Jump to content

Strona dlaRyb.pl wykorzystuje pliki cookie. Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego portalu. Więcej informacji

Search the Community

Showing results for tags 'wędkarstwo'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • OGÓLNE
    • Witamy
    • FUNDACJA - ŁOWISKA - PORTAL "dla Ryb"
    • Wędkarstwo dla osób niepełnosprawnych
    • Wyniki nad wodą
    • Nowości na rynku wędkarskim
    • Pozostałe tematy związane z wędkarstewem
    • Zawody wędkarskie
    • Zanęty wędkarskie
    • Przynęty wędkarskie
    • Konkursy
  • NAUKA
    • Ochrona środowiska
    • Ichtiologia
    • Prawo
    • Akwarystyka
  • METODY I TECHNIKI WĘDKARSKIE
    • Wędkarstwo gruntowe
    • Wędkarstwo spławikowe
    • Wędkarstwo spinningowe
    • Wędkarstwo morskie
    • Wędkarstwo podlodowe
  • SPRZĘT WĘDKARSKI
    • Akcesoria wędkarskie
    • Kołowrotki
    • Wędki
    • Łodzie wędkarskie
    • Odzież
    • Nasze zakupy wędkarskie
    • Handmade
  • KULTURA
  • ŁOWISKA
    • RZGW - jeziora - rzeki - zbiorniki
    • Komercyjne
    • Zagraniczne
  • GIEŁDA
    • Kupię
    • Sprzedam
    • Zamienię
    • Oddam
  • WOLNA STREFA
    • Kultura regionalna
    • Humor
    • Media
    • Hade Park
  • SPRAWY TECHNICZNE
    • Wyniki nad wodą
    • Archiwum
    • Uwagi dotyczące forum

Calendars

  • Community Calendar

Categories

  • Informations

Categories

  • Foundation

Categories

  • Łowiska

Blogs

  • Darek
  • Piotr Traczuk
  • BLOG DANIELA
  • RubiksFishing
  • Feeder transporter
  • Artur Kraśnicki blog
  • Spearfishing-Łowiectwo Podwodne
  • zWędkąPrzezNysę
  • Czesław Czech blok wędkarski
  • Sagittaria sagittafolia
  • Wędkarstwo u Zbyszka
  • Podwodna Polska
  • Feeder & Waggler
  • ABC Wędkarstwa z Kubikiem
  • Mój blog podróżniczy
  • Splot- zawodnicze początki
  • Orszak Trzech Króli
  • Pszenica według Pawcia.

Marker Groups

  • Wody fundacji "dla Ryb"
  • Jeziora
  • Rzeki
  • Łowiska komercyjne
  • Zbiorniki zaporowe i pozostałe inne niesklasyfikowane
  • Wody i łowiska międzynarodowe
  • Interesting places
  • Polecane sklepy wędkarskie i myśliwskie
  • Oficjalni sponsorzy FUNDACJI "dla Ryb"

Found 97 results

  1. Wygłodzone 40cm +

    Jeszcze wczoraj po porażce na Warcie zarzekałem się, że wędki idą w kąt, że czas na inne sprawy… Jak zaplanowałem, tak też zrobiłem, do czasu… W pocie czoła od rana praca i praca, około południa zerkam na Messenger Spinning Team Method Mania i patrzę jak @Bartosh wyciąga okonia za okoniem. Na początku nie zwróciłem uwagi na to, że na miarce padają okonie 40cm plus, założyłem że to 30taki, a i tak ochota przyszła na połów po chwili… Kilka godzin później, gdy wyrobiłem się z papierkową robotą i po kolejnych fotkach, zapdła szybka decyzja, jadę zobaczyć, trzeba przetestować przecież obrotówki… Jednak nie one dawały dzisiaj garbusy, łowiliśmy je głównie na gumy z opadu, zażerały jak sandacze. Bartek wyczaił dzisiaj miejscówki naszych „gigantów”. Pozostało tylko dołączyć i łowić razem. To nie był mój dzień do czasu, aż na łódce nie zostałem sam. Wcześniej złamałem nowy kij, kilka razy splątałem plecionkę i ciągle coś mi nie pasowało. Gdy @Bartosh wyciągnął czwartego okonia powyżej 40cm, na moich oczach pierwszego, dopiero uwierzyłem, że może być to ten dzień. Łącznie z mierzonych okoni złowił: 2x42cm, 2x40cm, 2x38cm i 1x37cm – na resztę pomiarów nie było czasu. Pod wieczór zostałem sam i powiedzmy, że udało mi się przekroczyć także magiczne 40cm i mam oficjalny PB oknia 41cm.. Przyjąłem sobie kilka lat temu zasadę, wszystkie wyniki anulowałem, bo nadzwyczajnej na świecie ryb nie mierzyłem, łowiłem tylko dla siebie, a że teraz jest taka moda i trzeba się poświęcić, to i mierzę i fotki robię. Na tak dzień jak dzisiaj czasami czeka się cały sezon, my dzisiaj złowiliśmy kilkadziesiąt sztuk pięknych garbusów. W pewnym momencie przyszedł taki czas, że gdy do fotki miały podejść kolejne 30 czy 35cm plus mówiliśmy z uśmiechem na ustach „za mały, szukamy większych”. Mam nadzieję, że na jesień odbędzie się u nas impreza i zawody obdarzą nas niesamowitymi wynikami. Łowisko No Kill w Nienawiszczu obudziło się na dobre.
  2. Kwietniowe liny z Crazy Ananas

    Wczoraj na łowisko wpuściłem Michała z Extru Fish, wykonywał swoją prace, testował własną markę. Długo nie trwało jak sam się skusiłem na wyjazd nad wodę. Do omówienia mieliśmy przecież pojedynek Extru vs Method Mania który mam nadzieję odbędzie się w tym roku. Będą to trzy spotkanie po 24h łowienia na łowisku No Kill w Nienawiszczu. Szczegóły tutaj: Dość szybko udało nam się ustalić co i jak, pomysł się przyjął, terminy ustalimy jak koronawirus przejdzie. Już nie mogę doczekać się tych partnerskich sparingów. No i oczywiście nie byłbym sobą gdybym czegoś nie wymyślił z łowieniem. O tej porze, gdy woda jest jeszcze poniżej 8 stopni ryb żeruję niemrawo. Przeważnie podczas łowienia szukam nasłonecznionych miejsc, a zanętę czy pellety podaje prawie zawsze na zasadzie kontrastów. Czyli jeśli pellet jest czerwony czy ciemny używam zanęty jasnej, jeśli jasny pellet to ciemna lub czerwona zanęta. W zasadzie złowiłem już w tym roku większość gatunków ryb spokojnego żeru, więc tym razem chciałem poszukać linów. Wyznaczyłem sobie dwie miejscówki, jedna na skraju brzegu po drugiej stronie, drugą w toni obok zwalonego drzewa. Jeśli liny to Crazy Ananas z Method Manii złamany na sucho pelletem Real Krill 4mm też z MM. Na wiosnę gruby pellet zawsze podaje na sucho, dokładam kilka sztuk do zanęty przed podaniem do podajnika i sam reguluję w ten sposób ile czego mam dać w danym momencie. Gdy łowiłem zachmurzenie było pełne, wiatr porywisty, późnym popłudniem wyszło słońce wiatr ustał i to w miejscu najbardziej nasłonecznionym pojawiły się liny. Niesamowicie waleczne jak na tą porę roku. No i był też przyłów. Testy odbywały się w ramach wykonywania pracy, na obiekcie prywatnym i zamkniętym.
  3. Na pierwszy ogień idzie nowość na 2020 czyli mocna profesjonalna sztyca zawodnicza. Zawsze przy wyborze jakiegokolwiek sprzętu niezależnie od producenta, powinniśmy zwrócić uwagę na bardzo istotny aspekt a mianowicie serwis i dostępność części zamiennych. W swoim wędkarskim życiu połamałem absolutnie każdą sztycę, którą miałem. Uszkodzenia nie wynikały z kiepskiego materiału czy wady produkcyjnej, ale mojej chwilowej nieuwagi i nadepnięcia zazwyczaj końcowego elementu. Bez dostępności części i serwisu zostajemy z niczym. Możemy czasami naprawić uszkodzenie, jednak często jest to zwyczajnie niemożliwe. Kupując sztycę razem z dopalaczem otrzymujemy 5,5 m zasięgu, który wystarczy praktycznie na każde warunki. Końcowe dwa elementy sztycy zakończone są gwintem. Daje nam to możliwość uzyskania długiej sztycy pod małe i średnie ryby, oraz po odjęciu cieńszego elementu mocnej sztycy karpiowej. Jednym słowem mamy 2 w 1. Tyle tytułem w wstępu. Sztyca prezentuje się bardzo dobrze. Jakość wykonania, wygląd i ogólne wrażenie stoją na najwyższym poziomie. Tutaj naprawdę nie ma się do czego doczepić. Każdy element posiada wzmocnienia w newralgicznych punktach i w rękach czujemy, że możemy pozwolić sobie na bardzo dużo. Sztyca jest bardzo sztywna i dobrze wyważona. Celowo założyłem do zdjęcia duży 20 calowy gumowany podbierak o sporej wadze. Sztyca złożona z wszystkich elementów przy mocnym bocznym wietrze w zasadzie wykazuje lekkie zgięcie. Jeśli ktoś szuka profesjonalnej sztycy pod zawody, która również poradzi sobie z komercyjnymi karpiami warto wziąć ją pod uwagę. Czy ją warto kupić, to już zostawiam Wam. :) Na koniec waga. Sztycę ważyłem bez gumowych zaślepek. Dopalacz TX4 – 550 waga 138 g długość 1,5 m Sztyca TX4 – 400 waga 273 g długość 4 m Autor: @Bartek.B
  4. Wędkarski Blog

    Witajcie na wstępie chciałbym wam życzyć zdrowych, spokojnych Świąt Wielkanocnych. Przy okazji chciałbym również zaprosić was na mojego nowego wędkarskiego bloga. Jeśli możecie zostawcie ślad po sobie w postaci komentarza na blogu. Dziękuje i miłego dnia ! https://kucharfishing.pl
  5. Ja już się powoli pakuję na czwartkowy wyjazd na zlot sumowy nad Wisłę w okolice Torunia. Pozwolenie na 3 dni już wykupiłem, butla 5 litrów ogórków małosolnych zrobiona, trunki się przeżerają, jeszcze menu na 4 dni muszę ustalić i listę zrobić co zabrać bo już głowa nie ta.
  6. Wirtualne Mistrzostwa dlaRyb 2019 r – kwiecień. Zmagania z pracą i zabawa w akwakulturę zabierają mi trochę czasu, a to powoduje, że rozpoczęty opis dokończyłem dopiero teraz. Wspólna zabawa w zawody wirtualne „dlaRyb” rozkręca się. W kwietniu w zawodach wzięło udział 15 kolegów i zgłoszono uczestnictwo w sześćdziesięciu dwóch połowach. W kwietniowych zawodach złowiono i zgłoszono 156 ryb, reprezentując 10 gatunków ryb. Dominującym w zgłoszeniach był karaś srebrzysty (59 ryb), a drugą mniej liczną grupę stanowiły: karp (27 szt), płoć (21 szt) i leszcz (20 szt). W zestawieniu, najdłuższymi złowionymi rybami były dwa amury (70 cm i 74 cm). Nie uzupełniłem jeszcze wszystkich wpisów dotyczących łowisk, ale często łowiono na rzekach oraz zbiornikach typu stawowego. Ryby niekiedy dopisywały wybitnie, bo były zgłoszenia 10, 13 i 24 punktowanych ryb, choć przyznać trzeba, że w tych grupach dominowały karpie. Jako podsumowanie kwietniowych zmagań, przedstawiam wykres utworzony na podstawie średniej długości ryb łowionych w kwietniu 2019 roku (Rysunek 1). Autor: Kotwic
  7. Method Mania

    Dziś, a w zasadzie już wczoraj wspomniałem w innym wątku, że to może być dzień, w którym dokonam, a w zasadzie dokonałem z kolegami zakupu wędkarskiego dość dużego, czyli chodziło mi o markę Method Mania. Dość długo to trwało, ale wiadomo, diabeł tkwi w szczegółach, jednak udało się porozumieć z byłymi właścicielami. Na tą chwilę właścicielami marki Method Mania jest @Kubik @Marcel i @Grendziu. Pracujemy już od teraz pełną parą, jak najszybciej musimy postawić na nogi magazyny, uregulować formę prawną i powoli do przodu Proszę dać nam chwilę i myślę, że maksymalnie do dwóch tygodni wszystko zacznie funkcjonować w należytym porządku
  8. https://www.gov.uk/government/news/anglers-ordered-to-pay-nearly-8000-by-magistrates Czekaj, czekaj przecież w UK jest tak wspaniale, że nie kłusują a ryby same jedzą zanętę na brzegu. Plusem jest szybkość wyroku.
  9. Porażki uczą, a w szczególności gdy polujesz na ulubioną rybę jaką jest sandacz. Szybka analiza, co należy wymienić i poszukiwania. Dziesiątki godzin na forach, fejsach i innych youtubach w poszukiwaniu ideału, zagwozdka typu, wydać za sprzęt ponad 3000zł, czy odpuścić, odnaleźć tańsze rozwiązanie. Jak już po wstępie widać, to chodzi o kołowrotek pod ZANDER-ka, mały zgrabny, funkcjonalny. Ktoś kiedyś trafnie określi, że wybór pomiędzy Shimano STELLA, a Daiwa EXIST to jak zadumać się przy wyborze pomiędzy Lamborghini, a Ferrari. Jedno i drugie znajdzie swoich zwolenników i przeciwników. U mnie wybór padł na Daiwa Silver Creek, to takie zauroczenie od pierwszego wejrzenia. Cena około 900zł, kręcioł jak dla mnie z wyższej półki, problem z tym, że gdy już podjąłem decyzję na tak, to nie można go było dostać w Polsce. Dodatkowo jest to kołowrotek poza katalogowy, to gdzie go odszukać? Jednak po co są znajomości, okazało się, że dwa modele były dostępne w Toruniu w sklepie wędkarski ELWALD https://bigriver.pl/ swoją droga bardzo fajna obsługa, polecam. Kolega za telefonem przeczytał mi dane od modelu LT 2500 - C i LT 3000 - C i wybór mógł być tylko jeden. Biorę oba. Mniejszy na okonie i sandacze, a 3000 pod sandacza i szczupaka. Przeważnie łowię gumami z główkami jigowymi do 20g, więc jakby były idealne pod mnie. Daiwa Silver Creek jest dedykowana niby pod tereny górskie, rwące rzeki i żyjące w nich przede wszystkim dzikie pstrągi, ale u mnie i tak znajdą odpowiednie przeznaczenie pod moje ryby. Dla przykładu podaję dane modelu Daiwa Silver Creek LT 3000 - C (2500 jest o 5gram lżejszy i ma mniejszą szpulę, a reszta praktycznie to samo) Waga: 195g Przełożenie: 5.3:1 Nawój: 80cm Ilość łożysk kulkowych: 8; Siła hamulca: 10kg Pojemność szpuli: a) żyłka - 0,23mm - 150m; b) plecionka - 0,13mm - 200m; Praca na sucho, jest cicha, może nie jak Stella, ale równomierna, stonowana, z lekkim szumem, rączka składana i wykręcana bez luzu jak na wyższy model przystało. Plecionka 0,12mm nawinięta równomiernie. Na siłę można byłoby się może i do czegoś przyczepić, ale mądrzejszy będę po sezonie 2019, gdzie jeśli nic nie wyjdzie w praniu to mam zamiar je katować cały następny rok. Dodatkowo z nawiniętą plecionką szum kołowrotka jest jakby wyciszony, słychać tylko pletkę podczas skręcania. Dla mnie wybór doskonały, 3 razy mniej za sztukę jak za kręciołek „Ferrari” a i mam dwa , a podobna prac silnika jak u AUDI RS. AUTOR: Grendziu
  10. Zimowo-lodowe klimaty

    Obsesja łowienia ryb w ciepłych porach roku, wywołała wysyp wątków w innych działach i niedosyt dyskusji "zimowych". Pora to zmienić. Wczoraj zamarzło jezioro. Niewielkie jezioro o powierzchni około 30 ha, płytkie, bo maksymalna głębokość to około 3 m, zamarzło. Poranny śnieg uwidocznił to, ze jezioro skuł lód, bo całą tafla "prawie wody" przysypana była białą, śnieżnopodobną złośliwością zimy. Teraz pojawia się szereg pytań i zgadywanek: czy lód utrzyma się długo czy stopnieje? Czy już niebawem da się łowić podlodowo czy ryzyko zmoczenia "d.py" będzie zbyt wielkie? Inne, głębsze, acz leżące tuż obok wody ( @suwi wie które), jeszcze są zbyt ciepłe by skutecznie zamarznąć. Ledwie drobne 1-2 metry "szklanki" przy trzcinach, ale piękny za to szron. Ale zimowe klimaty widać, gdy wystarczy chwila by wyjść z pracy nad jezioro.
  11. Dziwny rok

    Dziwny rok. Jasne. Wszem i wobec wiadomo, że podsumowując poprzedni rok wypada to uczynić niezwłocznie. U mnie jednak to nie wyszło, bo przy każdej sposobności, gdy trafiał się wolny czas, to ciągnęło mnie na ryby. Ale do rzeczy. Poprzedni rok (czyli 2017) zakończyłem łowieniem 31 grudnia, a w Nowym Roku (2018) już pierwszego stycznia byłem na rybach. Akurat w niektórych zatokach nie było jeszcze lodu. Niedługo później jeziora skuło tak solidnie, że mogłem sobie powędkować z lodu. No i w sumie na lodzie łowiłem do końca marca. Później przyszła ciepła wiosna i wszystko nagle zaczynało się zmieniać, ale ryby brały. Latem woda zaczęła się bardzo ogrzewać, co dane mi było obserwować na ponad 20 jeziorach, rozrzuconych w różnych regionach kraju. Niesamowity to rok, gdy woda w jeziorach osiąga temperaturę 28-30°C. Do tego znaczący spadek zawartości tlenu w wodzie i ryzyko przyduchy, co widoczne było na niektórych jeziorach, gdzie deficyt tlenu występował już od głębokości 2-4 metrów. Początek jesieni troszeczkę obniżył temperaturę wody i spowodował, że ryby mogły zejść w głębsze partie zbiorników. Niemniej, każdą wodę trzeba planować indywidualnie, bo bywa, że w dotychczasowych miejscach ryb jest mniej lub słabiej bierze. A do tego trzeba dołożyć bardzo wietrzną aurę, która zmusza do szukania osłoniętych miejsc połowu, zwłaszcza, gdy się łowi batem. Niemniej, sezon wędkarski ciągle trwa i jeszcze może zaskoczyć tym, co przyniesie, zwłaszcza, że roślinność wodna opada i zwiększa się dostęp do niektórych zakątków. Najważniejsze jest jednak to, że w każdych warunkach można znaleźć wyzwanie dla siebie i wybrać się na ryby. Kotwic
  12. Wrześniowe leszcze

    Jak co roku o tej porze dochodzą do mnie informację z różnych wód, że leszcz zaczyna żerować. A to padła propozycja nad Wisłę na 70cm sztuki, a to ojciec zlokalizował je na jeziorze margonińskim, gdzie ów tych ryb w życiu nałowiłem najwięcej. Z tym, że przeważnie było to lato po pierwszej połowie lipca. Jeśli leszcze i przyszła na nie ochota, to wybrałem jezioro Czarne w gminie Rogoźno, powiat obornicki. Zawsze za tą wodą tęsknie. W końcu mam tam swój pomost z kolegą @Pendra i nadal do stowarzyszenia należę. Woda przyciągała mnie już od dziecka, żółte duże leszcze łowione na "bata" Garmina 8m, których nie miałem siły wyciągnąć, bo i sama w sobie wędka waży pewnie z około kilogram. Ojciec do dziś ma ją w garażu. Ponieważ dla niektórych wędkujących pewnie jestem wiekowy, to pamiętam jak na jeziorze margonińskim nie używaliśmy zanęt sypkich gotowych ze sklepu, a o pelletach nie wspominając. Do wody lądował głównie: pęczak, pszenica, kukurydza, sorgo i makaron. Jakie lechole wychodziły na dwa kolanka makaronu, widok niezapomniany. Wraz z @Marcel postanowiliśmy się skupić na klasycznym feederze. Nawet mój marker od trzech lat nie zmienił swojego miejsca przez ten okres. Do czasu aż... Jeśli klasyczny feeder to i tradycyjne nęcenie. Trzy dni niemalże o tej samej porze nęciliśmy: 1 dzień kukurydza, następnie pęczak o smaku czosnku, trzecia doba to kukurydza, a czwartego dnia łowiąc przygotowaliśmy oprócz mieszanki do koszyków pszenice wymieszaną z pelletem o zapachu czosnek z MCKARP-ia. Jako, że bardzo mocno przyciągam wagę do warunków atmosferycznych, a ostatnio mam ograniczony czas, to serce się krajało, gdy widziałem już w środę spławy przy markerze. Wg mnie to od zeszłej niedzieli powinniśmy nęcić a w środę zrobić nockę. Wtedy byłoby Eldorardo. No ale jeśli, nie możesz iść kiedy ryba żerujęe a idziesz wypocząć i łowisz w czasie gdy masz wolne to nad wodą zameldowałem się po godzinie 13tej.... Rozpakowanie majdanu oraz zrobienie odpowiedniej zanęty do koszyka trwało pewnie z 2h, ale było warto. Zanęta do koszyka którą przygotowałem to: - Silver Fish Mix - Marcel Van Den Eynde - czekolada z lekką nutką najprawdopodobniej ryby - ponieważ jest jeszcze dość ciepło, to postanowiłem łowić na słodką, łamane z rybą; - Match Pro - ziemia torfowa bełchatowska lekka; - Zanęta EXTRU FISH - FISH MEAL; - kopromelasa; - melasa z wanilią w płynie; - 1,5litra robactwa - białych kolorowych; - dodatkowo do donęcania pszenica z pelletem czosnkowym gdy nic się nie działo. Brania rozpoczęły się w zasadzie po 40 minutach, gdy do wody z lądowało z 10 koszyków, bez wstępnego nęcenia na grubo. Ryby pobierały dość systematycznie do czasu aż się nie rozpogodziło. Łowiłem zestawem - klasyczny feeder - koszyk od 30-50g, skrętka, przypon od 30-70cm. Czasami dodawałem jakiegoś dumbelsa na włos, oprócz robactwa na haczyku. Łowiliśmy na 60 metrze na 5,5m głębokości. Najlepsze były oczywiście robaki. Niestety gdy po zmierzchu weszły krąpie, po 5 tym z kolei odpuściłem łowienie od 22giej do 5:30 rano. Wczesnym rankiem za dużo się nie zmieniło, krąpie czasami leszczyk. Brania jakby zamierały z każdą godziną. Połów pewnie mógłby być większy gdyby... Niestety nie udało nam się namierzyć dużych złotych leszczy powyżej 60cm, ale kto wie może zrobimy jeszcze jedno podejście w tym roku. Jeśli nie spróbujesz to się nie dowiesz. Ryby były przechowywane w bardzo dużej siatce, na macie leżały niecałe dwie minuty, jak nie krócej. Wszystkie ryby w dobrej kondycji wróciły do wody.
  13. Przez 6 dni sierpnia br miałem okazję przebywać na łowisku wraz z żoną i przyjaciółmi . Przekażę Wam moje subiektywne odczucia, z góry zaznaczając, że nie jest to miejsce dla estetów nowoczesnej cywilizacji. ! Jest to miejsce, które mnie swoją pierwotnością i prymitywną prostotą tak zaskoczyło, że nie myślałem, iż będę miał szczęście kiedykolwiek coś takiego spotkać, jeśli chodzi o komercję. Samo położenie powoduje, że oto powstała cudowna enklawa, samotnia wręcz. Do najbliższej żywej duszy, ok. 3,5 km /wieś Wołowe Lasy /. Od strony dojazdu ograniczają ją solidne, kilkudziesięciometrowe strome wzgórza, porośnięte starym sosnowym lasem. A drzewa zdrowe, wielgachne, jak to często na Pomorzu Mazurach - czy w Augustowskim. Dwa lekko ucywilizowane stawy, oraz wspaniałe, dzikie jeziorko -tworzą obiekt westchnień każdego wędkarza. Jest to cudowna, niczym nie skażona woda. Regularnie filtrowana przez szczeżuje.!!!! Biją tak silne podwodne źródła, że nie ma mowy o przydusze, ani latem, ani podczas 30 stopniowych mrozów. Pomimo tegorocznego hutniczego pieca atmosferycznego, woda ma poziom constans. Sztuczne są tylko groble rozdzielające akwen na 3 części ; to, oraz pewnie trzymające się pomosty, to jedyna znacząca ingerencja właściciela w naturę. Oczywiście, do tego cała infrastruktura stawu przepływowego, taka jak : mnich i inne, w tym budynek mieszkalny. Najważniejsza informacja - n i e m a p r ą d u !!! Brak telewizji, słabawy sygnał operatorów komórkowych i internetu - położenie w wyraznym obniżeniu terenu. Oświetlenie obiektu - 24 v z baterii słonecznej. Ciepła woda 2 razy dziennie, podgrzewana dwa razy dziennie przez ciepło z pieca opalanego drewnem i przy pomocy dmuchawy, napędzanej przez prąd z agregatu uruchomianego raz dziennie / można wtedy przez godzinę podładowywać urządzenia elektroniczne Należy jednak oszczędzać i te 24 volty, więc większość wieczoru spędza się przy świecach i takich tam wynalazkach. A więc nie ma mowy o praniu, prasowaniu.. W większości pokoi solidne, szerokie drewniane łóżka, z nie wyleżałymi, grubymi materacami, a jak tapczany to też niewyleżałe !! Cieplutkie kołderki, czysta pościel. ale niestety trochę brudnych elementów by się znalazło, jednakże nam absolutnie to nie przeszkadzało, wręcz jakby wydawało się normalne w takiej pierwotnej scenerii. Łazienki - 2 ; z kabiną, umywalką i tronem razem. Trony nowiutkie ! Jedna na trzy pokoje, i 1 na dwa. Dla nas było to do zaakceptowania, jako że zajmowaliśmy właśnie 3 pokoje. Całości dopełniają przesympatyczni właściciele / 2, jeden główny- Andrzej i wspierający go Tomek./ Bardzo uczynni i gotowi do pomocy. Jak zorientowali sie, że mam tylko feedera to na pomoście z najdogodniejszym dojściem rozebrali poręcze ! Podpowiedzieli jak tam zarzucać i gdzie szukać stanowisk ryb.Od strony łowiska przestronna 50 metrowa kuchnia z dwoma kuchenkami gazowymi i w pełni wystarczająco wyposażona. Z kuchni wyjście na 30 metrowy taras z cudownym widokiem na łowisko.( zdjęcie z ręcznikiem na barierce ). Bezpośrednio z niego można łowić tylko białoryb. Większej ryby nie ma szans podebrać, bo i wysokość, i wszechobecne trzciny wycięte tylko w korytarze. Na tarasie 6 krzeseł, kilka leżaków i dwa solidne, wykonane z grubej surówki drewnianej stoły, grill. W pobliżu altanka z przygotowanym miejscem na ognisko. No i najważniejsza dla mnie rzecz : wspaniale, przesycone żywicą powietrze. Byliśmy tam od 20-26. Przyjechaliśmy w południe, było 28 stopni. Wtorek 32, środa 35, czwartek 32, dopiero w piątek 26, a w sobotę wyjazd. Niestety te warunki powodowaly, że i ryba slabo żerowała i ja się czułem nie najlepiej, jednakże o wiele lepiej niż w domu mi się oddychało, bez żadnego wentylatora ! Naturalne sanatorium, odżyłem, wyciszyłem się, odpocząłem psychicznie .Woda, oprócz przybrzeżnych trzcin, pozbawiona roślinności podwodnej i wynurzonej. Za to dzika część jeziorka, ho ho !! Jakie tam spławiają się ryby !! Trafia się kilowa płoć , ponad 40 cm okonie, 1,m amury tołpygi smoki, liniska i złote karasiska. Ale to dla traperów wędkarskich !!! W części komercyjnej pływają kapiszony do kilkunastu kg, kilka potężnych, 1,5 m amurów i nie do wyjęcia - 1,5m szczupły. Mamuśka wycięła w tym roku wszystkie kaczuszki !!. Głębokość od kilkudziesięciu cm przy pomostach, do, miejscami 3 m / rów/. Niestety , zdarzają się i podwodne krzaki. a dojście do kilku najlepszych stanowisk utrudnione przez otaczające teren wzgórze i krętą, niewygodną ścieżynę. Nie ma mowy aby dostarczyć tam sprzęt wózkiem. A więc pozostają plecki. Jest 12 pomostów, a jednorazowo może spać do 10 osób. Oczywiście samo łowisko komercyjne jest otwarta i dla nie nocujących. Ale, pionierskie warunki i wielość naturalnych jezior dookoła powoduje, że nie widziałem tam wielu chętnych, oprócz kilku stałych bywalców, oczywiście karpiarzy. Ale z ograniczoną ilością sprzętu. Właściciele nie reklamują się bo mają stałych bywalców, cały czas mają obsadę Kto się raz nie sprawdzi / alkohol bez umiaru, hałaśliwe, przeszkadzające innym zachowania , bałaganiarstwo/ ten już nie dostaje szansy. Projekt powstał dzięki funduszom UE z programu Ryba 2008-2013. No i opłaty !!!! Raptem 30 zl za dobę pobytu, w tym możliwość całodobowego połowu. Okazów pow. 4 kg nie wolno zabierać. Sama ryba przesmaczna. Karp prosto z wody i po usmażeniu na klarowanym masełku - palce lizać. Nigdy jeszcze tak smacznej ryby nie jadłem. AUTOR: @Jurek
  14. Zjazd i po zjeździe

    "Po zjeździe" - relacja z 3 edycji zjazdu dlaRyb okiem debiutanta. Większość ekipy dzieliła się wrażeniami na bieżąco, zdając relację live, lub też znaleźli chwilę, by zdać krótką relację po powrocie. Teraz nadeszła pora i na mnie, tyle, że moja nie będzie krótka Jako, że samo spotkanie było fantastyczne, chciałem się podzielić z Wami moimi wrażeniami debiutanta. Tak debiutanta, gdyż po raz pierwszy byłem obecny na zlocie. Część "paczki" już znałem, chociażby z Rybomanii w Poznaniu, z pozostałymi miałem wielką przyjemność poznać się osobiście na miejscu. "Stawy Nienawiszcz" znane są już Wam z ubiegłego roku, mi natomiast jedynie z wcześniejszych relacji foto. Rzeczywistość przerosła jednak moje najśmielsze oczekiwania. Jestem oczarowany tą wodą i jestem przekonany, że także Jureczek odczuwałby to samo. Oto kilka moich fotografii tej wody : Cypelki, zarośnięte trzciną brzegi, a także miejsca fascynująco piękne, przypominające bagna Luizjany, lub jakieś namorzynowe lasy na Florydzie. Do tego szybujące drapieżne ptaki w powietrzu, odgłosy żurawi, przefruwający i polujący zimorodek. Miałem wielokrotnie przyjemność go obserwować. Wracając jednak do relacji, po przybyciu do Nienawiszcza, tak jak się spodziewałem musiałem budzić Grendzia, by odnaleźć ukrytą w polach "wodną perełkę". Na miejscu zastałem już @Ostap i @karol w Rozstawiliśmy namioty, uszykowaliśmy "stanowiska bojowe" : W międzyczasie zapoznałem się z chłopakami i od razu uderzyło mnie takie oto wrażenie - skojarzenie z filmem: "Dwaj zgryźliwi tetrycy". Przesympatyczne docinki, z których przebijała nie tyle zgryzota, co zażyłość i przyjaźń. Jak się mogłem wkrótce przekonać Karol to "super gość", obdarzony dużym poczuciem humoru i o jeszcze większym towarzyskim zacięciu oraz talencie kucharskim. Fantastyczne żeberka i nie tylko. Co do Łukasza miałem jako takie wyobrażenie już wcześniej. Nie rozczarowałem się . Ruszyłem "do boju", by złowić swe pierwsze ryby w Nienawiszczu. Zyskałem wielką "adoratorkę", która mi wiernie towarzyszyła. Każde podniesienie wędki, a już zwłaszcza złowienie ryby, doprowadzało ją do ekstazy. Mówiąc mniej kwieciście szczekała na potęgę i starała się podgryzać rybę. Zwróćcie uwagę co widać przez siatkę podbieraka. Toż to Fifunia :-) W którejś chwili oddechu , udało mi się zrobić sesję foto kolejnego lina : W sumie tego dnia złowiłem ich 4, na 9 sztuk w czasie całego pobytu. Niestety spiął mi się holowany jesiotr, co byłoby fajnym dodatkiem do połowu. W międzyczasie dzieje się co nieco : Dociera @Grendziu , młode chłopaki z Wągrowca- Jacek i Hubert, a także w odwiedziny pojawia się @Marcel z synem. Pod osłoną zapadających ciemności także @Splot, z którym witam się w piątkowy poranek. Przesympatyczny facet, z uśmiechem "przyklejonym" do twarzy i "serem na dłoni". Jeszcze raz dzięki za możliwość skorzystania z prysznica na kwaterze ! Cóż to była dla mnie za rozkosz, po dwóch dniach upału! Jeśli chodzi o wyniki wędkarskie, to poranek przyniósł mi jedynego karasia. Ależ piękne, dorodne są te "japończyki", kryjące się w brunatnych wodach łowiska "Stawy Nienawiszcz". Do tego kolejne 2 liny i poranek można uznać za udany Na miejscu meldują się kolejni "zjazdowicze". Moją lewą flankę zajmują @elvis i @cygan786 Oczywiście standardowe podchody i pytania w stylu: - Panie "biero" ? ;-) - Tu nie ma ryb ! Dobre humory dopisują. Następują dyskusje o przynętach, sprzęcie, podglądam taktykę, no bo trzeba się uczyć od lepszych od siebie ! Dociera i Arek. @ArekH do wędkarskich obowiązków podchodzi bardzo "lajtowo", co nie znaczy, że nie umie, jak chce. Oto dowód : Na zlocie nie mogło zabraknąć i @Grzes77, który ze mną uzupełnia skład łodzi i płyniemy w rejs, w poszukiwaniu szczupaków i okoni. Zobaczyliśmy wiele ciekawych zakątków, aż "pachnących rybą", no i efekty jak widać były. Brawo ziom ! Dzień przyniósł "daninę krwi" w postaci traconych podajników. Szczupaki szalały i moje wciąż były zagrożone. Jednego z rozbójników udało mi się skutecznie doprowadzić do siatki podbieraka : Ale nie samym łowieniem człowiek żyje. Zabawy z piłką przekształcają się w piłkarski mecz - bardzo zażarty i wyrównany. Wiwaty dla zwycięzców, chwała pokonanym : Gdzie impreza, tam musi być @Kubik, ale co trzeba podkreślić: Gdzie "robota", tam również go znajdziecie ! Jest on, jest i @Bydziu oraz @Bukoś Docierają z dostawą opału na ogniska i nocne Polaków rozmowy ;-) Towarzystwo się bawi, ognisko płonie, pyszności na ruszcie : Podziękowania należą się dodatkowo Agnieszce za leczo, a i do porannych kanapek też chyba dołożyła ręce. Sam @Grendziu był niczym "człowiek orkiestra". W czasie zjazdu dzielił swą uwagę między opiekę nad synem, zajmowanie się psami, dbał o niezbędne dostawy i nawet usiłował coś złowić (nie bez sukcesów). Na nasz zjazd udało się dotrzeć również Czarkowi z firmy Haft dla Ciebie. @HaftDlaCiebie.pl - To przyjaciel portalu i dzięki niemu nie wyglądaliśmy jak jakaś przypadkowa "banda obdartusów". Zaopatruje nas w koszulki i bluzy, więc możemy " godnie wyglądać " . Ach te widoki, w takich okolicznościach przyrody, to się dopiero wypoczywa : Sobota przynosi kolejny upalny dzień, my jednak nie składamy broni. Trzeba sobie jakoś radzić z duchotą : Ja rwę sobie włosy z głowy, odławiając kolejne mikro-płotki, by ostatecznie złowić rybę godną wspomnienia. Widać po mej fryzurze efekty rozpaczy (a przede wszystkim kąpieli). Dopiero po godzinie 16 odławiam pierwszą wartą uwagi rybę, a jakże kolejnego lina : Wieczór tradycyjnie upływa przy ognisku, a także trafia się kolejny lin rozrabiaka. Tym razem nocny. Zdjęcia jednak sobie darowałem, choć to ładny " czterdziestak". Mijają kolejne godziny, ostatni dzień zjazdu wisi w powietrzu. Okazało się jednak, że w nocy zawisła nad nami również burza. Ja nie ucierpiałem zbyt wiele, ale inni mieli mniej szczęścia, zwłaszcza Karol. Rano nachodzą kolejne deszczowe chmury : To krajobraz po bitwie, "tfu" po burzy ;-) Zaczyna się powoli pakowanie, w międzyczasie łowię ostatniego już, w sumie 9 lina. Coś wyjątkowo "linowo" u mnie, ekipa miała wyniki bardziej zróżnicowane. Jacek "rzutem na taśmę" odbiera @Grendziu zwycięstwo w kategorii Big Fish zjazdu. Młody ma moc ! 5 kilowy karp ląduje na macie w ten niedzielny poranek. Oto i łowca : Nadszedł czas na podsumowanie. Wspaniałe dni w świetnym towarzystwie. Było fantastycznie. Dziękuję. Cieszę się bardzo, że dane mi było spędzić ten czas z Wami, oraz mam nadzieję,że w przyszłym roku spotkamy się ponownie. Co więcej oby nie zabrakło wśród nas tych, którym życiowe zawirowania nie pozwoliły do nas dołączyć. Brakowało tam Was a jakże, bo wielu osób ważnych dla funkcjonowania łowiska, a także portalu było nieobecnych. Dziękuję za te dni, oraz tym, którym chciało to się przeczytać w całości. Co nieco się rozpędziłem Nie pierwszy to raz zresztą. AUTOR: @Tench_fan
  15. Ponton wędkarsko-turystyczny

    Oferujemy pontony wędkarsko-turystyczne, karpiowe, zanętowe, motorowe i wiosłowe w atrakcyjnych cenach. W ofercie modele marki BARK, Kolibri oraz NawiPoland. Posiadamy również sportowe deski dmuchane SUP, dmuchane kajaki, wiosła, silniki elektryczne, akumulatory oraz wiele akcesoriów pontonowych i wędkarskich. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą na stronie: http://www.sklep-pontony.pl
  16. Aktualnie w kołowrotka możemy rozróżnić kilka systemów wolnego biegu, postaram się opisać jakie są rozwiązania w nich dostępne na rynku: I. Klasyczny wolny - bieg z dźwignia: Stosuje się go do przedniego i tylnego hamulca. Jest to jedna z najczęściej stosowanych form przy wolnym biegu na rynku. Ogólna zasada działania jest znana, więc pokażę na przykładzie jak mniej więcej wygląda w środku: Widoczne na powyższym zdjęciu "ząbki" na przekładni przy przekręceniu korbką lub poprzez zmianę położenia dźwigni powodują zwolnienie wolnego biegu i włączenie hamulca głównego. Czasem tych ząbków jest mniej lub więcej, zależy to od projektu w danym modelu kołowrotka, ale zasada działania jest taka sama. II. System Quick Drag: System wykorzystujący szybkie ustawienie hamulca z poziomu mały opór na duży. Zakres regulacji bywa różny, bo czasami potrzeba obrotu pokrętła hamulca np. o 1/4 obrotu a czasami mniej (lub więcej). Działa na zasadzie docisku jak przy przykręcaniu śrubki. Można go zrobić sobie samemu, można kupić gotowe konstrukcje. Skręca się kołowrotek z przodu. III. Speed cap. System działa na zasadzie dźwigni: przy przełączniku "sterczącym" w kierunku wędki (po lewej stronie na zdjęciu poniżej) mamy swobodne wysnuwanie się linki, przy opuszczonej (po prawej stronie) mamy klasyczny hamulec. IV. System w kołowrotkach OKUMA: Działa on podobnie jak ten powyżej lecz jest regulacja hamulca wolnego biegu, widoczna jak na zdjęciu: V. System Baitrunner Spool. Mniejsze pokrętło to hamulec główny, a dużym zmieniamy jest dodatkowy docisk, jest to odmiana quick draga, lecz mamy tutaj do czynienia z większą regulacją. Ten sam system ma w swojej ofercie również min. firma Tica. VI Shimano Fighting Drag Shimano Stradic GTM quick drag'iem z tylnym hamulcem choć ten system był stosowany też w innych kołowrotkach. Wszystko ładnie pokazane na filmiku poniżej: https://www.youtube.com/watch?v=Fj3Jsvr9jgU Niezależnie jaki system wybierzemy (poza ostatnim i klasycznym quick dragiem) pamiętajmy by w trakcie brania i wysnuwania linki przyhamować szpulę i dopiero wyłączyć wolny bieg. Przedłuży to życie naszej maszyny oraz wydłuża żywotność nawiniętej żyłki, która docelowo mniej się skręca. Zdjęcia zamieściłem przykładowe z internetu. AUTOR: NPC
  17. O kormoranach ponownie

    Ostatnio wywiązała się burzliwa dyskusja na forum SiG: http://splawikigrunt.pl/forum/index.php?topic=10347.0 Od razu wyjaśniam czemu piszę akurat tutaj, zamiast w wątku na forum SiG. Jakiś czas temu zostałem pozbawiony możliwości swobodnego pisania na forum SiG, ze względu na to, że zastosowano ograniczenia wobec mnie przypominające „cenzurę profilaktyczną”. Decyzją administratora, od pewnego momentu, każda moja wypowiedź miała status „odpowiedź moderowana”, co oznacza, że każdy mój wpis musiał być przeczytany przez administratora portalu i on decydował czy wpis zostanie umieszczony w wątku, czyli pokazany publicznie. Ja nie akceptuję takiego sposobu ingerowania w wolność wypowiedzi, tym bardziej, że niejednokrotnie pojawiały się wpisy obraźliwe, a nie zostały usunięte. Stąd moja decyzja by zrezygnować ze swojego uczestnictwa na forum SiG. Wobec tego nie jest prawdą, że „sam sobie aresztowałem klawiaturę” o czym wspomniał Tomek: na co padła odpowiedź Luka : Zakładam, że Luk pamiętał jak wyglądała opisywana sytuacja, ale uznał, że nie podejmie się jej opisania. Jego sprawa. Co prawda początkowy sens wątku na SiG dotyczył gospodarki rybackiej, ale w międzyczasie autor „selektor” uzupełniał i wyjaśniał kilka zagadnień, po czym zadał pytania na kormoranów, stąd moja odpowiedź. Nie, nie lansujemy tezy o bezpośrednim związku, lecz informujemy jakie są trendy dotyczące odłowów rybackich (o tym już wielokrotnie mówił Tomek) a rosnącą populacją kormorana. Metodologia tych badań dotyczących odłowów rybackich (oraz wędkarskich) była opisywana wielokrotnie w pracach IRS., które były cytowane nawet na forum SiG. Co do części dotyczącej diety kormoranów powiążę to z kolejnym pytaniem. To nie jest różnica w szacunkach, to tylko niezrozumienie metodologii przez autora pytania. W publikacji: http://zs.infish.com.pl/sites/default/files/kkruj2016_book.pdf na stronie nr 92 są podane założenia dotyczące szacowania populacji kormoranów oraz ich diety. Ale by było szybciej zacytuję to tutaj: Podczas obliczania dziennej i rocznej dawki pokarmowej kormorana przyjęto następujące założenia: (1) populacja lęgowa kormorana na terenie północno-wschodniej Polski liczy 6000 par, (2) populacja kormoranów niegniazdujących stanowi 20% populacji lęgowej, czyli około 2400 ptaków, (3) dorosły kormoran zjada dziennie około 400 g ryb, (4) kormorany na terenie północno-wschodniej Polski przebywają tylko 150 dni, (5) pisklęta karmione są w okresie maj-lipiec, a ich zapotrzebowanie pokarmowe wynosi około 250 g/osobnika, (6) sukces lęgowy na omawianym terenie wynosi 2,2 pisklęcia/gniazdo. Sądzę, że na podstawie tych danych można ustalić skąd się biorą w/w dane dotyczące populacji kormorana. Ponieważ populacja kormoranów ciągle wzrasta, niebawem powinny ukazać się kolejne opracowania na ten temat. Odłowy komercyjne nie są ukierunkowane na drapieżniki, co wyraźnie widać w opracowaniach na ten temat, a które były wielokrotnie przedstawiane na konferencjach i cytowane na portalach. W odłowach komercyjnych dominują ryby karpiowate, głównie leszcz i płoć. Oczywiście znaczące są też odłowy sielawy i szczupaka, ale tu warto pamiętać, że tymi gatunkami regularnie się zarybia, co w przypadku szczupaka oznacza, że ponad 90% gospodarstw corocznie zarybia szczupakiem (http://www.infish.com.pl/sites/default/files/pub/files/kkruj2017_book.pdf) Ponadto, gdyby nawet przyjąć, że rybacy tak namiętnie wyławiają drapieżniki, to należało by uznać, że jednak ryby są w jeziorach, skoro corocznie łowionych jest kilkaset ton ryb drapieżnych, zarówno w odłowach komercyjnych jak i wędkarskich. Zebrano znaczną ilość materiałów i przygotowano sprawozdania z realizacji wspomnianego programu dotyczącego „zarządzania populacją węgorza”. Wbrew pozorom pracowników IRS nie jest tak wielu by wszystkie materiały były opracowane i opublikowane natychmiast, tym bardziej że zakres działalności IRS jest na tyle szeroki, że równocześnie prowadzonych jest wiele tematów badawczych. Najbardziej kompleksowe, polskie opracowanie na ten temat to praca dr Szymona Bzomy: (Bzoma Sz. 2011 – Program ochrony kormorana Phalacrocorax carbo w Polsce. Strategia zarządzania populacją kormorana w Polsce - Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego, Warszawa , s. 120.) Streszczając wymienione w „strategii” metody, można wymienić: odstrzały redukcyjne kormoranów, płoszenie i przepędzanie, niszczenie gniazd, ograniczanie sukcesu lęgowego, rekompensaty za straty w rybostanie, pasywność wobec problemu itd. W Polsce stosowano część z wymienionych metod, wynika to z możliwości logistycznych, prawnych i finansowych. Podsumowując mój przydługi artykuł chcę wskazać, że temat kormorana budzi wiele emocji, ale też powoduje, że przybywa opracowań na ten temat. Stronami rozmów są ornitolodzy, rybacy, ichtiolodzy, wędkarze, społeczeństwo. Część rozmówców zna się wzajemnie, część jest anonimowa, ważne jest jednak by podczas rozmów używać argumentów, nie zaś pomówień lub pretensjonalnego tonu. Mam nadzieję, że wystarczająco uzasadniłem dlaczego rozmowa o kormoranach toczy się na forum dlaRyb.pl a nie na forum gdzie dany wątek został zapoczątkowany. Wszystkich chętnych do dyskusji zapraszam, licząc, że nie trzeba będzie „przeskakiwać” pomiędzy portalami, bo każdy może „zarejestrować się” gdzie zechce. Kotwic p.s. Uprzejmie uprasza się, by dokonując wpisu, "że Kotwic napisał" zamieścić odpowiedni cytat Kotwica, a nie sugerować, że to jego słowa. Jeśli natomiast ktoś inaczej interpretuje słowa Kotwica, to warto napisać, że są to interpretacje/wizje/przemyślenia owego autora, tak by każdy jasno można było dostrzec, co jest cytatem co jest interpretacją.
  18. Klip wg pomysłu Marka Siembidy

    Przedstawiam Wam rozwiązanie, które eliminuje ryzyko zerwania żyłki gdy nie zdążymy jej odhaczyć z klipa. Jeżeli prawidłowo wykona się wszystko, to klip ten trzyma żyłkę nawet podczas zarzutu 60g podajnikiem. Autor pomysłu, wymieniony w tytule, ma jeszcze kilka innych sensownych rozwiązań. Mam nadzieję, że w końcu sam je udostępni lub pozwoli mi to zrobić. Zdjęcia , tak jak i praktyczne próby potwierdzające genialność rozwiązania wykonał kol. Jarek Ban, tajemniczy Don Pedro z innej bajki. Koszt zamyka się w kilku zł. Potrzebne na są: - kombinerki; - drut dentystyczny dental 0,5mm - w sklepach medycznych po ok. 6 zł rolka 5m; - taśma przylepna do umocowania klipa na szpuli; - miarka mm do odmierzenia długości drutu oraz dobre chęci. Jak już wszystko zgromadziliśmy to należy zrobić to mniej więcej w taki sposób: 1. Zaginamy drut. 2. Mierzymy głębokość szpuli i zaginamy w odpowiednim miejscu miejscu. 3 Drut musi dotykać jednocześnie / ściśle przylegać do dołu szpuli oraz "środka" szpuli. Dlaczego? Jeżeli nie będzie na dole szpuli to przy zwijaniu żyłki/plecionki będzie tam się dostawała linka i przy wyrzucie zablokuje za szybko niż na "chcianej" i wyznaczonej odległości. Dental jest sprężysty więc wystarczy lekko dogiąć a w razie czego można poprawić, estetyka nie jest tu konieczna bo tego nie będzie widać. Teraz pozostało przyklejenie tego klipa do szpuli. Ja użyłem taśmy tzw. izolacyjnej do prądu ale można użyć też zwykłej taśmy do papieru. Ważne by nie była za szeroka lub jeśli jest za szeroka to należy ją przyciąć by zmieściła się w szpuli. Mam nadzieję, że prezentacja Ci się przyda. Do odważnych Świat należy! Jest i minus, ale to raczej dla estetów, bo praktycznie nie ma znaczenia - nawijana żyłka w jednym miejscu będzie miała mały garbik. AUTOR: JUREK
  19. Kiełbi w Łużycy żyło zatrzęsienie. Praktycznie na każdym, w miarę spowolnionym odcinku, można było spotkać stadko liczące po kilkadziesiąt sztuk, tych stojących przy dnie, pozornie bez ruchu żerujących rybek. Niektóre osobniki były naprawdę okazowe, zdarzały się i 15 centymetrowe srebrne torpedki. Smakowały wybornie, obtaczane w mące i smażone na masełku. Wtedy po raz pierwszy zetknęliśmy się z zasadą No Kill wypowiedzianą ustami Babci : " przecież takiemu maleństwu to szkoda życia odbierać ". Uspokoiła się trochę gdy wyjaśniliśmy jej, że to nie jest narybek tylko dorosłe okazy. Apetyt na kiełbiki wyraznie w nas osłabł, gdy Babcia odmówiła współpracy i przestała je sprawiać. Nie miała za bardzo czasu na oczyszczenie kilkudziesięciu drobnych rybek. Zemsta trzech urwisów była straszna - wpuszczono 4 sztuki do babcinej studni. Oj, skóra na pośladkach piekła po dziadkowym pasku, gdy sprawa wyszła na jaw. Zapamiętaliśmy Babcię Franciszkę jako osobę bardzo pracowitą, zawsze się krzątającą po obejściu. Jej niska, drobna postać była w ciągłym ruchu. Nigdy się nie skarżyła. Na głowie miała cały dom z obejściem, ogródek, świniaka w chlewiku. Np.: pół dnia spędzała na zrywaniu po okolicznych rowach " zielonego dla wieprzka ". Wszędzie panował wzorowy porządek, obejście było codziennie pod wieczór pozamiatane i wygrabione. I do tego wszystkiego, przez cały miesiąc, miała na głowie trójkę łobuziaków. Gotowała nam cudownie pachnące kluchy na parze, podawała je z sosem karmelowym, za którym wprost przepadaliśmy. Na śniadanie często bywała polewka- palce lizać, albo twarożek ze swojskiego sera wraz ze świeżo zerwanym z ogródka koperkiem. Jego niesamowity zapach towarzyszy mi we wspomnieniach do tej pory. Na podwieczorek zaś - racuchy drożdżowe z cukrem waniliowym i do tego kompot z porzeczek. Już jako dorośli, jeździliśmy specjalnie na nie do Babci. Na podwórzu rosła rozłożysta papierówka. Miała tylko tą wadę, że obdarzała nas jabłkami raz na dwa lata. Ale za to jakże cudownie, orzeźwiająco pachnącymi; pełnymi szklanego miodu, gdy dojrzały. Słodko kwaśny nektar spływał po umorusanych policzkach małych łakomczuchów. Pochłanialiśmy je kilogramami ! Przed domem w pięknie wypielonym ogródku, rosły kocie łapki. Te rosnące na cienkich, wysokich łodygach kwiatki były tak charakterystyczne, że do tej pory gdy je widzę u kogoś natychmiast nasuwa mi się na myśl tamto miejsce. Mieliśmy tam jednego serdecznego kolegę - Zdzicha. Zaraziliśmy go skutecznie wędkarstwem, ale... jak to na wsi bywa, dla niego wakacje to były obowiązki, a nie wczasy. Musiał codziennie paść pięć krów, pilnując by nie czyniły szkody w sąsiedzkich zagonach. Trwało to od rana do późnego popołudnia a trasa przemarszu na pastwisko wynosiła ok. 1 kilometr. Więc siłą rzeczy na łowienie ryb nie pozostawało mu za wiele czasu, za wyjątkiem dni świątecznych. Staraliśmy się być solidarni w jego cierpieniu i często towarzyszyliśmy mu. Ale pewnego upalnego dnia, około południa, krówska zaczęły niespokojnie spoglądać się spode łbów dookoła, popodnosiły ogony i pognały z pastwiska do domu. " Zagziły się " stwierdził Zdzich i wytłumaczył, że to przez atak gzów, boleśnie tnących bydło. Aktywność owadzich natrętów wzrastała wraz ze wzrostem temperatury. Po powrocie do domu nikt już nie wymagał od Zdzicha ponownego kursu na łąki. W ten sposób odkryto wspaniały sposób na skrócenie pobytu na pastwisku. Trzeba tylko było głośno bzyczeć w pobliżu nieszczęsnych zwierząt. Z ust czwórki łobuzów wydobywało się półdzwięczne " bzzzzzyyyyy", jakże podobne do dalekowschodniej mantry, słyszanej obecnie przy okazji seansów medytacyjnych. Zawsze, w końcu, skutkowało to " zagzeniem się " i ucieczką spanikowanych krów do obejścia. I dopóki zdarzało się to raz albo dwa razy w tygodniu, nie wzbudzało szczególnych podejrzeń. Po czym, wczesnym popołudniem, całą czwórką wytrawnych wędkarzy, udawano się na upragnione łowy. Ale gdy gzy zaczęły atakować codziennie - Zdzich " pękł " podczas przesłuchania ! Oj, znowu piekły pośladki, po dziadkowym pasku, oj piekły ! AUTOR: JUREK
  20. Wiertła wędkarskie w porównaniu do zwykłych wierteł ze sklepu z narzędziami to niebo a ziemia. Sklepowe nie dość, że tańsze to jeszcze cała gama rozmiarów. Do celów wędkarskich można spokojnie kupić najtańsze, nawet z gorszego stopu tzw. chińszczyznę bez obawy o zniszczenie. Zalecana grubość do pushstopów to 1.5 mm. Zdjęcie przykładowe: To mamy już połowę sukcesu, bo trzeba nam jeszcze rączki, można użyć czegoś co już uległo zniszczeniu np. stare wiertło które wyleciało ze starości wsadzamy nowe, może trzeba będzie lekko nawiercić i wkleić. Jeżeli chcemy coś innego to używamy najzwyczajniejszego kołka do mebli. Kołek będzie się wygodnie trzymało w rękach nawet przez mokrą rękawiczkę. Teraz łączymy elementy przy pomocy wiertarki lub wkrętarki oraz wybranego wiertła, a najlepiej przy użyciu wiertarki stołowej wiercimy dziurkę. Osadzamy wiertło w otworze przy użyciu kombinerek, można użyć też kleju ale nie jest to konieczne jeżeli wiercimy głębiej niż połowa kołka. Po zakończonej ciężkiej pracy można nawiercać przynęty, a ostre wiertło zdecydowanie nam przyspiesza pracę. Podobnie robimy z igłą do przepychania, tylko tępimy końcówkę lub odwracamy by część igły z oczkiem wystawał, szydełko podobnie ale tutaj trzeba będzie użyć kleju, bo dziurka może być już za duża. Igłę lub szydełko można nabyć za grosze w pasmanterii. Rączka może być z czegoś innego ale w sklepach ogólno-budowlanych lub pasmanterii znajdziemy wszystko razem za grosze bez konieczności szukania. W przypadku zgubienia robimy nowe w 5 min. AUTOR: NPC
  21. Wakacje u babci  - genesis

    Przez lata była to jedyna letnia rozrywka, gdyż mamy nie stać było na opłacenie innych wakacji dla trójki dzieciaków. Tak więc, gdy rozbrzmiewał ostatni dzwonek szkolny, z radością myśleliśmy o czekających nas przygodach u kochanej babci Franciszki. Wakacyjna wioseczka położona jest między dwoma rzeczkami, więc siłą rzeczy ich wody stanowiły jedną z podstawowych atrakcji tamtych dni; oczywiście jako obiekty wypraw wędkarskich, jak i kąpieli. Oprócz tego, do ważnych punktów programu należały niepowtarzalne smaki przyrządzanych przez babcię dań oraz babcine barwne opowieści, na wypadek uwięzienia przez złą pogodę, trójki oprychów w domu. Kolorytu pobytu dopełniały chłopięce psoty i figle rozmaite. No, więc jak to było? Były to czasy, gdy łowiło się na kije leszczynowe. Po przyjeździe, cała trójka urwisów udawała się w pobliskie chaszcze w celu pozyskania odpowiedniego kija. Nie wiedząc co oznacza słowo akcja progresywna, czy paraboliczna szerzono spustoszenie w leszczynowym drzewostanie szukając wędziska o odpowiedniej wadze dla dziecięcych rączek i kierując się " ciętością kija ", tzn., szukając wg dzisiejszych norm raczej akcji szczytowej. Następnie była wyprawa do sklepu po zakup kilku metrów żyłki głównej / o fi ok. 0,25mm / i metra przyponówki 0,15mm / najcieńsza wtedy żyłeczka dostępna na rynku / oraz taśmy ołowianej i kilku haczyków. Potem przechodzono do fazy siania popłochu w stadzie babcinego drobiu i pozyskiwania piór na spławik. Dalej, w okolicy umownego dolnika przybijano kołowrotek, na który składały się dwa gwózdki wbite w odległości 10cm, na które nawijało się zapas żyłki. Potem dzieło zbrojenia wędeczki dopełniały 3-4 przelotki wykonane z drutu i przytwierdzane do kija drucikiem miedzianym. Zabierało to wszystko mniej więcej dzień, po czym pełna wrażeń i nadziei trójka wytrawnych wędkarzy udawała się na zasłużony, nocny odpoczynek. Niezapomniany, mocny sen na babcinym, świeżo wypchanym słomą sienniku i niezapomniane tykanie stojącego w rogu sypialni, starego, poniemieckiego zegara - szafy. Zasypiało się natychmiast i dłuugo spało. Rano okazywało się, że slońce już wysoko, więc ...śniadanie jedzone w pośpiechu, kopanie dżdżownic w ogródku i nad rzekę !. Niezapomniana droga przez łąki ... odurzający zapach kwitnacego kobierca kwiatów, piekące słońce, niesamowity, dzwięczny śpiew skowronków, miękkie " kuik..kuik " nisko latających czajek, bociany z powagą kroczące po zielonym dywanie, bzyczenie pracowitych pszczółek...niezapomniana sceneria...niezapomniane chwile. Po dotarciu na " walczakowe ", chłopięce oczy łapczywie przyglądały się nurtowi Łużycy, wypatrując rzecznych " potworów "; od razu ujawniały się zawzięcie oczkujące uklejki. Za chwilę wędkarska gromadka rozpierzchała się po łące i następowała faza łapania pasikoników, much, motyli i wszystkiego, co tam się tylko w powietrzu, z owadziego rodu, poruszało. Potem, pierwsze nieudolne rzuty, ale po kilku próbach owadzia przynęta przestawała bruzdzić powierzchnie wody i pierwsze srebrne rybki zaczęły łakomić się na podawane "mięsko". Ależ to były cenne trofea ! Zdarzały się i takie po ok 15 - 20 cm ! Trafiały się i 20-25 cm klonki. Jakże trudne do podejścia, ile to razy skradaliśmy się do brzegu naśladując Szarika; niezapomniane, parzące twarz pokrzywy i tnące w najmniej odpowiednim momencie komary. A jak już nic nie brało, to można było liczyć na kiełbiki. Wybierało się spowolniony nurt i w odległości kilku metrów od miejsca połowu silnie mąciło nogami wodę, i następnie zarzucało przepływanko-przystawkę z kawałkiem dżdżownicy na haczyku. Brały jak głupie, bez opamiętania. Mączniki, lata 60/70. Oczywiście, z tematem związany jest I utwór. Niestety pojedynczego nagrania nie udało mi się namierzyć. AUTOR:JUREK
  22. 1. Parametry wędki Drennan Acolyte plus feeder 10 Feet a) długość 305 cm; b) długość transportowa 157,5cm (bez pokrowca); c) waga ok. 140g; d) c.w. 45g; e) akcja paraboliczna (jak dla mnie porównując do Feeder Method serii 7- średnia); f) przelotki SIC 16 szt (wraz z przelotkami na topie ) bez topa-9 szt; g) w zestawie 3 topy 2,5 2,0 oraz 1,5 z. Spakowane w plastikowej tubie. Dwie skarpety i szeroka opaska, pokrowiec jedno komorowy plus mała komora na tubę z topami, wykonany z cienkiego mat; h) uchwyt w pełnym korku z mocowaniem FUJI; i) materiał z jakiego została wykonana to Carbon. 2. Poszczególne wymiary: a) długość dolnika 157,5cm; b) długość części szczyt. bez topa 95,5cm; c) długość części szczyt. z topem 155,5cm; d) śr. dolnika przy uchwycie 9,15mm; e) śr. części szczytowej w najgrubszym miejscu 7,85mm; - (pomiary średnicy nie były dokonywane na oplotach ); f) waga dolnika 123g; g) waga szczytówki wraz z topem 17g; h) śr. przelotki 1 dolnika = 9 mm; i) śr. przelotki 1 szczytówki = 5,8 mm; j) śr. przelotki szczytowej = 2 mm; 3. Feeder do: a) lekki ultra cienki feeder/picker przeznaczony do połowu takich ryb jak: Lin, F1 oraz mniejszych karpi, o zasięgu rzutu do 40m; 4. Ocena techniczna: a) spasowanie elementów - precyzyjne bez jakichkolwiek luzów; b) lakier na oplotach idealnie położony, brak jakichkolwiek zacieków; c) cały blank matowy jak dla mnie - jakby był surowy carbon bez lakieru; d) przelotki równo rozłożone ustawione wszystkie jednakowo, bez minimalnych odchyleń od lini (jak i na dolniku tak i na szczytówce). 5. Ocena wizualna: a) stylistyka nowoczesna, ładny wygląd, smukły blank, wędka lekka i pełna finezji; b) pokrowiec standardowy z cienkiego materiału. 6. Mocowanie kołowrotka na feederze - wyważenie do kołowrotka Shimano Aernos 4000 FB - jest prawie perfekcyjne i równolegle do powierzchni, zawieszona na uchwycie z przodu kołowrotka. 7.Ugięcie z podwieszonym ciężarkiem 500 gram -początkowo bałem się podnieść - wiadomo, nie chciałem aby gdzieś pękła, nie wiedziałem czy wytrzyma. Z większym obciążeniem nie eksperymentowałem - czas pokaże. 8. Ja zakupiłem wędkę za 230€ nową po małym rabacie. 9. Podsumowanie. Wędka bajka. Cienkie blanki, lekka, jakość wykonania, nic dodać, nic ująć, klasa w samej sobie. Jak ją wziąłem do ręki aby obejrzeć - od razu wiedziałem, że będzie moja, no i jej nie oddałem Więcej o tym jak się nią łowi napiszę po testach nad samą wodą. Dopatrzyłem się dwóch małych wad według mnie - ale mało znaczących. Pierwsza to skarpeta górnej części wędki - powinna być 3cm dłuższa (głębsza), wtedy bym ją zapiął pod przelotką, nie spadała by z wędki, a tak jest dość luźna i może spaść samoistnie podczas transportu. Druga, to szeroka opaska - jest strasznie gruba, jak na tak finezyjny kijek ,trochę sztywna i źle się nią owija wędkę. Dodam, że w wędkach serii 7 dodają te opaski o połowę cieńsze. To szczegóły który jednak wyłapałem i można by to było poprawić, wyeliminować. Mogę wszystkim z czystym sumieniem polecić ten kijek. Gdyż przetestowałem go nad wodą, gdzie na łowisku operuje się nim jak wykałaczką. Lekka, wygodna - pisać by dużo i w samych superlatywach, jeśli chodzi o wygodę w użytkowaniu. Jak się sprawuję pod rybą? - Nie nałowiłem tym kijkiem za wiele (gdyż moim priorytetem były większe odległości), ale coś się tam uwieszało. Karasie sr. około 30 cm, leszcze około 40cm. Wędka poddaje się pod rybą, a zarazem zachowując pełną kontrole nad holem. Jest dość szybka jak na tak cienki blank Właściwości rzutowe w skali 10 dał bym 7-8. Miałem już wędki o lepszych parametrach - choćby Drennan Series7 Puddle Chucker Method Feeder. Od takie to przyzwyczajenie - ale to inna klasa wędek więc ciężko porównywać. Polecam z czystym sumieniem dla pasjonatów finezji podczas wędkowania. Zdjęcia oraz tekst mojego autorstwa. AUTOR: MrProper
  23. Ochotka - wierszem

    To przynęta " jak się marzy ", prawie dla wszystkich wędkarzy; I choć wszyscy już ją znają - lecz niepełną wiedzę mają. Że to owad ? -każdy powie, ale to Mości Panowie nie jest wszystko o tym rodzie, co rozwija się wprost w wodzie. Bo " insecta " to " owady " - taka nazwa tej g r o m a d y, A, z " gromady " się wywodzi mnóstwo " rzędów ", więcej - " rodzin "; rząd " muchówki " , bądz : " dwuskrzydłe " - wszystko to jest trochę dziwne, Po co skrzydła jej pod wodą ? - raczej płetwy tu pomogą ! Powinienem jeszcze sprawić, by " rodzinę " tą ujawnić ; więc ujawniam wiedzę zatem - nazwa jej : o c h o t k o w a t e Pora już zakończyć na tym, naukowe te tematy, Z satysfakcją wielką wielce, oddam głos mej bohaterce : Nie ma nigdzie, w całym świecie, o czym być może nie wiecie, Bardziej z przynęt naturalnej, doskonałej i normalnej, Dla rybiego rodu znanej, przez to bardzo pożądanej. No bo w wodzie, " daję głowę " , stanowimy aż połowę tego, co ryba tak ceni w swym codziennym, zwykłym menu. Inne robale przebrzydłe, uzurpują wręcz nagminnie sobie prawo, a do czego ? - już tłumaczę Ci kolego : otóż nazywają siebie, / skąd ten pomysł ? Tego nie wiem / , wprost przynętą naturalną, ale jest to bajką marną ! Gdy nie wierzysz mi na słowo, to sprawdz prawdę naukowo ; ichtiologia to potwierdzą, nie jest to tajemna wiedza. Tak więc pora podsumować, inne muszą się tu schować ! To ja jestem dla ryb słodka, a nazwałeś mnie - ochotka. Ryby, gdy apetyt mają, to się wręcz mną obżerają, Wy wędkarze to widzicie po pęcherzyków wykwicie, Co na wodzie się " bąblują ", kiedy ryby tu ucztują, ryjąc pyskiem tak sumiennie, uwalniają gazy denne. Jak więc widać żyję w mule - to nie martwi mnie w ogóle, Bo jesteśmy wszystkożerni, a tu pełno jest materii. I pod wodą spędzam tak, znaczny mego życia szmat. Tego życia taka miarka : jajo, larwa i poczwarka. A nad wodą me wcielenie, to imago, nic nie zmienię ! Bo choć pięknie bardzo fruwa, tutaj rola nie jest długa. No i po krótkich amorach, przyjdzie jej umierać pora. I od nowa, taka moda, jajo jej pochłonie woda. A pod wodą, powiem Ci, żyję tak z dwadzieścia dni, Lecz gdy warunki nie takie, któryś miesiąc mogę z hakiem, Prawie głodem się zamorzyć, by w poczwarkę się przetworzyć. Ale głód mnie nie zrujnuje, gdy w letargu się znajduję. By imago przyjąć postać, muszę z wody się wydostać. W tym wypadku, aż mam ciarki, wchodzę w swe stadium poczwarki. A te ciarki mam ze ścisku, że zakończę w rybim pysku. No bo jestem łatwym łupem, prawie takim " żywym trupem " Gdy się rójki zacznie czas, to jest ogrom w wodzie nas, Rybie zaś wystarczy tyle, by otworzyć pysk na chwilę, I same jej tam trafiamy; jak się cieszą " patafiany " ! Tak się nami opychają, że aż brzuchy im " pękają ". To wiadomość dla wędkarzy - kiedy rójka się wydarzy, to niech lepiej siedzą w domu, ryba nie wezmie nikomu. Aż się ochotka wyroi, no a wtedy, drodzy moi, Znowu można, w każdym razie, snuć marzenia o okazie. AUTOR: JUREK
  24. Rosówka - wierszem

    R O S Ó W K A Wśród wszelakich glizd, robali - co są " pod " oraz : " na fali "; Które ulegają modom - mnie jedynej nie przemogą ! Na nic propagandy słówka - górą jestem, ja - rosówka. I w zamyśle swoim mam - być wśród przynęt : number one ! I nie trzeba moi mili, żadnych skunksów, sosów chili, Żadnych dipów, boasterów, różnych " szmerów i bajerów " Niechaj każdy wie już o tem, że najlepsza jestem soute. No i właśnie w tej postaci, żadna rybka mną nie wzgardzi. Bo ja jestem sama w sobie, atrakcyjna co się zowie ! Taki okoń, nawet mini, na mój widok aż się ślini, Nie pogardzą mną też jazie, zwłaszcza jeśli mają " w gazie " I choć płetwy im sie plączą, nie pogardzą tą przekąską. No a okazowe leszcze, nie przełknąwszy dobrze jeszcze, Jeszcze pełną gębę mają - już kolejną z nas zjadają. Przy okazji biorą pewnie, tak że spławik Wam wylegnie. Ten fakt szczerze Was ucieszy, wszak to jest klasyka leszczy. No a stare, wielkie karpie, co to stoją niczym Harpie ; Gdy we wodzie mnie zobaczą to rekordem Was uraczą. Takie dzikie karpiszony - nie trzymane dla mamony. nie karmione sztucznym g....., / paszą,/ niby co tak pachnie cudnie. Lecz znające stare małże, małe raczki - no a jakże ! Co to, gdy je wezmie chucia, to się rzucą na turkucia ! Na mój widok to aż gwiżdżą, / chociaż jestem zwykłą " glizdą " /. Że nie wspomnę o karachach, o liniskach, / tych prosiakach /, O kleniskach, takich kłodach - grubszych niż Mariusza noga, I o brzanach - gdy się zmierzy, to cmokają Muszkieterzy, Idąc dalej wśród wąsaczy - o sumiskach jak się patrzy, Łowiąc je, nawet w tej Marnie, bardzo dobrze łowić na mnie. Skoro zalet mam aż tyle - czas już poznać : gdzie ja żyję ? Więc otwieram drzwi zagadce - mieszkam w piachu, w ziemi matce. Przepuszczając ją przez siebię, napowietrzam pięknie glebę. Bo z maniaka wręcz uporem, ciągle drążę sobie norę. I w ten sposób, my - tysiące, mamy wpływ taki jak słońce, Kształtujemy Wasze plony, nie, to nie są zabobony ! Gdy zaś przyjdzie mokra pora to myślimy o amorach, No i wtedy nie na żarty urządzamy love party. Wypełzamy na powierzchnię wiedząc, że to niebezpieczne, I pierzchamy na ruch trawy, i znikamy jak te zjawy. Ciało mamy doskonałe, pełno na nim takich plamek, Co jak alarm zadziałają, wtedy gdy nas oświetlają. Więc gdy chcesz nas tak pozyskać, musisz wtedy na to przystać : Iść jak kocur przyczajony, świecić światłem przyciemnionym, Wtedy dojrzysz nas wśród trawy, no a reszta - troszkę wprawy, Włóż mnie potem w fusy kawy, będę jędrna - nie ma sprawy. Gdy jest sucho masz też wyjście - skropić glebę, dość obficie Albo kołek wbijaj w ziemię i uderzaj weń sumiennie, Wtedy sama wnet wyskoczę, bo łaskotek wręcz nie znoszę. No i tak mnie zawsze złapiesz, wcale się też nie zasapiesz. Tak, na marginesie, dodam, że doprawdy wielka szkoda, Bo Luk idąc gdzieś na skróty chce zakładać mnie od ... brzydszej strony No a przecież ma uroda, to jest przede wszystkim - głowa, Lecz na szczęście mam ten myk, że gdy tułów by mi znikł, To z kawałka mej postaci, reszta sama się wykształci. AUTOR: JUREK
  25. Podajnik GURU po liftingu

    Jakoś początkiem roku olśniło mnie i "wymodziłem" coś takiego. Mając na uwadze wszelkie nowinki udoskonalenia, przeróżnych firm musieli byśmy mieć sprzętu co nie miara, jedni oferują Dura Banjo, inni Hybrid jak np GURU, a Ja żeby nie kupować jednych, postanowiłem coś zmienić i wykorzystałem Hybrid aby mieć Dura Hybrid. Sprawdzi się on w zestawach przelotowych, natomiast uważam, że w zestawach z amortyzatorem jest to zbędną rzeczą. (choć w niczym nie przeszkadza, aby i tam zastosować ) Dodam tylko że możemy wymienić podajnik bez demontażu zestawu szybko i sprawnie. Przy zastosowaniach z gumą do torebek PVA - nie będzie to tak łatwe, ponieważ cały zestaw ( przypon wraz z przynętą, rdzeń - czyli ta rurkę ) trzeba przełożyć przez środek naciągniętej gumki, od tylu do przodu, a później dopiero wsunąć żyłkę i rdzeń do podajnika. Jedno nacięcie, i mamy to co "Lubimy" bez zbędnych zakupów. Ponieważ nie wszyscy może znają Angielski (jak Ja) , a mają po raz pierwszy do czynienia z tego typu podajnikami, wstawiam instruktażowy filmik podajnika Dura Banjo Prestona. Film ten powinien wyjaśnić, co miałem zamiar uzyskać wykonując te dwa niewielkie nacięcia, To nacięcie pozwala na szybką wymianę miseczki podajnika na inną (większą, mniejsza lub cięższą) bez konieczności demontażu całego zestawu. Co pozwala na szybkie dopasowanie się do łowiska - w zależności od warunków panującym na nim. Poprzez wysunięcie tej rurki z miseczki wraz z przyponem, przynęta, i przełożenie żyłki głównej przez to nacięcie właśnie. Można wtedy założyć dowolną miseczkę tej firmy Może ktoś skorzysta z tej małej inowacji Pomysł, teks i zdjęcia, mojego autorstwa. AUTOR: MrProper

Wydawcą portalu dlaRyb.pl jest:

FUNDACJA "DLA RYB"
BOGUNIEWO 45, 64-610 BOGUNIEWO
Nr Konta: PKO BP 64 1020 4128 0000 1202 0123 2578
KRS: 0000613501 NIP: 6060096225 REGON: 364237131
https://dlaRyb.pl; e-mail: fundacja@dlaRyb.pl; tel.: 61 307 99 99
×

Important Information

guest_terms_bar_text_value