szybko i bezpiecznie dotrzeć zarówno na Zlot jak i do domu, a przy tym świetnie się bawiłem.
Szczególne podziękowania dla naszej Małej za niespodziankę.
Do zobaczenia niebawem.

A tu trochę więcej zdjęć: 

20160924_184024.jpg

tapatalk_1474968640107.jpeg

tapatalk_1474968623221.jpeg

tapatalk_1474968422867.jpeg

tapatalk_1474966326005.jpeg

tapatalk_1474968650197.jpeg

20160923_130517.jpg

20160923_130551.jpg

20160923_094927.jpg

elvis

Zmiana warty- czyli czas na młodzież

Ja nie mam czym się pochwalić, ale.... Mój syn był dzisiaj na zawodach o Puchar Burmistrza. Jak już gdzieś pisałem, mam chwilowy kryzys i nie mam ochoty na zawodnicze łowienie. Tak więc postanowiłem na te dość prestiżowe zawody wystawić syna. Zawody z roku na rok są coraz mocniej obsadzone. Przyjeżdżają zawodnicy z okolicznych miast i to ścisła czołówka okręgu. Tak więc jest z kim walczyć.

Jeszcze kilka lat temu spokojnie mieściłem się na podium lub tuż za, a w najgorszym wypadku w pierwszej dziesiątce. Teraz jest znacznie trudniej. Jest coraz więcej "młodych wilków" i to dobrze rokujących. Tak więc trzeba powoli ustępować miejsca młodszym adeptom wędkarstwa.
Poczyniłem już nawet pierwsze kroki, wystawiając swojego syna.

Start zawodów.

Pomijając małe wpadki organizacyjne jakoś udało się wystartować. Nie obyło się bez problemów jak chociażby brak miejscówek. Po losowaniu okazało się że nie mamy gdzie łowić tzn. nasza miejscówka była w znacznej odległości od sektora i do tego nie spełniała warunków uczciwej i równej rywalizacji. Po wymianie zadań z organizatorem udało się znaleźć kompromis i można było rozpocząć łowienie. Miejscówka nie była obiecująca. Głębokość około 0.5 m na bacie 4 m i około 75 cm na szóstce. Z tym, że na 6-stce były drzewa nad głową. Na szczęście pogoda była sprzyjającą, może nawet aż za bardzo. Słońce strasznie mocno osłabiało organizm i z biegiem czasu utrudniało łowienie.



d456a939385a38964cd912932db63936.jpg



Jak przystało na tatę trenera, przygotowałem młodemu sprzęt i mieszankę gliny z zanętą. Nie nastawialiśmy się na sukces więc i jokersa nie mieliśmy. Pinka była naszym jedynym mięskiem. Mrożona do zanęty, a żywa na hak. Jako, że młody był jednym z dwóch juniorów startujących wśród seniorów na równych zasadach trzeba było opracować taktykę na cztery, a nie tak jak to wśród juniorów na trzy godziny łowienia. To były jego pierwsze zawody w których łowił w pełni samodzielnie. Z reguły zawsze mu coś pomagałem. Tym razem tylko rozłożyłem sprzęt, wymieszałem zanęty i pomogłem przy formowaniu kul.




c98c6641e94909014da1c9d2e455600e.jpg

 


Przyszedł czas wędkowania. Kule poszły do wody na 4-kę i wystartowaliśmy. Już w pierwszych sekundach po strzale złowił plotkę. Za chwilę drugą. Nieźle się zapowiadało. Przyznam, że sam byłem w szoku. Tak blisko i płytko, a tyle ryb. No i po dwóch godzinach łowienia przyszła posucha. Słońce wyszło zza drzew i bardzo mocno grzało. Rybki bardzo szybko się schowały w głębszej wodzie. Po blisko godzinie ciszy przyszedł kryzys. Młodemu odeszła ochota na łowienie i pojawiło się zmęczenie. No cóż, trzy godziny intensywnego machania kijem w takim upale potrafi starego wykończyć, a co dopiero 12-sto latka.

 

 

ddec7795c3a4eb0b96aff4381a77dd88.jpg

51587884e7de15a2cf1411de8db4eedb.jpg27e7487fc6f57cc3b64926885efa4c16.jpg

 

 

Próby poszukiwania ryb w toni nie przynosiły skutku i przyszła kolej na zmianę taktyki. Zaproponowałem by rozłożył 6-stkę i tam poszukał ryb. Nie za bardzo był chętny, bo to już cięższe wędkowanie mimo dość lekkiego sprzętu. Jednak dał się przekonać. Mimo, że miejsce nie było nęcone postanowiłyśmy spróbować. Kilka kulek robionych jedną ręką (tak stanowi regulamin) i do wody powędrował zestaw. Już pierwsze wstawianie dało branie, co prawda niezacięte, bo to inne łowienie i potrzeba chwili by się przestawić. Następne już poprawnie zacięte i jest rybka. Tym samym wróciły siły i chęci do dalszego łowienia. Gdy nastąpił  koniec zauważyłem widoczne na twarzy zadowolenie, bo to nie było łatwe łowienie.


Przyszedł czas na ważenie. Sektor był sektorem śmierci, jak mawiają zawodnicy. Czołówka zawodników w jednym sektorze, a między nimi młody. Już w drodze na ryby go uprzedzałem by nie liczył na puchary ani na pierwszą dziesiątkę, bo to raczej nierealne. Zawody nie przewidują klasyfikacji juniorów, tak więc musiał rywalizować na równych zasadach z innymi. W sumie było 33 zawodników, a wśród nich dwóch juniorów i jedna kobieta. Po ważeniu okazało się, że nie jest tak źle. Zajął 5 miejsce w sektorze, a 13-ste w klasyfikacji generalnej z wynikiem 2340 pkt. Oczywiście czołówka nie zawiodła. Jednak młody swoim wynikiem nie odstawał od innych, a nawet kilku pokonał. Jestem pod dużym wrażeniem. Mimo błędów i kilkunastu straconych ryb wynik cieszy. Widoczny był szczególnie brak treningu. Dużo czasu tracił na odczepianie ryb i zakładanie robaków. No, ale jak się łowi tylko 2-3 razy w roku to i tak dobrze. Jestem bardzo zadowolony z sukcesu juniora.
 

 

726c2beaa1fa124bd6c145c35e9774e6.jpg

9fc5e2e3fb074c6087fdc273269e4940.jpg

elvis

Testy pelletu - poradnik

Kolejny raz zainspirowany przez kolegów wędkarzy postanowiłem zrobić mały test.
 

20160708_100354.jpg

 

Test dotyczy sposobu i czasu namaczania pelletu i jego pracy. Od razu napomnę, że nie jest to żadna reklama. Co prawda pellet nie został wybrany przypadkowo, bo w sieci nawiązała się na jego temat dyskusja. Tak się składa, że akurat jestem szczęśliwym posiadaczem takiego pelletu. Mowa jest o pellecie firmy Bait-tech. 

 

20160707_181338.jpg

 

Do testu zostaną użyte po trzy próbki pelletu w dwóch rozmiarach 2 i 4 mm. 

 

20160708_073002.jpg20160708_084657.jpg

 

Pellet  będzie namaczany w trzech różnych okresach czasu.  I tak pellet 2 mm:od lewej 30 s. ; 1 min.  i 2 minuty. 

 

20160708_090706.jpg

 

20160708_084704.jpg20160708_084710.jpg20160708_084714.jpg

 

Pellet 4 mm: 1 min. ; 2 ,5 minuty i 4 minuty. 

 

20160708_073220.jpg20160708_073634.jpg20160708_081051.jpg

 

Czas oczekiwania na odpowiednią kleistość do łowienia to około 40-50 minut dla obu średnic. Jak widać na zdjęciach już bezpośrednio po namoczeniu są widoczne niewielkie różnice. 

 

20160708_093935.jpg

 

Wnioski: pellet bardzo łatwo przemoczyć. Jednak w odróżnieniu od innych producentów ten nawet w takiej formie nadaje się do użytku. Co prawda nie pracuje tak intensywnie, ale tworzy fajną chmurę. Sam pellet jest jakby stworzony do pellet method feeder. Tu będzie idealny, bo szybko pracuje i mocno puchnie. W koszyczkach do metody też się dobrze spisuje z tym, że jeśli go nieznacznie przemoczymy to będzie ciężko go po pierwsze uformować, a po drugie wyjąć z foremki.

 

20160708_093824.jpg

 

Tu pewnym ułatwieniem będzie zastosowanie koszyczków typu Hybrid Guru lub inne podobne. Prawidłowo namoczony pellet ma wyczuwalną twardszą grudkę w środku. Przemoczony jest ciapowaty. W ogóle ten pellet ma taką specyficzną konsystencję i miękką powłokę.

 

20160708_084807.jpg

 

W trakcie dochodzenia pelletu nie powinno się go mieszać by właśnie tej zewnętrznej warstwy nie uszkodzić. Przemoczony pellet słabo się klei. 
 

Podsumowując. Pellet bardzo ciekawy ze względu na swoje właściwości pracujące i nie typową konsystencję. Wg mnie do prawidłowego namoczenia pelletu 2 mm potrzeba nie więcej niż 1 minutę, a do 4 milimetrowego 2-3 minut.

 

20160708_083128.jpg20160708_094159.jpg20160708_094504.jpg20160708_094832.jpg20160708_095646.jpg

 

W przypadku przemoczenia  polecam zmiksować go z chlebem tostowym o czym więcej pisałem w moim poprzednim temacie. 

 

20160623_164324.jpg

A to powstało po wymieszeniu resztek do testów. Wg mnie najlepszy mix ?20160708_100321.jpg20160708_100411.jpg20160708_100955.jpg

20160708_082657.jpg

 

Ps. Dziękuję koledze Andrzejowi P. za pomoc i cenne wskazówki, no i pozdrawiam kol. Bartosza M. 

elvis

Metoda i sposób na przemoczony pellet

Z pewnością zdarzyło wam się przemoczyć pellet w trakcie jego nawilżania. Czyli zrobić tzw. beton. Mnie się też to zdarza, tym bardziej przy nowych "pelletach" typu granulat paszowy. Robię sporo testów wody by określić pracę i sposób nawilżania. Często specjalnie leje za dużo wody, by znaleźć granicę przy której pellet przestaje pracować. Tańsze pellety mają tendencję do zbyt dużego klejenia i łatwo je przemoczyć. Nie inaczej było i dzisiaj.

W trakcie przygotowywania małej porcji pelletu na wieczorną krótką sesję nieopatrznie nalałem odrobinę za dużo wody. O tyle za dużo, że wrzucony do wody podajnik nie chciał puścić kulki. Bynajmniej nie tak szybko jakbym chciał. Wyrzucić szkoda. To sporo kosztuje. No i co tu zrobić. Już miałem rozrabiać nowy, ale ...  Nie . Po co?  Przecież można coś zrobić. Tak się akurat składało że chwilę wcześniej robiłem prasowany chleb tostowy wg.przepisu Luka.  Zastanawiałem się czy nie zmielić pozostających produktów ubocznych jakim są odcięte skórki chleba.

 

 

20160623_164312.jpg

Płatki kokosowe? Nie to tylko resztki chleba, po miksie.

 

No i jak pomyślałem tak zrobiłem. Jako że nie mam rozdrabniacza to do tego celu użyłem młynka do kawy. 

20160623_165140.jpg
Zwykły mikser daje radę

 

Poszło. Trochę się zagrzał, ale dał radę. I po raz kolejny nagły przypływ pomysłów. Zmielony chleb był zbyt suchy by go użyć do koszyczka, a tym bardziej do metody. Tu właśnie przyszła kolej na pellet. Ten sam, który wcześniej rozmoczyłem. Ponownie w ruch poszedł młynek, ale tym razem jako mieszalnik. Wsypałem w proporcjach 1:1 pellet i zmielony wcześniej chleb, a właściwie jego skórki i ponownie zmiksowałem. 


 

20160623_164324.jpg
Całość dobrze zmielona i zmiksowana

 

Małymi porcjami udało się przygotować odpowiednią porcję na dwie godziny łowienia. Przyszła kolej na próbę wody. Jednak najpierw sprawdziłem konsystencję mixu na sucho, aby ewentualnie go dowilżyć lub osuszyć większą ilością chleba. Wstępnie wszystko ok. Ubiłem koszyczek do metody i do wody.

 

20160623_164352.jpg


Wynik testy przeszedł moje oczekiwania. Praca super. Nic szybko obsypał się z koszyczka odsłaniając i uwalniając przynętę. Jestem pod dużym wrażeniem. Niejedna firmowa mieszanka nie pracowała tak ładnie. 

 

 

20160623_164726.jpg
Bardzo ważna próba wody - egzamin zdany celująco.

 

Prawdziwy test dzisiaj wieczorem nad wodą. Co prawda nie spodziewam się ryb, bo w wodzie na którą jadę nie pozostało ich dużo, ale nie o to chodzi. Ryba jest tylko dodatkiem do tego mojego wędkowania. Jadę po pracy odpocząć chwilę nad wodą, a nie po ryby. Podsumowując. Jeśli przemoczycie pellet to go nie wyrzucajcie. Zabierzcie do domu i tam go  poprawcie. Można całość zamrozić by wykorzystać następnym razem. Nie da się go wykorzystać i reanimować nad wodą no chyba, że go przetrzemy przez bardzo drobne sito i wymieszamy z  suchą zanętą lub zmiksowanym chlebem tostowym i następnie ponownie przetrzemy przez sito.  Jeśli się sprawdzi to niewykluczone, że zagości na stałe w moim menu. 

 

elvis

Czy warto przepłacać?

CAM01671.jpg

Ostatnio w sieci coraz częściej pojawiają się pytania o podajniki (koszyczki) do metody i ich tańsze odpowiedniki. Pytania są głównie o to czy się opłaca. Odpowiedź nie jest jednoznaczna, bo zależy co wybierzemy i do czego porównamy.

20151106_101102.jpg


Ja mam na swoim wyposażeniu większość dostępnych koszyczków i wszystkie z nich testowałem. Na rynku pojawiło się sporo podróbek, które  niejednokrotnie okazały się lepsze od oryginałów...
 

CAM01238.jpg


 Są jednak tacy, którzy uparcie twierdzą, że czarne jest białe, a białe jest czarne. No cóż nie będę komentował, skupię się na faktach, a nie na reklamie.

 

Polskie łowiska wymagają trochę innego spojrzenia na tą świetną i skuteczną metodę, a szczególnie polskie zarobki. Te nie są zbyt duże. Sprzęt, który jest sprowadzany najczęściej z UK jest dość drogi. Ceny wędrują razem ze sprzętem, zarobki nie. Polacy muszą kombinować, żeby dorównać ze sprzętem do zachodnich wędkarzy.

 

 

Dla jednych towar importowany z zachodu nie jest drogi, bo tam pracują i zarabiają proporcjonalnie więcej, dla innych zaś jest nieosiągalny. I tu jest miejsce na tańsze, ale niekoniecznie gorsze zamienniki.

 

Posłużę się przykładem:

CAM01923.jpg

 

Na zdjęciu powyżej przedstawione są koszyczki firmy Browning Hybrid. W zestawie są 4 koszyczki i foremka. Koszyczki są w dwóch podstawowych gramaturach 20g i 30g. Dostępne są też cięższe wersje 50g. Cena to około 5 zł/szt. W zestawie dostajemy foremkę gratis. Oryginalne firmowe koszyczki to kosz rzędu 13-17 zł za sztukę. Plus tyle samo za foremkę.

Spotkałem się z opiniami, że foremka się nie nadaje, koszyczki są w jednej wadze, że haczyk zaczepia o żeberko, że w koszyczki wchodzi mniej towaru (zanęty). Nie pozostaje nic innego jak obalić te mity.
 

I tak:

Foremkę możemy poprawić i będzie się spisywać lepiej niż niejedna markowa. Wystarczy ją rozciąć od spodu, by po ściśnięciu bez problemu uwolnić nabity koszyczek.
 

CAM00994.jpg

 

Jeśli chodzi o żeberka to tu również bez większych kłopotów możemy się pozbyć tego środkowego. Co prawda nie zdarzyło mi się by zaczepił się o nie haczyk, ale lepiej dmuchać na zimne i je wyciąć cęgami.

IMG_20141021_235835-1.jpg

 

Mogą one przeszkadzać jeśli stosujemy większe przynęty lub miękkie. Mogą się nie mieścić swobodnie i ulegać odkształceniom co może skutkować ich uszkodzeniem. Jednak nawet uznani producenci w swoich wersjach mini mają takie żeberko, ale to są firmowe, więc krytyka jest przecież niewskazana. Na szczęście jesteśmy niezależnym portalem i staramy się przedstawić Wam fakty, a nie mity właśnie.

Inną kwestią jest rzekoma mniejsza ilość zanęty. To również mit. Pozwoliłem sobie na małe doświadczenie robiąc przy okazji test pelletu.

 

20160609_173042.jpg

20160609_173227.jpg

20160609_174444.jpg

20160609_174505.jpg

20160609_174426.jpg

 

 

 

Na załączonych zdjęciach wyraźnie widać, że nie ma i nie może być różnicy w ilości załadowanej zanęty, bo ubijamy tą samą foremkę do pełna, a następnie ubijamy koszyczek. Zresztą robiłem też próbę z oryginalną foremką i do niej wychodzi tyle samo pelletu.
 

20160609_174835.jpg

 

Żeby nie było tak kolorowo to są też wady. Między innymi sposób montażu przyponu. Jednak tu też nie ma problemu by zmienić krętlik na np. krętlik z agrafką i po problemie.

 

CAM01951.jpg

 

Inna wadą, której już nie można wyeliminować jest brak większych lub mniejszych rozmiarów. Choć są inne tanie firmy, które takowe mają w ofercie.

CAM01666.jpg


Reasumując, nie widzę powodu, by przepłacać tylko po to by mieć odpowiednie logo. Stosuję koszyczki i foremkę Browninga bez żadnych problemów i kompleksów. Do Was należy wybór co kupić. Połamania i do zobaczenia nad wodą.
 

20160609_174409.jpg

 

Przykładowe koszyczki, są trzykrotnie tańsze i w przypadku zerwania nie szkoda wydanych pieniędzy. Polskie łowiska naturalne często są nie przygotowane pod wędkowanie. Często zdarza się, że są usłane zaczepami i zerwania zdarzają się częściej niż na łowiskach Brytyjskich czy też innych wannach komercyjnych.

 

 

Jako pewnego rodzaju usprawnienie może być stosowanie foremek firmy Preston do koszyczków Browninga. Wszystko pasuje. Podobnie jak w przypadku stosowania np. Foremek Drennana i koszyczków Jaxon lub Mikado.

 

 

20160609_174638.jpg

 

Tak więc jeśli chodzi o koszyczki do metody i nie tylko myślę że warto kupować tańsze odpowiedniki. Nie mogę tego powiedzieć o zanętach, pelletach czy przynętach. Tu oszczędności nie są wskazane. Tu największe znaczenie ma jakość nie ilość.

CAM01235.jpg

elvis

Przyszła kolej na podsumowanie ostatniej wyprawy nad wodę. 

     

                  Jak już wspominałem z powodów zawodowych zostałem uziemiony w pracy na długi weekend. Na szczęście w tym nieszczęściu mam w pracy ukrytą część sprzętu, która pozwala na małe spontaniczne wypady po pracy nad wodę. Nie ma tego za dużo, ale i tak jest co dźwigać. Tak więc zły i chory, bo w między czasie dopadła mnie choroba, pozbierałem graty i wróciłem na kwaterę. Tam skompletowałem i uporządkowałem sprzęt, wyjąłem z lodówki niezużyte zanęty i pellety i bezskutecznie próbowałem się dodzwonić do opiekuna łowiska. Nie miałem pewności czy łowisko jest czynne, bo moja wyprawa wypadła w dniu Bożego Ciała. Także przez media społecznościowe próbowałem dowiedzieć się od innych wędkarzy którzy tam łowią, czy można się tam wybrać czy też nie, ale również bez skutku. Postanowiłem jednak zaryzykować i pojechać. Jedynym moim "ograniczeniem" jest transport. Wszędzie poruszam się rowerem.

 

20160526_132548.jpg
To tutaj mniej więcej się działo...

 

 Na miejscu byłem tuż przed siódmą. Na szczęście łowisko czynne, ale jak się okazało był już prawie komplet. Pozostały wolne trzy stanowiska po samych rogach. Wybrałem to najbliżej rybaczówki, żeby jak najmniej nosić sprzęt. Łowiłem już w pobliżu tego miejsca i miałem nawet niezły wynik. Tak więc nie było źle, mogło być gorzej. 

 

Pogoda też była dobra, bynajmniej z samego rana.  Szybki przegląd sytuacji, krótka pogadanka z sąsiadem w celu rozeznania i określenia kierunku łowienia. Jak wiadomo na tego typu łowiskach miejsca są nie duże i trzeba uważać by nie przerzucać innych zestawów o holu większych ryb nie wspomnę. Sąsiad okazał się ok. Zapowiadała się dobra współpraca.  Po chwili pierwszy zestaw wylądował w wodzie. No właśnie, zapomniałem wspomnieć o sprzęcie. 

 

W planach było łowienie na metodę na dwie wędki, ewentualnie jedna wędka to odległościówka. Jednak w związku z tym, że nie zabrałem z pracy spławików na wymianę to postanowiłem odłożyć spławikówkę na czarną godzinę.  Zestawy jakie miałem na wędkach do metody, to na jednej koszyczek do method feeder z Guru tylko w wersji z amortyzatorem,  a na drugiej Hybryda też z Guru.

 

20160420_172723.jpg

Koszyczki GURU z zanętą podczas testów

 

Zestawy samozacinające, żyłki 0.24 i 0.28, przypony z fluorokarbonu 0.23 z hakami QM1 GURU i WAID GAPE od Drennana. Wielkość w zależności od przynęty, ale w przedziale od nr 14-10. Wędki to pickery Browninga z serii Commercial King. Jeden to Bomb 10', a drugi Wand XL 9'. Świetne kije w przystępnej cenie.

 

20160526_132502.jpg
Wędki Brownning przeszły bardzo dobry chrzest bojowy podczas tej wyprawy i spisały się na medal

 

Mixy składały się głównie ze "starych" nie zużytych i zamrożonych zanęt i pelletów po testach. Nie wrzucam do wody resztek zanęt, bo po pierwsze jest to nieekonomiczne, a po drugie nieekologiczne. Zanęty kisną w wodzie powodując jej degradację, która jest i tak duża. 

 

              Wracając do wędkowania. Już po pieszym zarzuceniu okazało się, że mam braki w akcesoriach. Stanowiska są na pomostach,  które są dość wąskie i niewygodne do łowienia bez kosza. Największym problemem jest brak możliwości wbicia podpórek. Już od jakiegoś czasu myślę o dorobieniu sobie specjalnych adapterów, ale zawsze coś wypadnie.  Na szczęście udało się wbić pomiędzy deskami jedną z nich, a drugą w zgniłą belkę.

 

20160526_075254.jpg
Miejscówka o której będę wspominał latami, bo przecież nie codziennie łowię ponad 100kg ryb

 

        Z doświadczenia wiem, że prawidłowe zamocowania i zabezpieczanie wędek jest bardzo ważne. Tym bardziej jeśli łowimy na metodę i korzystamy z klipsa na szpuli. Nie jeden z kolegów pożegnał się z wędką lub za nią pływał. Nie potrzeba wielkiej ryby, by zabrać wędkę w dość widowiskowy sposób. Wystarczy kilogramowy karp i ....

      Po ustawieniu podpórek zabrałem się za drugą wędkę. I w tym momencie nastąpiło pierwsze branie. Oczywiście nie obyło się bez przygód. Ryba była strasznie oporna i postanowiła trochę poszaleć. Wpłynęła na stanowisko sąsiada, ale jak wspomniałem sąsiad był ok i bez większych problemów zwinął swoje zestawy. Zresztą ja też swoje  później zwijałem w podobnych okolicznościach.  Po chwili udało się jednak wprowadzić rybę do podbieraka. Pierwszy pomiar pokazał 53 cm i równe 3 kg. Nie jest źle, aby tak dalej. Na początku na jedną wędkę łowiłem tuż pod sąsiednim wolnym pomostem. 

 

20160526_081245.jpg
Pierwsza rybka dna na macie

 

Udało się wreszcie zarzucić drugą wędkę  tak na około 40 metr i można było skupić się na wędkowaniu. Przez pierwszą godzinę złowiłem tam kilka leszczy i miałem coś dużego, ale spięło się pod pomostem. 

20160526_082802.jpg
Na pomarańczowe kulki RINGERS bardzo dobrze brały leszcze

 

Później nastąpiła cisza. Przez blisko godzinę szukałem odpowiedniej przynęty i wreszcie się udało. O ile na początku brały na wszystko, to wraz z upływem czasu trzeba było cały czas kombinować. Tym razem padło na pellety 8mm Robin Red od Dynamite Baits, ewentualnie Krwisty Halibut od Carp Zoom w tym samym rozmiarze. Od czasu do czasu zakładałem inne przynęty by w pełni wykorzystać możliwości  do testów. W połowie dnia, na półmetku dokonałem podliczeń i miałem na koncie 29 leszczy, 5 karpi i 1 amura. 

 

20160526_120226.jpg
Rodzynek, jedyny amur podczas rekordowej zabawy

 

Karpie przestały brać, za to weszły leszcze, ale chyba tylko mnie. Nikt inny w mojej okolicy ich nie łowił. Z resztą ogólnie schodzący z łowiska wędkarze narzekali na słaby dzień. Być może to wina miejsca, pogody, bo ta zmieniała się z godziny na godzinę lub po prostu taka nasza natura, że musimy ponarzekać. Mnie udało się dopasować do warunków i żerowania ryb. Podawałem im to czego chciały. Cały czas szukając optymalnej przynęty. 

 

20160526_085057.jpg
Kolejny leszcz na method feeder

 

       Wybierając się na ryby zażartowałem, że jadę złowić 100kg ryb. W tamtym roku o mało mi się nie udało, ale nie byłem odpowiednio przygotowany. Teraz miało być inaczej.  Po podsumowaniu okazało się, że początkowe żarty mogą się spełnić. Postanowiłem  spróbować. No i tu osłabienie wywołane chorobą dało znać o sobie. Gorączka i ból głowy zabierały mi siły niczym duża ryba żyłkę z kołowrotka. Jednak motywacja była na tyle silna, że dałem radę. Krótka przerwa na posiłek i rozprostowanie kości oraz pogawędkę z sąsiadem i do boju. Niestety rybki odeszły gdzieś na bok. W tym czasie sąsiad zaczął łowić karpie. Jako ciekawostkę powiem, że łowił na przynęty które u mnie nie działały. Miałem brania, ale rano. Z kolei sąsiad łowił na owoce i inne słodkości rano, co u mnie wtedy się nie sprawdzało. Dziwne to było, ale cóż, być może to wina zanęty. Po blisko godzinie ciszy przyszła kolej na mnie. Udało mi się odciągnąć rybki od sąsiada. Nie to żebym to robił złośliwie, ale tak wyszło. Pierwszy zameldował się spory karaś.

 

20160526_183639.jpg
Pan karaś wrócił po chwili do wody

 

Później już było z górki. Prym wśród przynęt wiódł Wafters Orange Chocolade od Ringers oraz inne jego przynęty z naciskiem na żółte dumbbellsy.  

 

20160526_085854.jpg
Który to był z kolei, nie pamiętam, ale prawda jest taka, że nie miałem czasu robić wszystkim zdjęć

 

Po jakimś czasie znów przerwa. Wnioski? Trzeba szukać przynęty. Kolejne próby i jest. Tym razem padło na miękki haczykowy pellet Sonubaits krill 6mm. 

Nie miało to wpływu na wielkość poławianych ryb. Brały zarówno leszcze, karasie jak i ponad cztero kilogramowe karpie. 

 

20160526_152049.jpg

Ryb było sporo różnych rozmiarów

 

Radość nie trwała zbyt długo. Otóż zabrakło mi pelletów. Ponownie musiałem poszukać czegoś na co mają ochotę ryby w tej chwili.

 

20160526_093203.jpg 
Leszcze gryzły niemal non stop

 

Czas uciekał nieubłaganie. Koniec Krótkie podliczenie i jest. Ponad 100 kg. 61 leszczy, 23 karpie 1 amur i 3 karasie.

 

20160526_184241.jpg

Ostatni karpik zasiadki

 

Oczywiście wszystkie ryby wróciły do wody.

 

20160526_183645.jpg
Złów i wypuść, czy to takie trudne?

 

Padnięty ze zmęczenia i choroby ledwo pozbierałem sprzęt, a do domu jeszcze kilka kilometrów rowerem. Ale jest 100 kg. Przez 11 godzin zużyłem około 2 litry zanęty i tyle samo pelletu 2mm. Szkoda tylko, że na tym łowisku nie wolno przetrzymywać ryb nie przeznaczonych do zabrania.Zresztą gdzie ja bym tyle ryb przetrzymał. Ze względu na dobro ryb to nawet się cieszę, że nie można. 

 

Dużo się tego dnia nauczyłem. 

 

Ps. A teraz nadal leżę chory w łóżku i dochodzę do siebie. Mimo wszystko warto było.

 


  • 20160526_122731.jpg
    Kiedyś tam jeszcze wrócę, kto wie może po kolejny rekord
  •  
elvis

WSPOMNIENIA Z ZAWODÓW

Miałem dzisiaj jechać na rybki po pracy, ale choroba mnie skutecznie uziemiła. Byłem za to w niedzielę na zawodach spławikowych. No cóż szału nie było, ale nie było tak źle. Ale po kolei.  Jak już wspomniałem jestem mocno przeziębiony i gdyby nie fakt że zawody te są zaliczane do cyklu GP to bym sobie odpuścił,  jednak nie byłem już na ostatnich i szkoda cennych punktów zebranych zimą. 
Przygotowałem w domu mieszankę 4 kg ziemi z gliną oraz około 1 kg mieszanki zanęt Sensas. Trochę dodatków i takie tam... Pół litra robaków  (pinka i białe) ćwiartkę jokersa i pół litra gotowanych konopi.
Sprzęt miałem gotowy, tak mi się bynajmniej wydawało. Przygotowałem dwie odległościówki, jedną z waglerem, a drugą ze sliderem. Tak na wszelki wypadek. Chyba sześć batów i trochę drobnych akcesoriów, żeby zminimalizować ilość noszonego sprzętu ze względu na osłabienie chorobą.  Nie łowię na tyczkę. Jakoś mnie to nie kręci. Zbyt dużo roboty.

Po losowaniu okazało się, że cała planowana taktyką wzięła w łeb. Wylosowane miejsca nie napawały optymizmem. Łowiłem w tym miejscu zimą z pod lodu i było słabo, bardzo słabo. Miejsce płytkie z drzewami nad głową. W zasięgu bata max. 80cm wody. Byłem przekonany, że na tak płytką wodę nie uda się ściągnąć ryb. Łowiłem tam tylko jazgarze i małe okonki. Nic więcej. Na 20-25 metrze wchodziły małe płotki. Dodatkowo mój sektor okazał się sektorem "śmierci". Cała czołówka Koła w jednym sektorze. Ja nie jestem typowym spławikowcem więc...

 

To jeszcze nic. Zaraz po nęceniu ciężką zanętą zerwałem zestaw o gałęzie nad głową. Międzyczasie pada strzał. Można łowić. Jakie było moje zdziwienie jak się okazało, że nie dość że są ryby, to jeszcze nie są one tak małe jak to bywa na tym łowisku. Weszły płocie po 15-22 cm. Sztandarowe to 8-14.  I nagle....kolejny zestaw zaczepiony o drzewo. Szok. Na domiar tego okazało się, że nie mam więcej gotowych zestawów na Szóstkę. Zarzuciłem więc odległościówkę, by nie tracić czasu, bo miałem zanęcone dwie miejscówki. 


W  międzyczasie zrobiłem kolejny zestaw dowiązując kawałek żyłki do zestawów z krótszych batów. I to był strzał w dziesiątkę. Szczęście nie trwało zbyt długo, bo kolejny zaczep pozbawił mnie haczyka i tu zaczęły się kolejne problemy. Tym razem z zacięciem ryby i dużą ilością spadów. Zbyt dużą ilością. Momentami moja skuteczność spadała do 50%. Normalnie, nienormalne. 

 

Miałem się już poddać, bo nie dość że źle się czułem,(narastający ból głowy i mięśni, szczypały mnie oczy i nie miałem sił) to jeszcze takie problemy z rybami. Tu jednak z pomocą przyszedł kolega łowiący obok. Zmotywował mnie do walki i dał nowy przypon, bym sprawdził w czym tkwi problem. Moje, a wypróbowałam chyba cztery różne modele haczyków, były nieskuteczne. I tu po raz kolejny miłe zaskoczenie. Działa.  Rybki wpadały jedną za drugą do siatki. Nie udało się odrobić straconego czasu, ale chociaż humor wrócił, że za dużo nie stracę do konkurencji. Pod koniec łowienia miałem też fajne zdarzenie. Otóż holowałem płotkę gdy nagle zagotowało się na powierzchni, poczułem silny opór i trach.... Szczupak złapał za płoć którą miałem na haku i mi ją zabrał razem z hakiem. 

Padł ostatni strzał oznajmiający koniec zawodów. Trzeba czekać. Pierwszy do wagi przystąpił kolega Tomek łowiący obok. Wynik był zgodny z oczekiwaniem. Łowił przez cały czas,  bez większych przestojów i wyciągnął ponad 3,5 kg płotek. Po chwili moja kolej. I po raz kolejny miłe zaskoczenie. Waga pokazuję 2320 g. Nie jest źle. Z informacji jakie docierają w innych sektorach nikt tyle nie złowił. Przyszła kolej na pozostałych kolegów z sektoru. I...szok. Nie połapali za bardzo. Po podsumowaniu okazało się, że byłem 4 w sektorze, a 10 w klasyfikacji końcowej. Super. Po tylu przygodach taki wynik?  Gdyby nie punktacja sektorowa to  by był czwarty lub piąty wynik w całych zawodach.  Początkowo wydawać by się mogło bezrybne miejsce okazało się super miejscówką. Ryba w zasadzie zgromadziła się na jednym brzegu i to tylko na jego części. Na pozostałym obszarze brały pojedyncze sztuki o standardowych rozmiarach 8-14 cm. 

 

Wiem gdzie był błąd i na zawody na Dzień Dziecka przygotuję się znacznie lepiej. Tzn. syna przygotuję lepiej. Właściwie to już poczyniłem pierwsze kroki i dokupiłem haczyki typowo zawodnicze, bo te moje też niby z górnej półki okazały się zbyt grube i traciłem cenne ryby zbyt często.

elvis

"Cudowny" początek

W dniu wczorajszym wraz kolegą udałem się na rybki. Cel - nowo otwarty zb. Jagodno. Nowo powstały akwen wodny znajduje się niedaleko innego zbiornika Domaniów. Do wędkowania został udostępniony zaledwie od wczoraj, czyli 1 maja 2016r. Nad wodę przybyło ponad 60 samochodów, co daje około 100 wędkarzy, czyli jakieś 200 wędek. Niektórzy przyjechali już dzień wcześniej, by zająć miejsca i zacząć wędkowanie już o północy. My zaspaliśmy i na miejsce dojechaliśmy kilka minut po 6-tej. Jak łatwo się domyślić ciężko było znaleźć wolne miejsce. Objechaliśmy niemal cały zalew, ale udało się. 

 

20160501_122009.jpg
20160501_095709.jpg

 

20160501_095703.jpg

Zalew ma dobry dojazd, jest otoczony dookoła lasem co sprawia, że są świetne warunki do biwakowania i odpoczynku.


A teraz o rybkach słów kilka.
 

Podobno jest ich tam mnóstwo, ale tylko podobno. Jak wynika z opowieści zostało tam wpuszczone kilka ton ryb. Jednak wyniki tego nie potwierdzają. Zanim się rozłożyliśmy część dość mocno rozgoryczonych wędkarzy się już zbierała nie szczędząc epitetów pod adresem związku i zarządu okręgu. Dość duże poruszenie wywołała informacja o złowieniu niewymiarowego jazia. Na przeciwległym brzegu były organizowane zawody. Z informacji jakie do nas dotarły na ponad trzydziestu łowiących zawodników zostały złowione 2 (słownie dwie) płotki. Nie wiem ile w tym prawdy, jednak wyniki innych sąsiadujących z nami wędkarzy i z informacji nam przekazywanych przez spacerowiczów może to być prawdą. Ciągłe zmiany technik łowienia jak i przynęt sprawiły, że zarówno ja jak i kolega złowiliśmy po jednym niewymiarowym jaziu.

 

20160501_095642.jpg

 

Były to bez wątpienia jedne z nielicznych ryb złowionych na tym zbiorniku w tym dniu. Czarę goryczy przelewają opowieści miejscowych o dość jawnym procederze kłusowniczym. Opowiadali o siatkach, stawianych nawet dwukrotnie w ciągu jednego dnia. Śmiali się z nas i naszych oczekiwań. Z dumą opowiadali o łowionych kilka tygodni temu szczupakach i o tym jak udawało im się uciec do okolicznego lasu... Szkoda gadać. Mimo wszystko wypad można zaliczyć do udanych. Pogoda dopisała, a czas spędziliśmy miło.


Ps. Najgorsze jest to, że w lipcu mam tam zawody i trzeba będzie naprawdę się nakombinować by coś złowić. 

 

20160501_122016.jpg

20160501_122022.jpg

20160501_122039.jpg

20160501_095700.jpg

20160501_122032.jpg

elvis

METODA, CZYLI CO DODAĆ DO KOSZYKA

Methoda z dnia na dzień jest bardziej powszechna. Wraz ze zwiększonym zainteresowaniem akcesoria, zanęty i przynęty do tej techniki połowu są co raz łatwiej dostępne.

Czym powinny się charakteryzować zanęty do metody?

Przede wszystkim powinny być drobno zmielone. Ułatwia to odpowiednie nawilżenie i poprawia pracę. Zanęty powinny szybko się rozpadać, ale jednocześnie muszą być dość kleiste, by dało się uformować podajnik (koszyczek) i żeby dotarł na dno w całości i tam dopiero podjął pracę. Dlatego bardzo ważne jest odpowiednie nawilżenie zanęty. Nie może być ani za sucha, bo rozpadnie się jak nie w trakcie formowania to w momencie uderzenia o powierzchnię wody, nie może być też zbyt mokra, bo nie rozsypie się na dnie i uwięzi przynętę ukrytą w środku. Tylko metodą prób i błędów jesteśmy w stanie dojść do wprawy. Można pobawić się w domu w misce z wodą i w ten sposób określić jaką konsystencję powinna mieć zanęta, z jaką siłą należy formować podajnik, bo to również ma wpływ na pracę zanęty.

 

0da7aa7142ba59f664e55bba4184b19e.jpg
PELLET W KOSZYCZKU METHOD FEEDER TUŻ PO OPADZIE NA DNO

df7470fa43f46b349866e7ddb1848237.jpg
JEŚLI TAK TO SIĘ ZAPREZENTUJE W WODZIE TO MAMY DUŻE PRAWDOPODOBIEŃSTWO NA BRANIA

Pellety zanętowe

Tu również jest problem z odpowiednim przygotowaniem. Jest wiele firm na rynku, które przygotowują granulaty paszowe przeznaczone do wędkarstwa. Należy uważać, żeby podobnie jak zanęty ich nie przemoczyć. Problem jest z tymi najtańszymi, co nie oznacza najgorszymi. Trzeba im poświęcić trochę więcej uwagi. O ile te firmowe zachodnie wystarczy zalać na chwilę (w zależności od średnicy) wodą, następnie odcedzić i odczekać kilkanaście do kilkudziesięciu minut aby wchłonęły odpowiednio wodę, to te zwykłe trzeba tylko przelewać wodą (co najwyżej zanurzyć na kilka sekund ) co jakiś czas dowilżać jednocześnie mieszając. W przeciwnym razie zrobi nam się miękka papka, która nie nadaje się nawet do mieszania z zanętą.

fa76c642cfa2032557952c17a6132132.jpg
Rozkład pelletu w w wodzie po upływie około 10/15min

Czy mieszać różne pellety? Ja mieszam. Jednak staram się mieszać te o podobnym sposobie przygotowania. Nie mieszam zbyt dużo rodzajów, by móc określić, który aromat miał wzięcie. Robię kompozycję kolorystyczne.


Miksy typu 50/50. 
Tu jest pełna dowolność. Można mieszać nawilżoną zanętę z pelletami (nawilżonymi) w dowolnej proporcji. Z reguły robię to mniej więcej 50/50.

de5ba6da18b3b19f35f382a52cc72d09.jpge72c1699ea55d87ec327b58ef4486ac6.jpg7274c6edae62b5b13532791c22d99359.jpg
Kolejne etapy rozpuszczania miksu w miarę upływu czasu



Pamiętajcie, że suchą zanętą można delikatnie osuszyć przemoczony pellet. Trzeba także w trakcie łowienia cały czas kontrolować stopień nawilżenia zanęty, pelletu, czy też mieszkanki i w miarę potrzeby dowilżać spryskiwaczem. W ciepłe i słoneczne dni dobrze jest przykryć mokrą ścierką pojemnik, chroniąc zanętę przed obsychaniem.

Zapraszam do testów i własnych kompozycji nad wodą.

elvis

93e0b53a818d111a138ffa8dc79005b4.jpg
Sympatyczny gadżet rozdawany na targach

Nie wytrzymałem zbyt długo i już wczoraj dokonałem pierwszych testów pelletu micros i kulek wafters Ringers.

346e254e21d0c405b60e2664990c9fe9.jpg
"Mikrusy sprzedawane są w woreczkach 0,5kg i 0,9kg"

Zgodnie z tym jak proponował Phill, pellet zalałem niewielką ilością wody. Tak aby był prawie cały przykryty. "Prawie" ma tu duże znaczenie, gdyż łatwo przemoczyć pellet zalewając go zbyt dużą ilością wody. Mnie się za pierwszym razem nie udało. Zastosowałem zbyt małą ilość pelletu w dużym naczyniu i ciężko było określić poziom wody.

3e17265d0391cc3321c97ca85f2e114e.jpg
Delikatnie namoczone pellety wg przykazań Mistrza

93c0532b94ce0e3d83f8452d6dc0b07e.jpg
Całość odpowiednio podana i gotowa do wody testów

c0d989cd4fdf94eefda43153bf8bb77a.jpg
Przecież ten zestaw sam już łowi - oczami mojej wyobraźni oczywiście :)

Jak twierdzi Phill, wystarczy zalać pellet, zamieszać i odstawić na około pół godziny. Po tym czasie należy przesypać go do większego pojemnika, następnie wymieszać. I tyle. Gotowe. Pellet ładnie pracuje i dość szybko się rozpada. Należy to uwzględnić przy łowieniu na głębszej wodzie lub dużych odległościach i go ewentualnie dokleić, żeby się nie rozleciał.

f1a58804802eaf5b733a74bdf25520bb.jpg
Podane do stołu - na czas testów nie brałem ryb, bo by wszystko zjadły przed rozpuszczeniem :)

0a9a2548519b86b8ea50d26f4efea734.jpg
Pracuję w odpowiedni sposób

1e1bfba5dd272bfee613a128ee13d09e.jpg
Tak to powinno wyglądać u nas w łowisku

Kolejny test dotyczył nowych i jedynych w swoim rodzaju kulek Orange Chocolade Wafters 10 mm.

20160216_112906.jpg
Mam nadzieję, że to będzie hit sezonu

 

Pomarańczowe kulki o lekko słodkim zapachu czekolady mają jedną niepowtarzalną cechę, a mianowanie nie są ani tonące, ani pływające. Są "zbalansowane" wypornościowo. Aby uzyskać taki efekt mistrzowie poświęcili sporo swojego cennego czasu. Dodatkowo zostały tak zaprojektowane i stworzone, żeby ten efekt uzyskać stosując tylko sam haczyk.

 

20160216_114715.jpg
 Haczyk Guru i kulka Ringers - czego chcieć więcej :)

Haczyk, który idealnie odpowiada wielkości kulek, to 12 -stka QM1 od Guru. Masa tego wyjątkowego haczyka idealnie wyważa kulkę. Kulka lekko unosi się nad dnem, falując poruszana prądami wody lub ruchem przepływających ryb, jednocześnie jest "zakotwiczona" przez haczyk.

20160216_113103.jpg
Ktoś już się skusił na ten zestaw?

Takie naturalne zachowanie nie wzbudza podejrzliwości ostrożnych ryb oraz powoduje, że kulka nie tonie w mule.

Kulki są miękkie i można je samemu bez problemu docinać. Niektóre wymagają lekkiej korekty polegającej na odcięciu niewielkiego plasterka, żeby idealnie zbalansować kulkę.

Kolejnym produktem braci Ringer są kulki i Dumbelsy o zapachu shellfish (skorupiak).

20160216_112727.jpg
Kolorowe pellety haczykowe zwane popularnie Dumbbellsami 

Ciekawostką jest to, że wszystkie kulki produkowane przez ich firmę mają właśnie jeden zapach.

20160216_112834.jpg
Białe kulki RINGERS

Są produkowane w dwóch rozmiarach 8 i 10 mm i kilku kolorach. Biały, żółty, pomarańczowy, czerwony i....czarny. Dodatkowo na rynek zostały wypuczone w wersji Mix .

20160216_112545.jpg
MIX wielkości i kolorów

Czyli kilka różnych kolorów i rozmiarów w jednym opakowaniu. Same kulki i dumbelsy są dość miękkie i kruche. Mogą pękać przy bezpośrednim przebijaniu pushstopem. Należy zachować ostrożność i ewentualnie nawiercić lekko wiertłem.

Zanęty zostały w domu i niestety nie mogę się do nich odnieść. Jednak z tego co widziałem na Targach są naprawdę ciekawe zarówno pod względem zapachu, jakości i granulacji jak również i samej pracy.

IMG_20160216_143038.jpg.07da6160bfbc7f0cc13c39611aebb5cf.jpg
To może być to "coś" do method feeder

Ciekawostką jest Micro Method Mix, zanęta i pellet w jednym. Jest to mieszanka zanęty i mikro pelletu. Dodatkową zaletą są opanowania 2 kg. Dzięki czemu cena jest bardziej atrakcyjna. 

Na uwagę zasługują też inne zanęty do metody. Np. Mięsna i mocno aromatyczna zanęta Meaty-Red lub zielona na czyste i chłodne wody. 

IMG_20160216_142940.jpg.4efa72bf3f96e7436889543b278b611b.jpg
Czerwień dobrze spisuję się na wodach w Polsce

Phill z niebywałą chęcią wszystko prezentował, odpowiadał na wszystkie pytania i równie chętnie doradzał w sprawach samego sprzętu jak i pewnych rozwiązań technicznych. Bardzo chętnie pozował do zdjęć i był cały czas zadowolony i uśmiechnięty. Człowiek orkiestra.

Jedynie mój brak znajomości angielskiego powodował pewne niedogodności, ale i tu nie było większych problemów. Koledzy ze sklepu Rajwedkarski.pl, którzy przygotowali, organizowali i reprezentowali stoisko firmy Ringers służyli pomocą. Zarówno w kwestii komunikacji z Philem jak również ciekawych porad wędkarskich. Z nieoficjalnych źródeł, wiem, że bracia mają jakieś kolejne nowości, jednak jak na perfekcjonistów przystało, wszystko musi być dograne do samego końca. Kolejne produkty są w fazie testów i zapewne niebawem ujrzą światło dzienne.

Wszystkie wspominane artykuły są dostępne tutaj:

http://rajwedkarski.istore.pl/pl/c/RINGERS/2284102

Ja tymczasem biorę się za to co mam już w tej chwili i na ryby. Aby do wiosny.

Prawdziwe testy już nad wodą niebawem.

elvis

METHODA INACZEJ

Dlaczego inaczej?

Zdarza się, że miejsce w którym przyszło nam wędkować, nie spełnia naszych oczekiwań lub naszego sprzętu. 

Co zrobić, kiedy woda jest głęboka lub musimy bardzo daleko rzucać?

Ryzyko, że zestaw w całości dotrze do dna maleje. Jak wiemy w przypadku metody jest to bardzo ważne, aby przynęta pozostała na środku podajnika co ma dodatkowe właściwości wabiące.

Już jakiś czas temu wpadłem na pomysł, by na podajniki do metody naciągnąć tunel pva. Jednak pomysł został porzucony, by znów wypłynąć na światło dzienne. Tak więc potrzebujemy tunel o średnicy około 35 mm w zależności od wielkości podajnika. 

20160202_081034.thumb.jpg.b4eece65b3ac55

Jest to sposób dość pracochłonny i niewygodny w montażu. Jednak w pewnych okolicznościach dobrze jest mieć taką możliwość łowienia. Najlepsze to te podajniki, które możemy zdemontować i przygotować w czasie oczekiwania na branie. Potrzebne są wtedy co najmniej dwa takie zastawy. Świetne są koszyczki firmy Guru. Posiadają one właśnie taki system do szybkiej zmiany. Ułatwia to montaż tunelu z pva. 

20160202_091416.thumb.jpg.eccf9bf07a685b20160202_091459.thumb.jpg.772733cb31545c

Ubijamy podajnik i naciągamy na niego tunel z jednej strony zawiązany. Taki "woreczek" musi mieć odpowiednią długość którą wyznaczamy metodą prób i błędów. Następnie na ślinę zaklejamy drugi koniec. 

20160202_091649.thumb.jpg.498ef6b906b06f20160202_091724.thumb.jpg.f93733021dff55

Wystarczy mieć dwa takie zestawy i możemy spokojnie łowić w głębszych i bardziej odległych miejscówkach bez obawy o to, czy się nam to nie rozleci w locie lub w trakcie opadania na dno. 

20160202_092022.thumb.jpg.c116f475c2be2420160202_092711.thumb.jpg.865bbe3c3f4541

 

Innym sposobem na rozwiązanie tego problemu jest zastosowanie małych paczek pva z mieszanką pelletów, ziaren czy innych mixów. Idealnym do tego rozwiązaniem jest zastosowanie najnowszych koszyczków firm Guru Hybrid czy Browning Hydrus. Są to koszyczki zaprojektowane do pelletu, ale można je stosować i do innych celów. 

20160111_124002.thumb.jpg.4a043423fb4f2b

Wystarczy zawiązać kawałek amortyzatora od tyczki lub nawet gumkę recepturkę. Należy poprowadzić ją przez otwory wykonane w podajniku. Następnie wcisnąć pod spód taki pakunek i zaczepić haczyk o siatkę, żeby się nie poplątał. 

20160202_085649.thumb.jpg.01e1b9a78c851720160202_085115.thumb.jpg.81fb660e7562cc

Trzeba pamiętać, aby w trakcie montowania zestawów koszyczek był suchy. Mogłoby to spowodować rozpuszczenie siatki. Wystarczy osuszyć go np. w zanęcie. 

20160202_093434.thumb.jpg.6bd0cf4fc6886420160202_093457.thumb.jpg.73cc782e0457b9

Pytania, pomysły czy też uwagi można znaleźć tu:

 

elvis

"SZCZYKAFKĄ" TEŻ MOŻNA

Już od jakiegoś czasu myślałem o zebraniu w jedną całość pomysłów na zastosowanie strzykawki w wędkarstwie. 

20160202_102034.thumb.jpg.a2d93759b34558

Tak więc przedstawię swoje i podpatrzone u innych pomysły.

Na początek strzykawka jako przyrząd do formowania wałeczków z zanęty. Wystarczy dobrać odpowiednią średnicę strzykawki i odciąć jej przednią część.20160202_080714.thumb.jpg.417ab92b0cd44f



Następnie strzykawka jako urządzenie próżniowe do przygotowania pelletu typu Expander. Potrzebna jest duża strzykawka około 100 ml. Zasypujemy ją pelletem, nabieramy trochę wody i zamykamy palcem wylot. Następnie z tak zatkanym otworem zaciągamy strzykawkę powodując efekt próżni w środku. Podciśnienie wytworzone w ten sposób wciska wodę do pelletu. Pozwala to na szybkie jego przygotowanie bez jego rozmaczania. 

20160202_100947.thumb.jpg.f3cecfd2325660

Inne zastosowanie strzykawki to wykrojnik do chleba tostowego lub mielonki. Podobnie jak w przypadku przyrządu do wałeczków należy dobrać odpowiednią strzykawkę i odciąć początek. Należy lekko naostrzyć krawędź w celu łatwiejszego wykrawania. Nie jest to trwały przyrząd, ale w tej cenie zdaje egzamin. 

20160202_101447.thumb.jpg.6135d274813f68

Ze strzykawki można też wykonać świetne koszyczki zanętowe.

20151217_135337.thumb.jpg.5b5928d4de04f2

20160202_122611.thumb.jpg.66274c30b6f259

No i ostatni tym razem podpatrzony pomysł na zastosowanie strzykawki to przyrząd do napełniania rękawów z Pva. Zdarza się, że kupimy taki zapasowy rękaw w dobrej cenie i nie mamy do niego tulei z tłokiem do ubijania. No i z pomocą przychodzi...strzykawka. 

20160202_081010.thumb.jpg.45cfbe8f955b58

Również i tu odcinamy początek strzykawki i naciągamy na nią tunel Pva. 

20160202_081034.thumb.jpg.157fa4adf9c7f6

Z pewnością jest więcej zastosowań tego jakże prostego i potrzebnego na co dzień urządzenia.

Zachęcam do opisywania takich zastosowań. Jak również innych rzeczy, które można wykorzystać w wędkarstwie. 

Można to zrobić tutaj:

 

 

elvis

KOSZYCZKI DO METODY

Istnieje kilka rodzajów koszyczków lub też, jak to coraz częściej nazywają, podajników do metody.

Są tzw. koszyczki standardowe, do pelletu, robaków czy też pasty (rodzaj ciężkiej zanęty lub takiego ciasta). Możemy je też podzielić ze względu na wielkość i gramaturę (masę). Istnieje jeszcze podział na te dobre i te firmowe.:P

W swojej kolekcji posiadam kilka rodzajów i mam już pewien pogląd na to co jest na rynku. Choć jest coraz trudniej, bo ta technika łowienia szybko się u nas rozwija i zasypuje nas masa nowości, szczególnie ze wschodu. Nie sposób to ogarnąć.

Może na początek należy wspomnieć jaką rolę pełni koszyczek. Otóż jak powszechnie się wydaje, że głównie jako nośnik pokarmu, czyli zanęty. Śmiem twierdzić, że nie. Owszem pełni taką rolę, ale w przypadku łowienia na tzw. Metodę ma ważniejsze zadanie. Oprócz dostarczenia zanęty ma dostarczyć haczyk z przynętą w niej "zatopiony" czy też schowany. I to jest cała istota Metody. Podajnik wraz z zanętą i umieszczoną w niej przynętą ma dotrzeć w stanie nienaruszonym na dno łowiska i tam dopiero podjąć pracę. Cała sztuka polega na tym, aby zanęta nie rozpadła się uderzając o taflę wody lub też nie zaległa na dnie i nie zaczęła pracować. Trzeba do tego odpowiedniej zanęty. Nie każda dostępna na rynku się nadaje. Bardzo ważny, o ile nie najważniejszy, jest stopień jej właściwego nawilżenia przez cały okres jej używania. Konsystencja zanęty też nie jest bez znaczenia. Zanęta powinna być bardzo drobno zmielona i posiadać sporą ilość zarówno składników pracujących jak i być też dość dobrze sklejona. Zanim zaczniemy sami kombinować polecam  na początku używać gotowych i dobrych mieszanek zanętowych. Można tak jak kolega wyżej łatwo się zniechęcić, pomimo, że jest to bardzo skuteczna metoda.

I w ten oto sposób doszliśmy do tego, czy zawsze i wszędzie Metoda się nadaję. Wg mnie nie wszędzie i nie zawsze. Została stworzona z myślą o łowiskach komercyjnych i szybkościowym łowieniu głównie karpi. Jednak potrzeba matką wynalazków i została zaadoptowana do połowu wszystkich ryb. Jednak nadal do ryb średnich i większych. Podobnie jak i charakter łowisk. Najlepsze efekty są na łowiskach dość płytkich i raczej o stojącej lub wolno płynącej wodzie.

Aktualnie powstają coraz to nowsze wersje koszyczków pozwalające na rozszerzenie zastosowania na np. głębokie łowiska. Skąd się biorą ograniczenia w zastosowaniu? Ano właśnie głównie z tego, że podstawą w Metodzie jest sposób prezentacji przynęty. Przynęty, która jest umieszczona bezpośrednio w zanęcie. I dlatego najważniejsze jest, aby koszyczek dotarł na dno w stanie nienaruszonym. Pomaga w tym sama budowa koszyczka (czyt. podajnika). Żeberka, które są w koszyczku, przytrzymują zanętę i nie pozwalają na jej oderwanie od koszyczka w momencie uderzenia o lustro wody. 

Podajniki do pelletu: od lewej nowość Guru, w środku Browning (mimo stosunkowo niskiej ceny nie polecam, ma wady techniczne) i po prawej standardowy do pelletu też Guru.

20151106_100814.jpg

Standardowe koszyczki do metody: Preston Innovation z amortyzatorem (gumą), Preston standard (large, czyli średni) i tani zamiennik Browninga Hybrid. Dobrą opcją na łowisko z zaczepami.20151106_101102.jpg

Przerobiona foremka od tanich koszyczków, żeby lepiej i łatwiej wyciągać ze środka załadowany podajnik. (mój patent)

IMG_20141021_225345.jpg

Tu z kolei poprawiony koszyczek (wycięte środkowe żeberko, żeby nie niszczyło przynęt i je lepiej lokowało w zanęcie).
IMG_20141021_235835-1.jpgCAM01234.jpg

Jak widać foremka od Prestona ma specjalny przycisk ułatwiający wyjmowanie koszyczka zanętą. CAM01238.jpg

 

I pasuje do tanich koszyczków Browninga i innych podobnych firm (na odwrót nie pasuje)CAM01237.jpg

Zestaw kilku przynęt do Metody w małych pojemnikach na próbki kału i większe na mocz. Super sprawa, nie niszczą się tak kulki i pellety. Można w ten sposób mieć dużo różnych przynęt zajmując mało miejsca.

CAM01472.jpg

Tak dla porównania wielkość haka w stosunku do przynęty. Najmniejszy haczyk to 18, a największy 12 (te u góry to Drennany), a te niżej to oczywiście Guru QM1. Kulki to kolejno 6, 7, 8 i 10 mm, pellet 8 mm. Robin Red i kulka 12 pop-up tez Robin.

CAM01466.jpg

Rozebrany na części pierwsze koszyczek z amortyzatorem do pelletu.

CAM01683.jpg

Prezentacja przynęty w podajniku BrowningaCAM01798.jpg

 

Załadowany pelletem 3 mm, podajnik ze schowaną przynętą.CAM01800.jpgCAM01805.jpgCAM01807.jpgCAM01809.jpg

 

Koszyczek do metody na robaki firmy Korum. U góry po prawej jest specjalny zaczep do haczyka z robakami.CAM01925.jpg 

Koszyczek do oblepiania ciastem z zanęty. 20151205_103846.jpg

Mój niezbędnik CAM01924.jpg

Taki mały zapas tańszych koszyczków na trudne łowiska.

CAM01923.jpg

Nowość od Guru podajnik do pelletu i nie tylko. Dobry szczególnie na głębsze wody ze względu na boki (boczne burty)CAM01950.jpg

Przykładowe zestawyCAM02008.jpgCAM02011.jpg

Testowane zanęty, pellety i kukurydza chilli. Testy w trakcie.CAM01949.jpg

A to na nowy rok do testowania5283399943.jpg

Ps. zapraszam do dyskusji i do zadawania pytań.

https://dlaryb.pl/forums/topic/230-koszyczki-i-foremki-do-metody/

 

elvis

KOSZYCZKI ZANĘTOWE - HANDMADE

20151206_140547-1.thumb.jpg.056a85a8d21bW odpowiedzi na liczne prośby kolegów postanowiłem wykonać kilka mini koszyczków do drgającej szczytówki. Jednak korzystając z okazji postanowiłem udokumentować moje działania, a opis przedstawić tutaj. 

Na początek wypadałoby napisać dlaczego koszyczki są takie małe.20151217_135337.thumb.jpg.a15df4ac1899ea

 Otóż służą one do ultra lekkiego łowienia w zimnej wodzie i przy bardzo słabym i delikatnym żerowaniu ryb. Mają szczególnie zastosowanie przy łowieniu blisko brzegu i w dość mocno zamulonym łowisku. Służą do łowienia ryb małych, choć niekoniecznie. Jednak potrzeba zastosowania delikatnego sprzętu mocno ogranicza możliwości połowu dużych ryb. Szczególnie mając na uwadze dobro ryb, nie należy stosować zbyt delikatnych zestawów.

Do wykonania mini koszyczków, ale nie tylko, bo w ten sam sposób można wykonać zwykłe koszyczki, potrzeba: plastikowe rurki, taśma ołowiana, gruba żyłka i krętlik. 20151217_110509.thumb.jpg.71fc8d5e6b793820151217_123740.thumb.jpg.3cbe55c1ad051e

Rurki mogą pochodzić np. ze strzykawek lub różnego rodzaju opakowań. Moje są po narzędziach skrawających, ale widziałem w sklepie wędkarskim podobne tuby na zapasowe szczytówki do pickera czy federa. 

Rurkę ucinamy na odpowiednią długość piłką lub nożem do tapet w zależności od rodzaju tworzywa z jakiego jest ona wykonana. 20151217_112222.thumb.jpg.99f9a59b0768ff

Następnie wiercimy kilka otworów po obwodzie, ewentualnie wypalamy rozgrzanym kawałkiem metalu, np. gwoździem.

Ucinamy kawałek grubej żyłki  (około 30 cm ) nawlekamy krętlik i robimy skrętkę. Po czym zawiązujemy pęceł na odpowiedniej długości. Długość ta jest później długością troka koszyczka. Ja skręcam 5-7 cm. Możemy oczywiście zrezygnować z tego troka i zaczepić krętlik agrafką bezpośrednio za koszyczek. 20151217_123519.thumb.jpg.9f8cb79d01a646

Następnie wiążemy trok do koszyczka na kilka węzłów i przypalamy zapalniczką końcówki odciętej żyłki. Docinamy taśmę ołowianą na odpowiednią długość i z jednej strony wiercimy otwór, żeby przeciągnąć trok. Otwór ma średnicę krętlika. Oczywiście może mieć mniejszą tylko wtedy trzeba przełożyć żyłkę wcześniej tzn. przed wiązaniem. Następnie zaciskamy taśmę z drugiej strony i.... Gotowe. 20151217_135138.thumb.jpg.8faa2db2ecae5c
Radość ze złowienia ryb na własnoręcznie wykonany zestaw - bezcenna. 20151206_145135.thumb.jpg.e10985ff7589b8
Zapraszam do dyskusji jak również do dzielenia się swoimi uwagami i pomysłami. 
http://dlaryb.pl/forum/index.php?/topic/276-Najdelikatniejszy-zestaw-do-feedera

Lub tutaj :

http://dlaryb.pl/forum/topic/149-koszyczki-zan%C4%99towe/

Wydawcą portalu dlaRyb.pl jest:

FUNDACJA "DLA RYB"
BOGUNIEWO 45, 64-610 BOGUNIEWO
Nr Konta: PKO BP 64 1020 4128 0000 1202 0123 2578
KRS: 0000613501 NIP: 6060096225 REGON: 364237131
https://dlaRyb.pl; e-mail: fundacja@dlaRyb.pl; tel.: 61 307 99 99