Skocz do zawartości

Strona dlaRyb.pl wykorzystuje pliki cookie. Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego portalu. Więcej informacji

Grendziu
Grendziu

Moje pierwsze kroki z wędką

Nie pamiętam kiedy po raz pierwszy zarzuciłem wędką, ale było to bardzo, bardzo dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami na jeziorze Strzałkowskim.

Z czasów młodości mam jakieś tylko przebłyski i skojarzenia, wodę pamiętam natomiast doskonale, ponieważ moja Matka Chrzestna wraz z mężem łowi do dzisiaj nad tym jeziorem, a niedawno mieli 50tą rocznice małżeństwa, a ja czasami ich tam jeszcze odwiedzam.

Moja woda z dzieciństwa nazywa się Kaliszany Małe tudzież nazywane Strzałkowo leżące obok miejscowości Zbyszewice w powiecie chodzieskim w gminie Margonin w Wielkopolsce.

Wszyscy powtarzają mi, że zacząłem łowić ryby szybciej niż chodzić, ale wydaje mi się, że dopiero w wieku 3 lat miałem swojego pierwszego bata w rękach, była to rosyjski żółta teleskop, który przez wiele lat mi służył do połowu ryb spokojnego żeru.

1a.jpg


W wieku około 3/5 lat wpadłem na genialny pomysł gdy ryby nie brały, zacząłem nęcić raz za razem tuż za trzcinką zmoczonym starym chlebem, i na totalnym "wypłyceniu" weszły mi płocie oraz dość duże leszcze. Na haku był czerwony robak. Po kilku godzinach pełna siata ryb i gratulacje od dziadka, ojca i wujostwa:) Mój pierwszy znaczący sukces był przy tzw. łączce Małkowskiego, rolnika u którego rozstawialiśmy namioty.

IMG_7487.JPG

Po kilku latach przeprowadziliśmy na drugi koniec Strzałkowa pod mały las, gdzie latem nie w lesie właśnie a na skraju pola uprawnego rosły prawdziwki. 

Nad wodą czas spędzałem w tamtym okresie praktycznie zawsze, od kwietnia do końca września niemal w każdy weekend. Pamiętam też moje pierwsze bunty, jak zaczynałem trenować w klubie piłkarskim, że nie mogłem rozgrywać meczów. Jednak gdy zaczynałem brać wędkę w ręce, to oczywiście odchodziły od mnie złe emocje, tak jakby coś we mnie się zmieniało za dotknięciem czarodziejskiej różdżki:) To już wtedy we mnie obudził się pierwszy nałóg - wędkarstwo.

Nad Strzałkowem zawsze był dla mnie raj. Dorośli łowili przeważnie duże ilości węgorzy czy sandaczy, oraz od czasu do czasu amura, leszcze lub płocie. Gdy ryby nie brały to graliśmy w siatkówkę, badmintona, piłkę nożną lub godzinami  z kuzynostwem dawaliśmy nura do wody na dzikiej plaży. W taki oto sposób mijało moje dzieciństwo aż do pewnego dnia...

Były to chyba ostatnie lub przedostatnie nasze wakacje nad tą wodą, wszyscy łowili na swoich stanowiskach, ale Pan "Wąs" z racji długich kręconych wąsów zrobił sobie stanowisko na zabagnionym terenie, ustawiając w swojej miejscówce małą kładkę i kilka gałęzi aby tam móc jakoś wejść. Niestety wyniki miał dość słabe przez niemal 2 tygodnie swoich nieustannych prób. Za każdym razem pokazywał mi, że codzienne po obiedzie nęci ziemniakami szukając linów. Niestety poza dorodnymi płociami, nic więcej ciekawego nie złowił. Gdy jego rodzina spakowała się do domu, ja zacząłem tam chodzić i od czasu do czasu tam łowić z innym kolegą. Pamiętam do dziś, że bałem się wchodzić na ten mostek, aby mi bagienko nie zabrało kaloszy.

 Pewnego razu wraz z kolegą późnym wieczorem poszliśmy na stanowisko Pana "Wąsa", większość "starszyzny"  wtedy już biesiadowała. Nam tego dnia w łowisko wchodziły niesamowicie duże płocie. Ja już wtedy łowiłem na kołowrotek, bodajże pierwszy raz miałem coś z wyższej półki czyli nowiutki PREXER 1110 :)

I nagle trzask, wędka wygięła się w pałąk, kabłonek kołowrotka otwierał się co rusz, szybka reakcja, z kolegą, wyrzuciliśmy wędkę w trzciny i na zmianę, rękoma na żyłce ciągnęliśmy coś mega dużego ( w miedzy czasie zacząłem się drzeć TATO, TATO podbierak) gdy dobiegł do nas wraz z resztą ekipy to niemal zemdlał, przed nami swobodnie bez oporu podpływał ponad 10kg jak nie większy karp, ciągnięty na palcach, ojciec zamiast go podebrać (niestety podbierak i tak był za mały) spróbował od góry jakoś dziwnie go pacnąć, na co PAN KARP się wynurzył w całości, popatrzył na Nas jak na dziwaków, zrobił zwrot 180 stopni i powolnym ruchem odpłynął... Tamtej nocy nie mogłem spać, cały się trzęsłem z nerwów i adrenaliny jaką przeżyłem. Byłem wściekły, ale za to zapamiętałem te obrazki w pamięci do dziś :) Po tamtym lub kolejnym roku przenieśliśmy się nad inną wodę: Jezioro Margonińskie, ale o tym w kolejnym wpisie...


podwójny karp.jpg
 

Witajcie w moim świecie :)
Grendziu



   (0 recenzji)


Opinie użytkowników

Utwórz konto lub zaloguj się aby dodać opinię

Musisz być użytkownikiem aby dodać opinię

Nie ma więcej opinii do wyświetlenia.




Wydawcą portalu dlaRyb.pl jest:

FUNDACJA "DLA RYB"
BOGUNIEWO 45, 64-610 BOGUNIEWO
Nr Konta: PKO BP 64 1020 4128 0000 1202 0123 2578
KRS: 0000613501 NIP: 6060096225 REGON: 364237131
https://dlaRyb.pl; e-mail: fundacja@dlaRyb.pl; tel.: 61 307 99 99
×

Ważne informacje

guest_terms_bar_text_value