Skocz do zawartości

Strona dlaRyb.pl wykorzystuje pliki cookie. Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego portalu. Więcej informacji

Gość
Gość

Jezioro Margonińskie - czas przeszły i przyszły

Miałem bodajże 14 lat kiedy pierwszy raz pojechaliśmy pod namiot w lesie  nad jeziorem w  Margoninie. Całe nadbrzeże było zarezerwowane dla stałej ekipy braci wędkarskiej dzięki uprzejmości gospodarstwa rolnego PGR Dziewoklucz. Wcześniej nad tą wodą łowiłem chyba raz. Kojarzę, że na próbę z ojcem przy dzikiej plaży na wypłycaniu w kwietniu za pierwszym razem łowiliśmy duże ponad 2 kg złociste leszcze. Woda przez wiele lat wcześniej była zamknięta dla wędkujących i rybaków w celu odrodzenia się populacji ryb w jeziorze. Dzięki temu powstał swoisty raj dla wędkarzy - w Polsce było ELDORADO :)


IMG_5967.JPG

Pierwszego roku łowiłem mniej, poprzez kontuzję na windsurfingu, doznałem kręcz karku na obozie na Kaszubach. Przez uraz, przegrywałem z chętnymi do wędkowania na starcie. Na łodzie były tzw "zapiski". Ja z racji wieku, że byłem najmłodszy, najrzadziej wypływałem na takie wyprawy wodne, bo ból zatajałem. 

Pływaliśmy wtedy łodziami wędkarskimi pod "drugi cypel" około 3km wodą od obozowiska. Wypływaliśmy jeszcze w nocy, aby tuż o świcie móc łowić. Nasza miejscówka to proste dno gdzie zestawy spławikowe schodziły na głębokość ok 4m. Co noc łowiliśmy kilka/kilkanaście/kilkadziesiąt leszczy na 3 łodzie, czasami także trafiała się wzdręga o wadze grubo ponad 1kg. Nęciliśmy w stylu Bogdana Bartona (w sumie to już nie wiem, czy On Nas nauczył tej techniki, czy od nas zaczerpnął pomysł - żartuję Panie B. jakby co), czyli mniej więcej tyle wpuszczaliśmy pokarmu dla ryb ile ich wyławialiśmy. I tak cały czas przez 3 tygodnie. Kończyliśmy łowienie, przeważnie gdy w łowisko wchodziły płotki i zaczynały się psocić.

IMG_5972.JPG

Następnego roku gdy dotarliśmy nad wodę na początku lipca, po kilku nieudanych nocach zmieniliśmy miejscówki. Każda z 3 łodzi dobierała sobie inne miejsce wśród rozległego akwenu. Następnie przez kolejne cztery dni wchodziły do wody miski z "futrem" dla rybek. To co się wydarzyło  potem przerosło nasze najskrytsze marzenia.

W pierwszą noc (w tamtym właśnie roku po raz pierwszy weszły świetliki na spławiki do Polski) uzyskaliśmy totalny rekord w wędkarstwie. Ojciec sam złowił ponad 60 sztuk leszczy, wuja Wiktor z 40 leszczy a Pan "Wąs" z Poznania  z synem 169 sztuk - wszystkie ryby miały powyżej 1kg, a sporo z nich było wagi 3kg i więcej, resztę wypuszczano od razu. Mnie tej nocy niestety nie było na łodzi :( Ale za to kolejne noce nie były mniej owocne. Przeważał w połowach leszcz, czasami także łowiliśmy duże węgorze. Eldorado to to było mało powiedziane.

Kolejne lata wyglądały bliźniaczo, z tym, że moje wędkowanie zaczynało kuleć trochę na rzecz sportu, a w tym tenisa, piłki nożnej czy windsurfingu.

Gdy kończyłem 18 lat rodzice kupuli działkę budowlaną nad Jeziorem Margonińskim i zaczęliśmy się tam budować. Na ryby było mniej czasu, chociażby dlatego, że i człowiek oprócz sportu niemal codziennie jak dostawał wypłatę z budowy, to szedł od razu na podboje do miasta i uganiał się za... "chmielem" w klubie Laguna czy Romero. Oj działo się, działo tam latami :)

Ryby oczywiście też brały, ale z tego co pamiętam to oprócz leszczy to łowiliśmy i karpie i liny czy też niesamowite ilości płoci.

A propos lina, naszło mnie małe wspomnienie. Był zwykły sierpniowy dzień, łowiłem na bata, wtedy miałem zawsze w głowie, że bardzo duże liny chodzą parami i do 30 minut powinno być drugie branie. Nagle trach i bacik w pałąk, walka około 20 minut i lin grubo ponad 2kg w siatce. I tak z trzy razy w ciągu godziny, liny które łowiłem wtedy za każdym razem były większe i większe, pamiętam do dziś ich podbrzusze i płetwy wchodzące niemal w czerwień... Przepiękny widok :)

20150919_191135.jpg

Gdy złowiłem czwartego lina Ojciec wkręcił do mnie na pomost, spojrzał w siatkę i przyniósł mi wiśnie do chrupania. Pobiegł do domu po wędki, ale coś go tam zatrzymało, ja w między czasie wytargałem kolejnego prawie 3kg lina i powiedziałem pas, ze zmęczenia. Gdy Ojciec dobiegł ja na haku miałem wiśnie, a że z zazdrości byłem tego dnia "Wiśnia" właśnie to powiedziałem, że też ma łowić na to co ja, mając nadzieję, że nic nie złowi. No i nagle bum, u mnie ponownie branie na owoc, niestety zestaw nie wytrzymał i nigdy nie dowiedziałem się co tam był za potwór...

Ha, o potworach z Jeziora Margonińskiego w kolejnym kończącym wpisie o tej wodzie, którą na stare swoje lata odkryję zapewne na nowo :)

Edytowano przez Grendziu



   (0 recenzji)


Opinie użytkowników

Utwórz konto lub zaloguj się aby dodać opinię

Musisz być użytkownikiem aby dodać opinię

Nie ma więcej opinii do wyświetlenia.




Wydawcą portalu dlaRyb.pl jest:

FUNDACJA "DLA RYB"
BOGUNIEWO 45, 64-610 BOGUNIEWO
Nr Konta: PKO BP 64 1020 4128 0000 1202 0123 2578
KRS: 0000613501 NIP: 6060096225 REGON: 364237131
https://dlaRyb.pl; e-mail: fundacja@dlaRyb.pl; tel.: 61 307 99 99
×

Ważne informacje

guest_terms_bar_text_value