Skocz do zawartości

Strona dlaRyb.pl wykorzystuje pliki cookie. Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego portalu. Więcej informacji

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'wędkarstwo'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum

  • OGÓLNE
    • Witamy
    • FUNDACJA - ŁOWISKA - PORTAL "dla Ryb"
    • Wędkarstwo dla osób niepełnosprawnych
    • Wieści znad wody
    • Nowości na rynku wędkarskim
    • Pozostałe tematy związane z rybami
    • Imprezy i zawody wędkarskie
    • Zanęty wędkarskie
    • Przynęty wędkarskie
    • Konkursy serwisu dlaRyb.pl
  • ŚWIAT NAUKI
    • Przyroda i ochrona środowiska
    • Ichtiologia
    • Prawo
    • Akwarystyka
  • METODY I TECHNIKI WĘDKARSKIE
    • Wędkarstwo gruntowe
    • Wędkarstwo spławikowe
    • Wędkarstwo spinningowe
    • Wędkarstwo morskie
    • Wędkarstwo podlodowe
  • SPRZĘT WĘDKARSKI
    • Akcesoria wędkarskie
    • Kołowrotki
    • Wędki
    • Sprzęt pływający
    • Odzież wędkarska
    • Nasze zakupy wędkarskie
    • Handmade
  • KULTURA
  • ŁOWISKA
    • RZGW - jeziora - rzeki - zbiorniki
    • Komercyjne
    • Zagraniczne
  • GIEŁDA
    • Kupię
    • Sprzedam
    • Zamienię
    • Oddam
  • WOLNA STREFA
    • Kultura regionalna
    • Humor
    • Media
    • Hyde Park
  • SPRAWY TECHNICZNE
    • Regulaminy i administracja
    • Archiwum
    • Uwagi dotyczące forum

Kalendarze

  • Community Calendar

Kategorie

  • Informacje

Kategorie

  • Fundacja

Kategorie

  • Łowiska

Blogi

  • Darek
  • Piotr Traczuk
  • BLOG DANIELA
  • RubiksFishing
  • Feeder transporter
  • Artur Kraśnicki blog
  • Spearfishing-Łowiectwo Podwodne
  • zWędkąPrzezNysę
  • Czesław Czech blok wędkarski
  • Sagittaria sagittafolia
  • Wędkarstwo u Zbyszka
  • Podwodna Polska
  • Feeder & Waggler
  • ABC Wędkarstwa z Kubikiem
  • Mój blog podróżniczy
  • Splot- zawodnicze początki

Marker Groups

  • Wody fundacji "dla Ryb"
  • Jeziora
  • Rzeki
  • Łowiska komercyjne
  • Zbiorniki zaporowe i pozostałe inne niesklasyfikowane
  • Wody i łowiska międzynarodowe
  • Ciekawe miejsca
  • Polecane sklepy wędkarskie, żeglarskie i myśliwskie
  • Oficjalni sponsorzy FUNDACJI "dla Ryb"

Znaleziono 88 wyników

  1. Obsesja łowienia ryb w ciepłych porach roku, wywołała wysyp wątków w innych działach i niedosyt dyskusji "zimowych". Pora to zmienić. Wczoraj zamarzło jezioro. Niewielkie jezioro o powierzchni około 30 ha, płytkie, bo maksymalna głębokość to około 3 m, zamarzło. Poranny śnieg uwidocznił to, ze jezioro skuł lód, bo całą tafla "prawie wody" przysypana była białą, śnieżnopodobną złośliwością zimy. Teraz pojawia się szereg pytań i zgadywanek: czy lód utrzyma się długo czy stopnieje? Czy już niebawem da się łowić podlodowo czy ryzyko zmoczenia "d.py" będzie zbyt wielkie? Inne, głębsze, acz leżące tuż obok wody ( @suwi wie które), jeszcze są zbyt ciepłe by skutecznie zamarznąć. Ledwie drobne 1-2 metry "szklanki" przy trzcinach, ale piękny za to szron. Ale zimowe klimaty widać, gdy wystarczy chwila by wyjść z pracy nad jezioro.
  2. Dziwny rok

    Dziwny rok. Jasne. Wszem i wobec wiadomo, że podsumowując poprzedni rok wypada to uczynić niezwłocznie. U mnie jednak to nie wyszło, bo przy każdej sposobności, gdy trafiał się wolny czas, to ciągnęło mnie na ryby. Ale do rzeczy. Poprzedni rok (czyli 2017) zakończyłem łowieniem 31 grudnia, a w Nowym Roku (2018) już pierwszego stycznia byłem na rybach. Akurat w niektórych zatokach nie było jeszcze lodu. Niedługo później jeziora skuło tak solidnie, że mogłem sobie powędkować z lodu. No i w sumie na lodzie łowiłem do końca marca. Później przyszła ciepła wiosna i wszystko nagle zaczynało się zmieniać, ale ryby brały. Latem woda zaczęła się bardzo ogrzewać, co dane mi było obserwować na ponad 20 jeziorach, rozrzuconych w różnych regionach kraju. Niesamowity to rok, gdy woda w jeziorach osiąga temperaturę 28-30°C. Do tego znaczący spadek zawartości tlenu w wodzie i ryzyko przyduchy, co widoczne było na niektórych jeziorach, gdzie deficyt tlenu występował już od głębokości 2-4 metrów. Początek jesieni troszeczkę obniżył temperaturę wody i spowodował, że ryby mogły zejść w głębsze partie zbiorników. Niemniej, każdą wodę trzeba planować indywidualnie, bo bywa, że w dotychczasowych miejscach ryb jest mniej lub słabiej bierze. A do tego trzeba dołożyć bardzo wietrzną aurę, która zmusza do szukania osłoniętych miejsc połowu, zwłaszcza, gdy się łowi batem. Niemniej, sezon wędkarski ciągle trwa i jeszcze może zaskoczyć tym, co przyniesie, zwłaszcza, że roślinność wodna opada i zwiększa się dostęp do niektórych zakątków. Najważniejsze jest jednak to, że w każdych warunkach można znaleźć wyzwanie dla siebie i wybrać się na ryby. Kotwic
  3. Wrześniowe leszcze

    Jak co roku o tej porze dochodzą do mnie informację z różnych wód, że leszcz zaczyna żerować. A to padła propozycja nad Wisłę na 70cm sztuki, a to ojciec zlokalizował je na jeziorze margonińskim, gdzie ów tych ryb w życiu nałowiłem najwięcej. Z tym, że przeważnie było to lato po pierwszej połowie lipca. Jeśli leszcze i przyszła na nie ochota, to wybrałem jezioro Czarne w gminie Rogoźno, powiat obornicki. Zawsze za tą wodą tęsknie. W końcu mam tam swój pomost z kolegą @Pendra i nadal do stowarzyszenia należę. Woda przyciągała mnie już od dziecka, żółte duże leszcze łowione na "bata" Garmina 8m, których nie miałem siły wyciągnąć, bo i sama w sobie wędka waży pewnie z około kilogram. Ojciec do dziś ma ją w garażu. Ponieważ dla niektórych wędkujących pewnie jestem wiekowy, to pamiętam jak na jeziorze margonińskim nie używaliśmy zanęt sypkich gotowych ze sklepu, a o pelletach nie wspominając. Do wody lądował głównie: pęczak, pszenica, kukurydza, sorgo i makaron. Jakie lechole wychodziły na dwa kolanka makaronu, widok niezapomniany. Wraz z @Marcel postanowiliśmy się skupić na klasycznym feederze. Nawet mój marker od trzech lat nie zmienił swojego miejsca przez ten okres. Do czasu aż... Jeśli klasyczny feeder to i tradycyjne nęcenie. Trzy dni niemalże o tej samej porze nęciliśmy: 1 dzień kukurydza, następnie pęczak o smaku czosnku, trzecia doba to kukurydza, a czwartego dnia łowiąc przygotowaliśmy oprócz mieszanki do koszyków pszenice wymieszaną z pelletem o zapachu czosnek z MCKARP-ia. Jako, że bardzo mocno przyciągam wagę do warunków atmosferycznych, a ostatnio mam ograniczony czas, to serce się krajało, gdy widziałem już w środę spławy przy markerze. Wg mnie to od zeszłej niedzieli powinniśmy nęcić a w środę zrobić nockę. Wtedy byłoby Eldorardo. No ale jeśli, nie możesz iść kiedy ryba żerujęe a idziesz wypocząć i łowisz w czasie gdy masz wolne to nad wodą zameldowałem się po godzinie 13tej.... Rozpakowanie majdanu oraz zrobienie odpowiedniej zanęty do koszyka trwało pewnie z 2h, ale było warto. Zanęta do koszyka którą przygotowałem to: - Silver Fish Mix - Marcel Van Den Eynde - czekolada z lekką nutką najprawdopodobniej ryby - ponieważ jest jeszcze dość ciepło, to postanowiłem łowić na słodką, łamane z rybą; - Match Pro - ziemia torfowa bełchatowska lekka; - Zanęta EXTRU FISH - FISH MEAL; - kopromelasa; - melasa z wanilią w płynie; - 1,5litra robactwa - białych kolorowych; - dodatkowo do donęcania pszenica z pelletem czosnkowym gdy nic się nie działo. Brania rozpoczęły się w zasadzie po 40 minutach, gdy do wody z lądowało z 10 koszyków, bez wstępnego nęcenia na grubo. Ryby pobierały dość systematycznie do czasu aż się nie rozpogodziło. Łowiłem zestawem - klasyczny feeder - koszyk od 30-50g, skrętka, przypon od 30-70cm. Czasami dodawałem jakiegoś dumbelsa na włos, oprócz robactwa na haczyku. Łowiliśmy na 60 metrze na 5,5m głębokości. Najlepsze były oczywiście robaki. Niestety gdy po zmierzchu weszły krąpie, po 5 tym z kolei odpuściłem łowienie od 22giej do 5:30 rano. Wczesnym rankiem za dużo się nie zmieniło, krąpie czasami leszczyk. Brania jakby zamierały z każdą godziną. Połów pewnie mógłby być większy gdyby... Niestety nie udało nam się namierzyć dużych złotych leszczy powyżej 60cm, ale kto wie może zrobimy jeszcze jedno podejście w tym roku. Jeśli nie spróbujesz to się nie dowiesz. Ryby były przechowywane w bardzo dużej siatce, na macie leżały niecałe dwie minuty, jak nie krócej. Wszystkie ryby w dobrej kondycji wróciły do wody.
  4. Przez 6 dni sierpnia br miałem okazję przebywać na łowisku wraz z żoną i przyjaciółmi . Przekażę Wam moje subiektywne odczucia, z góry zaznaczając, że nie jest to miejsce dla estetów nowoczesnej cywilizacji. ! Jest to miejsce, które mnie swoją pierwotnością i prymitywną prostotą tak zaskoczyło, że nie myślałem, iż będę miał szczęście kiedykolwiek coś takiego spotkać, jeśli chodzi o komercję. Samo położenie powoduje, że oto powstała cudowna enklawa, samotnia wręcz. Do najbliższej żywej duszy, ok. 3,5 km /wieś Wołowe Lasy /. Od strony dojazdu ograniczają ją solidne, kilkudziesięciometrowe strome wzgórza, porośnięte starym sosnowym lasem. A drzewa zdrowe, wielgachne, jak to często na Pomorzu Mazurach - czy w Augustowskim. Dwa lekko ucywilizowane stawy, oraz wspaniałe, dzikie jeziorko -tworzą obiekt westchnień każdego wędkarza. Jest to cudowna, niczym nie skażona woda. Regularnie filtrowana przez szczeżuje.!!!! Biją tak silne podwodne źródła, że nie ma mowy o przydusze, ani latem, ani podczas 30 stopniowych mrozów. Pomimo tegorocznego hutniczego pieca atmosferycznego, woda ma poziom constans. Sztuczne są tylko groble rozdzielające akwen na 3 części ; to, oraz pewnie trzymające się pomosty, to jedyna znacząca ingerencja właściciela w naturę. Oczywiście, do tego cała infrastruktura stawu przepływowego, taka jak : mnich i inne, w tym budynek mieszkalny. Najważniejsza informacja - n i e m a p r ą d u !!! Brak telewizji, słabawy sygnał operatorów komórkowych i internetu - położenie w wyraznym obniżeniu terenu. Oświetlenie obiektu - 24 v z baterii słonecznej. Ciepła woda 2 razy dziennie, podgrzewana dwa razy dziennie przez ciepło z pieca opalanego drewnem i przy pomocy dmuchawy, napędzanej przez prąd z agregatu uruchomianego raz dziennie / można wtedy przez godzinę podładowywać urządzenia elektroniczne Należy jednak oszczędzać i te 24 volty, więc większość wieczoru spędza się przy świecach i takich tam wynalazkach. A więc nie ma mowy o praniu, prasowaniu.. W większości pokoi solidne, szerokie drewniane łóżka, z nie wyleżałymi, grubymi materacami, a jak tapczany to też niewyleżałe !! Cieplutkie kołderki, czysta pościel. ale niestety trochę brudnych elementów by się znalazło, jednakże nam absolutnie to nie przeszkadzało, wręcz jakby wydawało się normalne w takiej pierwotnej scenerii. Łazienki - 2 ; z kabiną, umywalką i tronem razem. Trony nowiutkie ! Jedna na trzy pokoje, i 1 na dwa. Dla nas było to do zaakceptowania, jako że zajmowaliśmy właśnie 3 pokoje. Całości dopełniają przesympatyczni właściciele / 2, jeden główny- Andrzej i wspierający go Tomek./ Bardzo uczynni i gotowi do pomocy. Jak zorientowali sie, że mam tylko feedera to na pomoście z najdogodniejszym dojściem rozebrali poręcze ! Podpowiedzieli jak tam zarzucać i gdzie szukać stanowisk ryb.Od strony łowiska przestronna 50 metrowa kuchnia z dwoma kuchenkami gazowymi i w pełni wystarczająco wyposażona. Z kuchni wyjście na 30 metrowy taras z cudownym widokiem na łowisko.( zdjęcie z ręcznikiem na barierce ). Bezpośrednio z niego można łowić tylko białoryb. Większej ryby nie ma szans podebrać, bo i wysokość, i wszechobecne trzciny wycięte tylko w korytarze. Na tarasie 6 krzeseł, kilka leżaków i dwa solidne, wykonane z grubej surówki drewnianej stoły, grill. W pobliżu altanka z przygotowanym miejscem na ognisko. No i najważniejsza dla mnie rzecz : wspaniale, przesycone żywicą powietrze. Byliśmy tam od 20-26. Przyjechaliśmy w południe, było 28 stopni. Wtorek 32, środa 35, czwartek 32, dopiero w piątek 26, a w sobotę wyjazd. Niestety te warunki powodowaly, że i ryba slabo żerowała i ja się czułem nie najlepiej, jednakże o wiele lepiej niż w domu mi się oddychało, bez żadnego wentylatora ! Naturalne sanatorium, odżyłem, wyciszyłem się, odpocząłem psychicznie .Woda, oprócz przybrzeżnych trzcin, pozbawiona roślinności podwodnej i wynurzonej. Za to dzika część jeziorka, ho ho !! Jakie tam spławiają się ryby !! Trafia się kilowa płoć , ponad 40 cm okonie, 1,m amury tołpygi smoki, liniska i złote karasiska. Ale to dla traperów wędkarskich !!! W części komercyjnej pływają kapiszony do kilkunastu kg, kilka potężnych, 1,5 m amurów i nie do wyjęcia - 1,5m szczupły. Mamuśka wycięła w tym roku wszystkie kaczuszki !!. Głębokość od kilkudziesięciu cm przy pomostach, do, miejscami 3 m / rów/. Niestety , zdarzają się i podwodne krzaki. a dojście do kilku najlepszych stanowisk utrudnione przez otaczające teren wzgórze i krętą, niewygodną ścieżynę. Nie ma mowy aby dostarczyć tam sprzęt wózkiem. A więc pozostają plecki. Jest 12 pomostów, a jednorazowo może spać do 10 osób. Oczywiście samo łowisko komercyjne jest otwarta i dla nie nocujących. Ale, pionierskie warunki i wielość naturalnych jezior dookoła powoduje, że nie widziałem tam wielu chętnych, oprócz kilku stałych bywalców, oczywiście karpiarzy. Ale z ograniczoną ilością sprzętu. Właściciele nie reklamują się bo mają stałych bywalców, cały czas mają obsadę Kto się raz nie sprawdzi / alkohol bez umiaru, hałaśliwe, przeszkadzające innym zachowania , bałaganiarstwo/ ten już nie dostaje szansy. Projekt powstał dzięki funduszom UE z programu Ryba 2008-2013. No i opłaty !!!! Raptem 30 zl za dobę pobytu, w tym możliwość całodobowego połowu. Okazów pow. 4 kg nie wolno zabierać. Sama ryba przesmaczna. Karp prosto z wody i po usmażeniu na klarowanym masełku - palce lizać. Nigdy jeszcze tak smacznej ryby nie jadłem. AUTOR: @Jurek
  5. Zjazd i po zjeździe

    "Po zjeździe" - relacja z 3 edycji zjazdu dlaRyb okiem debiutanta. Większość ekipy dzieliła się wrażeniami na bieżąco, zdając relację live, lub też znaleźli chwilę, by zdać krótką relację po powrocie. Teraz nadeszła pora i na mnie, tyle, że moja nie będzie krótka Jako, że samo spotkanie było fantastyczne, chciałem się podzielić z Wami moimi wrażeniami debiutanta. Tak debiutanta, gdyż po raz pierwszy byłem obecny na zlocie. Część "paczki" już znałem, chociażby z Rybomanii w Poznaniu, z pozostałymi miałem wielką przyjemność poznać się osobiście na miejscu. "Stawy Nienawiszcz" znane są już Wam z ubiegłego roku, mi natomiast jedynie z wcześniejszych relacji foto. Rzeczywistość przerosła jednak moje najśmielsze oczekiwania. Jestem oczarowany tą wodą i jestem przekonany, że także Jureczek odczuwałby to samo. Oto kilka moich fotografii tej wody : Cypelki, zarośnięte trzciną brzegi, a także miejsca fascynująco piękne, przypominające bagna Luizjany, lub jakieś namorzynowe lasy na Florydzie. Do tego szybujące drapieżne ptaki w powietrzu, odgłosy żurawi, przefruwający i polujący zimorodek. Miałem wielokrotnie przyjemność go obserwować. Wracając jednak do relacji, po przybyciu do Nienawiszcza, tak jak się spodziewałem musiałem budzić Grendzia, by odnaleźć ukrytą w polach "wodną perełkę". Na miejscu zastałem już @Ostap i @karol w Rozstawiliśmy namioty, uszykowaliśmy "stanowiska bojowe" : W międzyczasie zapoznałem się z chłopakami i od razu uderzyło mnie takie oto wrażenie - skojarzenie z filmem: "Dwaj zgryźliwi tetrycy". Przesympatyczne docinki, z których przebijała nie tyle zgryzota, co zażyłość i przyjaźń. Jak się mogłem wkrótce przekonać Karol to "super gość", obdarzony dużym poczuciem humoru i o jeszcze większym towarzyskim zacięciu oraz talencie kucharskim. Fantastyczne żeberka i nie tylko. Co do Łukasza miałem jako takie wyobrażenie już wcześniej. Nie rozczarowałem się . Ruszyłem "do boju", by złowić swe pierwsze ryby w Nienawiszczu. Zyskałem wielką "adoratorkę", która mi wiernie towarzyszyła. Każde podniesienie wędki, a już zwłaszcza złowienie ryby, doprowadzało ją do ekstazy. Mówiąc mniej kwieciście szczekała na potęgę i starała się podgryzać rybę. Zwróćcie uwagę co widać przez siatkę podbieraka. Toż to Fifunia :-) W którejś chwili oddechu , udało mi się zrobić sesję foto kolejnego lina : W sumie tego dnia złowiłem ich 4, na 9 sztuk w czasie całego pobytu. Niestety spiął mi się holowany jesiotr, co byłoby fajnym dodatkiem do połowu. W międzyczasie dzieje się co nieco : Dociera @Grendziu , młode chłopaki z Wągrowca- Jacek i Hubert, a także w odwiedziny pojawia się @Marcel z synem. Pod osłoną zapadających ciemności także @Splot, z którym witam się w piątkowy poranek. Przesympatyczny facet, z uśmiechem "przyklejonym" do twarzy i "serem na dłoni". Jeszcze raz dzięki za możliwość skorzystania z prysznica na kwaterze ! Cóż to była dla mnie za rozkosz, po dwóch dniach upału! Jeśli chodzi o wyniki wędkarskie, to poranek przyniósł mi jedynego karasia. Ależ piękne, dorodne są te "japończyki", kryjące się w brunatnych wodach łowiska "Stawy Nienawiszcz". Do tego kolejne 2 liny i poranek można uznać za udany Na miejscu meldują się kolejni "zjazdowicze". Moją lewą flankę zajmują @elvis i @cygan786 Oczywiście standardowe podchody i pytania w stylu: - Panie "biero" ? ;-) - Tu nie ma ryb ! Dobre humory dopisują. Następują dyskusje o przynętach, sprzęcie, podglądam taktykę, no bo trzeba się uczyć od lepszych od siebie ! Dociera i Arek. @ArekH do wędkarskich obowiązków podchodzi bardzo "lajtowo", co nie znaczy, że nie umie, jak chce. Oto dowód : Na zlocie nie mogło zabraknąć i @Grzes77, który ze mną uzupełnia skład łodzi i płyniemy w rejs, w poszukiwaniu szczupaków i okoni. Zobaczyliśmy wiele ciekawych zakątków, aż "pachnących rybą", no i efekty jak widać były. Brawo ziom ! Dzień przyniósł "daninę krwi" w postaci traconych podajników. Szczupaki szalały i moje wciąż były zagrożone. Jednego z rozbójników udało mi się skutecznie doprowadzić do siatki podbieraka : Ale nie samym łowieniem człowiek żyje. Zabawy z piłką przekształcają się w piłkarski mecz - bardzo zażarty i wyrównany. Wiwaty dla zwycięzców, chwała pokonanym : Gdzie impreza, tam musi być @Kubik, ale co trzeba podkreślić: Gdzie "robota", tam również go znajdziecie ! Jest on, jest i @Bydziu oraz @Bukoś Docierają z dostawą opału na ogniska i nocne Polaków rozmowy ;-) Towarzystwo się bawi, ognisko płonie, pyszności na ruszcie : Podziękowania należą się dodatkowo Agnieszce za leczo, a i do porannych kanapek też chyba dołożyła ręce. Sam @Grendziu był niczym "człowiek orkiestra". W czasie zjazdu dzielił swą uwagę między opiekę nad synem, zajmowanie się psami, dbał o niezbędne dostawy i nawet usiłował coś złowić (nie bez sukcesów). Na nasz zjazd udało się dotrzeć również Czarkowi z firmy Haft dla Ciebie. @HaftDlaCiebie.pl - To przyjaciel portalu i dzięki niemu nie wyglądaliśmy jak jakaś przypadkowa "banda obdartusów". Zaopatruje nas w koszulki i bluzy, więc możemy " godnie wyglądać " . Ach te widoki, w takich okolicznościach przyrody, to się dopiero wypoczywa : Sobota przynosi kolejny upalny dzień, my jednak nie składamy broni. Trzeba sobie jakoś radzić z duchotą : Ja rwę sobie włosy z głowy, odławiając kolejne mikro-płotki, by ostatecznie złowić rybę godną wspomnienia. Widać po mej fryzurze efekty rozpaczy (a przede wszystkim kąpieli). Dopiero po godzinie 16 odławiam pierwszą wartą uwagi rybę, a jakże kolejnego lina : Wieczór tradycyjnie upływa przy ognisku, a także trafia się kolejny lin rozrabiaka. Tym razem nocny. Zdjęcia jednak sobie darowałem, choć to ładny " czterdziestak". Mijają kolejne godziny, ostatni dzień zjazdu wisi w powietrzu. Okazało się jednak, że w nocy zawisła nad nami również burza. Ja nie ucierpiałem zbyt wiele, ale inni mieli mniej szczęścia, zwłaszcza Karol. Rano nachodzą kolejne deszczowe chmury : To krajobraz po bitwie, "tfu" po burzy ;-) Zaczyna się powoli pakowanie, w międzyczasie łowię ostatniego już, w sumie 9 lina. Coś wyjątkowo "linowo" u mnie, ekipa miała wyniki bardziej zróżnicowane. Jacek "rzutem na taśmę" odbiera @Grendziu zwycięstwo w kategorii Big Fish zjazdu. Młody ma moc ! 5 kilowy karp ląduje na macie w ten niedzielny poranek. Oto i łowca : Nadszedł czas na podsumowanie. Wspaniałe dni w świetnym towarzystwie. Było fantastycznie. Dziękuję. Cieszę się bardzo, że dane mi było spędzić ten czas z Wami, oraz mam nadzieję,że w przyszłym roku spotkamy się ponownie. Co więcej oby nie zabrakło wśród nas tych, którym życiowe zawirowania nie pozwoliły do nas dołączyć. Brakowało tam Was a jakże, bo wielu osób ważnych dla funkcjonowania łowiska, a także portalu było nieobecnych. Dziękuję za te dni, oraz tym, którym chciało to się przeczytać w całości. Co nieco się rozpędziłem Nie pierwszy to raz zresztą. AUTOR: @Tench_fan
  6. Ponton wędkarsko-turystyczny

    Oferujemy pontony wędkarsko-turystyczne, karpiowe, zanętowe, motorowe i wiosłowe w atrakcyjnych cenach. W ofercie modele marki BARK, Kolibri oraz NawiPoland. Posiadamy również sportowe deski dmuchane SUP, dmuchane kajaki, wiosła, silniki elektryczne, akumulatory oraz wiele akcesoriów pontonowych i wędkarskich. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą na stronie: http://www.sklep-pontony.pl
  7. Aktualnie w kołowrotka możemy rozróżnić kilka systemów wolnego biegu, postaram się opisać jakie są rozwiązania w nich dostępne na rynku: I. Klasyczny wolny - bieg z dźwignia: Stosuje się go do przedniego i tylnego hamulca. Jest to jedna z najczęściej stosowanych form przy wolnym biegu na rynku. Ogólna zasada działania jest znana, więc pokażę na przykładzie jak mniej więcej wygląda w środku: Widoczne na powyższym zdjęciu "ząbki" na przekładni przy przekręceniu korbką lub poprzez zmianę położenia dźwigni powodują zwolnienie wolnego biegu i włączenie hamulca głównego. Czasem tych ząbków jest mniej lub więcej, zależy to od projektu w danym modelu kołowrotka, ale zasada działania jest taka sama. II. System Quick Drag: System wykorzystujący szybkie ustawienie hamulca z poziomu mały opór na duży. Zakres regulacji bywa różny, bo czasami potrzeba obrotu pokrętła hamulca np. o 1/4 obrotu a czasami mniej (lub więcej). Działa na zasadzie docisku jak przy przykręcaniu śrubki. Można go zrobić sobie samemu, można kupić gotowe konstrukcje. Skręca się kołowrotek z przodu. III. Speed cap. System działa na zasadzie dźwigni: przy przełączniku "sterczącym" w kierunku wędki (po lewej stronie na zdjęciu poniżej) mamy swobodne wysnuwanie się linki, przy opuszczonej (po prawej stronie) mamy klasyczny hamulec. IV. System w kołowrotkach OKUMA: Działa on podobnie jak ten powyżej lecz jest regulacja hamulca wolnego biegu, widoczna jak na zdjęciu: V. System Baitrunner Spool. Mniejsze pokrętło to hamulec główny, a dużym zmieniamy jest dodatkowy docisk, jest to odmiana quick draga, lecz mamy tutaj do czynienia z większą regulacją. Ten sam system ma w swojej ofercie również min. firma Tica. VI Shimano Fighting Drag Shimano Stradic GTM quick drag'iem z tylnym hamulcem choć ten system był stosowany też w innych kołowrotkach. Wszystko ładnie pokazane na filmiku poniżej: https://www.youtube.com/watch?v=Fj3Jsvr9jgU Niezależnie jaki system wybierzemy (poza ostatnim i klasycznym quick dragiem) pamiętajmy by w trakcie brania i wysnuwania linki przyhamować szpulę i dopiero wyłączyć wolny bieg. Przedłuży to życie naszej maszyny oraz wydłuża żywotność nawiniętej żyłki, która docelowo mniej się skręca. Zdjęcia zamieściłem przykładowe z internetu. AUTOR: NPC
  8. O kormoranach ponownie

    Ostatnio wywiązała się burzliwa dyskusja na forum SiG: http://splawikigrunt.pl/forum/index.php?topic=10347.0 Od razu wyjaśniam czemu piszę akurat tutaj, zamiast w wątku na forum SiG. Jakiś czas temu zostałem pozbawiony możliwości swobodnego pisania na forum SiG, ze względu na to, że zastosowano ograniczenia wobec mnie przypominające „cenzurę profilaktyczną”. Decyzją administratora, od pewnego momentu, każda moja wypowiedź miała status „odpowiedź moderowana”, co oznacza, że każdy mój wpis musiał być przeczytany przez administratora portalu i on decydował czy wpis zostanie umieszczony w wątku, czyli pokazany publicznie. Ja nie akceptuję takiego sposobu ingerowania w wolność wypowiedzi, tym bardziej, że niejednokrotnie pojawiały się wpisy obraźliwe, a nie zostały usunięte. Stąd moja decyzja by zrezygnować ze swojego uczestnictwa na forum SiG. Wobec tego nie jest prawdą, że „sam sobie aresztowałem klawiaturę” o czym wspomniał Tomek: na co padła odpowiedź Luka : Zakładam, że Luk pamiętał jak wyglądała opisywana sytuacja, ale uznał, że nie podejmie się jej opisania. Jego sprawa. Co prawda początkowy sens wątku na SiG dotyczył gospodarki rybackiej, ale w międzyczasie autor „selektor” uzupełniał i wyjaśniał kilka zagadnień, po czym zadał pytania na kormoranów, stąd moja odpowiedź. Nie, nie lansujemy tezy o bezpośrednim związku, lecz informujemy jakie są trendy dotyczące odłowów rybackich (o tym już wielokrotnie mówił Tomek) a rosnącą populacją kormorana. Metodologia tych badań dotyczących odłowów rybackich (oraz wędkarskich) była opisywana wielokrotnie w pracach IRS., które były cytowane nawet na forum SiG. Co do części dotyczącej diety kormoranów powiążę to z kolejnym pytaniem. To nie jest różnica w szacunkach, to tylko niezrozumienie metodologii przez autora pytania. W publikacji: http://zs.infish.com.pl/sites/default/files/kkruj2016_book.pdf na stronie nr 92 są podane założenia dotyczące szacowania populacji kormoranów oraz ich diety. Ale by było szybciej zacytuję to tutaj: Podczas obliczania dziennej i rocznej dawki pokarmowej kormorana przyjęto następujące założenia: (1) populacja lęgowa kormorana na terenie północno-wschodniej Polski liczy 6000 par, (2) populacja kormoranów niegniazdujących stanowi 20% populacji lęgowej, czyli około 2400 ptaków, (3) dorosły kormoran zjada dziennie około 400 g ryb, (4) kormorany na terenie północno-wschodniej Polski przebywają tylko 150 dni, (5) pisklęta karmione są w okresie maj-lipiec, a ich zapotrzebowanie pokarmowe wynosi około 250 g/osobnika, (6) sukces lęgowy na omawianym terenie wynosi 2,2 pisklęcia/gniazdo. Sądzę, że na podstawie tych danych można ustalić skąd się biorą w/w dane dotyczące populacji kormorana. Ponieważ populacja kormoranów ciągle wzrasta, niebawem powinny ukazać się kolejne opracowania na ten temat. Odłowy komercyjne nie są ukierunkowane na drapieżniki, co wyraźnie widać w opracowaniach na ten temat, a które były wielokrotnie przedstawiane na konferencjach i cytowane na portalach. W odłowach komercyjnych dominują ryby karpiowate, głównie leszcz i płoć. Oczywiście znaczące są też odłowy sielawy i szczupaka, ale tu warto pamiętać, że tymi gatunkami regularnie się zarybia, co w przypadku szczupaka oznacza, że ponad 90% gospodarstw corocznie zarybia szczupakiem (http://www.infish.com.pl/sites/default/files/pub/files/kkruj2017_book.pdf) Ponadto, gdyby nawet przyjąć, że rybacy tak namiętnie wyławiają drapieżniki, to należało by uznać, że jednak ryby są w jeziorach, skoro corocznie łowionych jest kilkaset ton ryb drapieżnych, zarówno w odłowach komercyjnych jak i wędkarskich. Zebrano znaczną ilość materiałów i przygotowano sprawozdania z realizacji wspomnianego programu dotyczącego „zarządzania populacją węgorza”. Wbrew pozorom pracowników IRS nie jest tak wielu by wszystkie materiały były opracowane i opublikowane natychmiast, tym bardziej że zakres działalności IRS jest na tyle szeroki, że równocześnie prowadzonych jest wiele tematów badawczych. Najbardziej kompleksowe, polskie opracowanie na ten temat to praca dr Szymona Bzomy: (Bzoma Sz. 2011 – Program ochrony kormorana Phalacrocorax carbo w Polsce. Strategia zarządzania populacją kormorana w Polsce - Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego, Warszawa , s. 120.) Streszczając wymienione w „strategii” metody, można wymienić: odstrzały redukcyjne kormoranów, płoszenie i przepędzanie, niszczenie gniazd, ograniczanie sukcesu lęgowego, rekompensaty za straty w rybostanie, pasywność wobec problemu itd. W Polsce stosowano część z wymienionych metod, wynika to z możliwości logistycznych, prawnych i finansowych. Podsumowując mój przydługi artykuł chcę wskazać, że temat kormorana budzi wiele emocji, ale też powoduje, że przybywa opracowań na ten temat. Stronami rozmów są ornitolodzy, rybacy, ichtiolodzy, wędkarze, społeczeństwo. Część rozmówców zna się wzajemnie, część jest anonimowa, ważne jest jednak by podczas rozmów używać argumentów, nie zaś pomówień lub pretensjonalnego tonu. Mam nadzieję, że wystarczająco uzasadniłem dlaczego rozmowa o kormoranach toczy się na forum dlaRyb.pl a nie na forum gdzie dany wątek został zapoczątkowany. Wszystkich chętnych do dyskusji zapraszam, licząc, że nie trzeba będzie „przeskakiwać” pomiędzy portalami, bo każdy może „zarejestrować się” gdzie zechce. Kotwic p.s. Uprzejmie uprasza się, by dokonując wpisu, "że Kotwic napisał" zamieścić odpowiedni cytat Kotwica, a nie sugerować, że to jego słowa. Jeśli natomiast ktoś inaczej interpretuje słowa Kotwica, to warto napisać, że są to interpretacje/wizje/przemyślenia owego autora, tak by każdy jasno można było dostrzec, co jest cytatem co jest interpretacją.
  9. Klip wg pomysłu Marka Siembidy

    Przedstawiam Wam rozwiązanie, które eliminuje ryzyko zerwania żyłki gdy nie zdążymy jej odhaczyć z klipa. Jeżeli prawidłowo wykona się wszystko, to klip ten trzyma żyłkę nawet podczas zarzutu 60g podajnikiem. Autor pomysłu, wymieniony w tytule, ma jeszcze kilka innych sensownych rozwiązań. Mam nadzieję, że w końcu sam je udostępni lub pozwoli mi to zrobić. Zdjęcia , tak jak i praktyczne próby potwierdzające genialność rozwiązania wykonał kol. Jarek Ban, tajemniczy Don Pedro z innej bajki. Koszt zamyka się w kilku zł. Potrzebne na są: - kombinerki; - drut dentystyczny dental 0,5mm - w sklepach medycznych po ok. 6 zł rolka 5m; - taśma przylepna do umocowania klipa na szpuli; - miarka mm do odmierzenia długości drutu oraz dobre chęci. Jak już wszystko zgromadziliśmy to należy zrobić to mniej więcej w taki sposób: 1. Zaginamy drut. 2. Mierzymy głębokość szpuli i zaginamy w odpowiednim miejscu miejscu. 3 Drut musi dotykać jednocześnie / ściśle przylegać do dołu szpuli oraz "środka" szpuli. Dlaczego? Jeżeli nie będzie na dole szpuli to przy zwijaniu żyłki/plecionki będzie tam się dostawała linka i przy wyrzucie zablokuje za szybko niż na "chcianej" i wyznaczonej odległości. Dental jest sprężysty więc wystarczy lekko dogiąć a w razie czego można poprawić, estetyka nie jest tu konieczna bo tego nie będzie widać. Teraz pozostało przyklejenie tego klipa do szpuli. Ja użyłem taśmy tzw. izolacyjnej do prądu ale można użyć też zwykłej taśmy do papieru. Ważne by nie była za szeroka lub jeśli jest za szeroka to należy ją przyciąć by zmieściła się w szpuli. Mam nadzieję, że prezentacja Ci się przyda. Do odważnych Świat należy! Jest i minus, ale to raczej dla estetów, bo praktycznie nie ma znaczenia - nawijana żyłka w jednym miejscu będzie miała mały garbik. AUTOR: JUREK
  10. Kiełbi w Łużycy żyło zatrzęsienie. Praktycznie na każdym, w miarę spowolnionym odcinku, można było spotkać stadko liczące po kilkadziesiąt sztuk, tych stojących przy dnie, pozornie bez ruchu żerujących rybek. Niektóre osobniki były naprawdę okazowe, zdarzały się i 15 centymetrowe srebrne torpedki. Smakowały wybornie, obtaczane w mące i smażone na masełku. Wtedy po raz pierwszy zetknęliśmy się z zasadą No Kill wypowiedzianą ustami Babci : " przecież takiemu maleństwu to szkoda życia odbierać ". Uspokoiła się trochę gdy wyjaśniliśmy jej, że to nie jest narybek tylko dorosłe okazy. Apetyt na kiełbiki wyraznie w nas osłabł, gdy Babcia odmówiła współpracy i przestała je sprawiać. Nie miała za bardzo czasu na oczyszczenie kilkudziesięciu drobnych rybek. Zemsta trzech urwisów była straszna - wpuszczono 4 sztuki do babcinej studni. Oj, skóra na pośladkach piekła po dziadkowym pasku, gdy sprawa wyszła na jaw. Zapamiętaliśmy Babcię Franciszkę jako osobę bardzo pracowitą, zawsze się krzątającą po obejściu. Jej niska, drobna postać była w ciągłym ruchu. Nigdy się nie skarżyła. Na głowie miała cały dom z obejściem, ogródek, świniaka w chlewiku. Np.: pół dnia spędzała na zrywaniu po okolicznych rowach " zielonego dla wieprzka ". Wszędzie panował wzorowy porządek, obejście było codziennie pod wieczór pozamiatane i wygrabione. I do tego wszystkiego, przez cały miesiąc, miała na głowie trójkę łobuziaków. Gotowała nam cudownie pachnące kluchy na parze, podawała je z sosem karmelowym, za którym wprost przepadaliśmy. Na śniadanie często bywała polewka- palce lizać, albo twarożek ze swojskiego sera wraz ze świeżo zerwanym z ogródka koperkiem. Jego niesamowity zapach towarzyszy mi we wspomnieniach do tej pory. Na podwieczorek zaś - racuchy drożdżowe z cukrem waniliowym i do tego kompot z porzeczek. Już jako dorośli, jeździliśmy specjalnie na nie do Babci. Na podwórzu rosła rozłożysta papierówka. Miała tylko tą wadę, że obdarzała nas jabłkami raz na dwa lata. Ale za to jakże cudownie, orzeźwiająco pachnącymi; pełnymi szklanego miodu, gdy dojrzały. Słodko kwaśny nektar spływał po umorusanych policzkach małych łakomczuchów. Pochłanialiśmy je kilogramami ! Przed domem w pięknie wypielonym ogródku, rosły kocie łapki. Te rosnące na cienkich, wysokich łodygach kwiatki były tak charakterystyczne, że do tej pory gdy je widzę u kogoś natychmiast nasuwa mi się na myśl tamto miejsce. Mieliśmy tam jednego serdecznego kolegę - Zdzicha. Zaraziliśmy go skutecznie wędkarstwem, ale... jak to na wsi bywa, dla niego wakacje to były obowiązki, a nie wczasy. Musiał codziennie paść pięć krów, pilnując by nie czyniły szkody w sąsiedzkich zagonach. Trwało to od rana do późnego popołudnia a trasa przemarszu na pastwisko wynosiła ok. 1 kilometr. Więc siłą rzeczy na łowienie ryb nie pozostawało mu za wiele czasu, za wyjątkiem dni świątecznych. Staraliśmy się być solidarni w jego cierpieniu i często towarzyszyliśmy mu. Ale pewnego upalnego dnia, około południa, krówska zaczęły niespokojnie spoglądać się spode łbów dookoła, popodnosiły ogony i pognały z pastwiska do domu. " Zagziły się " stwierdził Zdzich i wytłumaczył, że to przez atak gzów, boleśnie tnących bydło. Aktywność owadzich natrętów wzrastała wraz ze wzrostem temperatury. Po powrocie do domu nikt już nie wymagał od Zdzicha ponownego kursu na łąki. W ten sposób odkryto wspaniały sposób na skrócenie pobytu na pastwisku. Trzeba tylko było głośno bzyczeć w pobliżu nieszczęsnych zwierząt. Z ust czwórki łobuzów wydobywało się półdzwięczne " bzzzzzyyyyy", jakże podobne do dalekowschodniej mantry, słyszanej obecnie przy okazji seansów medytacyjnych. Zawsze, w końcu, skutkowało to " zagzeniem się " i ucieczką spanikowanych krów do obejścia. I dopóki zdarzało się to raz albo dwa razy w tygodniu, nie wzbudzało szczególnych podejrzeń. Po czym, wczesnym popołudniem, całą czwórką wytrawnych wędkarzy, udawano się na upragnione łowy. Ale gdy gzy zaczęły atakować codziennie - Zdzich " pękł " podczas przesłuchania ! Oj, znowu piekły pośladki, po dziadkowym pasku, oj piekły ! AUTOR: JUREK
  11. Wiertła wędkarskie w porównaniu do zwykłych wierteł ze sklepu z narzędziami to niebo a ziemia. Sklepowe nie dość, że tańsze to jeszcze cała gama rozmiarów. Do celów wędkarskich można spokojnie kupić najtańsze, nawet z gorszego stopu tzw. chińszczyznę bez obawy o zniszczenie. Zalecana grubość do pushstopów to 1.5 mm. Zdjęcie przykładowe: To mamy już połowę sukcesu, bo trzeba nam jeszcze rączki, można użyć czegoś co już uległo zniszczeniu np. stare wiertło które wyleciało ze starości wsadzamy nowe, może trzeba będzie lekko nawiercić i wkleić. Jeżeli chcemy coś innego to używamy najzwyczajniejszego kołka do mebli. Kołek będzie się wygodnie trzymało w rękach nawet przez mokrą rękawiczkę. Teraz łączymy elementy przy pomocy wiertarki lub wkrętarki oraz wybranego wiertła, a najlepiej przy użyciu wiertarki stołowej wiercimy dziurkę. Osadzamy wiertło w otworze przy użyciu kombinerek, można użyć też kleju ale nie jest to konieczne jeżeli wiercimy głębiej niż połowa kołka. Po zakończonej ciężkiej pracy można nawiercać przynęty, a ostre wiertło zdecydowanie nam przyspiesza pracę. Podobnie robimy z igłą do przepychania, tylko tępimy końcówkę lub odwracamy by część igły z oczkiem wystawał, szydełko podobnie ale tutaj trzeba będzie użyć kleju, bo dziurka może być już za duża. Igłę lub szydełko można nabyć za grosze w pasmanterii. Rączka może być z czegoś innego ale w sklepach ogólno-budowlanych lub pasmanterii znajdziemy wszystko razem za grosze bez konieczności szukania. W przypadku zgubienia robimy nowe w 5 min. AUTOR: NPC
  12. Wakacje u babci  - genesis

    Przez lata była to jedyna letnia rozrywka, gdyż mamy nie stać było na opłacenie innych wakacji dla trójki dzieciaków. Tak więc, gdy rozbrzmiewał ostatni dzwonek szkolny, z radością myśleliśmy o czekających nas przygodach u kochanej babci Franciszki. Wakacyjna wioseczka położona jest między dwoma rzeczkami, więc siłą rzeczy ich wody stanowiły jedną z podstawowych atrakcji tamtych dni; oczywiście jako obiekty wypraw wędkarskich, jak i kąpieli. Oprócz tego, do ważnych punktów programu należały niepowtarzalne smaki przyrządzanych przez babcię dań oraz babcine barwne opowieści, na wypadek uwięzienia przez złą pogodę, trójki oprychów w domu. Kolorytu pobytu dopełniały chłopięce psoty i figle rozmaite. No, więc jak to było? Były to czasy, gdy łowiło się na kije leszczynowe. Po przyjeździe, cała trójka urwisów udawała się w pobliskie chaszcze w celu pozyskania odpowiedniego kija. Nie wiedząc co oznacza słowo akcja progresywna, czy paraboliczna szerzono spustoszenie w leszczynowym drzewostanie szukając wędziska o odpowiedniej wadze dla dziecięcych rączek i kierując się " ciętością kija ", tzn., szukając wg dzisiejszych norm raczej akcji szczytowej. Następnie była wyprawa do sklepu po zakup kilku metrów żyłki głównej / o fi ok. 0,25mm / i metra przyponówki 0,15mm / najcieńsza wtedy żyłeczka dostępna na rynku / oraz taśmy ołowianej i kilku haczyków. Potem przechodzono do fazy siania popłochu w stadzie babcinego drobiu i pozyskiwania piór na spławik. Dalej, w okolicy umownego dolnika przybijano kołowrotek, na który składały się dwa gwózdki wbite w odległości 10cm, na które nawijało się zapas żyłki. Potem dzieło zbrojenia wędeczki dopełniały 3-4 przelotki wykonane z drutu i przytwierdzane do kija drucikiem miedzianym. Zabierało to wszystko mniej więcej dzień, po czym pełna wrażeń i nadziei trójka wytrawnych wędkarzy udawała się na zasłużony, nocny odpoczynek. Niezapomniany, mocny sen na babcinym, świeżo wypchanym słomą sienniku i niezapomniane tykanie stojącego w rogu sypialni, starego, poniemieckiego zegara - szafy. Zasypiało się natychmiast i dłuugo spało. Rano okazywało się, że slońce już wysoko, więc ...śniadanie jedzone w pośpiechu, kopanie dżdżownic w ogródku i nad rzekę !. Niezapomniana droga przez łąki ... odurzający zapach kwitnacego kobierca kwiatów, piekące słońce, niesamowity, dzwięczny śpiew skowronków, miękkie " kuik..kuik " nisko latających czajek, bociany z powagą kroczące po zielonym dywanie, bzyczenie pracowitych pszczółek...niezapomniana sceneria...niezapomniane chwile. Po dotarciu na " walczakowe ", chłopięce oczy łapczywie przyglądały się nurtowi Łużycy, wypatrując rzecznych " potworów "; od razu ujawniały się zawzięcie oczkujące uklejki. Za chwilę wędkarska gromadka rozpierzchała się po łące i następowała faza łapania pasikoników, much, motyli i wszystkiego, co tam się tylko w powietrzu, z owadziego rodu, poruszało. Potem, pierwsze nieudolne rzuty, ale po kilku próbach owadzia przynęta przestawała bruzdzić powierzchnie wody i pierwsze srebrne rybki zaczęły łakomić się na podawane "mięsko". Ależ to były cenne trofea ! Zdarzały się i takie po ok 15 - 20 cm ! Trafiały się i 20-25 cm klonki. Jakże trudne do podejścia, ile to razy skradaliśmy się do brzegu naśladując Szarika; niezapomniane, parzące twarz pokrzywy i tnące w najmniej odpowiednim momencie komary. A jak już nic nie brało, to można było liczyć na kiełbiki. Wybierało się spowolniony nurt i w odległości kilku metrów od miejsca połowu silnie mąciło nogami wodę, i następnie zarzucało przepływanko-przystawkę z kawałkiem dżdżownicy na haczyku. Brały jak głupie, bez opamiętania. Mączniki, lata 60/70. Oczywiście, z tematem związany jest I utwór. Niestety pojedynczego nagrania nie udało mi się namierzyć. AUTOR:JUREK
  13. 1. Parametry wędki Drennan Acolyte plus feeder 10 Feet a) długość 305 cm; b) długość transportowa 157,5cm (bez pokrowca); c) waga ok. 140g; d) c.w. 45g; e) akcja paraboliczna (jak dla mnie porównując do Feeder Method serii 7- średnia); f) przelotki SIC 16 szt (wraz z przelotkami na topie ) bez topa-9 szt; g) w zestawie 3 topy 2,5 2,0 oraz 1,5 z. Spakowane w plastikowej tubie. Dwie skarpety i szeroka opaska, pokrowiec jedno komorowy plus mała komora na tubę z topami, wykonany z cienkiego mat; h) uchwyt w pełnym korku z mocowaniem FUJI; i) materiał z jakiego została wykonana to Carbon. 2. Poszczególne wymiary: a) długość dolnika 157,5cm; b) długość części szczyt. bez topa 95,5cm; c) długość części szczyt. z topem 155,5cm; d) śr. dolnika przy uchwycie 9,15mm; e) śr. części szczytowej w najgrubszym miejscu 7,85mm; - (pomiary średnicy nie były dokonywane na oplotach ); f) waga dolnika 123g; g) waga szczytówki wraz z topem 17g; h) śr. przelotki 1 dolnika = 9 mm; i) śr. przelotki 1 szczytówki = 5,8 mm; j) śr. przelotki szczytowej = 2 mm; 3. Feeder do: a) lekki ultra cienki feeder/picker przeznaczony do połowu takich ryb jak: Lin, F1 oraz mniejszych karpi, o zasięgu rzutu do 40m; 4. Ocena techniczna: a) spasowanie elementów - precyzyjne bez jakichkolwiek luzów; b) lakier na oplotach idealnie położony, brak jakichkolwiek zacieków; c) cały blank matowy jak dla mnie - jakby był surowy carbon bez lakieru; d) przelotki równo rozłożone ustawione wszystkie jednakowo, bez minimalnych odchyleń od lini (jak i na dolniku tak i na szczytówce). 5. Ocena wizualna: a) stylistyka nowoczesna, ładny wygląd, smukły blank, wędka lekka i pełna finezji; b) pokrowiec standardowy z cienkiego materiału. 6. Mocowanie kołowrotka na feederze - wyważenie do kołowrotka Shimano Aernos 4000 FB - jest prawie perfekcyjne i równolegle do powierzchni, zawieszona na uchwycie z przodu kołowrotka. 7.Ugięcie z podwieszonym ciężarkiem 500 gram -początkowo bałem się podnieść - wiadomo, nie chciałem aby gdzieś pękła, nie wiedziałem czy wytrzyma. Z większym obciążeniem nie eksperymentowałem - czas pokaże. 8. Ja zakupiłem wędkę za 230€ nową po małym rabacie. 9. Podsumowanie. Wędka bajka. Cienkie blanki, lekka, jakość wykonania, nic dodać, nic ująć, klasa w samej sobie. Jak ją wziąłem do ręki aby obejrzeć - od razu wiedziałem, że będzie moja, no i jej nie oddałem Więcej o tym jak się nią łowi napiszę po testach nad samą wodą. Dopatrzyłem się dwóch małych wad według mnie - ale mało znaczących. Pierwsza to skarpeta górnej części wędki - powinna być 3cm dłuższa (głębsza), wtedy bym ją zapiął pod przelotką, nie spadała by z wędki, a tak jest dość luźna i może spaść samoistnie podczas transportu. Druga, to szeroka opaska - jest strasznie gruba, jak na tak finezyjny kijek ,trochę sztywna i źle się nią owija wędkę. Dodam, że w wędkach serii 7 dodają te opaski o połowę cieńsze. To szczegóły który jednak wyłapałem i można by to było poprawić, wyeliminować. Mogę wszystkim z czystym sumieniem polecić ten kijek. Gdyż przetestowałem go nad wodą, gdzie na łowisku operuje się nim jak wykałaczką. Lekka, wygodna - pisać by dużo i w samych superlatywach, jeśli chodzi o wygodę w użytkowaniu. Jak się sprawuję pod rybą? - Nie nałowiłem tym kijkiem za wiele (gdyż moim priorytetem były większe odległości), ale coś się tam uwieszało. Karasie sr. około 30 cm, leszcze około 40cm. Wędka poddaje się pod rybą, a zarazem zachowując pełną kontrole nad holem. Jest dość szybka jak na tak cienki blank Właściwości rzutowe w skali 10 dał bym 7-8. Miałem już wędki o lepszych parametrach - choćby Drennan Series7 Puddle Chucker Method Feeder. Od takie to przyzwyczajenie - ale to inna klasa wędek więc ciężko porównywać. Polecam z czystym sumieniem dla pasjonatów finezji podczas wędkowania. Zdjęcia oraz tekst mojego autorstwa. AUTOR: MrProper
  14. Ochotka - wierszem

    To przynęta " jak się marzy ", prawie dla wszystkich wędkarzy; I choć wszyscy już ją znają - lecz niepełną wiedzę mają. Że to owad ? -każdy powie, ale to Mości Panowie nie jest wszystko o tym rodzie, co rozwija się wprost w wodzie. Bo " insecta " to " owady " - taka nazwa tej g r o m a d y, A, z " gromady " się wywodzi mnóstwo " rzędów ", więcej - " rodzin "; rząd " muchówki " , bądz : " dwuskrzydłe " - wszystko to jest trochę dziwne, Po co skrzydła jej pod wodą ? - raczej płetwy tu pomogą ! Powinienem jeszcze sprawić, by " rodzinę " tą ujawnić ; więc ujawniam wiedzę zatem - nazwa jej : o c h o t k o w a t e Pora już zakończyć na tym, naukowe te tematy, Z satysfakcją wielką wielce, oddam głos mej bohaterce : Nie ma nigdzie, w całym świecie, o czym być może nie wiecie, Bardziej z przynęt naturalnej, doskonałej i normalnej, Dla rybiego rodu znanej, przez to bardzo pożądanej. No bo w wodzie, " daję głowę " , stanowimy aż połowę tego, co ryba tak ceni w swym codziennym, zwykłym menu. Inne robale przebrzydłe, uzurpują wręcz nagminnie sobie prawo, a do czego ? - już tłumaczę Ci kolego : otóż nazywają siebie, / skąd ten pomysł ? Tego nie wiem / , wprost przynętą naturalną, ale jest to bajką marną ! Gdy nie wierzysz mi na słowo, to sprawdz prawdę naukowo ; ichtiologia to potwierdzą, nie jest to tajemna wiedza. Tak więc pora podsumować, inne muszą się tu schować ! To ja jestem dla ryb słodka, a nazwałeś mnie - ochotka. Ryby, gdy apetyt mają, to się wręcz mną obżerają, Wy wędkarze to widzicie po pęcherzyków wykwicie, Co na wodzie się " bąblują ", kiedy ryby tu ucztują, ryjąc pyskiem tak sumiennie, uwalniają gazy denne. Jak więc widać żyję w mule - to nie martwi mnie w ogóle, Bo jesteśmy wszystkożerni, a tu pełno jest materii. I pod wodą spędzam tak, znaczny mego życia szmat. Tego życia taka miarka : jajo, larwa i poczwarka. A nad wodą me wcielenie, to imago, nic nie zmienię ! Bo choć pięknie bardzo fruwa, tutaj rola nie jest długa. No i po krótkich amorach, przyjdzie jej umierać pora. I od nowa, taka moda, jajo jej pochłonie woda. A pod wodą, powiem Ci, żyję tak z dwadzieścia dni, Lecz gdy warunki nie takie, któryś miesiąc mogę z hakiem, Prawie głodem się zamorzyć, by w poczwarkę się przetworzyć. Ale głód mnie nie zrujnuje, gdy w letargu się znajduję. By imago przyjąć postać, muszę z wody się wydostać. W tym wypadku, aż mam ciarki, wchodzę w swe stadium poczwarki. A te ciarki mam ze ścisku, że zakończę w rybim pysku. No bo jestem łatwym łupem, prawie takim " żywym trupem " Gdy się rójki zacznie czas, to jest ogrom w wodzie nas, Rybie zaś wystarczy tyle, by otworzyć pysk na chwilę, I same jej tam trafiamy; jak się cieszą " patafiany " ! Tak się nami opychają, że aż brzuchy im " pękają ". To wiadomość dla wędkarzy - kiedy rójka się wydarzy, to niech lepiej siedzą w domu, ryba nie wezmie nikomu. Aż się ochotka wyroi, no a wtedy, drodzy moi, Znowu można, w każdym razie, snuć marzenia o okazie. AUTOR: JUREK
  15. Rosówka - wierszem

    R O S Ó W K A Wśród wszelakich glizd, robali - co są " pod " oraz : " na fali "; Które ulegają modom - mnie jedynej nie przemogą ! Na nic propagandy słówka - górą jestem, ja - rosówka. I w zamyśle swoim mam - być wśród przynęt : number one ! I nie trzeba moi mili, żadnych skunksów, sosów chili, Żadnych dipów, boasterów, różnych " szmerów i bajerów " Niechaj każdy wie już o tem, że najlepsza jestem soute. No i właśnie w tej postaci, żadna rybka mną nie wzgardzi. Bo ja jestem sama w sobie, atrakcyjna co się zowie ! Taki okoń, nawet mini, na mój widok aż się ślini, Nie pogardzą mną też jazie, zwłaszcza jeśli mają " w gazie " I choć płetwy im sie plączą, nie pogardzą tą przekąską. No a okazowe leszcze, nie przełknąwszy dobrze jeszcze, Jeszcze pełną gębę mają - już kolejną z nas zjadają. Przy okazji biorą pewnie, tak że spławik Wam wylegnie. Ten fakt szczerze Was ucieszy, wszak to jest klasyka leszczy. No a stare, wielkie karpie, co to stoją niczym Harpie ; Gdy we wodzie mnie zobaczą to rekordem Was uraczą. Takie dzikie karpiszony - nie trzymane dla mamony. nie karmione sztucznym g....., / paszą,/ niby co tak pachnie cudnie. Lecz znające stare małże, małe raczki - no a jakże ! Co to, gdy je wezmie chucia, to się rzucą na turkucia ! Na mój widok to aż gwiżdżą, / chociaż jestem zwykłą " glizdą " /. Że nie wspomnę o karachach, o liniskach, / tych prosiakach /, O kleniskach, takich kłodach - grubszych niż Mariusza noga, I o brzanach - gdy się zmierzy, to cmokają Muszkieterzy, Idąc dalej wśród wąsaczy - o sumiskach jak się patrzy, Łowiąc je, nawet w tej Marnie, bardzo dobrze łowić na mnie. Skoro zalet mam aż tyle - czas już poznać : gdzie ja żyję ? Więc otwieram drzwi zagadce - mieszkam w piachu, w ziemi matce. Przepuszczając ją przez siebię, napowietrzam pięknie glebę. Bo z maniaka wręcz uporem, ciągle drążę sobie norę. I w ten sposób, my - tysiące, mamy wpływ taki jak słońce, Kształtujemy Wasze plony, nie, to nie są zabobony ! Gdy zaś przyjdzie mokra pora to myślimy o amorach, No i wtedy nie na żarty urządzamy love party. Wypełzamy na powierzchnię wiedząc, że to niebezpieczne, I pierzchamy na ruch trawy, i znikamy jak te zjawy. Ciało mamy doskonałe, pełno na nim takich plamek, Co jak alarm zadziałają, wtedy gdy nas oświetlają. Więc gdy chcesz nas tak pozyskać, musisz wtedy na to przystać : Iść jak kocur przyczajony, świecić światłem przyciemnionym, Wtedy dojrzysz nas wśród trawy, no a reszta - troszkę wprawy, Włóż mnie potem w fusy kawy, będę jędrna - nie ma sprawy. Gdy jest sucho masz też wyjście - skropić glebę, dość obficie Albo kołek wbijaj w ziemię i uderzaj weń sumiennie, Wtedy sama wnet wyskoczę, bo łaskotek wręcz nie znoszę. No i tak mnie zawsze złapiesz, wcale się też nie zasapiesz. Tak, na marginesie, dodam, że doprawdy wielka szkoda, Bo Luk idąc gdzieś na skróty chce zakładać mnie od ... brzydszej strony No a przecież ma uroda, to jest przede wszystkim - głowa, Lecz na szczęście mam ten myk, że gdy tułów by mi znikł, To z kawałka mej postaci, reszta sama się wykształci. AUTOR: JUREK
  16. Podajnik GURU po liftingu

    Jakoś początkiem roku olśniło mnie i "wymodziłem" coś takiego. Mając na uwadze wszelkie nowinki udoskonalenia, przeróżnych firm musieli byśmy mieć sprzętu co nie miara, jedni oferują Dura Banjo, inni Hybrid jak np GURU, a Ja żeby nie kupować jednych, postanowiłem coś zmienić i wykorzystałem Hybrid aby mieć Dura Hybrid. Sprawdzi się on w zestawach przelotowych, natomiast uważam, że w zestawach z amortyzatorem jest to zbędną rzeczą. (choć w niczym nie przeszkadza, aby i tam zastosować ) Dodam tylko że możemy wymienić podajnik bez demontażu zestawu szybko i sprawnie. Przy zastosowaniach z gumą do torebek PVA - nie będzie to tak łatwe, ponieważ cały zestaw ( przypon wraz z przynętą, rdzeń - czyli ta rurkę ) trzeba przełożyć przez środek naciągniętej gumki, od tylu do przodu, a później dopiero wsunąć żyłkę i rdzeń do podajnika. Jedno nacięcie, i mamy to co "Lubimy" bez zbędnych zakupów. Ponieważ nie wszyscy może znają Angielski (jak Ja) , a mają po raz pierwszy do czynienia z tego typu podajnikami, wstawiam instruktażowy filmik podajnika Dura Banjo Prestona. Film ten powinien wyjaśnić, co miałem zamiar uzyskać wykonując te dwa niewielkie nacięcia, To nacięcie pozwala na szybką wymianę miseczki podajnika na inną (większą, mniejsza lub cięższą) bez konieczności demontażu całego zestawu. Co pozwala na szybkie dopasowanie się do łowiska - w zależności od warunków panującym na nim. Poprzez wysunięcie tej rurki z miseczki wraz z przyponem, przynęta, i przełożenie żyłki głównej przez to nacięcie właśnie. Można wtedy założyć dowolną miseczkę tej firmy Może ktoś skorzysta z tej małej inowacji Pomysł, teks i zdjęcia, mojego autorstwa. AUTOR: MrProper
  17. Ponoć nigdy deszcz nie pada....tam skąd ja pochodzę rada, Skąd ma nazwa, moje miano - śpiewał o tym Albert Hammond, Tam banany lecą z nieba ... jakże pięknie to zaśpiewał ! Ludzie mają serca złote - ale o tym, jeszcze potem. Z Kalifornii jam dżdżownica, każdy wędkarz się zachwyca, Kiedy ma mnie w arsenale i tu się nie dziwię wcale ! Na haczyku jam ruchliwa, a w hodowli - wręcz kochliwa ! Ma żywotność przysłowiowa - Matuzalem niech się schowa ! W utrzymaniu - bardzo tania - bo wystarcza ziemi baniak, A w jedzeniu ? - wszystko znika, wrzucasz to do kompostnika ; Wręcz gustuję w obierzynach, liściach, trawie i w jarzynach, No i korzyść taką daję - co wyrzucasz, ja się najem. Oprócz tego, że mi dasz, papu raz na długi czas, To zapewnij mi mój Panie, dosyć częste podlewanie, Ale skąpe i z umiarem, no i dobre przewietrzanie. Ja się zrewanżuję prędko - mistrzem będziesz ze swą wędką ! Ciało moje bardzo jędrne, przez co ryby są pazerne Na me wdzięki i zalety - biorą z prędkością rakiety ! Me rozmiary są od zer - aż po wielkość XXL. Gdy to wszystko pododaję, wręcz ideał tak powstaje ! Bo od dawna mam to miano : jestem z przynęt - doskonałą, No i błyskawicznie znikam we wnętrznościach drapieżnika. Tak, więc wszyscy predatorzy, by mnie pożreć są wręcz skorzy, Lecz nie tylko wszakże oni, bo białoryb też nie stroni ! I to bez względu na rodzaj - ja zapewniam w tym urodzaj, Obfitości w rybim rodzie, zwłaszcza kiedy są powodzie. Chociaż wtedy, przyznam skromnie : pomyśl też nie tylko o mnie; / Zazdrość płonie na mych licach / - o tych bladych wręcz dżdżownicach. Co to żyją w matce ziemi, / no i woda karmi nimi / , Gdy wypłucze z brzegu skarpę -/ ryby są nimi obżarte /. Przypominają szkaradę -/ bo są przecież takie blade /! Nie to co ja, krasawica - kalifornijska dżdżownica ! Muszę wspomnieć też, biedaczka, o kuzynach mych - gnojaczkach; O dżdżownicach, co bez liku, zamieszkują w oborniku; I choć sprzeczne to z higieną, również i je ryby cenią. Sama tutaj się nie dziwię, gdyż nad wyraz są ruchliwe. Lecz zakończę, na przekór modzie, me wywody o tym s.../miodzie/ / Niech czytelnik sobie wyśni, co ja miałam tu na myśli /, Me szlachetne pochodzenie, bardzo sobie przecież cenię, Bo ten zapach mnie dołuje - bardzo rybom się dziwuję ! I na koniec chciałam zdradzić, chociaż raczej - to : doradzić, Nie przypominam Pudziana, kiedym na haczyk nadziana, Lecz wśród ryb apetyt wzrasta -/ nie potrzebna tu omasta /, Gdy nas w pęczek zepniesz krótko, najzwyklejszą, cieńką gumką, Wtedy będę długo żyła, wszelkie ryby Ci wabiła, A, choć gumką ściśle spięta, wielka ze mnie wiercipięta, Żadna rybka nie przepuści takiej szansy, no - a już Ci ; Takie przekonanie mam - dla ryb jestem : number one ! AUTOR: JUREK
  18. Ze względu na to iż, szukam bardziej niedostępnych miejsc, szybkich i trudnych wypadów, łowisk. Gdzie wózek nie ma racji bytu. Postanowiłem zakupić od takie cudo. W zestawie znajduje się: Krzesło, no może mini krzesło Torba i "pokrowiec" na wędki - cudzysłów z powodu, iż nie uznaję takich pokrowców, dwie skarpety połączone szelkami i ochroną kołowrotków Poszedł w odstawkę jako prezent. Po rozpakowaniu i złożeniu zestawu okazało się że krzesło samo w sobie jest OK, ale do jasnej cholery - nie ma gdzie osprzętu zamontować . Chodzi tu o wysokość krzesła. Ja mam ok 186cm wzrostu, a żeby zamontować osprzęt, trzeba było je opuścić na odpowiednią długość nóżek, aby wystawały powyżej siedziska. Niestety ta wysokość już była dla mnie za nisko i uciążliwe sadzanie swoich 4-ech liter. Postanowiłem dokupić nóżki firmowe od Korum, są one dłuższe od standardowych w komplecie Kupiłem dwie-, tak jak jest to sprzedawane. Po zamontowaniu, po przekątnej (tak najbardziej mi pasowało) okazało się, że mogę zamontować osprzęt i w miarę wygodnie usiąść. I przesiedzieć jakiś szybki, nie planowany wypad (taki zaliczyłem i "przesiedziałem" 4 godziny - Oczywiście nie ciągle Tak się prezentuje: Torba jest dość pojemna, wszystko co widoczne na zdjęciach spakowałem i wrzuciłem na plecy (prócz sztycy, wiaderka i ramienia - to poszło do pokrowca na wędki) Z tym wszystkim przeszedłem jakieś 700m. Mimo, że szukam minimalizacji sprzętu, to torba po załadowaniu wszystkiego, jak by nie było trochę waży. Ale jednak szło się wygodnie i nic nie uwierało, gniotło i nic się nie zsuwało w inne miejsce, jak to często gęsto bywa przy wszelkiego rodzaju i ilości toreb na plecach, ramionach. Mimo ciężaru czułem komfort spaceru. Spakowany zestaw wygląda tak: Torbę do krzesła wiesza się za pomocą uszu, które są wszyte w górnej części torby, wieszając ja za nogi krzesła. Dla stabilności aby torba nie dyndała jak wahadło w zegarze mocuje się ja w dolnej części krzesła, za pomocą rzepów - o których to producent również nie zapomniał. Całość tworzy jedną bryłę z którą dość wygodnie, komfortowo można przejść (w zależności co kto do niej załaduje) na pewno około 1500m, może też i dalej. Ja mam tam wszystko co do feedera potrzeba, plus dwa rodzaje zanęt (gotowych) dodatki do koszyka qq, konopie, pellet, przynęty wszystko w pudełkach - nie w woreczkach. Krzesełko zgrabne, wygodne, na krótkie niespodziewane zasiadki i na pewno mogę dojść, przedrzeć się tam, gdzie ze standardowymi krzesłami i całym bagażem (a na pewno już nie z wózkiem) dojść jest trudno, a nawet raczej nie możliwe. A i dostęp do zamontowanych akcesoriów, nie jest jakoś utrudniony poprzez małe gabaryty krzesła. Waga samego krzesła to ok 3,5 kg- napisałem około, bo nie ważyłem na wadze wędkarskiej, tylko na łazienkowej. Wysokość siedziska po wymianie dwóch nóżek to 32cm - pewnie jeśli ktoś zechce może wymienić wszystkie 4 nóżki, co spowoduje, że będzie można siedzisko podnieść jeszcze wyżej. Jak dla mnie ta wysokość jest wystarczająca.Wysokość oparcia to 38cm. Teraz krótko o stabilności krzesła podczas łowienia. Moim zdaniem nie da się uniknąć telepotania szczytówek w tego typu krzesłach. Nawet Preston Monster Feeder Chair z zamontowanym podnóżkiem telepie się - tak samo jak to małe krzesełko od Koruma . To krzesło jest moim piątym krzesłem, które zakupiłem. Przeszedłem od Preston Monster Feeder Chair, Korum Delux Accessory Chair, poprzez dwa krzesła karpiowe. Najmniej chybotliwym w tej dziedzinie jest krzesło karpiowe. Którego używam do dłuższych zasiadek. Kto wie, może i na mini krześle od Koruma przesiedzę dłuższą zasiadkę, a niżeli dzisiejsza. Krótko, jak dla mnie lubiącego łowić w miejscach ustronnych z dala od zgiełku, gdzie dostęp utrudniają zarośla. To krzesło wypadło na 5 dał bym 6 gdyby nie to, że musiałem dokupić dodatkowe nóżki. Jeśli ktoś lubi jednak komfort, posiedzieć sobie wygodnie i nie przedziera się przez zarośla - to, to krzesło nie jest dla niego. Zdjęcia mojego autorstwa AUTOR: MrProper
  19. W tym roku okazało się, że nikt nie jest w stanie sprawić mi pod choinkę lepszego prezentu niż... ja sobie sam. Trochę wcześniej niż przed Wigilią dostałem wymarzony Picker Flagman Mantaray Elite 270cm/35g. Niesiony radością po takim niespodziewanym prezencie od "Mikołaja / Stana" - postanowiłem, na entuzjazmie zrobić prezentację, recenzje tego cuda. Wydaje mi się, że muszę się wybrać na korepetycje do kolegi Splota w tej dziedzinie, bo nie do końca chyba się udało, choć oceńcie to sami. Po pierwsze w moim teście jest widoczny brak ugięcia wędki na sucho. Niestety nie miałem wolnego kołowrotka i żyłki, wszystko już zajęte pod inne wędziska, a żyłki przyponowej mi było szkoda. Po 2-gie znając moje szczęście, bałem się, że jeszcze coś złamie w czasie takich eksperymentów. No ale, aby jednak nie wyjść na całkowitego amatora w tej dziedzinie - porobiłem chociażby podstawowe pomiary. Większość widać na zdjęciach. Kij ma ma 13 przelotek, w tym wszystkie oprócz tych 6ciu na szczytówkach - są one na podwójnych stopkach. Reasumując - kijek naprawdę super się prezentuje, jestem pod ogromnym jego wrażeniem. Do każdej wędki w komplecie dołączona jest tuba, nie tylko na szczytówki, ale także na samą wędkę. Kolejnym, dodatkowym atutem jest to, że pasują do niej idealnie szczytówki od Picera Flagman Sherman Pro. Wszystkie podstawowe informacje można odszukać w sklepie Gliny Natura, gdzie kupiłem te świetne wędzisko. AUTOR: STAN
  20. Delikatny Mivardi Enigma Picker

    Przeglądałem ostatnia wiele ofert, szukałem witkę do łowienia na spokojnej wodzie drobnicy i średniej wielkości ryby. Nie mogłem się zdecydować i w końcu wujek Google podpowiedział, że w sklepie Pana Zbyszka Milewskiego jest promocja na kijek z tytułu. Chyba rok temu miałem go w ręku i już wtedy miałem na niego chrapkę. Mivardi Enigma Picker kij który wgrałem to wędka o długości trzech metrów, oraz o gramaturze wyrzutu do 25g. Dwu-skład z trzema szczytówkami o ugięciu 2x 1.5oz i 1x 0.75oz. Średnica szczytówek to 2,77mm. Moje odczucie jest trochę inne i mogą mieć w rzeczywistości mniejszy zakres ugięcia- co będzie plusem. Rękojeść to połączenie korka i pianki, bardzo dobrze leży w rękach. Przelotki dwustopowe. Łącznie 5 sztuk na tipie, oraz 5 sztuk na drugim składzie i jedna na pierwszym. Pierwsza przelotka ma szerokość 11,1mm, ostatnia 2,6mm. Średnica blanku za uchwytem 12,5mm. Długość pierwszego składu to 155,5cm a samego dolnika 39,8cm, bez uchwytu na kołowrotek. Drugi skład ma 105cm. Szczytówka ma długości 52,8cm. Obciążenie, które zastosowałem na zdjęciach to soczek 300ml. AUTOR: SPLOT
  21. W zasadzie już oczami kupiłem jak patrzę na te zdjęcie - Tournament SLR Feeder rods - jednak cena mnie trochę przeraża... Kolega Janek zwany @jazzriba napalił się na Browning Black Viper II mk13 są jakieś inne fajne opcje?
  22. Mnóstwo wędkowania i prawie zakończony sezon 2017 r. Pomimo, że ciągle mam do napisania jakiś artykuł lub szykuję prezentację i wykład, to wiele wolnych chwil przeznaczam na to, by wyjść nad wodę, a czasami na grzyby. Rok 2017 był dość podobny pod względem służbowych zajęć (pomijając mniejszą liczbę wyjazdów w teren), natomiast okazał się bardzo intensywny pod względem wypraw wędkarskich. Prawie przy każdej sposobnej chwili, gdy miałem trochę wolnego czasu i pojazd to szykowałem się na ryby. Z racji korzystnego ulokowania Giżycka, na ryby nie jest daleko, jezior w zasięgu spaceru lub wyjazdu rowerem jest kilka, większych i mniejszych, bliższych i dalszych. Korzystam z tego i łowię na kilku jeziorach, w kilkunastu różnych miejscach. To, co jest wspólnym mianownikiem, to, że wszędzie łowię metodą spławikową, tzw. pełnym zestawem, choć wolę krótkie określenie „bat”. Jak wypadł ten rok, który miał dość nietypowy charakter termiczno-pogodowy, często deszczowy i wietrzny? Nie mogę narzekać, często byłem na rybach i najczęściej wracałem zadowolony z pobytu nad wodą. Drugi rok z rzędu łowię batem Traper Power Stick Silver 500 i bardzo cieszy mnie ta wędka. W sumie w ciągu dwóch sezonów złowiłem nim tysiące ryb, większych i mniejszych, w słoneczne upalne dni i w pochmurne wietrzne klimaty. Sporadycznie miałem ze sobą wędkę do połowów gruntowych, czasem natomiast łowiłem przez chwilę spinningiem. Różne jeziora, różne ryby wszędzie kontakt z przyrodą i odpoczynek przy wędce. Kilka notatek o połowach i plany na następną wyprawę. Urocze jest to, że mogę sobie wybrać łowisko gdzie chcę posiedzieć, dopasować się do kierunku wiatru lub oczekiwanych ryb, albo po prostu pójść tam gdzie bliżej lub spokojniej. Płoć bierze, czasem krąp czy leszcz, niekiedy i lin się trafia. Miłe to urozmaicenie, relaks i sielanka. Aż chce się jeszcze lub powtórzyć to samo. Ale nie, nadchodzący rok 2018 kusi by coś zmienić, zmodyfikować łowienie, coś dodać, ująć coś innego. Ryb nie brakuje, choć czasami trzeba pomyśleć gdzie je łowić, lub jaka metoda będzie skuteczna lub wygodna w użyciu. Może teraz skuszę się, by częściej polować na drapieżniki, albo kilka razy na rzeki się wybrać. W sumie nieważne jak będę łowić, ani gdzie łowić będę. Liczy się to, że ciągle cieszy mnie ryb łowienie, a nawet jeśli nie łowię ryb największych, mam taką z tego radochę, jak pewnie wielu łowców okazów, choć oni częstokroć są tak sprzętem obładowani, ze ledwie iść mogą.
  23. Po serii zawodów „Feeder Cup” organizowanych przez Fundację "dla Ryb" prowadzonych na łowisku w Ługach Wałeckich, dość spontanicznie pojawił się pomysł, by na zakończenie 2017 roku przeprowadzić zawody spinningowe na łowisku głównym Fundacji "dla Ryb" w Nienawiszczu, naszej nowej wodzie, którą użytkujemy od 1 kwietnia tego roku. Nasze wody to kompleks czterech stawów, w tym stawu „głównego” o powierzchni 11ha, przepięknie położonego w otulinie lasów i pól. Ze względu na to, że dopiero od kilku miesięcy zarządzamy wodami, sami nie byliśmy do końca pewni ile drapieżników pływa w naszej wodzie. Łowisko główne, na którym obowiązuję zasada NO KILL, było bardzo popularne w ciągu tego sezonu, ale dotychczas dominującą techniką połowu, był feeder. Sporadycznie my czy też inni wędkarze łowili także na spinning. Dość często przy połowie na drgającą szczytówkę trafiały się szczupaki, a szczególnie atrakcyjną przynętą były tzw. „dumble”. Pomimo planów i naszego zapału (a trochę też ze względu na dużą odległość pomiędzy łowiskiem a naszym ichtiologiem) nie udało się w tym roku dokonać badań ichtiofauny i przeprowadzić tzw. odłowów kontrolnych, podczas których planowaliśmy sprawdzenie populacji drapieżnika w stawach. Stąd, gdy pojawił się pomysł by zorganizować zawody spinningowe, połączyliśmy wspólną rywalizację z próbą oceny, co w naszej wodzie pływa. By pogodzić rywalizację z naszym regulaminem połowu, zawody obywały się w oparciu o zasadę „żywej ryby”, dzięki czemu wędkarze łowili, my zbieraliśmy dane a ryby wróciły do wody by rosnąć. Treningi tuż przed zawodami były bardzo owocne i pozwoliły na optymistyczne nastroje wobec nadchodzącego dnia rywalizacji. W trakcie dotychczasowych połowów trafiały się duże ryby (pierwsza metrówka), a także kilka szczupaków o długości powyżej 80 cm. Natomiast jakby najczęściej łowiono ryby „60tki” albo po kilka sztuk szczupaków powyżej 50 cm. Dzień przed zawodami, gdy w deszczu przygotowaliśmy się do wspólnej rywalizacji, na zakończenie prac kolega Kubik wziął do testów nowy kij SHIMANO TROUT AREA i wyciągnął rekordowego okonia, o długości ponad 40 cm. Co prawda, my podczas wiosennych zarybień sami wpuściliśmy (ze sprawdzonego gospodarstwa rybackiego) około 40 dużych ponad 30 cm okoni, ale czy to była ryba z naszego zarybienia, czy też już dawny mieszkaniec naszej wody to już niech pozostanie tajemnicą tej wody, która cały rok pozytywnie nas zaskakiwała. Zawody towarzyskie, które się odbyły w niedzielę 26.11.2017r miały dać nam odpowiedź ile szczupaka i okonia pływa w tej wodzie. Dzięki opłatom wpisowym mogliśmy przygotować zaplecze organizacyjno-socjalne podczas trwania zawodów, a pozostałe pieniądze przeznaczyć na cele statutowe Fundacji „ dla Ryb” oraz zarybienia łowiska w Nienawiszczu. Do prowadzonej akcji promocyjnej bardzo szybko przystąpiła marka SHIMANO FISHING, dzięki której przekazaliśmy zawodnikom nagrody. Błyskawicznie, bo już po 2-3 dniach od ogłoszenia pomysłu lista zawodników została zamknięta. Wprowadziliśmy ograniczenie względem liczby łowiących wędkarzy, a wynikało to ze względu na wielkość łowiska. Do startu w zawodach przystąpił komplet zgłoszonych 38 zawodników. Szybko i sprawnie zebrała się ekipa spinningowa WKS SPIN-ICE z Szamotuł, osoby, które podczas rywalizacji wspierają nowoczesne etyczne wędkarstwo. Jak się okazało w trakcie zawodów, nikt ze zgromadzonych nie rzucał sobie ani sąsiadom po głowie, a miejsca dla każdego łowiącego nie brakowało. Ja osobiście, na podstawie "pogodynki" żerowanie ryb przewidziałem dość czarno, ponieważ nastąpił duży wzrost ciśnienia atmosferycznego. No i faktycznie ryby były bardzo leniwe, choć jak widać po tabeli, nie było drużyny, która to by nie miała kontaktu z rybami i ten fakt bardzo mocno nas cieszy. W połowach przeważały szczupaki, choć i okoni złowiono wiele. To co jest budujące, to że fakt, że złowiono naprawdę dużo ryb, dzięki czemu rywalizacja była wyrównana i o zwycięstwie decydowały umiejętności i szczęście, a nie przypadkowa ryba. Ale o tym postaramy się jeszcze przygotować odrębny artykuł. Startującym w naszych zawodach wędkarzom, oprócz skromnego poczęstunku oraz upominków, daliśmy do wypełnienia rejestry połowu ryb, które to docelowo będą służyć nam do przyszłych badań ichtiofauny i pomogą w analizach tego, co można zrobić w przyszłości lepiej, tak, aby równowaga w wodzie została zachowana. Jako Fundacja "dla Ryb" dziękujemy wszystkim zawodnikom za zachowanie FAIR PLAY i mamy nadzieję do zobaczenia w przyszłym roku, czy to w obecnej czy nowej formule Mistrzostw Spinningowych w Nienawiszczu. AUTOR: GRENDZIU Fotografie dzięki uprzejmości zawodników.
  24. Nastał listopad, miesiąc na który spinningiści czekają cały rok. To teraz, gdy są pierwsze przygruntowe przymrozki, drapieżnik zaczyna atakować na niemal wszytko co mu się poda. Gdy woda przy powierzchni ma jeszcze temperaturę powyżej 8°C, ryby intuicyjnie gromadzą jakby zapasy na zimę. Wędkarze teraz właśnie prześcigają się w podawaniu jak najbardziej rewolucyjnej przynęty, wierząc w to co zaplanowali wcześniej. Gdy przychodzą takie dni, że nawet diabeł nie chcę wynurzyć nos na zewnątrz, to wtedy właśnie padają najlepsze wyniki na wodzie.... Tyle wstępu przed zawodami, bo czekają nas nie lada emocje w Nienawiszczu. Chcielibyśmy zaprosić Was na Towarzyskie Drużynowe Mistrzostwa Spinnigowe Fundacji "dla Ryb" na naszym łowisku w Nienawiszczu. Łowimy parami, zarówno z łodzi jak i z brzegu. Gdyby nawet okazało się, że ktoś nie ma osoby do pary, to i tak wygrywa największa ryba z danego gatunku, czyli największy szczupak i największy okoń. Dodatkowo liczy się także suma punktów, złowionych ryb drużynowo. Każda z osób otrzyma od Nas rejestr połowu, oraz będzie musiała uwiecznić rybę na macie z numerem i miarką. Patronem honorowym wspierającym całą imprezę jest znana i ceniona marka wędkarska SHIMANO. Przychód z imprezy zostanie przeznaczony na zarybianie łowiska w 2018r. REGULAMIN I OTWARTYCH TOWARZYSKICH ZAWODÓW SPINNINGOWYCH ORGANIZOWANYCH PRZEZ FUNDACJĘ "dla Ryb" TERMIN : 26.11.2017, zbiórka godzina 8.30 MIEJSCE : Łowisko NO KILL Fundacji "dla Ryb" Staw Główny 11 ha, w Nienawiszczu 1. Metoda Spinningowa, na żywej rybie. 2. Każdy zawodnik zobowiązany jest do posiadania aparatu, lub telefonu z funkcją aparatu. 3. Przymiary zapewnia organizator - mata z miarą. 4. Zawodnicy dobierają się w drużyny i łowią wspólnie przez czas trwania zawodów (5 godzin) 5. Wędkujący łowią z łódek (zabezpieczają je we własnym zakresie ) lub brzegu. 6. Dopuszcza się stosowanie silników elektrycznych i elektroniki pomagającej lokalizacje ryb. 7. Prowadzone klasyfikacje: - indywidualna: - o najdłuższego szczupaka; - o najdłuższego okonia; - drużynowa - suma wszystkich ryb złowionych przez drużynę dwuosobową. 8. Każdy zawodnik przedkłada do komisji sędziowskiej po jednym zdjęciu każdej złowionej ryby danego gatunku oraz zgłasza docelowo wszystkie złowione ryby na końcu zawodów. 9. Na klasyfikację drużynową składa się suma wszystkich złowionych ryb każdego punktowanego gatunku ( szczupak, okoń ). 10. Łodzie muszą być wyposażone w kapoki. 11. Nagrodzeni zostaną łowcy najdłuższych ryb wymienionych w punkcie 7, oraz drużyna z największą sumą punktów. 12. Punktacja : 1 mm – 1 punkt. Zgłoszenia do dnia 20.11.2017 pod numerem telefonu: 61-307-99-99 Dariusz Grenda, ilość miejsc ograniczona pojemnością łowiska. Opłatę startową 100 zł od drużyny wpłacać będziemy 30 minut przed zawodami. WSTĘPNA LISTA ZAWODNIKÓW: 1. Daniel Graczyk 2. Jerzy Błasiak 3. Lech Kurianowicz 4. Jacek Krugiołka 5. Dariusz Grenda 6. Robert Kubiak 7. Bartosz Czarnecki 8. Marcin Długosz. 9. Adam Pielak. 10. Jakub Grobelny. 11. Miłosz Chrzanowski. 12. Zbigniew Ratajewski. 13. Paweł Chalak. 14. Damian Poniatowski. 15. Wojciech Prange. 16. Piotr Sibrecht. 17. Tomasz Perz. 18. Maciej Szychowiak. 19. Maciej Kasior. 20. Marcin Olejniczak. 21. Agnieszka Bryl. 22. Łukasz Woźniak. 23. Wojciech Jucha. 24. Adam Bączkowski. 25. Łukasz Michalak. 26. Mateusz Jedrzejewski. 27. Krzystof Leszczak. 28. Artur Jerdruchniewicz. 29. Marek Adamczak. 30. Paweł Tęcza. 31. Adrian Kubiś. 32. Mateusz Kubiś. 33. Radosław Poznań. 34. Sławomir Szwak. 35. Marcin Ratajczak. 36. Zachariasz Wolaniuk. 37. Krzystof Madej. 38. Rafał Madej. 39. Dariusz Magdziarz. 40. Misha Stopkin. 41. Mikołaj Frahn. 42. Daniel Mazur. 43. Jakub Bartkowiak. 44. Wojciech Tuchołka. PONIŻEJ PRZYKŁADOWE ZDJĘCIA ŁOWISKA I RYB NA WODZIE ZARZĄDZANEJ PRZEZ FUNDACJĘ "dla Ryb" AUTOR: GRENDZIU
  25. Jesienne jeziora

    Jesienne jeziora. Od dłuższego czasu trwa kalendarzowa jesień. Patrzymy na tę porę roku z pryzmatu życia codziennego, dostrzegając ochłodzenie, częstsze opady deszczu i szybko zapadającą ciemność. Odrobinę inaczej widzą jesienną aurę wędkarze – to wyczekiwany moment polowań na drapieżniki. Ale to nie wszystko. U schyłku lata zaczyna ochładzać się woda w jeziorach, a tempo wychładzania zależne jest od wielu czynników, wśród których warto wymienić: powierzchnię i głębokość jeziora, ilość dopływającej i odpływającej wody, nasłonecznienie i podatność na działanie wiatru. Najczęściej we wrześniu, w jeziorach występuje jeszcze letnia stratyfikacja termiczno-tlenowa, co oznacza, że przypowierzchniowe warstwy wody są cieplejsze, niż woda w głębinach. I dzieje się tak nawet, jeśli obserwujemy silny wiatr i falowanie wody. Dopóki jest znaczne zróżnicowanie temperatury warstw wody, to mieszanie zachodzi tylko w przypowierzchniowej warstwie wody – epilimnionie. Ale, gdy wraz z upływem czasu i ochłodzeniem wody, temperatura wody zaczyna się wyrównywać (około 9-10°C) to wtedy najbardziej odczuwalne jest działanie wiatru. Zaczyna się intensywne mieszanie warstw wody: dobrze natlenione przypowierzchniowe wody mieszają się z często beztlenowymi wodami głębinowymi. To proces jesiennej cyrkulacji wody w jeziorze. Dużo zależy od tej cyrkulacji, bo czas mieszania i zakres głębokości jest różny w zależności od zbiornika i panującej aury. A od tego, jak dobrze zostanie wymieszana woda, zależeć może czy zbiornik będzie narażony na głębokie deficyty tlenowe (ale tu też istotne są inne aspekty) które mogą zagrażać rybom. No cóż, to procesy naturalne, na które ciężko wpłynąć lub je regulować. Teraz, choć tymczasowo, woda ma wyrównaną temperaturę i pod tym względem rybom może być obojętne czy przebywają przy powierzchni czy w strefie przydennej pływają. Ale niebawem woda zacznie się ochładzać od strony powierzchniowej, tracąc temperaturę aż do poziomu 0°C. Za to w głębokich partiach jezior, woda przydenna będzie cieplejsza, a jej temperatura wynosi najczęściej około 4°C, a stan te utrzyma się aż do wiosny. Wspomniałem o wodzie, teraz słów kilka o roślinach. Czas wzrostu i rozwoju wielu roślin albo się zakończył, albo uległ spowolnieniu. Liście grążeli poszarpane, łodygi rdestnic pourywane, trzcina złoto-brązową barwą się mieni. Płytkie zatoki dotychczas zbyt zarośnięte by łowić, odsłaniają swe wody i dają szansę by wędki zarzucić. Z drugiej strony rozważań, w strefie przybrzeżnej ubyło kryjówek ryb, woda się ochłodziła, a ryby mogły przenieść się w inne partie zbiornika, więc znów trzeba szukać miejsc do wędkowania. Jesień, chłodna woda, redukcja roślinności to tradycyjny „zew” dla wędkarzy nastawionych na połów drapieżników, głównie szczupaka i okonia, na niektórych jeziorach także sandacza. Niewielu widzę teraz wędkarzy z wędką spławikową czy też gruntową, za to widać istne pielgrzymki spinningistów wzdłuż brzegów jeziornych. Na wodzie natomiast łódki wędkarskie, czasem kilka-kilkanaście, czasem kilkadziesiąt: płyną, rzucają przynęty, zdobyczy szukają. Jedni polują przy trzcinach licząc na skryte okonie, inni na wodzie otwartej, w głębokich toniach wielkie szczupaki chcą skusić. Czasami ktoś żaglem zabłyśnie wśród łódek z motorkiem, popędzi wraz wiatrem żeglarz, co ciszy i przestrzeni łaknie. Nawet, gdy to listopad już nastał, a większość jachtów na brzeg wyniesiona. Niebawem czas tarła sielawy i siei, a z grudniem nadejdzie czas ochrony miętusa i węgorza. Ale zawsze nad wodę wybrać się można, czy to płotki poszukać, czy jeziora oglądać, a może cudem lina złowić. Zdarzają się także inne duże okazy karpiowatych, włącznie z karpiami lub amurami. Warto korzystać z jesieni by zmiany w jeziorach dostrzegać, zwłaszcza, że przezroczystość wody teraz wzrasta i lekko w głąb wody zajrzeć można. AUTOR: KOTWIC

Wydawcą portalu dlaRyb.pl jest:

FUNDACJA "DLA RYB"
BOGUNIEWO 45, 64-610 BOGUNIEWO
Nr Konta: PKO BP 64 1020 4128 0000 1202 0123 2578
KRS: 0000613501 NIP: 6060096225 REGON: 364237131
https://dlaRyb.pl; e-mail: fundacja@dlaRyb.pl; tel.: 61 307 99 99
×

Ważne informacje

guest_terms_bar_text_value